wtorek, 29 grudnia 2009

Kotów przerwa ... sprostowanie

Sprostowanie dotyczy choinki. Otóż dziś rano xmas_eve wstała, otworzyła drzwi do dużego, włączyła choinkę, jak to robi codziennie rano, póki ciemności za oknem, po czym udała się do swoich spraw.

Gdy była w trakcie malowania prawego oka usłyszała trzask, brzdęk i ujrzała ciemność w dużym. Przeczuwając najgorsze, czyli choinkę leżącą bez życia na podłodze, pobiegła do dużego, zapaliła światło ... Choinka na szczęście stała, ale połowa bombek wraz z gwiazdą i ściągniętą połową sznura z lampkami wyrwanego z przedłużacza leżała wśród obsypanych niemal doszczętnie igieł.

Sprawca incydentu, Teofil, stał obok na ugiętych łapach i obwąchiwał gwiazdę. Okoliczności, w jakich incydent miał miejsce, pozostają nieustalone. Wiadomo jedynie, że chwilę wcześniej Teofil dostał głupawki na widok otwartego balkonu i biegał jak oszalały po mieszkaniu. Czy wskoczył z radości na choinkę, to już tylko on mógłby powiedzieć. Chyba się jednak do tego nie kwapi.

:-/

niedziela, 27 grudnia 2009

Kotów przerwa świąteczna

Większą część przerwy świątecznej Koty spędziły na fotelu ...



... przeważnie w konfiguracji "Stefek na górze, Teofil na dole" ...



(na tym zdjęciu w tle firanka poszarpana przez biedronkę)

... chyba, że akurat przebywały w pobliżu choinki, co widać na tym, marnej jakości zdjęciu:



Jeśli chodzi o choinkę, to obyło się bez ekscesów opisywanych przez innych bloggerów. Choinka nie została przez Koty uznana za obiekt zdatny do wspinania, może dlatego, że, jak widać na zdjęciu, jest dość gęsta. Poza tym, Koty są chyba za duże, by wspinać się na tę niewielką choinkę.

Nie było też lamet, anielskich włosów, ani łańcuchów, niczego, co Koty mogłyby wchłonąć do przewodu pokarmowego. Czerwone bombki, złote bombki, jedne i drugie plastikowe, do tego lampki, anioł i gwiazda.

Parę razy została zdjęta jedna z trzech największych bombek, w Wigilię przeturlano ją pod stolik, gdzie następnego dnia została znaleziona, przeturlana na środek pokoju i ciągana czule za sznureczek. Aniołek siedzący na szczycie choinki, zanim tam bezpiecznie trafił, został wywleczony z szafki RTV i przeczołgany po pokoju. Oprócz tego Koty regularnie dbały o to, by choinka zrzuciła trochę igieł, zwłaszcza z dolnych partii. Ale w sumie to nie Kotów wina, choinka jest sobie sama winna, udaje choinkę rosnąca w doniczce, z korzeniem, a sypie się, jakby została ścięta dwa tygodnie temu i stała od tego czasu o suchym pieńku.

Pierwszego dnia Świąt Teofil udał się ze świąteczną wizytą do Felicjana, ale już nazajutrz wrócił, bo Felicjan na widok gościa przestał jeść, a Stefek cały czas bez Teofila spędził przyklejony do xmas_eve. Po powrocie Teofil dostał od Stefka ochrzan oraz parę razy przez łeb.

Dziś wszystko wróciło do normy. Tegoroczne Święta Koty uznają za w miarę udane. I za zamknięte.

sobota, 26 grudnia 2009

Jak podać kotu dwie tabletki?

Każdy kociarz i nie tylko zna anegdotę o podawaniu kotu tabletki. I każdy wie, że łatwe zadanie to nie jest. Tymczasem xmas_eve odkryła właśnie doskonałą i jak na razie niezawodną metodę bezstresowego podawania Kotu Stefkowi nie jednej, a dwóch tabletek.

W tym celu trzeba dysponować wyśmienitym pasztetem świątecznym, wyprodukowanym przez Pana T. Pasztet ten można formować w zgrabne kulki. Do jednej kulki pakuje się relanium, do drugiej jedną czwartą cipronexu, a następnie podaje się obie kulki, najpierw jedną, potem drugą, delikwentowi, który chwilę wcześniej zdradził dużą skłonność do świątecznego pasztetu. Kulki znikają w paszczy, a zainteresowany nawet nie zauważa, że coś w nich przemycono.

:-)

środa, 23 grudnia 2009

Relanium

Bzzzz ... bzzzz ... golarka jeździ po brzusiu Stefka i goli miejsce do badania USG. Stefek, po ponad godzinnym oczekiwaniu na swoją kolej, nie jest zbytnio zachwycony, ale xmas_eve jest szczęśliwa, że udało się jej dowieźć Stefka do Doktora R. z w miarę pełnym pęcherzem tak, by USG mogło się odbyć. Stefek bowiem znowu zredukował ilość sików dziennie do dwóch. Wstawiany wieczorem na siłę do kuwety odstawiał cyrk, łącznie z drapaniem i gryzieniem ręki, która karmi. Dlatego xmas_eve postanowiła zawieźć go do Doktora R. zwłaszcza, że gdyby coś działo się podczas przerwy świątecznej, mógłby to być spory problem.

Doktor R. uruchomił aparat USG, nażelował Stefkowy ogolony brzuszek i przytknął do niego sondę. Pojeździł nią chwilę, po czym rzekł:
- Trzeba mu będzie dawać relanium.
Xmas_eve zafrasowała się nieco i zapytała:
- A co tam widać, na obrazku?
Doktor R. odparł:
- Zapalenie pęcherza. Nie ma kamieni, jest trochę osadu, ale kamieni nie ma.

Mhm, pomyślała xmas_eve jednocześnie zastanawiając się, czy dobrze się jej zdaje, że relanium bierze się na nerwy, nie na zapalenie pęcherza. Sama co prawda nigdy nie brała relanium, ale znała takich, którzy brali, ewidentnie na nerwy.

Po badaniu Dr. R. nakreślił swoja teorię. Że Stefek jest za młody na takie zapalenia i że podłoże wstrzymywania moczu w pęcherzu, co sprzyja infekcji, może być psychiczne. No ale jak to, psychiczne, przecież Stefek jest najgrzeczniejszym i najbardziej przyjaźnie nastawionym do świata kotem na świecie właśnie, z nikim nie zadziera, nie wszczyna awantur, jest ugodowy.

- No, może właśnie jest wycofany - powiedział Dr. R. i zapytał, jak się Stefkowi układają relacje z Teofilem.
- Bardzo dobrze, kumplują się - powiedziała zgodnie z prawdą xmas_eve.
- A z Dzidką?
- No, Dzidki nie ma, wyprowadziła się na trochę...
- To może tutaj właśnie jest przyczyna - zamyślił się Dr. R.

Ale, że jak, że niby Stefek tęskni za Dzidką?

------------------------------- *** ----------------------------------

Tak więc Stefek będzie brał antybiotyk oraz relanium i wąchał Feliwaya z kontaktu. Po Nowym Roku kontrola. Dzidka na razie zostaje tam, gdzie jest.

niedziela, 20 grudnia 2009

Zapachy

Dziś xmas_eve udało się wywieźć psa Niuńka do nadmorskiego lasu i zrobić mu tam porządną przebieżkę. Niuniek załatwił wszystkie swoje sprawy, ani razu nie uciekał, łapał śnieg, poszczekał, a nawet ponosił trochę patyczek. Jednym słowem, udany spacer.

W drodze powrotnej plan był taki, że wstępują na chwilę do Mamy. Pod blokiem nie było gdzie zaparkować, jedyne miejsce było pięć klatek dalej. Co było robić, xmas_eve zaparkowała na nim, wypakowała Niuńka, i skierowała się w stronę właściwej klatki, oddalonej, jak wspomniała, o pięć innych. Nagle poczuła szarpnięcie smyczy, zobaczyła, że Niuniek robi osła, staje dęba, po czym pakuje się w przychodnikowy żywopłot. A nikt nie strzelał ... Dramat! Nie dojdziemy do klatki, będziemy tu stać do jutra, pomyślała xmas_eve W końcu jednak użyła perswazji, Niuniek ruszył z miejsca i jakoś doszli.

Na górze Niuniek został wpakowany do wanny w celu umycia łap z soli i innych naleciałości. Z pokoju wyłoniła się Dzidka i z miejsca skierowała swe kroki do łazienki. Xmas_eve zdjęła buty i kurtkę i ruszyła w tę samą stronę w samą porę, by nakryć Dzidkę wspinającą się na brzeg wanny i wskakującą nań w celu dogłębnego obwąchania Niuńka. Xmas_eve pochyliła się nad Niuńkiem i przekonała się, że na żywopłocie, w który wpakował się pod domem, jakiś kocur zostawił swój smrodek, który Niuniek na futrze przyniósł do domu, ku uciesze Dzidki. Dzidka była zafascynowana zapachem i napawała się nim, wprawiając Niuńka w zakłopotanie.

To przypomniało xmas_eve wydarzenie sprzed jakichś dwóch lat, kiedy to pewnej niedzieli musiała pojechać z Dzidką do Doktora R. Nie pamięta już, w jakiej sprawie, ale chyba nie było to nic poważnego. Pies Niuniek, spędzający jak zwykle weekend na Hallera, został w domu. Po powrocie xmas_eve wypuściła Dzidkę z transportera i udała się do swoich spraw.

Po chwili zorientowała się, że obok niej dzieje się coś dziwnego. Niuniek, zazwyczaj nie przejawiający żadnego zainteresowania Dzidką, zaczął nagle intensywnie za nią chodzić, a następnie biegać, natarczywie ją wąchając. Zaczął nawet wydawać z siebie piskliwe szczeki, takie same, jakie wydaje, kiedy na spacerze spotka wyjątkowo interesującą suczkę. Dzidka, zdumiona takim zachowaniem Niuńka, najpierw uciekała, aż w końcu postanowiła odstraszyć natręta syczeniem. A natręt dalej swoje. Ewidentnie wydawało mu się, że Dzidka to ładnie pachnąca suczka ...

Dzidka musiała przynieść z kliniki jakiś fascynujący zapach, może z rąk lekarza, a może ze stołu do badania, nie wiadomo. Wiadomo było, że Niuniek musi w te pędy pojechać do domu, bo jeśli jeszcze chwilę Dzidkę pogoni, Dzidka użyje pazurów.

:-)

Minus trzynaście



Ale co z tego, że jest minus trzynaście? Nudzę się ... Otwórz balkon!

sobota, 19 grudnia 2009

Stefan zrobił

Xmas_eve przyłapała niedawno Stefka na tym, że sika on nie częściej niż raz na 12 godzin. Czyli dwa razy na dobę. Czyli jak na standardy xmas_eve zdecydowanie za rzadko. Dlatego xmas_eve, która ma obsesję na punkcie kocich problemów z pęcherzem (swoją drogą, co znaczy, że biegał jak kot z pęcherzem?) zapakowała Stefka w transporter i zawiozła do Doktora R. Doktor R. z miejsca zaordynował dietę marki, do której xmas_eve dotychczas podchodziła z rezerwą. Dla Doktora R. jest ona jednak jedyną słuszną marką karmy dla kotów, więc xmas_eve bez szemrania kupiła półtora kilo po niezbyt korzystnej cenie. Zaordynował też antybiotyk w zastrzyku, a następnie przez tydzień dopaszczowo i kazał zadzwonić nazajutrz.

Nazajutrz było już zdecydowanie lepiej. Co ciekawe, również Teofil, który z racji tego, że sobie ze Stefkiem zamieniają miski, też dostał markową dietę na sikanie, zaczął częściej sikać. To nieco przekonało xmas_eve do rzeczonej marki i wygląda na to, że na nią koty przestawi, mimo że do tej pory uważała, że marka ta ma przede wszystkim mistrzowski marketing.

Wciąż jednak Stefka obserwuje i można powiedzieć, że liczy siki, które dziennie popełnia w kuwecie. Niestety, nie zawsze jest w stanie wszystkie zliczyć, bo jak wraca z pracy, nie wie, którego sika kto popełnił, Stefek czy Teofil. Opowiadała też o problemach Stefka rodzinie i znajomym, którzy również przejęli się tą sprawą.

Pewnego dnia, pod nieobecność xmas_eve, do Kotów wpadła Mama, która miała w domu xmas_eve coś do załatwienia. Spędziła z Kotami trochę czasu i poszła do domu. Po powrocie z pracy xmas_eve zastała na stole w kuchni następujący raport:



:-)

Teofil sprząta



Ale że niby moje kłaki właśnie odkurzyłaś z tego fotela? Chyba masz na myśli kłaki Stefana ...

środa, 16 grudnia 2009

Strzelanki

Co roku w w grudniu pojawia się problem, który co prawda i na szczęście nie dotyczy Kotów, ale dotyczy ich przyszywanego brata, psa Niuńka. Otóż chodzi o strzelanki okołosylwestrowe.

Co ciekawe, strzelanki te zaczynają się nie, jakby się mogło wydawać, w okolicy świąt lub po nich, ale już na początku grudnia. Zaczyna się grudzień, zaczyna huk petard i rozlega się nieprzerwanie aż do początku stycznia roku następnego.

Pies Niuniek na huk petard reaguje wyjątkowo nerwowo. Właściwie wpada w panikę, wychodzi z domu na spacer i natychmiast chce wracać, albo zatrzymuje się w pozycji upartego osła i odmawia pójścia w którąkolwiek z czterech stron świata. I nie ma mowy, żeby go ruszyć, pociągnięty nadmiernie potrafi wyszarpnąć głowę z obroży, a na rączki jest nieco za duży. Żeby jeszcze się w trymiga wysikał i wykupał przed klatką i spadał do domu, skoro się boi, ale on nie, nie będzie szedł, ale też nie będzie załatwiał spraw, które ma na dworze do załatwienia. Odmawia wszelkiej współpracy.

Ostatnio doszło do tego, że xmas_eve, idąc na wizytę do kol. A., musiała wziąć Niuńka ze sobą, bo bała się, że zostawiony w domu z Kotami będzie panikował i skakał na drzwi słysząc huki. U kol. A. Niuńka powitał mały Maciek, lat 1 i 3 miesiące, który z radości zaczął wydawać z siebie tak wysokie dźwięki, że Niuniek chyba ze zgrozą skonstatował, ze spadł z deszczu pod rynnę.

Ale do rzeczy. Xmas_eve trzęsie cholera za każdym razem, kiedy słyszy huk petardy za oknem. W takiej chwili niestety życzy osobie, która ją odpaliła, skutecznego pourywania różnych członków, ni mniej ni więcej. I zastanawia się, jak to jest możliwe, że Sylwester jest 31 grudnia, a petardy można kupić już od 1 grudnia. Po co, dlaczego i w jakim celu tak wcześnie? Żeby uczynić z nich w domu arsenał? Bo zabraknie przed sylwestrem i nie będzie czym strzelać i trzeba będzie rzucać kolorową racę, taką ze statku, jak za dawnych komunistycznych czasów (race przynajmniej nie hałasowały, tak na marginesie)? Bo przecież odpalanie fajerwerków i petard poza dniem sylwestrowym jest chyba niedozwolone prawem. Mam rację, czy mi się wydaje? Dlaczego Straż Miejska nic nie robi? Dlaczego Policja nic nie robi? Gdzie oni są?

Ręce opadają :-(

niedziela, 13 grudnia 2009

Kotów wyróżnienie

Koty otrzymały wyróżnienie:



od Sisi, Gusi, Nusi i ich Podwładnej.

To bardzo miłe wyróżnienie. Koty aż zamruczały z radości, nie mówiąc o ich Podwładnej, której zrobiło się bardzo sympatycznie.

Wyróżnienie Koty przekazują dalej do Kociego Zaułka i do Efki i Kotów.

Okazało się, że wyróżnienie to wiąże się z wyjawieniem aż siedmiu tajemnic nagrodzonych. A więc:

1. Teofil nie ma litości dla xmas_eve. Jeśli xmas_eve wróci do domu późno, powiedzmy o 2 w nocy (no, czasem się jej zdarza, chociaż niezbyt często) i przed pójściem spać nasypie Kotom suchego, a nawet da trochę mokrego mając nadzieję, że odwlecze to śniadaniową pobudkę, to i tak około godziny 4 rano Teofil zaczyna swoje śpiewy. Niektórzy określiliby to jako posiadanie zegarka w pewnej części ciała (xmas_eve nie ma na myśli żołądka).

2. W nawiązaniu do poprzedniej tajemnicy, Teofil nie ma też litości dla Stefka. Jeśli Stefek nie podziela akurat zdania Teofila, że na śniadanie trzeba wstać o 4 rano i śpi w najlepsze na kołdrze, Teofil przychodzi, wskakuje na łóżko i zaczyna Stefka tarmosić.

3. To jednak nie biedronka poszarpała firankę. Xmas_eve widziała dziś wieszającego się na niej (na firance, nie na biedronce) Stefka.

4. Dzidka, która do tej pory uchodziła za wegetariankę (chociaż nie wiadomo w sumie, czy można ją tak nazwać, skoro je ryby), podczas pobytu u mamy rozsmakowała się w wędlince. W polędwiczce, konkretnie.

5. Dzidce, jak była całkiem mała, pies Niuniek pogonił kota. Stało się to w związku z tym, że Dzidka, debiutująca w roli Pierwszego Kota xmas_eve, śmiała zaglądać Niuńkowi do miski w czasie, gdy ten spożywał posiłek. Niuniek ryknął na Dzidkę, w wyniku czego Dzidka wylądowała za lodówką.

6. Teofil ma swój wieczorny rytuał. Kiedy xmas_eve leży już w łóżku i w najlepsze czyta książkę, Teofil przychodzi, wskakuje na łóżko zawsze z prawej strony i zaczyna z namaszczeniem udeptywać kołdrę, po czym nadal z namaszczeniem zwija się w kłębek i układa się do snu dbając o to, bo oprzeć się bokiem o rękę xmas_eve.

7. Dzidka kiedyś zapragnęła zwiedzać klatkę schodową i w ferworze owego zwiedzania zawędrowała na trzecie piętro, czyli piętro wyżej, niż mieszka. Dotarłszy tam spanikowała, bo drzwi, które tam zastała, nijak się miały do drzwi jej mieszkania. W związku z tym postanowiła, że spróbuje przesadzić balustradę schodów. Xmas_eve w porę temu zapobiegła i od tamtej pory Dzidka ma zakazane zwiedzanie klatki.

I bonus, ósma tajemnica:

8. Ulubioną zabawką Stefka są niebieskie plastikowe obrączki od pokrywek słoiczków z przetartymi jabłkami dla niemowląt marki Gerber. Stefek nosi je w paszczy z miną myśliwego, który upolował nie lada zdobycz, rzuca je sobie, łapie, biega za nimi, popycha jej łapą ... Niestety firma, która produkuje rzeczone posiłki dla dzieci, zmodyfikowała ostatnio swoje słoiczki i zakrętki nie mają już plastikowych obrączek. Xmas_eve nie mówiła jeszcze o tym Stefkowi, bo boi się, ze Stefek się zmartwi.

czwartek, 3 grudnia 2009

Dom bez kotów # Dzidki nastrój # Desperacja

Za dużo kotów - źle. Brak kotów w ogóle - jeszcze gorzej. Dziś wieczorem u xmas_eve pusta chata, nie ma kotów. Ani jednego. Jak wiadomo, Dzidka wybrała wolność już kawał czasu temu. Wczoraj na Zaspę wyjechał Stefek, a dziś dołączył do Stefka i Dzidki Teofil, bo xmas_eve wyjeżdża na weekend.

Dom bez kotów jest absolutnie nie do przyjęcia. Dobrze, że xmas_eve była właśnie na dziewczyńskim mityngu urodzinowym, bo nie zniosłaby popołudnia i wieczoru w domu bez kotów. Jutro natomiast będzie musiała szybko rano wyjść na pociąg, bo poranny dom bez kotów będzie jeszcze dziwniejszy. No, żeby chociaż mogła skorzystać z tego, że Teofil nie podniesie rabanu o trzeciej w nocy, ani nie będzie się próbował wbić do przygotowanej na wyjazd, przezornie zamkniętej, torby (jak tej nocy czynił). Ale nie, nawet się nie wyśpi, musi wstać rano i zapieprzać na dworzec.

Xmas_eve nie musi chyba nadmieniać, że Dzidka, jak zobaczyła wczoraj Stefka, wpadła w swój słynny nastrój, który xmas_eve określiłaby jako postawę typu: "Wszyscy spierdalać, nienawidzę nikogo, a z tobą zwłaszcza nie gadam!". Nie musi też dodawać, że jak dziś dołączył Teofil, jedyne, co Dzidka wydobyła z siebie, to głuche warczenie.

Desperacja. Bo co będzie, jak Mama wyjedzie po świętach i Dzidka będzie musiała wrócić do domu? Dzidka, która na Zaspie jest najszczęśliwszą kocią jedynaczką na świecie, panią na wersalkowych włościach? Wrócić do jej domu zawłaszczonego przez dwa koty? Dla Dzidki to będzie dramat.

wtorek, 24 listopada 2009

Miły

Z archiwum kota Teofila



Na zdjęciu kot Teofil i kot Felicjan, dokładnie rok temu. Dzisiaj Teofil niespecjalnie ma się do kogo przytulić, nie licząc oczywiście ręki xmas_eve, przy której układa się do spania. Kot Stefek jest skory do przytulania, ale tylko do ludzi. Do Teofila nie. W sumie nic dziwnego, skoro Teofil, jak mu się już zbierze na czułości, najpierw Stefka wylizuje po łebku, a następnie próbuje mu podgryźć gardło.

Teofil i społeczności

czwartek, 19 listopada 2009

MIAU!

Xmas_eve udała się dziś do sklepu zoologicznego celem nabycia tzw. budy dla Teofila. Buda, zwana też legowiskiem, była potrzebna w związku z tym, że xmas_eve ma zwyczaj wyganiania kotów z sypialni wcześnie rano, po tym jak Teofil urządza pobudkę śniadaniową. Xmas_eve wstaje wtedy, daje jeść i wracając do sypialni zamyka za sobą drzwi. Teofil i Stefek zostają w przedpokoju (jak była Dzidka, tez zamykała się w sypialni.)

Koty mają w przedpokoju do dyspozycji budę i mało fajne legowisko zrobione z ortalionu, które służyło za gadżet reklamowy w poprzedniej pracy xmas_eve. Na tym ortalionowym śpi zazwyczaj Teofil i ma gorzej od Stefka, który sprytnie zajmuje wygodną i ładną kraciastą budę. Dlatego xmas_eve postanowiła uszczęśliwić Teofila porządną budą.

W sklepie zoologicznym budy stały pod samym sufitem, więc pan sprzedawca musiał przynieść drabinę, żeby je ściągnąć celem pokazania. Nie było wśród nich wymarzonej budy xmas_eve w szkocką kratę. Nie chciała jednak wychodzić ze sklepu z pustymi rękami i skazywać Teofila na kolejną noc na ortalionie. Dlatego wybrała w miarę ładną budę ze sztucznym misiem w środku i już miała płacić, kiedy zza pleców usłyszała donośne: Miau. Miauuu .... Miauuuuuu!

Odwróciła się, pewna, że zobaczy jakiegoś kota, rezydenta sklepu. Tymczasem w miejscu, skąd dobiegło miau, w klatce siedziała ... duża szara papuga.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Opowiastki

Opowiastka I

Xmas_eve przyszła sterana do domu i przyniosła siatę z zakupami. W środku były warzywa i owoce: pomidory, papryka, szczypiorek i jabłka. Postawiła siatkę w przedpokoju i udała się do sypialni celem walnięcia się na łóżko. Walnąwszy się na łóżko usłyszała nagle tajemniczy szelest dobiegający zza drzwi sypialni, dokładnie z miejsca, gdzie stała siatka. Wstała więc i udała się sprawdzić, co się dzieje. Gdy szła w stronę siatki, minął ją Teofil wlokący w pysku, za folię, szczypiorek.

Jaki z tego wniosek? Że Teofil lubi szczypiorek? Nie. Teofil lubi folię.
-----------------------------------------------------------------------

Opowiastka II

Dzidka, jak wiadomo, przebywa u mamy. Pewnego dnia, mama dzwoni do xmas_eve i mówi:
- Wiesz, ja się o nią martwię, bo ona dawno nie sikała.
- Ale jak to, nie sikała? - pyta xmas_eve.
- No nie, wchodzi do kuwety, drapie, ale nie sika. I kręci się - mówi mama.
- A coś robiłaś z tą kuwetą? - docieka xmas_eve.
- No, przestawiłam w inne miejsce - przyznaje się mama.
- To przestaw z powrotem w poprzednie - radzi xmas_eve.

Po dwóch minutach... telefon:
- I co?
- No, wyobraź sobie, jak tylko przestawiłam, od razu się wysikała.

Jaki z tego wniosek? Że Dzidka ma mega fochy? Nie. Gdyby Dzidka miała mega fochy, sikałaby obok kuwety, nie czekając, aż się ją przestawi.
-----------------------------------------------------------------------

Opowiastka III

Wczoraj xmas_eve prawie nigdzie nie wychodziła, ponieważ w sobotni wieczór objadła się i opiła u kol. T. i ją trzymało to objedzenie i opicie pół niedzieli. Ale po południu wyskoczyła jednak na dwie godziny. Gdy wróciła, zastała na firanie w dużym wyraźne ślady wieszania się do tego stopnia, że w miejscu wieszania firana nie tylko była poszarpana, ale naciągnęła się i stała się dłuższa niż w innych miejscach.

Xmas_eve zdenerwowała się i nakrzyczała na Stefka i Teofila, że tak nie szanują firany. Chwilę później stojąc obok firany i szacując straty zobaczyła na firanie biedronkę, a raczej negatyw biedronki (czarna w czerwone kropki).

Jak i z tego wniosek? Taki, że wszystko stało się jasne! Xmas_eve niepotrzebnie nakrzyczała na Koty. To biedronka poszarpała firanę.
-----------------------------------------------------------------------

Opowiastka IV



Kiedy xmas_eve wczoraj wychodziła na dwie godziny, pendrive był wetknięty do gniazda USB w laptopie, a zatyczka od pendrive'a leżała obok. Kiedy wróciła, pendrive nadal był wetknięty do gniazda USB w laptopie, ale zatyczki nie było. Nie ma jej do dziś.

Jaki z tego wniosek? Prosty - to była tylko kwestia czasu. I tak xmas_eve długo cieszyła się zatyczką.
-----------------------------------------------------------------------
Z ostatniej chwili: zatyczka się znalazła. Była pod kanapą.

środa, 4 listopada 2009

Siatka

Xmas_eve jest właśnie w trakcie kupowania siatki zabezpieczającej na balkon pana T., żeby kot Felicjan pewnego dnia nie wyfrunął na druga stronę barierki (przejawia silne ku temu skłonności). Póki co pertraktuje z panem sprzedającym na Allegro, jak zaznaczyć na aukcji, że potrzebuje 9,60 m kw., jeśli cena jest podana za m kw, i ów m kw jest "sztuką" do kupienia teraz.

Ale nie o tym chciała w sumie. Wczoraj z Lublina napisała K. (pozdrowienia!), która opowiedziała taka mianowicie historię, że znajomi K. postanowili zaadoptować małego kotka, którego ktoś wystawił w pudełku do lasu. Kotek ów, wraz z rodzeństwem, znajduje się pod opieką fundacji, xmas_eve nie wie której, ale domyśla się, że jednej z tych kocich fundacji, które koty ratują, taka, jak ta zalinkowana obok. I co się okazało - adopcja nie doszła do skutku, ponieważ znajomi K. nie mogli zadeklarować, że zabezpieczą siatką cały swój znajdujący się na pierwszym piętrze balkon. Ponieważ nie mogli dopełnić tego warunku adopcji, fundacja nie zgodziła się przekazać im kota.

I co Wy na to, kociarze i nie tylko? Dobrze postąpiła fundacja czy źle?

Xmas_eve sądzi, że lepiej dmuchać na zimne i sama balkon zasiatkowała, zanim mała Dzidka pierwszy raz na niego wyszła. Fakt, jej balkon trudno w sumie do balkonów zaliczyć, jest to raczej występ muru otoczony balustradą, maksymalnie jednoosobowy. Więc miała ułatwione zadanie. Ale już taka loggia jak na Zaspie czy Morenie, to jest wyzwanie, chociaż nie awykonalne. Z drugiej strony, skoro kot miał szanse na dom, nawet z tymczasowo niezabezpieczonym balkonem, to może fundacja powinna była znajomych K. przekonać, by jednak sprawę przemyśleli, użyć siły perswazji, przedstawić argumenty przemawiające za zasiatkowaniem, przestrzec przed konsekwencjami niezasiatkowania (nie chodzi przecież tylko o obrażenia wskutek wypadnięcia, ale też możliwość ucieczki w szoku na ruchliwą ulicę chociażby).

Co lepsze, bezdomny kot w fundacji, czy kot z domem o niezasiatkowanym (póki co) balkonie?
------------------------------------------------------------------
PS. Trochę a propos a trochę nie - tu.

sobota, 24 października 2009

Zatwardziała jedynaczka

Niestety, xmas_eve nie może chyba dłużej udawać, że tego nie widzi albo nie przyjmuje do wiadomości. Otóż wszystko wskazuje na to, że Dzidka jest zatwardziałą jedynaczką i nic nie jest w stanie tego zmienić.

Po dzisiejszej wizycie u Dr. R., który dał zastrzyk w pupę i dziwił się, że taka grzeczna i spokojna kotka nie daje sobie zrobić okładu z Altacetu, Dzidka wylądowała w sanatorium u Mamy. Zostanie tam na czas rekonwalescencji, by kolejna bójka kuwetowa nie nadwyrężyła znów łapy.

Wypuszczona z transportera Dzidka nagle przeobraziła się w innego kota, niż ten, który mieszka z xmas_eve, Teofilem i Stefkiem. Zaczęła energicznie przechadzać się po mieszkaniu, podśpiewując sobie pod nosem. Mrucząc nadstawiała się do drapania Mamie, podczas gdy w domu niechętnie daje się dotknąć, a następnie zameldowała się na środku kuchni, rozciągnęła się na boku i zaczęła miarowo pukać końcem ogona o podłogę, co oznacza u niej relaks i zadowolenie. W jej oku pojawił się błysk, który oznacza, że Dzidka myśli sobie właśnie: "Jest znakomicie!".

Xmas_eve patrzyła na to z radością, że Dzidce jest dobrze, ale też ze smutkiem, że Dzidce jest niedobrze we własnym domu. W domu Dzidka rzadko kiedy jest taka zrelaksowana. Przemieszcza się ostrożnie, by nie napotkać na swojej drodze Teofila. Jeśli go spotka, nie przejdzie obok niego bez syknięcia i na zapas zamachuje się na niego łapą, nawet jeśli on nie zaczyna pierwszy.

Stefek mógłby być. Teofil jest nie do zniesienia dla Dzidki.

Co tu robić dalej?

:-(

-------------------------------------------------------------------------------
PS. Dziś, czyli w niedzielę, xmas_eve była odwiedzić Dzidkę. Podczas wizyty Dzidka wiła się i ocierała o nogi, wskoczyła na kanapę i wystawiła brzuszek do drapania, jednak kiedy xmas_eve zaczęła się zbierać do wyjścia, Dzidka, widząc to, zniknęła w wersalce. Ani chybi bała się, że pojedzie do domu ...

piątek, 23 października 2009

Łapa Dzidki

Teofil ma brzydki zwyczaj podglądania Dzidki w kuwecie. Kiedy Dzidka idzie siku i wchodzi do zadaszonej kuwety, Teofil zaczaja się najpierw przy drzwiach łazienki, a potem wchodzi i przez właz od kuwety kuka do Dzidki siedzącej w środku.

Dzidka, widząc Teofila kukającego do niej, wpada w furię i zaczyna na oślep walić łapą, trafiając zazwyczaj w plastikową pokrywę kuwety. Teofil nie pozostaje dłużny i Dzidce oddaje. Jeśli xmas_eve nie zdąży w porę zainterweniować, wywiązuje się mała burda kuwetowa. W ten właśnie sposób najprawdopodobniej w poniedziałek Dzidka nabawiła się kontuzji prawej przedniej łapy.

Xmas_eve przyszła w poniedziałek do domu około osiemnastej i zastała Dzidkę kulejącą. Ponieważ zdążyła zdjąć tylko buty i w kurtce odebrała dzwoniący telefon, szybko wskoczyła z powrotem w buty, zapakowała Dzidkę w transporter i popruła do Gdyni. Niestety w klinice tego wieczora dyżur pełniła Pani Doktor, która sama przyznała, że nie jest ortopedą, tylko specjalista od zwierząt egzotycznych. Dzidka, chociaż dziwadło, do egzotyków się raczej nie zalicza, więc trzeba było wieźć ją na drugi dzień jeszcze raz, do Dra. R. Dr R. sfotografował łapę rentgenowsko i orzekł, że uszkodzeń kości nie ma. Uznał, że teoria o bójce w kuwecie, jako domniemanej przyczynie kontuzji, jest całkiem prawdopodobna. Zapodał Dzidce serię zastrzyków w pupę i kazał robić okłady z Altacetu.

Gdyby to xmas_eve była wtedy z Dzidką w gabinecie, popukałaby się w głowę. Dzidka i okłady z Altacetu ... Xmas_eve musiałaby chyba wcześniej Dzidkę ogłuszyć i związać, by móc jej w spokoju wykonać okład z czegokolwiek. Dr R. ma często takie karkołomne pomysły na terapię Dzidki. Poprzednim razem, kiedy Dzidka chorowała na żołądek, zalecił wrazić jej do paszczy wielką strzykawę środka leczniczego. Oczywiście, nic z tego nie wyszło, Dzidka na widok strzykawy zbliżającej się do jej paszczy, zamieniła się w dziką pumę i kategorycznie odmówiła współpracy udając nieoswojone, zupełnie dzikie zwierzę.

W środę było już całkiem dobrze z łapą, ale wczoraj wieczorem xmas_eve wydało się, ze Dzidka znów utyka. Podejrzenia potwierdziły się dziś i nie pozostaje im nic innego, jak tylko jutro znów pruć do dra.R., tym bardziej, że po weekendzie Stilo idzie do blacharni, więc będą uziemione.

Trzymajcie kciuki za wyzdrowienie Dzidki łapy. I za opamiętanie się Teofila, żeby przestał Dzidce do kuwety prostacko zaglądać.

poniedziałek, 5 października 2009

Balkon

Przyszła jesień. W 3M duje, wieje, siecze deszczem, zimno i coraz ciemniej. Nie zniechęca to jednak Kotów do regularnego napraszania się o otwarcie balkonu. Xmas_eve ma nawet wrażenie, że Koty tym bardziej żądają wypuszczenia na balkon, im bardziej na zewnątrz pogoda jest pod psem.

Nawet Dzidka zaktywizowała się ostatnimi czasy i jest inicjatorką wielu głośnych apeli o otwarcie balkonowych drzwi. Wczoraj xmas_eve musiała ją odczepiać z firanki, o którą zahaczyła pazurem i siedziała tak, z łapą podniesioną do góry. Myślała chyba, że jak się będzie wspinała, to drzwi same się otworzą.

Dzidka jednak, mimo że głośno się o balkon dopomina, szybko się z niego ewakuuje. Najwytrwalszym balkonowym bywalcem jest natomiast Teofil, który szczególnie lubi się wietrzyć z rana. Siada raz z prawej strony, raz z lewej i spogląda w dół na ścieżkę rowerową, którą pomykają nieliczni o tej porze rowerzyści.

Niedawno Teofil, przebywając na balkonie, posunął się do próby polowania. Zapolował mianowicie na wróbelka, który, nieświadomy natury Teofila, przysiadł na bluszczu pasożytującym na domu tuż obok balkonu. Xmas_eve, siedząca przy biurku komputerowym, kątem oka zarejestrowała ruch na balkonie, odwróciła się i zobaczyła Teofila wykonującego klask łapami nad głową, jak kot z reklamy o kruczkach. Niestety, a może stety, siatka zabezpieczającą balkon od góry uniemożliwiła mu skuteczny manewr. Wróbel z piskiem wystartował z bluszcza i przemieścił się na pobliską lipę.

Już niedługo balkon zostanie zamknięty na dobre. I nie pomogą żadne apele. Idzie zima.

czwartek, 1 października 2009

Otoczenie

Jak to jest, że Koty, które na co dzień (na codzień)? nie są przesadnie przytulaste i niekoniecznie leżą kolo człowieka, a już na człowieku to prawie wcale, jak np człowiek leży na kanapie, jak to jest, że takie Koty zawsze, niezawodnie, nieodwołalnie ładują się człowiekowi do łóżka i zajmują tam zawsze to samo, jakby uprzednio zaklepane miejsce? i tak co wieczór. Człowiek do łóżka i znad książki lub czasopisma czytanego do poduszki widzi, jak po kolei się meldują. I jakby miały zarezerwowane miejscówki. Dzidka nigdy nie położy się w głowach łóżka, zawsze leży w nogach (już nie pamięta, że jak była mała to spała w głowach). Odwrotnie niż Teofil, który właśnie preferuje leżeć w głowach, nigdy w nogach. Stefek za to umiejscawia się tak, by mieć kontakt bezpośredni z człowiekiem, więc przeważnie kończy się na tym, że prędzej czy później człowiek musi Stefka z siebie zdjąć.
Czemu Koty nie umiejscawiają się wokół człowieka, jak człowiek np. ucina sobie drzemkę na kanapie. A człowiek śpiący w łóżku budzi się zawsze otoczony kotami.
Czy wszyscy podwładni kotów tak mają?

środa, 23 września 2009

Rok Teofila

To było dokładnie rok temu. Xmas_eve szła do domu z parkingu strzeżonego, gdzie deponuje Stilo. Z daleka widziała, że pod klatką coś siedzi. Kiedy podeszła bliżej, to coś okazało się być Teofilem, który wtedy jeszcze nie nazywał się tak. Jak się nazywał, to już tylko on wie i ci, którzy go skazali na poniewierkę.

Teofil wyglądał, jakby czekał tam na nią. Jak podeszła, zaśpiewał, jak to Teofil. Do dziś tak śpiewa. Podsumowując, od tamtej pory Teofil:

- spędził tydzień w szpitalu u Doktora R., gdzie zasłynął jako "ten miły kotek";
- zamieszkał na jakiś czas u Pana T., gdzie początkowo zajmował gabinet, a potem zakolegował się z kotem Felicjanem i spali razem na kanapie;
- przemieszkał cztery dni u rodziny adopcyjnej, która po tym czasie się rozmyśliła, a może to Teofil kategorycznie zażądał powrotu do domu;
- pewnego dnia przybył do xmas_eve wraz z Felicjanem i już tak został (A Felicjan wrócił, oczywiście);
- zakolegował się ze Stefkiem, ale chyba nie tak bardzo jak z Felicjanem, bo do Stefka się nie przytula, chociaż może to Stefek nie daje się przytulać;
- był na wycieczce w Lublinie, gdzie bawił się wyjątkowo dobrze, a w drodze powrotnej zrzucił w samochodzie bombę biologiczną.
- zawarł rozejm z Dzidką, z którą czasem jeszcze tylko naparza się łapą zza framugi, albo zostaje przez nią opieprzony, kiedy podgląda ją w kuwecie;
- po okresie sypiania w przedpokoju (z powodu niechęci ze strony Dzidki), został wreszcie wpuszczony do sypialni, gdzie z miejsca zaklepał sobie miejsce. Na łóżku oczywiście.
- zapoczątkował zwyczaj jedzenia śniadania o czwartej rano. Xmas_eve obserwuje na szczęście, że im dzień staje się krótszy, tym śniadanie zamawiane jest później. Byle do zimy więc.
- no i niestety, czy to za sprawą śniadania o czwartej, czy z powodu żebrania przy stole, powiększył swoją objętość. Co widać na załączonej fotografii:



A więc, zaczyna się drugi rok Teofila. Stay tuned.

poniedziałek, 14 września 2009

Koty a dzieci

Xmas_eve stanęła wczoraj w kuchni, oparła się o zlew i spojrzała na swoje Koty, siedzące przed nią na kuchennej podłodze i oczekujące obiadu. Patrząc na nie uświadomiła sobie nagle coś zupełnie oczywistego, niepodważalnie prawdziwego, co jednak wyjątkowo ją tego dnia uderzyło. Uświadomiła sobie mianowicie, że Koty, inaczej niż dzieci, nigdy nie dorosną i nie usamodzielnią się. Mimo, że Koty są de facto już dorosłe, to nigdy nie będzie im można zostawić wolnej chaty na weekend i pojechać sobie, dajmy na to, do Edynburga z przeświadczeniem, że poradzą sobie same. Jak będą głodne, nie wezmą sobie czegoś z lodówki albo z szafki, dajmy na to, jeśli xmas_eve na przykład postanowi tego dnia urządzić sobie po pracy shopping spree. Jak będą się czuły niewyraźnie, nie pójdą bynajmniej same do Doktora R., żeby zaordynował im odpowiednią terapię. Nie wybiorą się nigdy na własna rękę na sobotnią imprezę, żeby xmas_eve miała wreszcie wolną chatę.

Koty w ogóle się nigdzie nie wybiorą. Koty nigdy nie pójdą w swoją stronę. To w sumie dobrze. Ale też trochę źle.

środa, 2 września 2009

Balasy

Wbrew pozorom, nie będzie to wpis o kupie.

:-D

Pewnego dnia do pracy xmas_eve przyjechała drukarka, czy jakiś inny sprzęt. Przyjechała w dużym kartonie, a ponieważ karton był większy niż ów sprzęt, wypełniony był takimi pseudo-styropianowymi piankami, żeby się sprzęt w nim nie majtał.

Koledzy xmas_eve chcieli pianki wyrzucić razem z kartonem, ale jak xmas_eve pianki zobaczyła, powiedziała: "Nie wyrzucajcie ich, ja je wezmę dla kotów!", po czym poszła na spotkanie, czy inny tego typu iwent. Po powrocie zastała przy swym biurku wielki karton pełen piankowych balasów. Normalnie dla kota to tak, jak takie baseny, które dzieci mają w przechowalniach w centrach handlowych, tylko że dzieci mają je z plastikowymi kulkami.

Ponieważ zbliżała się pora końca pracy, a xmas_eve zwykła wychodzić punktualnie, chwyciła więc worek na śmieci i czym prędzej naładowała piankowych balasów, ile się dało. Przyszła do domu, triumfalnie wsypała część balasów do kosza z lnianą wyściółką made by Jysk i czekała na reakcję Kotów. Oczywiście, oczekiwała aplauzu, braw, radości, oznak uwielbienia i wdzięczności za tak wspaniały prezent, jakim jest cały worek piankowych balasów wypełniających do kartonów.

Tymczasem, prezent przyjęty został z rezerwą. Koty najpierw obwąchały kosz wraz z zawartością, a następnie zaczęły ostrożnie przechadzać się po jego krawędzi, bardzo uważając, by nie dotknąć łapą piankowych balasów. Xmas_eve chciała zachęcić Koty do skorzystania z nowej atrakcji, więc powkładała jednego po drugim do kosza. Jeden po drugim z kosza wyprysnęły, jak tylko poczuły pod łapami styropianową piankowość, po czym zaczęły ostentacyjnie kosz ignorować.

Az do dziś. Dziś wieczorem Teofil wspiął sie na krawędź kosza i wszedł do środka. Leży tam do tej pory, co jakiś czas zmienia pozycję szeleszcząc i zagrzebuje się coraz głębiej w balasową zawartość.

niedziela, 30 sierpnia 2009

O merdaniu

"Zamierzający zaatakować ofiarę kot potrafi, charakterystycznie przycupnąwszy, bałaganiarsko zamiatać ogonem na boki, co można odczytać jako wyraz jego niezdecydowania. Podobne ruchy ogona da się zaobserwować u kota, który zaprasza innego kota do zabawy, ale również takie ruchy ogonem wykonuje kot mający zamiar zaatakować innego lub dręczyć swą na wpół martwą ofiarę. Bardzo gwałtowne i widoczne ruchy ogonem są oznaką wyraźnego podekscytowania i mogą świadczyć o agresji.
(...)
Koty potrafią wyginać ogony w bardzo nietypowe kształty. Jednym z nich jest kształt odwróconej litery "L" z wyraźnie opuszczoną i skierowaną ku tyłowi końcówką. Może to oznaczać zachowanie agresywne u zwierząt dorosłych lub chęć zabawy u kociąt. Najczęściej jednak bawiące się kocięta wyginają ogony w kształt odwróconej litery "U", podobnie zresztą jak robią to pędzące w zabawie dookoła mieszkania dorosłe koty. Podczas takiej gonitwy biegną one po wszystkim, co napotkają na swej drodze, bez względu na to, czy są to przedmioty, czy ludzie."

Claire Bessant, Zaklinacz kotów

sobota, 22 sierpnia 2009

Kocimiętka

Jakby kto pytał, to tak wyglądają koty, które zaciągnęły się kocimiętką.

piątek, 21 sierpnia 2009

Konie

Zawsze czytając coś takiego, jak to, xmas_eve zastanawia się, dlaczego takich ludzi ziemia nosi.

Może ktoś z Czytelników będzie chciał wspomóc konie? Tam na końcu jest numer konta. Koty już wspomogły.

czwartek, 20 sierpnia 2009

Kocia trawa

Xmas_eve miała dziś po pracy interes w Oliwie i przy okazji wpadła do sklepu Okaz na Wita Stwosza, gdzie zaopatruje Koty w jedzenie. Okazało się, że w ofercie była dziś kocia trawa w wersji wyrośniętej. Ponieważ z Kotów Trojga tylko Stef spożywa trawę, podczas gdy reszta trawę olewa, xmas_eve nie kupiła im trawy. Kupiła za to jeden egzemplarz dla Gapy kol. E, a drugi dla Fela Pana T. (oba na zamówienie).

Po przyjściu do domu okazało się, że zainteresowanie, jakim cieszy się trawa w doniczce, przechodzi ludzkie pojęcie (bo bynajmniej nie kocie). Trawa jest obwąchiwana, gryziona, szarpana, szuka się w niej czegoś, niektórzy nawet gniotą ją głową. W związku z tym trawa dla Gapy musiała zostać ewakuowana na regał, żeby do jutra jeszcze była. Trawa dla Fela została na pastwę kotów, które w liczbie sztuk trzech się do niej przyssały.

A xmas-eve jutro znów uda się do Okazu. Na ladzie była jeszcze jedna doniczka, może się do jutra ostanie.

poniedziałek, 17 sierpnia 2009

Tymczasem

A tymczasem Teofil rozwiesił pranie i udał się na zasłużony odpoczynek ...



... podczas gdy Dzidka wyprasowała górę rzeczy ...



... a potem grała w tenisa, aż jej pękł naciąg w rakiecie:



A tak w ogóle to Koty działają w WWF:

wtorek, 4 sierpnia 2009

Rok Stefa

W ferworze zajęć różnych xmas_eve zapomniała odnotować, że oto 30 lipca minął rok, jak Stefek dołączył do stada. Właściwie, stada jeszcze wtedy nie było. Stef zainicjował stado, można by rzec. No chyba, że to Dzidka je zainicjowała, a Stef kontynuował tę inicjatywę. Xmas_eve chyba sama już nie wie, jak to w końcu było.

Jakkolwiek na to patrzeć, Stef stał się częścią stada ponad rok temu. Od tego czasu wiele się zmieniło. Stefek dorósł i skończył roczek. Po tym, jak go skończył, przestał nagle byś kotem nakolanowo-naczłowieczym. Może uznał, że dorosłemu kotu nie przystoi się przytulać, a może, jako dorosły kot, nie odczuwa już takiej potrzeby. Tak czy inaczej, xmas_eve ubolewa nad tym faktem, bo zawsze cieszyła się, że chociaż jeden z jej kotów jest klasycznym kotem grzejącym kolana. Teraz Stef chadza własnymi drogami i czasem tylko ułoży się w nogach, ale to naprawdę w wyjątkowych przypadkach. Zamiast ugniatać przednimi łapami człowieka, jak to czynią niektóre koty i co też robił Stef, ugniata kocyk polarowy, ewentualnie szlafrok.

Można by było rzec, że Stef się zupełnie wyalienował, gdyby nie jeden szczegół. Okazał się mianowicie, że Stef absolutnie nie toleruje zamkniętych drzwi. Zwłaszcza, jeśli część rodziny/stada znajduje się za tymi drzwiami. I zwłaszcza, jeśli są to drzwi od sypialni, ale nie tylko. Drzwi od sypialni jednak są najczęściej przez Stefa napastowane, może dlatego, że to one najczęściej bywają zamknięte (nie licząc oczywiście drzwi wejściowych i łazienkowych :-) ). W rezultacie xmas_eve musiała pewnego dnia udać się do marketu budowlanego i kupić kawałek okleiny meblowej w kolorze zbliżonym do koloru drzwi do sypialni. Okleina służy do naprawiania na bieżąco zniszczeń czynionych pazurami Stefa na rzeczonych drzwiach.

Co ciekawe, Stef atakuje zamknięte drzwi niezależnie od tego, z której ich strony się akurat znajduje. Jeśli jest na zewnątrz, kategorycznie żąda, by go wpuścić do środka. Jeśli jest w środku, nalega, by go wypuścić. Wniosek z tego taki, że dla Stefa najodpowiedniejszy byłby jakiś open spejs. Xmas_eve będzie się więc musiała rozejrzeć za jakąś nową miejscówką, w której takowy by się znajdował. A oprócz niego większy balkon, że Koty mogły na nim zrobić więcej niż dwa kroki w każdą stronę. Ale to taka dygresja jeno.

Na koniec xmas_eve jeszcze wspomni, że okazało się również, iż Stef, ta oaza spokoju i dobroduszności, potrafi warczeć. Warczy, kiedy wejdzie w posiadanie jakiegoś kawałka żywności, który bardzo chciałby zjeść sam, a zachodzi akurat obawa, że Teofil będzie chciał gryza. Stef warczy wtedy z samej głębi Stefa i Teofil dochodzi do wniosku, ze może lepiej pójdzie i wyżebrze coś u xmas_eve.

A więc, zaczął się drugi rok Stefa. Stay tuned.





środa, 29 lipca 2009

Simon's Cat

Ladies and Gentlemen, Simon's Cat, gwiazda reklamy, w swoim najnowszym filmie, gościnnie u Kotów Trojga:



Obejrzawszy ten film, xmas_eve pomyślała, że jakby widziała Teofila, z ta różnicą jednak, że Teofil zjada swoje zdobycze sam. No i z tą różnicą, że xmas_eve obudziłaby się już po stłuczeniu kubka.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Zniknięcie

Mały i jego Mama zniknęli. Nie ma ich od czwartku, kiedy to xmas_eve widziała ich po raz ostatni. W sobotę poszła nasypać im suchych kulek, z nadzieją, że Mama Małego przy okazji da się namówić na antykoncepcję dopaszczową. Nie pojawili się. W niedzielę też nie. Ani dziś. Pozostałe koty są, a ich dwojga nie ma.

Może Mama Małego wzięła Małego i wyruszyli przed siebie? W końcu, nie byli tutejsi, podobnie jak tutejszy nie był Teofil. Koci rezydenci podwórka na Hallera to: chudy czarny kocur z wielką głową o białym pyszczku, drugi czarny kot w białej masce o niezidentyfikowanej płci (ale pewnie też facet), który kiedyś siedział na masce Stilo i nie raczył zejść nawet wtedy, gdy xmas_eve odpaliła już silnik oraz szaro-biały łaciaty kot, też niewiadomej płci, ale też pewnie facet. Mamy Małego nikt tu wcześniej nie widywał.

Może więc Mama Małego była tu tylko przejazdem? Pojawiła się w ogródkach przy parkingu, jak Mały nadawał się już do wyprowadzania na dwór. Może więc wybrała podwórko na Hallera jako odpowiednie miejsce do urodzenia i podchowania Małego, a kiedy uznała, że jest już na tyle duży, by wyruszyć w drogę, spakowała zabawki i tyle ich widzieli?

Xmas_eve ma tylko nadzieję, że nic złego się im nie stało. Ma też cichą nadzieję, że może ktoś ich przygarnął.

czwartek, 23 lipca 2009

Kot ze skrzydłami w paszczy

Przeczytawszy wpis gapminded o motylu zabójcy xmas_eve przypomniała sobie, jak to pewnego dnia rano, kiedy siedziała przy stole i jadła śniadanie, do kuchni wkroczył Teofil. Jego postawa i krok wskazywały na to, że właśnie odniósł jakiś sukces. Xmas_eve schyliła się do Teofila, by mu się lepiej przyjrzeć, bo zdało się jej, że z paszczy coś mu wystaje. Istotnie, jak stwierdziła ze zgrozą, z paszczy Teofila sterczały całkiem spore skrzydła.

Skrzydła te, jak skonstatowała z pogłębiającą się zgrozą, były skrzydłami owadzimi, a trzeba wam wiedzieć, że czego jak czego, ale owadów xmas_eve boi się i brzydzi najbardziej na świecie. Gwarancję nietykalności w jej mieszkaniu mają tylko biedronki. Reszta wlatuje na własne ryzyko. Tak jak ten potwór trzymany w pysku przez Teofila, który po krótkich pertraktacjach i manualnej perswazji zgodził się bestię z pyska wypuścić na podłogę, żeby xmas_eve mogła się jej jak najszybciej pozbyć z pola widzenia.

Bestia okazała się być byłą gigantyczną ćmą. Byłą, bo już nie żyła. Gigantyczną, bo od czubka głowy do końca skrzydeł miała na oko sześć centymetrów.

Czy myślicie, że xmas_eve powinna wyposażyc Teofila w obrożę z dzwonkiem, by ostrzegał zawczasu gigantyczne ćmy, że nadchodzi i oszczędził xmas_eve wątpliwej przyjemności sprzątania owadzich szczątków z kuchennej podłogi?



:-)

niedziela, 19 lipca 2009

Koty i dzieci

Parę dni temu do Kotów przyszły z wizytą dzieci. Wizyta dzieci to wydarzenie dość rzadkie w domu xmas_eve i Kotów. Jak daleko xmas_eve sięga pamięcią, dziecko pojawiło się w ich domu tylko raz. Było to całkiem małe dziecko, tak małe, że przybyło w nosidełku, a kiedy jego mama je z nosidełka wyjęła, zostało ono natychmiast przejęte przez koty (nosidełko, nie dziecko). Tym razem jednak do Kotów przybyło dwoje trochę większych dzieci, w wieku trzech i pięciu lat. Dzieci przyjechały z rodzicami na wakacje do 3M i przyszły do xmas_eve specjalnie po to, by się pobawić z Kotami, bo jak to dzieci, za kotami przepadają.

Kiedy do xmas_eve przychodzą goście, Teofil jest zawsze członkiem komitetu powitalnego. Można by rzec, że Teofil wita gości w drzwiach chlebem i solą, podczas gdy Stefek nieśmiało wygląda zza rogu, a Dzidka chowa się nieufnie pod łóżkiem i, jeśli jest w dobrym humorze, wychodzi po dwóch godzinach. Tym razem było podobnie. Gdy tylko goście - dzieci i ich rodzice - weszli do mieszkania, w przedpokoju pojawił się Teofil. Był bardzo zainteresowany przybyszami, do momentu kiedy zobaczył dzieci, a dzieci spróbowały do niego podejść. Momentalnie wykonał wówczas w tył zwrot, oddalił się do sypialni i do końca wizyty więcej nie wyszedł.

Xmas_eve była bardzo zaskoczona takim zachowaniem Teofila, bo zawsze uważała go za najbardziej towarzyskiego z Kotów Trojga. Wobec jego nieprzejednanej postawy w stosunku do dzieci, nabrała podejrzeń, że być może w poprzednim życiu dzieci Teofila skrzywdziły. Nie nakłaniała go więc do powrotu, była jednak zawiedziona jego postawą, bo przecież dzieci liczyły na zabawę z kotami, a tu takie rozczarowanie.

Na szczęście, po jakiejś półgodzinie z sypialni wyłonił się Stefek. Usiadł w przedpokoju i nieśmiało kukał zza framugi bojąc się wejść do dużego pokoju. Xmas_eve wyposażyła więc dzieci w myszki, piłeczki oraz tasiemki plastikowe z MediaMarktu (służą do opakowywania kartonów), by pokazały Stefkowi, że czeka go dobra zabawa.

Stefek nie byłby Stefkiem, gdyby nie dał się skusić na gonitwę za plastikową tasiemką i szaleństwa z dzwoniącą piłeczką. Już za chwilę cała trójka rozrabiała na środku dużego pokoju. Stefek śmigał i skakał, a dzieci były w wniebowzięte. Jednym słowem więc, Stefek uratował honor stada i nie pozwolił, by dzieci poszły do domu zawiedzione.

Mała Julka próbowała jeszcze zaprosić do zabawy Dzidkę, ale Dzidka nie wykazała zrozumienia i zaglądającej pod łóżko dziewczynce machnęła łapą przed nosem. Na szczęście, Julka nie przejęła się zbytnio fochami Dzidki i wróciła do zabawy ze Stefkiem.

Tak więc, Stefek uratował honor stada, jednak xmas_eve pomyślała sobie, że trzeba dzieciom zadośćuczynić to, że zamiast z trzema kotami, bawiły się z jednym. Dlatego na pożegnanie, kiedy dzieci jechały do domu, zostały przez xmas_eve wyposażone w sztuczne koty ze sklepu z zabawkami. Sztuczne koty zostały przyjęte z wielkim entuzjazmem, otoczone należyta opieką i od zeszłego poniedziałku zamieszkują z dziećmi na południu Polski.

niedziela, 12 lipca 2009

Mały



Mały urodził się na naszym podwórku jakieś półtora miesiąca temu. Jest jedynakiem, lub jego rodzeństwu nie dane było dożyć wieku, którego on dożył. Ma mamę, która się nim troskliwie opiekuje. Jednak, jak to u kotów bywa, wkrótce przyjdzie czas, kiedy mama uzna, że Mały jest już dostatecznie duży i każe mu iść własną drogą.

Mały wydaje się być okazem zdrowia. Nie ma kociego kataru, a energia go rozpiera. Biega, skacze, zachęca do zabawy swoja mamę, ufnie podchodzi do ludzi, chętnie się bawi.

Małego czeka los podwórzowych kotów, czyli zimno, głodno i niebezpiecznie. No, chyba, że ktoś go przygarnie i pokocha. Mały na pewno na to zasługuje.

Może ktoś z Was, drodzy Czytelnicy, planuje właśnie przyjąć do domu kociego przyjaciela? Albo Wasi znajomi?

Pomyślcie o Małym.

czwartek, 2 lipca 2009

Kot Wodny

Pora na pełnometrażowy wpis o Stefku, albowiem Stefkowi, oprócz wpisu powitalnego, nie poświęcono jeszcze na tym blogu odpowiedniej ilości miejsca, takiej, na jaką Stefek zasługuje.

Dziś więc o Stefku.

W poprzednim swym życiu Stefek najprawdopodobniej był: a) delfinem, b) morsem, c) żabą. Xmas_eve doszła do takich wniosków po tym, jak uświadomiła sobie, że Stefek jest Kotem Wodnym, czyli takim, który wodę lubi i się nią interesuje.

Miłość swą do wody Stefek objawia na trzy sposoby. Pierwszy z nich związany jest z nowym nabytkiem xmas_eve – podlewaczką do kwiatów doniczkowych. Zakup owej podlewaczki nie był do końca uzasadniony i wyniknął trochę z gadżeciarstwa wyżej wymienionej. W końcu mogłaby podlewać kwiatki zwykłą butelką PET. Podlewaczka jednak została kupiona, postawiona na parapecie w kuchni i z miejsca stała się obiektem zainteresowania Stefka. I tylko Stefka. Ani Teofil, ani tym bardziej Dzidka podlewaczką się nie interesują, a nawet jawnie ją ignorują.

Stefek natomiast lubi wskoczyć na kuchenny parapet pod pretekstem konieczności poskubania kociej trawy stacjonującej tuż obok podlewaczki. Przez chwilę skubie trawę, ale cały czas zerka ku podlewaczce, by już po chwili siedzieć koło niej i po łokieć zanurzać łapę w okrągłym otworze służącym do nalewania wody. Zanurza łapę tak długo, aż uda mu się dosięgnąć lustra wody, po czym wyciąga ją i oblizuje dokładnie. Pół biedy, jeśli w podlewaczce jest dużo wody. Gorzej, jak jest mało, wtedy Stefek kombinuje, aż podlewaczka zaczyna niebezpiecznie się chybotać.




Drugi przejaw Stefkowego zainteresowania wodą związany jest z wanną. Pewnego dnia, kąpiąc się, xmas_eve sięgnęła ręką do tyłu, po gąbkę, ale zamiast na nią, natrafiła na Stefka, który cichcem zakradł się i zasiadł na brzegu wanny. Ktoś mógłby pomyśleć, że Stefek podglądał, jednak wcale nie o to mu chodziło. Stefek patrzył na wodę z pianą pływająca w wannie i wodę bez piany lecącą z kranu. Po zakończonej kąpieli przemieścił się w głąb wanny i próbował pomacać resztki wody i piany, co widać na załączonym zdjęciu. Dwa razy siedzenie na brzegu wanny skończyło się dla Stefka bliskim i gwałtownym spotkaniem z woda i pianą, ponieważ Stefek poślizgnął się, stracił równowagę i wleciał xmas_eve do wanny.


Trzeci objaw umiłowania przez Stefka wody związany jest z podłogą. Podłoga pozornie nie ma z wodą wiele wspólnego, no chyba że została właśnie umyta. Kiedy xmas_eve umyje podłogę swym nowym mopem, natychmiast w pobliżu pojawia się Stefek, który najpierw nieśmiało, a potem całkiem jawnie zaczyna stąpać po mokrych panelach. Przechadza się, próbuje podbiec, ślizga się, wywija piruety, aż w końcu wywraca się. Efektem jego poczynań są ślady kocich stóp pozostawione na czystej podłodze.

Niestety, xmas_eve była już tak zmęczona myciem podłogi, ze zdjęć kręcącego piruety Stefka zrobić nie zdołała.

piątek, 19 czerwca 2009

Rozejm Dzidki i Teofila

Tym razem Koty kazały xmas_eve przekazać dobre wieści o sobie. Zawarły rozejm. Nie wiadomo jeszcze, czy rozejm ten jest pierwszym krokiem do podpisania traktatu pokojowego, jednak xmas_eve ma taką szczerą nadzieję.

W każdym razie prawie nie zdarzają się już między nimi utarczki z użyciem syków, warków i bicia łapami. Teofil zaprzestał wojny podjazdowej, czyli zaczajania się na Dzidkę za rogiem i atakowania jej znienacka, jak akurat przechodziła. Może to dlatego, że pewnego dnia Dzidka przeszła do ofensywy i zaczęła Teofila prać łapą tak, jak on dotychczas prał ją. Teofiliowi szczęka opadła i od tamtej pory coraz rzadziej podnosi łapę na Dzidkę.

Teofil prawie zarzucił też swój brzydki zwyczaj podglądania Dzidki w kuwecie (prawie, bo xmas_eve właśnie go wyjątkowo na tym złapała). Podglądanie w kuwecie szczególnie Dzidkę rozjuszało i odgłosy młócenia łapami po plastiku kuwetowego dachu niosły się wtedy po mieszkaniu. Nie ma się zresztą co dziwić, każdego by takie bezczelne podglądactwo zdenerwowało.

Dzidka natomiast prawie przestała domyślnie warczeć i syczeć, kiedy Teofil przechodził obok, lub gdy ona przechodziła obok Teofila. Nie dalej jak wczoraj xmas_eve przyłapała ich przycupniętych obok siebie pod łóżkiem i razem bojących się odkurzacza, a nie dalej, jak przedwczoraj leżeli wszyscy troje razem na łóżku.

Oby tak dalej, drogie Koty!

Na zdjęciach:
Wspólny cel zbliża – trzeba zabić tę muchę!
Drapieżnik osaczył swoją ofiarę w jej kryjówce.

poniedziałek, 8 czerwca 2009

Dzidki i Teofila Topór Wojenny

Xmas_eve ma niewesołe wieści na temat Kotów. Nie da się przejść nad tym do porządku dziennego, ani udawać, że się tego nie zauważa. Dzidka i Teofil odkopali topór wojenny i znaleźli się, bardziej niż kiedykolwiek, na wojennej ścieżce.

Od powrotu Teofila z Lublina, a Dzidki i Stefka z wakacji na Zaspie, stosunki między Teofilem a Dzidką uległy pogorszeniu. Konflikt, który się od zawsze między nimi tlił, wyraźnie się zaostrzył. Teofil nie przepuszcza żadnej okazji, by Dzidce dokuczyć. Zaczaja się na nią i kiedy tylko Dzidka znajdzie się w jego pobliżu, przypuszcza atak. W ruch idą łapy, na szczęście póki co chyba bez pazurów, bo xmas_eve nie zaobserwowała obrażeń zewnętrznych. Dzidka, będąca zazwyczaj strona atakowaną, kuli się, kładzie uszy po sobie, źrenice robią się jej ogromne, otwiera paszczę, wydaje z siebie przeraźliwe syki i broni się łapą. Teofil, agresor, podskakuje do niej z podniesionym ogonem, młóci łapą powietrze przed sobą, odskakuje, świergoli po swojemu, po czym znowu doskakuje do swojej ofiary i ponawia atak.

Dzidka czasem uprzedza atak Teofila. Niestety, zdarza się, że jej impet trafia w Stefka, który, jako jednostka dobroduszna i absolutnie pokojowo nastawiona do całego świata, zazwyczaj znajduje się na linii strzału. Zaatakowany młócącą powietrze łapą Dzidki nie broni się, tylko odskakuje i cofając się zazwyczaj wpada na Teofila, który, sprytnie, chowa się za jego plecami.


Kiedy podczas pobytu xmas_eve w Lublinie Dzidka i Stefek przebywali na Zaspie, ich wzajemne relacje układały się bardzo dobrze. Spali razem w wersalce, na tapczanie, wychodzili na balkon, ganiali się nawet od czasu do czasu, ale pokojowo, bez agresji, zabawowo po prostu. Teraz Dzidka myśli chyba, że Stefek trzyma z Teofilem, więc na wszelki wypadek bije też jego.

Xmas_eve jest bardzo zmartwiona takim obrotem spraw, tym bardziej, że tuż przed wyjazdem zaobserwowała nieznaczne ocieplenie stosunków między skonfliktowanymi stronami. Cieszyła się w duchu obserwując Dzidkę leżącą obok Teofila na łóżku i Teofila przechodzącego koło Dzidki nie wydającej z siebie warkotu. Ponieważ podobny regres w relacjach Dzidka-Teofil, choć na mniejszą skalę, miał miejsce po ich rozdzieleniu podczas xmas-eve’owego weekendu belgijskiego, xmas_eve podejrzewa, że obu Kotom nie służą, paradoksalnie, rozstania. Nie wie, jak poradzi sobie z tym problemem w przyszłości. Wolałaby nie brać pod uwagę opcji rozdzielenia obu Kotów na zawsze. Ma jednak ostatnio po dziurki w nosie tego konfliktu.

piątek, 29 maja 2009

Teofila Podróż Zamiejscowa

Teofil właśnie powrócił do domu. Powrócił, ponieważ wyjeżdżał. Tydzień temu Teofil wyruszył w pierwszą w swoim drugim życiu podróż zamiejscową. W drugim życiu, ponieważ co Teofil robił w swoim pierwszym życiu, zanim zagadał na podwórku xmas_eve, nie wie nikt. Być może bywał już w podróżach, kto go tam wie. W pierwszą podróż zamiejscową, ponieważ wyjazdy do kliniki do Gdyni według xmas_eve nie zaliczają się do podróży zamiejscowych, chociaż Gdynia to inne miasto.

Teofil wyruszył na wycieczkę do Lublina. W tym celu wypożyczył od Dzidki transporter wraz z wyściełającym go kocykiem z wyhaftowanym napisem, nomen omen, „Little explorer”, spakował kilo suchej karmy, osiem saszetek mokrej karmy, miski oraz żwirek. Następnie zajął miejsce na tylnym siedzeniu samochodu i w drogę. No dobrze, nie tak do końca z własnej woli zajął to miejsce, xmas_eve musiała go trochę przekonywać i przekupić obietnicą, że w Lublinie będzie fajnie i będzie można ganiać po dwa razy takiej dużej miejscówce, jak w 3M.

W drodze Teofil nieco marudził i buczał w transporterze, mimo że tak naprawdę nie miał ku temu poważnego powodu. Wszystkie nie cierpiące zwłoki sprawy załatwił przed wyjazdem, zjadł też śniadanie, a obiad planowany był w Lublinie o normalnej porze. Xmas_eve starała się więc nie przejmować zbytnio buczeniem Teofila. W drodze powrotnej okazało się, że taki nonszalancki stosunek do owego buczenia nie zawsze się sprawdza, ale o tym za chwilę.

Po przybyciu na miejsce Teofil zaaklimatyzował się w rekordowym tempie.



Od razu zwiedził obiecaną dwa razy taką jak w 3M miejscówkę i postanowił, że będzie obstawiał obie wersalki, raz jedną, raz drugą oraz krzesło pod okrągłym stołem nakrytym długą serwetą. Miejsca te już wcześniej przetestowała i zaaprobowała Dzidka, jednak xmas_eve nie sądzi, by Dzidka szepnęła Teofilowi przed wyjazdem słówko na temat tego, które miejsca w Lublinie są warte obstawiania.

To dlatego pewnie dopiero w przeddzień wyjazdu Teofil odkrył jeszcze jedno doskonałe miejsce w lubelskiej miejscówce, mianowicie parapet kuchennego okna. Na parapet ów wchodzi się po podokiennej szafce z przesuwanymi drzwiczkami, która w dawnych czasach robiła za lodówkę. Na blacie szafki zawsze leżą jakieś produkty spożywcze, na przykład bułki, masło, szarlotka, sałatka jarzynowa, schab pieczony, a w dniu, w którym Teofil odkrył parapet, na blacie stacjonowała stolnica z rozwałkowanym ciastem na pierogi. Dlatego trzeba się nieźle nalawirować, by trafić na parapet nie czyniąc szkód wśród żywności. Warto się jednak postarać, bo na parapet od zewnętrznej strony okna przylatują gołębie. Zaczajanie się na nie i wyskakiwanie znienacka w stronę dziobiących okruchy ptaków, nawet przy zamkniętym oknie, jest doskonałą zabawą dla każdego Kota.

Teofil bardzo uprzejmie odnosił się do wszystkich przybywających z wizytą gości. Jak zwykle, był członkiem komitetu powitalnego obecnego każdorazowo w przedpokoju przy drzwiach. Dodatkowo, był bardzo elokwentny, dużo rozmawiał i dzielił się wrażeniami z pobytu z każdym, kto chciał go słuchać. Xmas_eve żałuje tylko, że nie zabrała go ze sobą, gdy szła z wizytą do K. Teofil miałby wówczas okazję poznać kota Oskarka, który od czasu, kiedy xmas_eve widziała go ostatnio, z Kota Smukłego zmienił się w Kota Dobrze Zbudowanego. Teofil i Oskar na sto procent znaleźliby wspólny język, oczywiście po obowiązkowym wstępnym obwarkiwaniu i osykiwaniu się wzajemnie.

Po prawie tygodniu udanego pobytu, pozostawiając po sobie same pozytywne wspomnienia, Teofil zapakował do torby resztę karmy, żwirku oraz miski, przy pomocy xmas_eve umieścił się w transporterze i wyruszył w drogę powrotną do 3M.

Okazało się jednak, że tym razem Teofil zabrał ze sobą na pokład bombę biologiczną z opóźnionym zapłonem. Xmas_eve trochę pluje sobie w brodę, że nie słyszała tykania owej bomby. Nieświadoma niebezpieczeństwa myślała, że Teofil buczy w transporterze dla samego buczenia, jak to miało miejsce w tamtą stronę. Coś jednak kazało jej wyjąć Teofila z transportera i wziąć na kolana chwilę przed tym, jak bomba biologiczna została zrzucona.




Niektórzy czytelnicy pomyślą pewnie, że to gorzej dla xmas_eve, że bomba została odpalona na jej kolanach, w ogólnym rozrachunku jednak wychodzi na to, że gorzej byłoby, gdyby Teofil zrzucił ją w transporterze.

W świetle tego ostatniego incydentu xmas_eve nie była pewna, czy może uznać, że Teofil przeszedł chrzest bojowy i został pasowany na Kota Podróżującego Zamiejscowo. Po chwili namysłu doszła jednak do wniosku, że warunkowo można mu ten tytuł przyznać.

piątek, 15 maja 2009

COOKIE POTRZEBUJE POMOCY

Drodzy Czytelnicy!

To jest Cookie:



Cookie pilnie potrzebuje odpowiedzialnej i kochającej rodziny adopcyjnej. Jej Pan jest bardzo chory i nie wróci już do zdrowia. Cookie czeka na niego sama w pustym mieszkaniu. Nie wie niestety, że nie doczeka się jego powrotu.

Cookie jest jedenastoletnią rasową szylkretową kotką egzotyczną. Jak każdy stuprocentowy egzotyk, ma niezwykły, lekko spłaszczony pyszczek. Jej Opiekunka, alejadrzew, twierdzi, że Cookie wygląda jak skrzyżowanie Kota Garfielda z rysiem i jest to skrzyżowanie w odpowiednich proporcjach.

Cookie uwielbia patrzeć przez okno, wygrzewać się pod lampą, leżeć na fotelu, oglądać telewizję (zwłaszcza niemieckie programy) i spać. Xmas_eve pamięta też, że czytuje Politykę i Wyborczą.

Cookie jest delikatna, czuła, spokojna i kanapowa, idealna dla starszej osoby. Xmas_eve myśli, że Cookie wolałaby nie dzielić domu z innymi kotami, przynajmniej na razie. Potrzebuje odpowiedzialnego, wyrozumialego i kochającego Opiekuna.
OD ZARAZ.

Drodzy Czytelnicy, zastanówcie się, a oprócz tego przekażcie tę pilną wiadomość każdemu, komu tylko możecie. Alejadrzew i xmas_eve będą Wam bardzo wdzięczne. A najbardziej wdzięczna będzie Cookie.

Oferty pomocy prosimy kierować na maila: alejadrzew@gmail.com (Magda) lub xmaseveblog@gmail.com (Ewa).

czwartek, 14 maja 2009

Gorzka pigułka do przełknięcia

A co na to Dzidka? Otóż xmas_eve obawia się, że nie ma zbyt dobrych wieści o Dzidce. Dzidka jest w depresji. Jak już czytelnikom wiadomo, Dzidka trzy lata żyła w błogiej nieświadomości, że na świecie istnieją inne koty. Co więcej, nie dopuszczała nawet myśli, że inny kot mógłby pojawić się w zajmowanej przez nią przestrzeni życiowej, mieszczącej się na drugim piętrze domu przy Hallera. Dzidka wiodła spokojne i uporządkowane życie, niezmącone tupotem obcych kocich łap. Żadne obce kocie futro nie zajmowało jej ulubionej miejscówki w loży VIPów na oparciu fotela. Żadne miski, oprócz jej własnych i psa Niuńka, nie pojawiały się na podłodze w kuchni i, co się z tym wiąże, nikt nie wyjadał karmy z jej własnych misek. Nikt inny, oprócz niej, nie zostawiał bonusów w kuwecie. Żadnemu innemu kotu, oprócz niej, xmas_eve nie poświęcała uwagi.

Było może trochę monotonnie, bo każdy dzień podobny był do poprzedniego i jedyną odmianę stanowiły wycieczki na Zaspę albo do Lublina. Ale tak było dobrze. Nudnawo, ale dobrze. "I komu to przeszkadzało?!" – zadaje sobie pewnie teraz pytanie Dzidka, obserwując spod łóżka w sypialni, jak Teofil ślizga się po panelach goniąc wyjętą z miski granulkę karmy, a Stefek biegnie ze wspomnianą w poprzednim rozdziale obrączką od Gerbera w paszczy, wskakuje na łóżko, kotłuje się, zeskakuje z drugiej strony, wpada pod łóżko .... Sssssssyyyyyy!

Kiedy w lecie pojawił się Stefek, Dzidka obraziła się na niego i na xmas_eve na ponad miesiąc. Nie pozwalała się głaskać, chowała pod łóżkiem właśnie i nie wchodziła z nimi w żadne interakcje. Zamknęła się w swoim świecie. Wtedy to po raz pierwszy Doktor R. zapisał Dzidce pigułkę szczęścia. Pigułka ta przeznaczona jest dla ludzi, którym świat z kolorowego zmienił się, z różnych przyczyn, w czarno-szary i sami nie są w stanie z powrotem go pokolorować. Okazało się, że zwierzęta też mogą brać takie pigułki i xmas_eve dostała dla Dzidki receptę.

Z miejsca jednak pojawił się problem, jak Dzidce pigułkę zaaplikować. Dzidka nie przyjmuje z własnej woli żadnych środków farmakologicznych, a aplikowanie jej pigułki siłą mijało się z celem, bo przecież miała leczyć się ze stresu, a nie go pogłębiać. Xmas_eve wymyśliła więc, jak się jej wydawało, genialny w swej prostocie sposób, mianowicie rozkruszoną tabletkę mieszała z pastą odkłaczającą i mazała tym przednią kocią łapę. Normalny kot nie ma wyjścia, musi coś takiego z siebie zlizać, bo nie zniesie bycia brudnym kotem. I Dzidka, z obrzydzeniem co prawda, pastę z pigułkowym proszkiem zlizywała.

Po jakimś czasie humor się jej poprawił. Nie wiadomo, czy to zasługa pigułek szczęścia, czy czasu, który leczy rany. W każdym razie pogodziła się z obecnością Stefka. Z czasem nawet zaczęła wdawać się z nim w gonitwy po miejscówce i godziła się, by leżał obok niej na łóżku. Jednak w zimie pojawił się Teofil i Dzidka znów zamknęła się w sobie. Tym razem bardziej niż po przyjściu Stefka. Można by właściwie rzec, że Dzidka do dziś nie wyszła z tej skorupy, w której się wtedy schowała.

Ponieważ, jak już zostało ustalone, Teofil w poprzednim życiu był kibolem, przejawia bardzo wiele cech, które są dla Dzidki nie do zaakceptowania. Teofil ma na przykład bardzo brzydki zwyczaj zaglądania Dzidce do kuwety w czasie, kiedy ona zostawia tam bonusa. Xmas_eve nie dziwi się wcale, że Dzidka reaguje wtedy gwałtownie. Jest jeszcze parę rzeczy, którymi Teofil rozjusza Dzidkę, ale szkoda już języka strzępić na ich opisywanie. Tak czy inaczej, po tym, jak Teofil permanentnie zamieszkał na Hallera, Dzidka popadła w permanentną depresję. Ustępuje ona jak ręką odjął jedynie wtedy, gdy Teofil znika z domu (np. jedzie na Morenę). Ponieważ jednak zdarza się to niezwykle rzadko, dusza Dzidki nieustannie cierpi.

Xmas_eve, nie mogąc patrzeć na smutek Dzidki, zdecydowała dziś, że rozpoczną znów kurację pigułką szczęścia. Z poprzedniego razu zostało jej pół listka. Postanowiła jednak tym razem oszczędzić Dzidce mąk związanych ze zlizywaniem pasty odkłaczającej z łapy. Wiedziała, że Dzidka tego nie lubi i wyraźnie krzywi się, zlizując mieszankę. Miała nowy, genialny pomysł, jak podać kotu tabletkę. Podczas ostatniej bytności na Hallera psa Niuńka odkryła, że Dzidka lubi pasztet drobiowy, który jada Niuniek. Postanowiła więc, że tym razem pigułkowy proszek zapoda jej w owym pasztecie. Dzidka będzie wniebowzięta i nie zauważy pigułki.

Jak postanowiła, tak zrobiła. Najpierw podała Dzidce na palcu dawkę kontrolną, bez proszku. Dawka została ze smakiem zlizana z palca. Następna dawka zawierała już sproszkowaną pigułkę. Dzidka zaczęła zlizywać pasztet, nagle przestała, polizała jeszcze raz, otrząsnęła się, zaczęła pluć i odeszła. Xmas_eve oniemiała ... Jak to, skąd wiedziała, że w pasztecie jest pigułka? Pobiegła za Dzidką, podtykając jej pod nos resztę pasztetu. Nie, nie, Dzidka nie będzie jadła, proszę zostawić ją w spokoju, jest obrażona!

Wtedy xmas_eve olśniło. Nigdy wcześniej nie oceniała pigułek szczęścia organoleptycznie, a konkretnie zmysłem smaku, mimo że czasem w jej życiu też robiło się szarawo. Teraz więc, tknięta przeczuciem, nadgryzła jedną z nich. Zaraz potem chwyciła butelkę z wodą mineralną, wzięła łyka, wypłukała usta i splunęła do zlewu. Tak gorzkiej pigułki nigdy wcześniej nie miała w ustach.

Zdesperowana, udała się najpierw do Dzidki, by ja przeprosić. Nic nie wskórawszy zasiadła do laptopa, by na Skypie zapytać kol. A., z zawodu lekarkę psychiatrę, czy istnieją jakieś mniej gorzkie pigułki szczęścia. Kol. A. obiecała to sprawdzić, tymczasem xmas_eve zaczęła zastanawiać się nad kolejnymi studiami podyplomowymi. Tym razem z psychologii zwierząt ... ... ....



wtorek, 12 maja 2009

Kibol

Xmas_eve nie kryje się wcale z tym, że wierzy w reinkarnację, czyli życie po życiu. Jest zdania, że to najsensowniejsza z dostępnych teorii na temat tego, co następuje potem. Co więcej, skłania się ku wierzeniu, że w jednym życiu można być mrówką, w następnym ptaszkiem, w jeszcze następnym człowiekiem, a potem znowu kotem.

Mając w głowie tę teorię xmas_eve doszła ostatnio do wniosku, że Teofil w poprzednim życiu musiał być kibolem. Myśli tak nie dlatego wcale, że Teofil pasjami ogląda mecze w telewizji. Teofil nie miałby nawet szansy tego robić, ponieważ jak tylko xmas_eve przez przypadek włączy mecz skacząc po programach telewizyjnych, natychmiast przełącza na następny kanał. Ma uczulenie na wszelkie mecze, z wyjątkiem może meczów tenisowych.

Tak więc Teofil meczów nie ogląda, jednak kumuluje w sobie wiele cech charakterystycznych dla kibola, który, wracając z meczu, zaczepia przechodniów, straszy ich, narusza ich nietykalność cielesną, krzyczy, uszkadza mienie publiczne, a przemieszczając się czyni wiele hałasu tupiąc i uderzając o napotkane na drodze obiekty. Co prawda, w odróżnieniu od ludzkich kiboli, Teofil nie wspomaga się alkoholem, ale chyba nie jest to mu specjalnie potrzebne.

Pisząc te słowa xmas_eve obserwuje, jak Teofil, jeszcze chwilę temu spokojnie drzemiący na fotelu, zrywa się niespodziewanie ze swojego legowiska. Wyraz jego pyska zapowiada zadymę, którą zaraz rozpęta. Zeskakuje z fotela, wygina w łuk grzbiet i ogon i rusza przed siebie. Z wrzaskiem (iiiuuułoooooołłł!) i tupotem sugerującym raczej, że biegnie cała brygada kocich kiboli, a nie jeden, biegnie do kuchni. Tam znajduje plastikową obrączkę od zakrętki słoiczka tartych jabłek marki Gerber. Wkopuje ją pod stół, blokuje między panelem a listwą przypodłogową, a następnie próbuje uwolnić. Odgłos rytmicznego stukania plastikiem o panel podłogowy doprowadza xmas_eve do szału, wstaje więc, idzie do kuchni i rekwiruje plastikową obrączkę.

Nie zdąży jeszcze z powrotem usiąść, kiedy Teofil przebiegnie przed jej nosem, z tym samym, co wyżej, okrzykiem na pysku, z rozpędu wskoczy na szafkę RTV między kwiaty (aż dziw, że żaden nie spadł), wskoczy na telewizor, z niego na półkę z książkami, zeskoczy i z tupotem przemieści się do przedpokoju, a stamtąd do kuchni. Wskakuje na kuchenny parapet i próbuje wyjść przez zamknięte okno. Efektem tej akcji jest ściągnięta firanka, w niektórych kręgach zwana zazdrostką.

W czasie całej tej rozróby Stefek próbuje dotrzymać Teofilowi kroku. Jednak Stefek na pewno nie był w poprzednim życiu kibolem, więc na swoje nieszczęście gania za Teofilem, bo już za chwilę bandycki szał Teofila skieruje się przeciwko niemu. Teofil dopada go w przedpokoju, przydusza do podłogi, dosiada okrakiem i zadaje ciosy w brzuch. Stefek myśli najpierw, że to zabawa, jak zawsze, po chwili jednak orientuje się, że Teofil ma dziś w planie prawdziwą bójkę. Skrzeczy więc po stefkowemu, wyrywa się i ucieka. Teofil za nim, znów go dopada, gryzie go w ucho. Stefek skrzeczy i tym razem dodatkowo syczy. Dla xmas_eve jest to sygnał, że czas, aby wcieliła się w rolę arbitra tej nierównej rozgrywki.

Na skutek zdecydowanej interwencji xmas_eve Teofil, jak rasowy kibol, ląduje na dołku, czyli w areszcie łazienkowym. Co prawda nie na czterdzieści osiem godzin, ale na jakieś pół godziny. Na razie skutkuje. Zatrzymany siedzi cicho, z rzadka tylko mamrocze coś pod nosem, nie demoluje celi. Co jednak będzie w nocy?



piątek, 1 maja 2009

... i Znajomi (2)

Neo

Neo jest golden retrieverem, zupełnie jak Leon. Rezyduje w Kurorcie razem z kol. K. Ma wielkie szczęście posiadać do swej dyspozycji przydomowy ogródek, po którym gania ze swoim przyszywanym kuzynem z pierwszego piętra. Kiedy kol. K. wyrusza wypełniać obowiązki służbowe w Stolicy, Neo jedzie na kolonie do dziadków (;-), u których może liczyć na długie i wyczerpujące spacery po cisowskich lasach.

Niusia

Niusia jest taką samą szczęściarą jak Neo, bo też ma do swej dyspozycji przydomowy ogródek. Niusia jest dużym, białym psem. Wyglądem przypomina trochę złe psy zaciskające swe szczęki na pierwszej napotkanej ofierze. Xmas_eve nie zna Niusi zbyt blisko, ale sądzi, że Niusia wcale nie zaciska szczęk na ofiarach i jest bardzo sympatyczną osobą. Niusia została znaleziona przez koleżankę z Organizacji, która, nie mogąc jej zatrzymać, ogłosiła ją w organizacyjnym intranecie w celu znalezienia odpowiedzialnej rodziny adopcyjnej. Rodziną tą zostali kol. G. i kol. M. Swego czasu były plany, by doadoptować Niusi brata w postaci Teofila, jednak spaliły one na panewce, z różnych powodów. Wieść niesie, że w międzyczasie Niusia zakumplowała się z kotem sąsiadów, który wizytuje jej przydomowy ogródek.

Figa


Figa, zupełnie jak Niusia, została znaleziona przez kolegów z Organizacji i pilnie potrzebowała rodziny adopcyjnej. Została zaadoptowana przez gapminded. Xmas_eve uświadomiła sobie właśnie, że chyba nigdy nie widziała Figi na żywo. Zna ja tylko z opowieści i historii blogowych. Z tych żródeł wie, że Figa musiała mieć traumatyczne przeżycia w swoim „poprzednim życiu” i nie przepadała za chłopakami (miejmy nadzieję, że już jej przeszło). Figa lubi śnieg. Specjalnie zamawia go tam u góry, nawet jeśli na świecie panuje już pora roku, w której śnieg padać nie powinien. Ponadto Figa lubi polować na kraczące ptaki. Zaczaja się na nie w gdyńskich lasach.

I na koniec, kotów troje, chociaż to zupełnie inna trójca, niż ta już czytelnikom znana.

Lusia

Lusia jest dość tajemniczą postacią, co zresztą widać na załączonej fotografii. Lusia mieszka z kol. I. w pięknej części Wrzeszcza. Ze swego balkonu ma widok na dachy wrzeszczańskich kamienic. Lusia żyła sobie spokojnie, mając absolutnie na wyłączność swoją Opiekunkę, aż do dnia, w którym Opiekunka znalazła Bazyla.

Bazyl

Bazyl pojawił się pewnego dnia na drodze kol. I., która akurat udawała się na weekendowy spacer. Był mały, chory i prawie nie widział na oczy. Zupełnie jak kot Felicjan. I tak jak Felicjan miał szczęście, że został w porę znaleziony w krzakach przez psa Niuńka, tak nad Bazylem kocia Opatrzność czuwała i kazała mu wytoczyć się z przydrożnych krzaków we właściwym momencie. Bazyl zamieszkał z kol. I. i Lusią, wyzdrowiał i z czasem przerósł Lusię o na oko dwa rozmiary. Bazyl jest kotem wyjątkowej urody, co widać na załączonym zdjęciu.
...
Mraus

Mraus jest kotem, którego xmas_eve widziała przelotnie raz w życiu, ale zna jego historię z opowieści kol. I. i kol. M. Mraus mieszka w domu z ogrodem w Sopocie Kamiennym Potoku. Kiedyś mieszkał w innym domu przy tej samej ulicy, ale jego poprzedni Opiekunowie (jeśli można ich w ogóle tak nazwać) wyprowadzając się, zapomnieli zabrać go ze sobą. Mraus błąkał się więc po ulicy, w pobliżu swojego dotychczasowego domu, czekając na nich. Zaprzyjaźnił się z kotami kol. M., która mieszka po sąsiedzku. Przychodził razem z nimi do ich domu, załapywał się na coś do jedzenia i wracał na ulicę. Nad Mrausem też czuwała kocia Opatrzność. Pewnego dnia kol. M. postanowiła go adoptować. Mraus zamieszkał ze swoim przyjaciółmi, których do tej pory tylko odwiedzał.
Niektóre koty to mają szczęście, prawda?

Jeśli xmas_eve coś pokręciła w powyższych historiach, to z góry przeprasza i prosi o sprostowanie w komentarzach. Prosi też Opiekunów i Państwa opisanych bohaterów o przesłanie brakujących zdjęć.

:-)

... i Znajomi (1)

Jak już xmas_eve wspomniała, oprócz Krewnych Koty posiadają też kilkoro Znajomych. Tak się niestety niefortunnie składa, że właściwie znają ich tylko ze słyszenia i z opowieści podsłuchiwanych podczas wizyt Opiekunów tychże Znajomych u xmas_eve. Być może jest więc tak, że są to bardziej Znajomi xmas_eve niż Kotów Trojga?
Tak czy inaczej, xmas_eve poczuła się w obowiązku przedstawić Znajomych, zanim przejdzie do opisywania innych historii. Oto więc oni, w telegraficznym skrócie:

Iwo



Iwo jest rodowodowym kotem syberyjskim. Mieszka u kol. O., daleko hen, za estakadą. Kol. O. dostała kota Iwo w prezencie na swoje kolejne osiemnaste urodziny. Iwo został przez nią namierzony w Internecie. Jego zdjęcie zaprezentowane było na stronie www jego macierzystej hodowli. Grupa osób lubiących kol. O. dokonała zrzutki pieniężnej, w wyniku której uzbierano kwotę potrzebną na zakup kocięcia, a kol. P. (znany też jako B.) wyruszył pociągiem do Stolicy, by Iwo odebrać i przywieźć go do 3M wraz z rudym braciszkiem, którego na stronie www wypatrzyli inni mieszkańcy 3M. Z braciszkiem niestety Iwo nie utrzymuje kontaktu, tak się jednak złożyło, że bardzo szybko zyskał przyszywanego brata w osobie psa Leona.

Leon


Leon jest psem rasy golden retriever. Mieszka razem z kotem Iwo hen za estakadą. Ponieważ jego Państwo pasjonują się chodzeniem i można powiedzieć, że zajmują się nim wyczynowo, Leon często wyrusza z nimi na dalekie piesze wyprawy po polach i lasach. Z tych ostatnich przynosi w swym futrze całe zastępy kleszczy, dlatego jego Pani, kol. O. zaopatrzyła się ostatnio w specjalny przyrząd służący do usuwania z rożnych zakamarków leonowego ciała tych wyjątkowo niesympatycznych stworzeń.

Magus

Skoro już o psach mowa, największym psem jakiego zna xmas_eve, Koty i pies Niuniek, jest Magus. Magus jest psem rasy bernardyn. Mieszka wraz ze swym Państwem, kol. M i kol. P., w Baninie, nieopodal lotniska. Magus ma jedno oko niebieskie, jest szczupły w talii i posiada śmieszne paluchy na tylnych kończynach. Lubi uprawiać przydomowy ogródek, przy czym skupia się głównie na kopaniu grządek. Któregoś roku oddał się temu zajęciu tak zapamiętale, że kol. M. zmuszona była ogródek zlikwidować, bo chociaż ziemia była nieustannie spulchniona, to uprawy tego nie przeżyły. Magus, podobnie jak Stefek, ma w sobie coś z kangura. Wybija się pionowo w górę i falując uszami wyskakuje jak piłka ponad ogrodzenie posesji. Magus kocha wszystkich z wyjątkiem Pani Opiekunki do Dziecka. Powody jego niechęci do niej pozostają niezbadane.

Fifka

Tak jak Magus jest największym psem znanym xmas_eve i spółce, tak Fifka jest najmniejszym (a może najszczuplejszym?) kotem, z jakim mieli kiedykolwiek do czynienia. Fifka mieszka z kol. I. na Zaspie. Jest kotką wyjątkowo rozmowną i komunikatywną. Kol. I. powiedziałaby pewnie, że czasem aż za bardzo. Swego czasu Fifka miała romans z pewnym również rasowym kocim kawalerem. Z tego związku urodziło się czworo dzieci, troje szarych krótkowłosych i jedno białe długowłose. Podobnie jak Iwo, Fifka też ma przyszywane psie rodzeństwo. Jej przybraną siostrą jest Beza.

Beza


Beza jest psem rasy labrador retriever koloru biszkoptowego. Kiedy xmas_eve pierwszy raz ją zobaczyła, Beza była szczeniakiem żywcem wyjętym z reklamy papieru toaletowego Velvet i leżała rozkosznie na boczku pod kaloryferem w kuchni. Potem Beza urosła i stała się całkiem dużym labradorem. Kiedyś xmas_eve doszła do wniosku Beza jest wymarzonym psem na spacery, bo chodzi bez smyczy przyklejona niemal do łydki swojego przewodnika. Xmas_eve i kol. I. próbowały Bezę zaprzyjaźnić z psem Niuńkiem, ale wyszła z tego tylko awantura, bo Beza próbowała Niuńka zdominować. W sumie miała prawo, bo rzecz działa się na jej prywatnej działce rekreacyjnej. Z drugiej strony jednak, gość cham, ale swoje prawa ma. Gość cham się odgryzł. Już więcej razem na działkę nie wyjechali.

cdn.