piątek, 29 maja 2009

Teofila Podróż Zamiejscowa

Teofil właśnie powrócił do domu. Powrócił, ponieważ wyjeżdżał. Tydzień temu Teofil wyruszył w pierwszą w swoim drugim życiu podróż zamiejscową. W drugim życiu, ponieważ co Teofil robił w swoim pierwszym życiu, zanim zagadał na podwórku xmas_eve, nie wie nikt. Być może bywał już w podróżach, kto go tam wie. W pierwszą podróż zamiejscową, ponieważ wyjazdy do kliniki do Gdyni według xmas_eve nie zaliczają się do podróży zamiejscowych, chociaż Gdynia to inne miasto.

Teofil wyruszył na wycieczkę do Lublina. W tym celu wypożyczył od Dzidki transporter wraz z wyściełającym go kocykiem z wyhaftowanym napisem, nomen omen, „Little explorer”, spakował kilo suchej karmy, osiem saszetek mokrej karmy, miski oraz żwirek. Następnie zajął miejsce na tylnym siedzeniu samochodu i w drogę. No dobrze, nie tak do końca z własnej woli zajął to miejsce, xmas_eve musiała go trochę przekonywać i przekupić obietnicą, że w Lublinie będzie fajnie i będzie można ganiać po dwa razy takiej dużej miejscówce, jak w 3M.

W drodze Teofil nieco marudził i buczał w transporterze, mimo że tak naprawdę nie miał ku temu poważnego powodu. Wszystkie nie cierpiące zwłoki sprawy załatwił przed wyjazdem, zjadł też śniadanie, a obiad planowany był w Lublinie o normalnej porze. Xmas_eve starała się więc nie przejmować zbytnio buczeniem Teofila. W drodze powrotnej okazało się, że taki nonszalancki stosunek do owego buczenia nie zawsze się sprawdza, ale o tym za chwilę.

Po przybyciu na miejsce Teofil zaaklimatyzował się w rekordowym tempie.



Od razu zwiedził obiecaną dwa razy taką jak w 3M miejscówkę i postanowił, że będzie obstawiał obie wersalki, raz jedną, raz drugą oraz krzesło pod okrągłym stołem nakrytym długą serwetą. Miejsca te już wcześniej przetestowała i zaaprobowała Dzidka, jednak xmas_eve nie sądzi, by Dzidka szepnęła Teofilowi przed wyjazdem słówko na temat tego, które miejsca w Lublinie są warte obstawiania.

To dlatego pewnie dopiero w przeddzień wyjazdu Teofil odkrył jeszcze jedno doskonałe miejsce w lubelskiej miejscówce, mianowicie parapet kuchennego okna. Na parapet ów wchodzi się po podokiennej szafce z przesuwanymi drzwiczkami, która w dawnych czasach robiła za lodówkę. Na blacie szafki zawsze leżą jakieś produkty spożywcze, na przykład bułki, masło, szarlotka, sałatka jarzynowa, schab pieczony, a w dniu, w którym Teofil odkrył parapet, na blacie stacjonowała stolnica z rozwałkowanym ciastem na pierogi. Dlatego trzeba się nieźle nalawirować, by trafić na parapet nie czyniąc szkód wśród żywności. Warto się jednak postarać, bo na parapet od zewnętrznej strony okna przylatują gołębie. Zaczajanie się na nie i wyskakiwanie znienacka w stronę dziobiących okruchy ptaków, nawet przy zamkniętym oknie, jest doskonałą zabawą dla każdego Kota.

Teofil bardzo uprzejmie odnosił się do wszystkich przybywających z wizytą gości. Jak zwykle, był członkiem komitetu powitalnego obecnego każdorazowo w przedpokoju przy drzwiach. Dodatkowo, był bardzo elokwentny, dużo rozmawiał i dzielił się wrażeniami z pobytu z każdym, kto chciał go słuchać. Xmas_eve żałuje tylko, że nie zabrała go ze sobą, gdy szła z wizytą do K. Teofil miałby wówczas okazję poznać kota Oskarka, który od czasu, kiedy xmas_eve widziała go ostatnio, z Kota Smukłego zmienił się w Kota Dobrze Zbudowanego. Teofil i Oskar na sto procent znaleźliby wspólny język, oczywiście po obowiązkowym wstępnym obwarkiwaniu i osykiwaniu się wzajemnie.

Po prawie tygodniu udanego pobytu, pozostawiając po sobie same pozytywne wspomnienia, Teofil zapakował do torby resztę karmy, żwirku oraz miski, przy pomocy xmas_eve umieścił się w transporterze i wyruszył w drogę powrotną do 3M.

Okazało się jednak, że tym razem Teofil zabrał ze sobą na pokład bombę biologiczną z opóźnionym zapłonem. Xmas_eve trochę pluje sobie w brodę, że nie słyszała tykania owej bomby. Nieświadoma niebezpieczeństwa myślała, że Teofil buczy w transporterze dla samego buczenia, jak to miało miejsce w tamtą stronę. Coś jednak kazało jej wyjąć Teofila z transportera i wziąć na kolana chwilę przed tym, jak bomba biologiczna została zrzucona.




Niektórzy czytelnicy pomyślą pewnie, że to gorzej dla xmas_eve, że bomba została odpalona na jej kolanach, w ogólnym rozrachunku jednak wychodzi na to, że gorzej byłoby, gdyby Teofil zrzucił ją w transporterze.

W świetle tego ostatniego incydentu xmas_eve nie była pewna, czy może uznać, że Teofil przeszedł chrzest bojowy i został pasowany na Kota Podróżującego Zamiejscowo. Po chwili namysłu doszła jednak do wniosku, że warunkowo można mu ten tytuł przyznać.

piątek, 15 maja 2009

COOKIE POTRZEBUJE POMOCY

Drodzy Czytelnicy!

To jest Cookie:



Cookie pilnie potrzebuje odpowiedzialnej i kochającej rodziny adopcyjnej. Jej Pan jest bardzo chory i nie wróci już do zdrowia. Cookie czeka na niego sama w pustym mieszkaniu. Nie wie niestety, że nie doczeka się jego powrotu.

Cookie jest jedenastoletnią rasową szylkretową kotką egzotyczną. Jak każdy stuprocentowy egzotyk, ma niezwykły, lekko spłaszczony pyszczek. Jej Opiekunka, alejadrzew, twierdzi, że Cookie wygląda jak skrzyżowanie Kota Garfielda z rysiem i jest to skrzyżowanie w odpowiednich proporcjach.

Cookie uwielbia patrzeć przez okno, wygrzewać się pod lampą, leżeć na fotelu, oglądać telewizję (zwłaszcza niemieckie programy) i spać. Xmas_eve pamięta też, że czytuje Politykę i Wyborczą.

Cookie jest delikatna, czuła, spokojna i kanapowa, idealna dla starszej osoby. Xmas_eve myśli, że Cookie wolałaby nie dzielić domu z innymi kotami, przynajmniej na razie. Potrzebuje odpowiedzialnego, wyrozumialego i kochającego Opiekuna.
OD ZARAZ.

Drodzy Czytelnicy, zastanówcie się, a oprócz tego przekażcie tę pilną wiadomość każdemu, komu tylko możecie. Alejadrzew i xmas_eve będą Wam bardzo wdzięczne. A najbardziej wdzięczna będzie Cookie.

Oferty pomocy prosimy kierować na maila: alejadrzew@gmail.com (Magda) lub xmaseveblog@gmail.com (Ewa).

czwartek, 14 maja 2009

Gorzka pigułka do przełknięcia

A co na to Dzidka? Otóż xmas_eve obawia się, że nie ma zbyt dobrych wieści o Dzidce. Dzidka jest w depresji. Jak już czytelnikom wiadomo, Dzidka trzy lata żyła w błogiej nieświadomości, że na świecie istnieją inne koty. Co więcej, nie dopuszczała nawet myśli, że inny kot mógłby pojawić się w zajmowanej przez nią przestrzeni życiowej, mieszczącej się na drugim piętrze domu przy Hallera. Dzidka wiodła spokojne i uporządkowane życie, niezmącone tupotem obcych kocich łap. Żadne obce kocie futro nie zajmowało jej ulubionej miejscówki w loży VIPów na oparciu fotela. Żadne miski, oprócz jej własnych i psa Niuńka, nie pojawiały się na podłodze w kuchni i, co się z tym wiąże, nikt nie wyjadał karmy z jej własnych misek. Nikt inny, oprócz niej, nie zostawiał bonusów w kuwecie. Żadnemu innemu kotu, oprócz niej, xmas_eve nie poświęcała uwagi.

Było może trochę monotonnie, bo każdy dzień podobny był do poprzedniego i jedyną odmianę stanowiły wycieczki na Zaspę albo do Lublina. Ale tak było dobrze. Nudnawo, ale dobrze. "I komu to przeszkadzało?!" – zadaje sobie pewnie teraz pytanie Dzidka, obserwując spod łóżka w sypialni, jak Teofil ślizga się po panelach goniąc wyjętą z miski granulkę karmy, a Stefek biegnie ze wspomnianą w poprzednim rozdziale obrączką od Gerbera w paszczy, wskakuje na łóżko, kotłuje się, zeskakuje z drugiej strony, wpada pod łóżko .... Sssssssyyyyyy!

Kiedy w lecie pojawił się Stefek, Dzidka obraziła się na niego i na xmas_eve na ponad miesiąc. Nie pozwalała się głaskać, chowała pod łóżkiem właśnie i nie wchodziła z nimi w żadne interakcje. Zamknęła się w swoim świecie. Wtedy to po raz pierwszy Doktor R. zapisał Dzidce pigułkę szczęścia. Pigułka ta przeznaczona jest dla ludzi, którym świat z kolorowego zmienił się, z różnych przyczyn, w czarno-szary i sami nie są w stanie z powrotem go pokolorować. Okazało się, że zwierzęta też mogą brać takie pigułki i xmas_eve dostała dla Dzidki receptę.

Z miejsca jednak pojawił się problem, jak Dzidce pigułkę zaaplikować. Dzidka nie przyjmuje z własnej woli żadnych środków farmakologicznych, a aplikowanie jej pigułki siłą mijało się z celem, bo przecież miała leczyć się ze stresu, a nie go pogłębiać. Xmas_eve wymyśliła więc, jak się jej wydawało, genialny w swej prostocie sposób, mianowicie rozkruszoną tabletkę mieszała z pastą odkłaczającą i mazała tym przednią kocią łapę. Normalny kot nie ma wyjścia, musi coś takiego z siebie zlizać, bo nie zniesie bycia brudnym kotem. I Dzidka, z obrzydzeniem co prawda, pastę z pigułkowym proszkiem zlizywała.

Po jakimś czasie humor się jej poprawił. Nie wiadomo, czy to zasługa pigułek szczęścia, czy czasu, który leczy rany. W każdym razie pogodziła się z obecnością Stefka. Z czasem nawet zaczęła wdawać się z nim w gonitwy po miejscówce i godziła się, by leżał obok niej na łóżku. Jednak w zimie pojawił się Teofil i Dzidka znów zamknęła się w sobie. Tym razem bardziej niż po przyjściu Stefka. Można by właściwie rzec, że Dzidka do dziś nie wyszła z tej skorupy, w której się wtedy schowała.

Ponieważ, jak już zostało ustalone, Teofil w poprzednim życiu był kibolem, przejawia bardzo wiele cech, które są dla Dzidki nie do zaakceptowania. Teofil ma na przykład bardzo brzydki zwyczaj zaglądania Dzidce do kuwety w czasie, kiedy ona zostawia tam bonusa. Xmas_eve nie dziwi się wcale, że Dzidka reaguje wtedy gwałtownie. Jest jeszcze parę rzeczy, którymi Teofil rozjusza Dzidkę, ale szkoda już języka strzępić na ich opisywanie. Tak czy inaczej, po tym, jak Teofil permanentnie zamieszkał na Hallera, Dzidka popadła w permanentną depresję. Ustępuje ona jak ręką odjął jedynie wtedy, gdy Teofil znika z domu (np. jedzie na Morenę). Ponieważ jednak zdarza się to niezwykle rzadko, dusza Dzidki nieustannie cierpi.

Xmas_eve, nie mogąc patrzeć na smutek Dzidki, zdecydowała dziś, że rozpoczną znów kurację pigułką szczęścia. Z poprzedniego razu zostało jej pół listka. Postanowiła jednak tym razem oszczędzić Dzidce mąk związanych ze zlizywaniem pasty odkłaczającej z łapy. Wiedziała, że Dzidka tego nie lubi i wyraźnie krzywi się, zlizując mieszankę. Miała nowy, genialny pomysł, jak podać kotu tabletkę. Podczas ostatniej bytności na Hallera psa Niuńka odkryła, że Dzidka lubi pasztet drobiowy, który jada Niuniek. Postanowiła więc, że tym razem pigułkowy proszek zapoda jej w owym pasztecie. Dzidka będzie wniebowzięta i nie zauważy pigułki.

Jak postanowiła, tak zrobiła. Najpierw podała Dzidce na palcu dawkę kontrolną, bez proszku. Dawka została ze smakiem zlizana z palca. Następna dawka zawierała już sproszkowaną pigułkę. Dzidka zaczęła zlizywać pasztet, nagle przestała, polizała jeszcze raz, otrząsnęła się, zaczęła pluć i odeszła. Xmas_eve oniemiała ... Jak to, skąd wiedziała, że w pasztecie jest pigułka? Pobiegła za Dzidką, podtykając jej pod nos resztę pasztetu. Nie, nie, Dzidka nie będzie jadła, proszę zostawić ją w spokoju, jest obrażona!

Wtedy xmas_eve olśniło. Nigdy wcześniej nie oceniała pigułek szczęścia organoleptycznie, a konkretnie zmysłem smaku, mimo że czasem w jej życiu też robiło się szarawo. Teraz więc, tknięta przeczuciem, nadgryzła jedną z nich. Zaraz potem chwyciła butelkę z wodą mineralną, wzięła łyka, wypłukała usta i splunęła do zlewu. Tak gorzkiej pigułki nigdy wcześniej nie miała w ustach.

Zdesperowana, udała się najpierw do Dzidki, by ja przeprosić. Nic nie wskórawszy zasiadła do laptopa, by na Skypie zapytać kol. A., z zawodu lekarkę psychiatrę, czy istnieją jakieś mniej gorzkie pigułki szczęścia. Kol. A. obiecała to sprawdzić, tymczasem xmas_eve zaczęła zastanawiać się nad kolejnymi studiami podyplomowymi. Tym razem z psychologii zwierząt ... ... ....



wtorek, 12 maja 2009

Kibol

Xmas_eve nie kryje się wcale z tym, że wierzy w reinkarnację, czyli życie po życiu. Jest zdania, że to najsensowniejsza z dostępnych teorii na temat tego, co następuje potem. Co więcej, skłania się ku wierzeniu, że w jednym życiu można być mrówką, w następnym ptaszkiem, w jeszcze następnym człowiekiem, a potem znowu kotem.

Mając w głowie tę teorię xmas_eve doszła ostatnio do wniosku, że Teofil w poprzednim życiu musiał być kibolem. Myśli tak nie dlatego wcale, że Teofil pasjami ogląda mecze w telewizji. Teofil nie miałby nawet szansy tego robić, ponieważ jak tylko xmas_eve przez przypadek włączy mecz skacząc po programach telewizyjnych, natychmiast przełącza na następny kanał. Ma uczulenie na wszelkie mecze, z wyjątkiem może meczów tenisowych.

Tak więc Teofil meczów nie ogląda, jednak kumuluje w sobie wiele cech charakterystycznych dla kibola, który, wracając z meczu, zaczepia przechodniów, straszy ich, narusza ich nietykalność cielesną, krzyczy, uszkadza mienie publiczne, a przemieszczając się czyni wiele hałasu tupiąc i uderzając o napotkane na drodze obiekty. Co prawda, w odróżnieniu od ludzkich kiboli, Teofil nie wspomaga się alkoholem, ale chyba nie jest to mu specjalnie potrzebne.

Pisząc te słowa xmas_eve obserwuje, jak Teofil, jeszcze chwilę temu spokojnie drzemiący na fotelu, zrywa się niespodziewanie ze swojego legowiska. Wyraz jego pyska zapowiada zadymę, którą zaraz rozpęta. Zeskakuje z fotela, wygina w łuk grzbiet i ogon i rusza przed siebie. Z wrzaskiem (iiiuuułoooooołłł!) i tupotem sugerującym raczej, że biegnie cała brygada kocich kiboli, a nie jeden, biegnie do kuchni. Tam znajduje plastikową obrączkę od zakrętki słoiczka tartych jabłek marki Gerber. Wkopuje ją pod stół, blokuje między panelem a listwą przypodłogową, a następnie próbuje uwolnić. Odgłos rytmicznego stukania plastikiem o panel podłogowy doprowadza xmas_eve do szału, wstaje więc, idzie do kuchni i rekwiruje plastikową obrączkę.

Nie zdąży jeszcze z powrotem usiąść, kiedy Teofil przebiegnie przed jej nosem, z tym samym, co wyżej, okrzykiem na pysku, z rozpędu wskoczy na szafkę RTV między kwiaty (aż dziw, że żaden nie spadł), wskoczy na telewizor, z niego na półkę z książkami, zeskoczy i z tupotem przemieści się do przedpokoju, a stamtąd do kuchni. Wskakuje na kuchenny parapet i próbuje wyjść przez zamknięte okno. Efektem tej akcji jest ściągnięta firanka, w niektórych kręgach zwana zazdrostką.

W czasie całej tej rozróby Stefek próbuje dotrzymać Teofilowi kroku. Jednak Stefek na pewno nie był w poprzednim życiu kibolem, więc na swoje nieszczęście gania za Teofilem, bo już za chwilę bandycki szał Teofila skieruje się przeciwko niemu. Teofil dopada go w przedpokoju, przydusza do podłogi, dosiada okrakiem i zadaje ciosy w brzuch. Stefek myśli najpierw, że to zabawa, jak zawsze, po chwili jednak orientuje się, że Teofil ma dziś w planie prawdziwą bójkę. Skrzeczy więc po stefkowemu, wyrywa się i ucieka. Teofil za nim, znów go dopada, gryzie go w ucho. Stefek skrzeczy i tym razem dodatkowo syczy. Dla xmas_eve jest to sygnał, że czas, aby wcieliła się w rolę arbitra tej nierównej rozgrywki.

Na skutek zdecydowanej interwencji xmas_eve Teofil, jak rasowy kibol, ląduje na dołku, czyli w areszcie łazienkowym. Co prawda nie na czterdzieści osiem godzin, ale na jakieś pół godziny. Na razie skutkuje. Zatrzymany siedzi cicho, z rzadka tylko mamrocze coś pod nosem, nie demoluje celi. Co jednak będzie w nocy?



piątek, 1 maja 2009

... i Znajomi (2)

Neo

Neo jest golden retrieverem, zupełnie jak Leon. Rezyduje w Kurorcie razem z kol. K. Ma wielkie szczęście posiadać do swej dyspozycji przydomowy ogródek, po którym gania ze swoim przyszywanym kuzynem z pierwszego piętra. Kiedy kol. K. wyrusza wypełniać obowiązki służbowe w Stolicy, Neo jedzie na kolonie do dziadków (;-), u których może liczyć na długie i wyczerpujące spacery po cisowskich lasach.

Niusia

Niusia jest taką samą szczęściarą jak Neo, bo też ma do swej dyspozycji przydomowy ogródek. Niusia jest dużym, białym psem. Wyglądem przypomina trochę złe psy zaciskające swe szczęki na pierwszej napotkanej ofierze. Xmas_eve nie zna Niusi zbyt blisko, ale sądzi, że Niusia wcale nie zaciska szczęk na ofiarach i jest bardzo sympatyczną osobą. Niusia została znaleziona przez koleżankę z Organizacji, która, nie mogąc jej zatrzymać, ogłosiła ją w organizacyjnym intranecie w celu znalezienia odpowiedzialnej rodziny adopcyjnej. Rodziną tą zostali kol. G. i kol. M. Swego czasu były plany, by doadoptować Niusi brata w postaci Teofila, jednak spaliły one na panewce, z różnych powodów. Wieść niesie, że w międzyczasie Niusia zakumplowała się z kotem sąsiadów, który wizytuje jej przydomowy ogródek.

Figa


Figa, zupełnie jak Niusia, została znaleziona przez kolegów z Organizacji i pilnie potrzebowała rodziny adopcyjnej. Została zaadoptowana przez gapminded. Xmas_eve uświadomiła sobie właśnie, że chyba nigdy nie widziała Figi na żywo. Zna ja tylko z opowieści i historii blogowych. Z tych żródeł wie, że Figa musiała mieć traumatyczne przeżycia w swoim „poprzednim życiu” i nie przepadała za chłopakami (miejmy nadzieję, że już jej przeszło). Figa lubi śnieg. Specjalnie zamawia go tam u góry, nawet jeśli na świecie panuje już pora roku, w której śnieg padać nie powinien. Ponadto Figa lubi polować na kraczące ptaki. Zaczaja się na nie w gdyńskich lasach.

I na koniec, kotów troje, chociaż to zupełnie inna trójca, niż ta już czytelnikom znana.

Lusia

Lusia jest dość tajemniczą postacią, co zresztą widać na załączonej fotografii. Lusia mieszka z kol. I. w pięknej części Wrzeszcza. Ze swego balkonu ma widok na dachy wrzeszczańskich kamienic. Lusia żyła sobie spokojnie, mając absolutnie na wyłączność swoją Opiekunkę, aż do dnia, w którym Opiekunka znalazła Bazyla.

Bazyl

Bazyl pojawił się pewnego dnia na drodze kol. I., która akurat udawała się na weekendowy spacer. Był mały, chory i prawie nie widział na oczy. Zupełnie jak kot Felicjan. I tak jak Felicjan miał szczęście, że został w porę znaleziony w krzakach przez psa Niuńka, tak nad Bazylem kocia Opatrzność czuwała i kazała mu wytoczyć się z przydrożnych krzaków we właściwym momencie. Bazyl zamieszkał z kol. I. i Lusią, wyzdrowiał i z czasem przerósł Lusię o na oko dwa rozmiary. Bazyl jest kotem wyjątkowej urody, co widać na załączonym zdjęciu.
...
Mraus

Mraus jest kotem, którego xmas_eve widziała przelotnie raz w życiu, ale zna jego historię z opowieści kol. I. i kol. M. Mraus mieszka w domu z ogrodem w Sopocie Kamiennym Potoku. Kiedyś mieszkał w innym domu przy tej samej ulicy, ale jego poprzedni Opiekunowie (jeśli można ich w ogóle tak nazwać) wyprowadzając się, zapomnieli zabrać go ze sobą. Mraus błąkał się więc po ulicy, w pobliżu swojego dotychczasowego domu, czekając na nich. Zaprzyjaźnił się z kotami kol. M., która mieszka po sąsiedzku. Przychodził razem z nimi do ich domu, załapywał się na coś do jedzenia i wracał na ulicę. Nad Mrausem też czuwała kocia Opatrzność. Pewnego dnia kol. M. postanowiła go adoptować. Mraus zamieszkał ze swoim przyjaciółmi, których do tej pory tylko odwiedzał.
Niektóre koty to mają szczęście, prawda?

Jeśli xmas_eve coś pokręciła w powyższych historiach, to z góry przeprasza i prosi o sprostowanie w komentarzach. Prosi też Opiekunów i Państwa opisanych bohaterów o przesłanie brakujących zdjęć.

:-)

... i Znajomi (1)

Jak już xmas_eve wspomniała, oprócz Krewnych Koty posiadają też kilkoro Znajomych. Tak się niestety niefortunnie składa, że właściwie znają ich tylko ze słyszenia i z opowieści podsłuchiwanych podczas wizyt Opiekunów tychże Znajomych u xmas_eve. Być może jest więc tak, że są to bardziej Znajomi xmas_eve niż Kotów Trojga?
Tak czy inaczej, xmas_eve poczuła się w obowiązku przedstawić Znajomych, zanim przejdzie do opisywania innych historii. Oto więc oni, w telegraficznym skrócie:

Iwo



Iwo jest rodowodowym kotem syberyjskim. Mieszka u kol. O., daleko hen, za estakadą. Kol. O. dostała kota Iwo w prezencie na swoje kolejne osiemnaste urodziny. Iwo został przez nią namierzony w Internecie. Jego zdjęcie zaprezentowane było na stronie www jego macierzystej hodowli. Grupa osób lubiących kol. O. dokonała zrzutki pieniężnej, w wyniku której uzbierano kwotę potrzebną na zakup kocięcia, a kol. P. (znany też jako B.) wyruszył pociągiem do Stolicy, by Iwo odebrać i przywieźć go do 3M wraz z rudym braciszkiem, którego na stronie www wypatrzyli inni mieszkańcy 3M. Z braciszkiem niestety Iwo nie utrzymuje kontaktu, tak się jednak złożyło, że bardzo szybko zyskał przyszywanego brata w osobie psa Leona.

Leon


Leon jest psem rasy golden retriever. Mieszka razem z kotem Iwo hen za estakadą. Ponieważ jego Państwo pasjonują się chodzeniem i można powiedzieć, że zajmują się nim wyczynowo, Leon często wyrusza z nimi na dalekie piesze wyprawy po polach i lasach. Z tych ostatnich przynosi w swym futrze całe zastępy kleszczy, dlatego jego Pani, kol. O. zaopatrzyła się ostatnio w specjalny przyrząd służący do usuwania z rożnych zakamarków leonowego ciała tych wyjątkowo niesympatycznych stworzeń.

Magus

Skoro już o psach mowa, największym psem jakiego zna xmas_eve, Koty i pies Niuniek, jest Magus. Magus jest psem rasy bernardyn. Mieszka wraz ze swym Państwem, kol. M i kol. P., w Baninie, nieopodal lotniska. Magus ma jedno oko niebieskie, jest szczupły w talii i posiada śmieszne paluchy na tylnych kończynach. Lubi uprawiać przydomowy ogródek, przy czym skupia się głównie na kopaniu grządek. Któregoś roku oddał się temu zajęciu tak zapamiętale, że kol. M. zmuszona była ogródek zlikwidować, bo chociaż ziemia była nieustannie spulchniona, to uprawy tego nie przeżyły. Magus, podobnie jak Stefek, ma w sobie coś z kangura. Wybija się pionowo w górę i falując uszami wyskakuje jak piłka ponad ogrodzenie posesji. Magus kocha wszystkich z wyjątkiem Pani Opiekunki do Dziecka. Powody jego niechęci do niej pozostają niezbadane.

Fifka

Tak jak Magus jest największym psem znanym xmas_eve i spółce, tak Fifka jest najmniejszym (a może najszczuplejszym?) kotem, z jakim mieli kiedykolwiek do czynienia. Fifka mieszka z kol. I. na Zaspie. Jest kotką wyjątkowo rozmowną i komunikatywną. Kol. I. powiedziałaby pewnie, że czasem aż za bardzo. Swego czasu Fifka miała romans z pewnym również rasowym kocim kawalerem. Z tego związku urodziło się czworo dzieci, troje szarych krótkowłosych i jedno białe długowłose. Podobnie jak Iwo, Fifka też ma przyszywane psie rodzeństwo. Jej przybraną siostrą jest Beza.

Beza


Beza jest psem rasy labrador retriever koloru biszkoptowego. Kiedy xmas_eve pierwszy raz ją zobaczyła, Beza była szczeniakiem żywcem wyjętym z reklamy papieru toaletowego Velvet i leżała rozkosznie na boczku pod kaloryferem w kuchni. Potem Beza urosła i stała się całkiem dużym labradorem. Kiedyś xmas_eve doszła do wniosku Beza jest wymarzonym psem na spacery, bo chodzi bez smyczy przyklejona niemal do łydki swojego przewodnika. Xmas_eve i kol. I. próbowały Bezę zaprzyjaźnić z psem Niuńkiem, ale wyszła z tego tylko awantura, bo Beza próbowała Niuńka zdominować. W sumie miała prawo, bo rzecz działa się na jej prywatnej działce rekreacyjnej. Z drugiej strony jednak, gość cham, ale swoje prawa ma. Gość cham się odgryzł. Już więcej razem na działkę nie wyjechali.

cdn.