środa, 8 kwietnia 2009

Krewni ... (2)

Kot Felicjan



Kiedy pies Niuniek znalazł Felicjana pod krzakiem na Morenie, Felicjan był właściwie o krok od przeniesienia się na drugą stronę Tęczowego Mostu. Chorował ciężko na koci katar, który zaatakował mu lewe oko, był zagłodzony, a na dodatek na wpół zjedzony przez drapieżne pchły, które, jak potem powiedział Doktor R., w krótkim czasie byłyby w stanie pozbawić Felicjana życia swoim krwiopijstwem.

Pan T., który towarzyszył Niuńkowi na spacerze, zapakował kota Felicjana do pudełka zrzuconego mu z balkonu przez znajomą Panią W., która mieszka akurat w bloku nieopodal krzaka, pod którym Felicjan dogorywał. Osiedlowa Pani Weterynarz, do której niezwłocznie się udali, myśląc, że kota trzeba będzie od razu uśpić, stwierdziła, że warto jednak o niego powalczyć.

Zaczęła się więc walka o życie Felicjana, który zaraz następnego dnia został zapakowany do pudełka po butach tenisowych marki Wilson (buty były męskie, ale i tak Czytelnicy mogą sobie wyobrazić, jaki był mały, skoro się tam zmieścił) i zawieziony do Doktora R. Doktor R. zabił resztę pcheł żerujących na kocie, wyjął mu z uszu sporo strasznej, czarnej substancji, podał niezbędne leki i orzekł, że jest szansa, że kot będzie żył, ale jego los rozstrzygnie się w ciągu najbliższych paru dni.

Przez następne dni Pan T. i Felicjan byli stałymi gośćmi u Doktora R., który doglądał swojego pacjenta nie biorąc za to ani grosza, bądź kasując symboliczne kwoty. Ponieważ za każdym razem Felicjan przybywał na wizytę w pudełku po butach Wilson, dla Doktora R. już na zawsze pozostał kotem Wilsonem. Jest nawet zapisany pod takim imieniem w klinicznej bazie danych i za każdym razem, kiedy xmas_eve zostaje przez Doktora R. zapytana, co tam słychać u Wilsona, musi się przez chwilę zastanowić, o kogo u licha chodzi.

Felicjan jest kotem, który miał szczęście. Przeżył. Pozostała mu niestety pamiątka po przebytej w dzieciństwie ciężkiej chorobie. Nie udało się uratować jego lewego oka, zaatakowanego przez wirusy, jest więc Felicjan kotem jednookim. Wcale mu to jednak nie przeszkadza precyzyjnie obliczać trajektorii lotu kociego ciała w celu przemieszczenia się z punktu A, leżącego na wysokości A do punktu B, leżącego na wysokości B. Dlatego często można go spotkać patrolującego górny poziom kuchennych szafek.

Felicjan jest kotem pracującym na co dzień w biurze rachunkowym. W związku z tym często zasiada w skórzanym fotelu w gabinecie szefa biura, skazując tym samym szefa na mniej wygodne krzesło przeznaczone dla interesantów. Czasami zajmuje też miejsce na drukarce i nadzoruje poprawność wykonania zadań. Od czasu do czasu przegląda zawartość kosza na papiery w celu sprawdzenia, czy nie zostały tam wyrzucone jakieś ważne dokumenty. W tej ostatniej czynności przeważnie pomaga mu pies Niuniek.

Felicjan jest kotem zaprzyjaźnionym z psem Niuńkiem, swoim znalazcą. Pies Niuniek, jakkolwiek pozytywnie ustosunkowany do kotów, niespecjalnie lubi zbytnio się z nimi spoufalać, jednak Felicjanowi pozwala na wiele. Felicjan może się więc tarzać w jego łapach, bawić jego ogonem, leżeć razem z nim na łóżku pana T. lub na ręczniku w łazience po pospacerowym myciu niuńkowych łap.

Imię Felicjan, zdrobniale Felek, początkowo brzmiało Feliks, czyli Szczęśliwy. Bo, jak już xmas_eve wspomniała, Felicjan miał dużo szczęścia, że został znaleziony, zabrany spod krzaka, wyleczony i adoptowany. Nie jest on jednak jedynym Kotem w Rodzinie, który miał takie szczęście.

Ale o tym w następnym odcinku.

3 komentarze:

  1. Felicjan jest śliczny. Słuchaj, bo to mi nie daje spokoju, nawet obudziłam się dziś z ta myślą ;) : dlaczego własciwie nie napiszesz książki dla dzieci o Kotach .. ? I kotów krewnych ? Serio, nie daje mi to spokoju..Pomysł masz, a tylko go na bloga ?

    OdpowiedzUsuń
  2. O, jakie nowe najs pikczer u Ciebie w profilu:) Kurcze no, mysle o tej ksiazce, ino sie zastanawiam, czy w dzisiejszych czasach dzieci jeszcze czytaja ksiazki? CZy nie jest tak, ze ich obcowanie z ksiazka sprowadza sie do zabawy szmaciana, szeleszczaca i pikajaca "ksiazeczka" przeznaczona dla niemowlakow, a potem to juz tylko Playstation?

    OdpowiedzUsuń
  3. Niee, chyba czytają. Moje czytały, albo ja im czytałam. Teraz MD czyta, a MC nic, ale on ma prawie 18.. :( Poza tym, to by była dobra książka, ona nie musi byc tak do końca tylko dla dzieci, zresztą Ty to wiesz.. A tak to już się zamartwiam na zapas ( nie proszona ;) ) że w blogu opiszesz i ..co ? I może pomysł objawisz przed debiutem ..

    OdpowiedzUsuń