czwartek, 26 marca 2009

Teofil

- Cześć, I. Słuchaj, nie chciałabyś przygarnąć kotka? Pod moją klatką siedzi jakiś bidulek, nie wygląda mi na podwórzowca. Wygląda raczej na oswojonego kota, którego ktoś wyrzucił ... Nie chcesz? Na pewno? Zastanów się, co? :-(



Teofil musiał dobrze kalkulować, kiedy wybierał sobie podwórko, na którym zdecydował się pojawić 23 września ubiegłego roku. Gdyby bowiem pojawił się na sąsiednim podwórku, albo dwa podwórka dalej, xmas_eve nigdy by się na niego nie natknęła i byłby pewnie teraz jednym z rzeszy podwórkowych kotów, włóczących się po śmietnikach i liczących na choć jedno uchylone piwniczne okienko.

Teofil czekał na xmas_eve pod jej klatką, kiedy wieczorem szła z parkingu strzeżonego. Zobaczyła go z daleka, a kiedy podeszła i zapytała, co on tu robi, bo chyba jest tu nowy, odpowiedział jej coś w kocim języku. Xmas_eve nie wiedziała, co to było, jednak domyśliła się, że Teofil pragnie, aby się nim zaopiekować.

Od tej pory xmas_eve opiekowała się Teofilem przebywającym na podwórku. Obserwowała go z okna i zanosiła mu dwa razy dziennie jedzenie. Kupiła specjalnie dla niego jednorazowe miseczki, ponieważ jakiś nadgorliwy sprzątacz usuwał je codziennie spod przyczepy zaparkowanej permanentnie na parkingu. Teofil każdego dnia czekał na xmas_eve, a nawet jak się jej zdawało, że go nie ma, za chwilę wyłaniał się spod któregoś z samochodów i ćwierkając truchtał w jej stronę. Każdego dnia widząc go xmas_eve coraz bardziej martwiła się o ranę, którą miał na ogonie i coraz bardziej uświadamiała sobie, że będzie musiała zaopiekować się nim w szerszym niż dotychczas zakresie.

Tym bardziej, że zbliżał się moment wyjazdu na sympozjum weterynaryjne, na którym xmas_eve miała spędzić aż pięć dni. Teofil nie mógł zostać sam na tak długo na podwórku. Dlatego w przeddzień wyjazdu, wspomagana dzielnie przez kol. I., odłowiła Teofila do transportera i razem zawiozły go do doktora R. Doktor R. zgodził się go hospitalizować na czas nieobecności xmas_eve i zająć się w tym czasie raną na jego ogonie.

Później Teofil parę razy zmieniał miejsce zamieszkania. Po odebraniu ze szpitala był chwilę u xmas_eve, a potem zamieszkał u Pana T., gdzie przez większość czasu przebywał na „zakaźnym”, czyli zajął biuro księgowe, podczas gdy Felicjan, nie do końca wyleczony jeszcze wtedy z kataru, zajmował resztę mieszkania. Potem, na skutek zakrojonej na szeroką skalę akcji poszukiwania Teofilowi rodziny zastępczej, trafił do młodych ludzi, którzy zadeklarowali chęć przygarnięcia go. Niestety, a może stety, wrócił stamtąd po pięciu zaledwie dniach i znów zamieszkał u Pana T., gdzie zaprzyjaźnił się z wyleczonym już Felicjanem.

Pod koniec ubiegłego roku, na skutek incydentu, w którym brał udział Felicjan, jego sik oraz bożonarodzeniowa choinka xmas_eve, całkiem nieoczekiwanie Teofil, przebywający wraz z Felicjanem z wizytą na Hallera, został do dziś.

Teofil jest kotem świergoczącym i gruchającym. Właściwie buzia się mu nie zamyka. W każdej sprawie ma coś do powiedzenia. Jego elokwencja sprawiła, że rozgadany dotychczas Stefek zamilkł na dobre, odzywa się sporadycznie, chyba tylko wtedy, gdy się akurat zapomni. Xmas_eve jest tym trochę zmartwiona, bo Stefek tak pięknie skrzeczał.

Teofil nie jest kotem nakolanowym ani naręcznym. Mimo to jest łasy na pieszczoty, nadstawia się do drapania, trąca głową rękę, która powinna go głaskać, a zamiast tego leży bezczynnie, a kiedy jest szczególnie zadowolony z głaskania i chce jeszcze, przewraca się z hukiem na bok i wystawia brzuszek, składając jednocześnie przednie łapki w małdrzyk.

Teofil jest kotem wszystkożernym. Z wielką pasją pochłania mięso, ser biały i żółty, kefir, jogurt, śmietanę, a oprócz tego próbował makaronu i bananów. Jeśli xmas_eve ma w planach zjeść na kolację np. wędzoną makrelę, musi wcześniej zamknąć Teofila w pokoju, gdyż w przeciwnym wypadku nie byłaby w stanie zjeść jej w spokoju i miałaby cały czas Teofila na stole.

Teofil jest kotem aktywnie rozpakowującym zakupy. W swej karierze wypakował już z siatki kabanosy drobiowe i uciekał z nimi po mieszkaniu, a także kostkę sera żółtego, z którą też uciekał po mieszkaniu. Przymierzał się również do piersi z kurczaka, która na szczęście została w porę ocalona przez xmas_eve.

Teofil jest kotem skomputeryzowanym. Pasjami łapie kursor i niezwykle chętnie ogląda bannery reklamowe, zwłaszcza te bardziej migające. Lubi coś czasem wystukać na klawiaturze, a kiedy dochodzi do wniosku, że xmas_eve zbyt dużo czasu spędza przed laptopem, przychodzi i wyłącza go jednym naciśnięciem łapy. Nie wie chyba, że najpierw trzeba pozamykać wszystkie aktywne okna ...

Pozostałe zalety i wady Teofila xmas_eve opisze w kolejnych odcinkach.

środa, 25 marca 2009

Stefek

- Nie mogę wziąć drugiego kota. Nie, Dzidka będzie wściekła. Nie da mi żyć. No, nie mogę ... Zresztą, jak bym go przewiozła do Gdańska? Wychodzimy! Jedziemy do domu.
... ... ...
- No nie mogę go wziąć ... Ale sama nie wiem ... może jednak zawrócę, zapytam chociaż, czy jest zdrowy ... Zawrócę ...




Lubelska klinika weterynaryjna przy ulicy Stefczyka znajduje się na uboczu, przynajmniej z punktu widzenia xmas_eve, która, bywając w Lublinie, obraca się zazwyczaj w ścisłym centrum i jego okolicach. Jest to jednak bardzo nowoczesna i całkiem spora lecznica. Doktor R., patrząc na jej zdjęcie zamieszczone na okładce książeczki zdrowia kota, którą xmas_eve podaje mu podczas wizyt, rozmarza się zawsze i mówi: „Ach, to jest taka piękna klinika ....”. Klinikę prowadzi jakiś jego kolega, być może ze studiów, xmas_eve nigdy nie wnikała, jednak zawsze kiedy doktor R. się rozmarza, zastanawia się, czemu on się tak zachwyca, przecież sam ma świetną klinikę.

Ale do rzeczy. Kiedy pies Niuniek miał bliskie spotkanie z amstaffem z drugiego piętra, w wyniku czego coś mu się stało w łapę, Pan T. uznał, że trzeba, żeby zobaczył go weterynarz. Klinika na Stefczyka, obejrzana w internecie, budziła zaufanie, dlatego Pan T., xmas_eve oraz pies Niuniek wybrali się właśnie tam.

Po wejściu do budynku ich oczom ukazała się recepcja z ladą, za którą, na tle półek z czerwonymi teczkami zawierającymi zapewne historię wielu chorób, siedziały dwie panie oraz spora poczekalnia z ławką, krzesłami, dystrybutorem wody, kwiatkiem w rogu i dużym akwarium wbudowanym w jedną ze ścian.

Pan T. i pies Niuniek skierowali się wprost do recepcji, aby wyłuszczyć, w jakiej sprawie przybyli. Tymczasem xmas_eve, też zmierzająca w stronę recepcji, w połowie drogi skręciła w lewo, w stronę akwarium w ścianie. Zobaczyła bowiem stojącą pod nim na podłodze klatkę, a w niej dwa skulone kociaki. Na klatce była kartka, a na niej napisane, że czteromiesięczne rodzeństwo, chłopiec i dziewczynka, poszukują domu. Tym chłopcem był Stefek, a dziewczynką jego siostra, z którą niestety nie mają kontaktu.

Jak już wspomniała wyżej, xmas_eve, jakkolwiek zachwycona Stefkiem i wzruszona jego losem, z początku powiedziała, że absolutnie nie mogłaby go uratować z tej klatki i wziąć ze sobą do domu. Kiedy jednak pies Niuniek został opatrzony i wszyscy troje wyruszyli w drogę powrotną do domu, na wysokości hipermarketu Real zaczęła mieć wątpliwości. Zaczęła się łamać. Na całe szczęście Stefka przy Realu jest rondo, które xmas_eve najpierw okrążyła, mięknąc, a następnie zawróciła na nim do kliniki.

Stefek, którego imię, jak czytelnicy już zapewne się domyślili, pochodzi od nazwy ulicy, przy której znajduje się jego macierzysta klinika, jest kotem nakolanowym oraz naręcznym. Znaczy to, że lubi przebywać na ludzkich kolanach i z własnej inicjatywy na nie przychodzi. Lubi też być noszony na rękach, kładzie wtedy czule buzię na ramieniu osoby noszącej, ciało mu wiotczeje, łapa zwisa, a włączony silnik sugeruje, że jest wniebowzięty, że ktoś go nosi. Generalnie, Stefek jest kotem naczłowieczym. Xmas-eve często budzi się rano zastanawiając się, czemu czuje się, jakby do materaca przygniatał ją stukilowy ciężar. Otwiera wówczas jedno oko i widzi, że to Stefek leży jej na klacie.

Stefek musiał mieć wśród swoich przodków kangura, potrafi bowiem wybić się z miejsca na sporą wysokość po to, aby dosięgnąć wizjera w drzwiach wejściowych. Potrafi również wybić się z miejsca i przebyć w powietrzu połowę długości dużego pokoju po to, aby zapolować na Dzidkę, albo, w mniej drastycznej wersji, na myszkę.

Stefek jest jedynym znanym xmas_eve kotem, którego kroki słychać. Stefek po prostu tupie, dlatego xmas_eve zawsze wie, kiedy Stefek wchodzi do pokoju, nawet jeśli ma akurat zamknięte oczy.

Stefek jest kotem towarzyskim, nie tylko w stosunku do człowieka, ale też do innych przedstawicieli swojego gatunku, więc dołączając do aspołecznej Dzidki niewątpliwie trafił nienajlepiej. Dlatego ucieszył się, kiedy pewnego dnia na kwaterze pojawił się Teofil, chociaż z początku odniósł się do tego pomysłu z rezerwą, zaniepokojony perspektywą dzielenia codzienności z podwórkowym łobuzem. Ale o tym w następnym odcinku.

poniedziałek, 23 marca 2009

Dzidka

- Halo, cześć dziecko ... – powiedział pewnego dnia przez telefon Pan. T do xmas_eve.
- Halo, cześć, co tam? – powiedziała xmas_eve
- Słuchaj, jest taka sprawa. Jest tu kotek. – kontynuował Pan T.
- ... Jak to kotek? Jaki kotek? Gdzie jest? – zdumiała się xmas_eve
- No tu jest, bezdomny kotek, kotka właściwie, mam ją w kartonie, jesteśmy teraz w lecznicy, doktor ją bada. Brać ją? – zapytał pan T.
- Eeee ... nie, no pewnie, że brać ... – powiedziała trochę niepewnie xmas_eve.





Dzidka jest Gdynianką. Pochodzi ze śmietnika na tyłach ulicy Morskiej. Pan T. zaparkował swój samochód koło owego śmietnika i miał właśnie zamiar udać się do swoich klientów. Otworzył bagażnik, aby wyjąć z niego teczkę z dokumentami i już miał go zamykać, kiedy kątem oka zauważył jakiś ruch na zderzaku. Chwilę później mały kotek, który wspinał się po zderzaku, był już w środku. Wskoczył do bagażnika. Wyczynowiec!

Ciąg dalszy rozegrał się jak opisano wyżej. Po powrocie z pracy do domu xmas_eve zastała Dzidkę pod kaloryferem w kuchni. Od tej pory, a minęło już trzy i pół roku, codziennie zastaje Dzidkę w różnych rejonach swojej kwatery i codziennie na nowo cieszy się, że może z Dzidką właśnie kwaterę dzielić. Zresztą, tak naprawdę, z czasem kwatera stała się kwaterą Dzidki oraz pozostałych Kotów, ale o tym w swoim czasie.

Dzidka jest znana głównie ze swych postaw aspołecznych. Charakteryzują się one tym, iż niechętnie przychodzi na kolana, właściwie to wcale nie przychodzi, gwoli ścisłości. Najbliższy kontakt fizyczny, na jaki sobie pozwala z własnej inicjatywy, to ocieranie się o łydki xmas_eve oraz delikatne oparcie się do jej prawą nogę, kiedy układa się do spania na łóżku.

W stosunku do obcych ludzi Dzidka prezentuje histeryczny wręcz strach. Na dźwięk domofonu wbija się zazwyczaj pod narzutę na sofie w dużym pokoju, taranując poduszki, albo biegnie do sypialni, gdzie znika pod łóżkiem. Jeśli do xmas_eve przyjdą goście, mają szanse zobaczyć Dzidkę po jakichś dwóch, trzech godzinach od przybycia. Pojawia się ona wówczas w dużym pokoju, krocząc dostojnie i udając, że nie widzi, iż w pomieszczeniu są obcy ludzie. Zachowuje się, jak gdyby wcale się ich nie bała dwie godziny wcześniej. W końcu, jest u siebie, a ci nieznajomi powinni się cieszyć, że pozwala im przebywać na swoim terenie, prawda?

Do obcych kotów Dzidka podchodzi z zajadłą nienawiścią, która z czasem, w miarę jak koty przestają być aż takie obce, przeradza się w niechęć z przebłyskami tolerancji. Dużo jednak wody musi w Strzyży upłynąć, zanim Dzidka zaakceptuje w swoim pobliżu innego kota. Trochę tabletek fluoksetyny musi też zostać jej zaaplikowanych oraz przynajmniej dwa dyfuzory syntetycznych feromonów muszą ulotnić się z pojemnika wetkniętego do kontaktu, aby Dzidka zgodziła dzielić swą prywatna przestrzeń z innym przedstawicielem gatunku kot domowy.

Dzidka jest zaprawioną w bojach podróżniczką. W trzy miesiące po przybyciu do xmas_eve wyruszyła w swą pierwszą samochodową podróż do Lublina. Xmas_eve martwiła się, jak Dzidka zniesie tak długą drogę, zamknięta w transporterze, bez sikania, robienia kupy, jedzenia i picia. W związku z tym, będąc wówczas jeszcze nieopierzoną Opiekunką Kota, próbowała w drodze Dzidkę napoić (porażka) oraz na postoju wysadzić do kuwety (również porażka). Dzidka nie chciała kooperować, a xmas_eve umierała z niepokoju o stan pęcherza Dzidki. Tymczasem, zaraz po przyjeździe do Babci, Dzidka najpierw obeszła wszystkie kąty dużego lubelskiego mieszkania, a dopiero potem udała się do kuwety, gdzie zrobiła swoje pierwsze lubelskie siku.

Od tej pory Dzidka odbyła już niezliczoną ilość wycieczek do Lublina i z powrotem, każdą z nich znosząc z siłą i godnością osobistą. Z ostatniej takiej wyprawy nie wróciła jednak sama. Przyjechał z nią Stefek. Ale o tym w następnym odcinku.