czwartek, 30 kwietnia 2009

... ...

Po nieoczekiwanej przerwie spowodowanej konserwacją nadajnika, a tak naprawdę nieoczekiwanym spadkiem formy intelektualnej Opiekunki Kotów Trojga, już jutro kolejny rozdział bloga, ten zapowiedziany, o Znajomych. I, miejmy nadzieję, wiele następnych rozdziałów ...

Tymczasem, zagadka: który Kot jest na zdjęciu?

niedziela, 12 kwietnia 2009

Krewni ... (3)

Kot Oskarek



W historię kota Oskarka mogło wkraść się kilka nieścisłości, ponieważ xmas_eve nie brała w niej bezpośrednio udziału. Zna ją jedynie z opowieści rodzinnych. Postara się ją jednak zweryfikować u źródeł, jak tylko będzie miału ku temu okazję. Historia ta będzie też zawierała znacznie mniej pikantnych szczegółów, niż historie dotychczas opisane, ponieważ xmas_eve nie uczestniczy na co dzień w życiu jego i jego Państwa. Widuje się z nimi od czasu do czasu, kiedy przyjeżdża z wizytą do Lublina.



Był blady świt, kiedy Wuj W., brat Pana T., szedł do pracy do piekarni, którą wówczas posiadał i spotkał na swej drodze kota Oskarka. Kot Oskarek leżał przed klatka bloku, w którym Wuj mieszka z rodziną, a za towarzystwo miał puszkę lub butelkę po piwie (to jest właśnie jedna z tych kwestii wymagających wyjaśnienia). Wuj myślał, że kotek nie żyje, ale mimo tego zapakował go do kartonowego pudełka i pojechał do piekarni (swoją drogą, ciekawe, że każdy znaleziony kot początkowo zazwyczaj ląduje w takim czy innym kartonowym pudełku, prawda?) Z piekarni Wuj udał się do znajomego lekarza weterynarii, który orzekł, że Oskarek jednak daje oznaki życia.

Kot Oskarek, jak większość małych i bezdomnych kociąt, chorował na koci katar. W jego przypadku skończył się on szczęśliwiej niż u kota Felicjana, bo Oskarek wyzdrowiał i do dziś ma oboje oczu. Jest kotem niezwykle długim i smukłym. Xmas_eve zastanawia się nawet, czy owa smukłość nie jest cechą kotów, które w dzieciństwie ciężko chorowały. Przecież kot Felicjan też jest bardzo szczupły, czego nie można powiedzieć ani o Dzidce, ani o Stefku, a Teofil też się jakby ostatnio zaokrąglił.

Kot Oskarek jest kotem, którego ulubionymi świętami są święta Bożego Narodzenia. Z utęsknieniem oczekuje chwili, kiedy w domu pojawi się choinka. A trzeba wam wiedzieć, że u Państwa Oskarka choinka jest zawsze z prawdziwego zdarzenia. Nie jest to żaden plastikowy erzatz, tylko autentyczna, rozłożysta, dorodna jodła, sięgająca sufitu i zajmująca cały jeden kąt dużego pokoju. Kiedy więc bożonarodzeniowa choinka stoi już w pełnym rynsztunku, kot Oskarek przypuszcza na nią atak. Wspina się po pniu i nurkuje między gałęziami. Co roku jego ofiarą pada kilka choinkowych bombek.

Kot Oskarek, podobnie jak kot Teofil, jest kotem skomputeryzowanym. Bardzo lubi pracować na laptopie, zwłaszcza jeśli jest to laptop jego Pani, doktorantki Uniwersytetu im. Marii Skłodowskiej-Curie. Oskarek lubi czasem dopisać do doktoratu K. coś od siebie, a kiedy już brakuje mu pomysłów, co można by w tej pracy ulepszyć, a głupio mu się do tego przyznać, wciska sobie tylko znaną kombinację klawiszy. Kombinacja ta powoduje permanentne zawieszenie laptopa, któremu zaradzić może tylko wyjęcie baterii.

Kot Oskarek jest kotem, który posiada profil na Naszej Klasie. W swojej galerii ma pięć zdjęć i posiada aż dwunastu znajomych, w tym oczywiście xmas_eve. Nie jest chyba jednak zbyt aktywnym użytkownikiem tego popularnego portalu, ponieważ liczba jego znajomych pozostaje od dłuższego już czasu niezmieniona. Tylko patrzeć, jak Oskarek zlikwiduje swój profil, bo teraz jest podobno taki trend.

Kot Oskarek był pierwszym kotem, jakiego zobaczyła Dzidka po tym, jak dwa lata żyła w przeświadczeniu, że jest jedynym kotem na świecie, a właściwie to może nawet, że nie jest kotem, tylko człowiekiem. Z tamtego wydarzenia zachował się nakręcony aparatem fotograficznym film, na którym Dzidka morderczo łypie na Oskarka z głębi wersalki wydając z siebie przeraźliwe warczenie i od czasu do czasu histeryczne syki. W tym czasie Oskarek, zdezorientowany i niezbyt pewny siebie, krążył po pokoju, nie wiedząc o co chodzi temu stworzeniu ukrytemu w wersalce i czemu nie wyjdzie się z nim pobawić. Jak wiadomo, Dzidce już tak zostało. Test z kotem Oskarkiem utwierdził tylko xmas_eve w przekonaniu o aspołeczności Dzidki. To na jakiś czas zniechęciło ją do przygarniania innych kotów, ale, co też już wiadomo, tylko na jakiś czas.

I na tym kończą się historie Krewnych Kotów Trojga. W kolejnym odcinku czas na Znajomych.

środa, 8 kwietnia 2009

Krewni ... (2)

Kot Felicjan



Kiedy pies Niuniek znalazł Felicjana pod krzakiem na Morenie, Felicjan był właściwie o krok od przeniesienia się na drugą stronę Tęczowego Mostu. Chorował ciężko na koci katar, który zaatakował mu lewe oko, był zagłodzony, a na dodatek na wpół zjedzony przez drapieżne pchły, które, jak potem powiedział Doktor R., w krótkim czasie byłyby w stanie pozbawić Felicjana życia swoim krwiopijstwem.

Pan T., który towarzyszył Niuńkowi na spacerze, zapakował kota Felicjana do pudełka zrzuconego mu z balkonu przez znajomą Panią W., która mieszka akurat w bloku nieopodal krzaka, pod którym Felicjan dogorywał. Osiedlowa Pani Weterynarz, do której niezwłocznie się udali, myśląc, że kota trzeba będzie od razu uśpić, stwierdziła, że warto jednak o niego powalczyć.

Zaczęła się więc walka o życie Felicjana, który zaraz następnego dnia został zapakowany do pudełka po butach tenisowych marki Wilson (buty były męskie, ale i tak Czytelnicy mogą sobie wyobrazić, jaki był mały, skoro się tam zmieścił) i zawieziony do Doktora R. Doktor R. zabił resztę pcheł żerujących na kocie, wyjął mu z uszu sporo strasznej, czarnej substancji, podał niezbędne leki i orzekł, że jest szansa, że kot będzie żył, ale jego los rozstrzygnie się w ciągu najbliższych paru dni.

Przez następne dni Pan T. i Felicjan byli stałymi gośćmi u Doktora R., który doglądał swojego pacjenta nie biorąc za to ani grosza, bądź kasując symboliczne kwoty. Ponieważ za każdym razem Felicjan przybywał na wizytę w pudełku po butach Wilson, dla Doktora R. już na zawsze pozostał kotem Wilsonem. Jest nawet zapisany pod takim imieniem w klinicznej bazie danych i za każdym razem, kiedy xmas_eve zostaje przez Doktora R. zapytana, co tam słychać u Wilsona, musi się przez chwilę zastanowić, o kogo u licha chodzi.

Felicjan jest kotem, który miał szczęście. Przeżył. Pozostała mu niestety pamiątka po przebytej w dzieciństwie ciężkiej chorobie. Nie udało się uratować jego lewego oka, zaatakowanego przez wirusy, jest więc Felicjan kotem jednookim. Wcale mu to jednak nie przeszkadza precyzyjnie obliczać trajektorii lotu kociego ciała w celu przemieszczenia się z punktu A, leżącego na wysokości A do punktu B, leżącego na wysokości B. Dlatego często można go spotkać patrolującego górny poziom kuchennych szafek.

Felicjan jest kotem pracującym na co dzień w biurze rachunkowym. W związku z tym często zasiada w skórzanym fotelu w gabinecie szefa biura, skazując tym samym szefa na mniej wygodne krzesło przeznaczone dla interesantów. Czasami zajmuje też miejsce na drukarce i nadzoruje poprawność wykonania zadań. Od czasu do czasu przegląda zawartość kosza na papiery w celu sprawdzenia, czy nie zostały tam wyrzucone jakieś ważne dokumenty. W tej ostatniej czynności przeważnie pomaga mu pies Niuniek.

Felicjan jest kotem zaprzyjaźnionym z psem Niuńkiem, swoim znalazcą. Pies Niuniek, jakkolwiek pozytywnie ustosunkowany do kotów, niespecjalnie lubi zbytnio się z nimi spoufalać, jednak Felicjanowi pozwala na wiele. Felicjan może się więc tarzać w jego łapach, bawić jego ogonem, leżeć razem z nim na łóżku pana T. lub na ręczniku w łazience po pospacerowym myciu niuńkowych łap.

Imię Felicjan, zdrobniale Felek, początkowo brzmiało Feliks, czyli Szczęśliwy. Bo, jak już xmas_eve wspomniała, Felicjan miał dużo szczęścia, że został znaleziony, zabrany spod krzaka, wyleczony i adoptowany. Nie jest on jednak jedynym Kotem w Rodzinie, który miał takie szczęście.

Ale o tym w następnym odcinku.

wtorek, 7 kwietnia 2009

Krewni ... (1)

Dzidka, Stefek i Teofil mają kilkoro krewnych i znajomych. Niektórych z nich widują regularnie, innych od przypadku do przypadku, a o istnieniu pozostałych jedynie słyszeli. Mimo, że z założenia niniejszy blog ma być o przypadkach Kotów Trojga, xmas_eve poczuła się w obowiązku przedstawić Członków Rodziny oraz inne Zaprzyjaźnione Zwierzęta, które nie raz i nie dwa wystąpią na stronach tego bloga.

Dziś więc odcinek pierwszy: Krewni.

Pies Niuniek




Pies Niuniek pojawił się w Kolegium Kształcenia Nauczycieli Języków Obcych Uniwersytetu Gdańskiego na Grunwaldzkiej zimą 2004 roku. Przybył tam ze złamaną w dwóch miejscach prawą przednią łapą. Nikt nie wie, co się stało i w jakich okolicznościach łapa uległa złamaniu, jednak pewne było, że trzeba się Niuńkiem zaopiekować od zaraz. Przenocował w portierni kolegium, a następnego dnia Pani A., która pracowała w kolegium, przekazała go pod opiekę panu T. W sprawie znalezienia Niuńka dano ogłoszenia do mediów, jednak nikt się po niego nie zgłosił, dlatego przebywa on u Pana T. po dziś dzień.

Na imię dla Niuńka rozpisany został konkurs, w którym nagrodą był portret wyżej wymienionego, zrobiony własnoręcznie przez xmas_eve aparatem analogowym na czarno-białej kliszy, a następnie odbity pod prawdziwym powiększalnikiem w ciemni. Ponieważ żadna z nadesłanych propozycji nie zyskała uznania Pana T., konkurs został rozstrzygnięty drogą losowania i portret trafił w ręce kol. A., chociaż to nie wymyślone przez nią imię zostało użyte. Pies otrzymał imię Dropszot*), w skrócie Drops, jednak nikt tego imienia nie używa, ponieważ szybko przyjęła się ksywa Niuniek. I tak już zostało.

Niuniek jest psem kształconym, posiada dwa dyplomy, jeden to świadectwo ukończenia podstawówki, drugi natomiast – gimnazjum. W toku edukacji na tych dwóch poziomach zaawansowania nauczył się iść równając do lewej nogi przewodnika, siadać, warować, stać przy nodze, okrążać przewodnika i siadać przy lewej nodze na komendę „Noga!”, przychodzić na komendę „Do mnie!” oraz aportować aport (tu ma pewne problemy z oddawaniem aportu na komendę „Puść!” ale pracuje nad tym).

Niuniek jest psem na baby, co bywa kłopotliwe i dla niego samego i dla xmas_eve. Za jego miłością do przedstawicielek płci pięknej idzie niestety niechęć do przedstawicieli własnej płci, co też niejednokrotnie już bywało powodem problemów na spacerach. Jednak w stosunku do ludzi i kotów (a także żab, myszek, ptaszków, itp. stworzeń) Niuniek przejawia szczerą sympatię.

Niuniek jest psem uczulonym na huk, w związku z czym każdego roku maj (wiosenne burze) oraz grudzień (sylwestrowe petardy) są miesiącami wyjątkowo trudnymi zarówno dla niego, jak i dla jego Opiekunów. Noc sylwestrową Niuniek spędza zazwyczaj w brodziku prysznica, słuchając Złotych Przebojów nastawionych na cały regulator, a na spacer zgadza się wyjść dopiero koło godziny drugiej, kiedy imprezowicze pójdą już spać.

Niuniek nie jest psem tropiącym. Jego eksterier oraz usposobienie najbliższe są wzorcowi rasy border collie, chociaż można też zastanawiać się, czy wśród jego przodków nie było czasem szkockiego owczarka collie. Tak czy inaczej, obie rasy to psy pasterskie, nie tropiące. Mimo to, pewnego dnia, podczas spaceru, pies Niuniek wytropił w krzakach kota Felicjana, który wówczas był szkielecikiem obciągniętym rudym strzępkiem futra zamieszkałym przez stado pcheł i pilnie potrzebował pomocy.

Ale o tym w kolejnym odcinku.

----------------------------------------------------------------------------------
*) Dropszot - za Wikipedią: (ang. drop-shot) - w tenisie, lekkie odbicie piłki, tak aby spadła tuż za siatką i przeciwnik, który jest wysunięty daleko poza linię końcową, nie zdążył do niej dobiec.

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

...

Dzisiejszy odcinek, który miał traktować o krewnych i znajomych Kotów Trojga, zostaje przełożony na jutro. Powodem przełożenia odcinka jest postępujący nieżyt nosa i gardła Opiekunki Kotów. Uniemożliwiaja one należyte skupienie, niezbędne do pisania, dlatego dziś, zamiast tekstu, zdjęcie: