czwartek, 14 maja 2009

Gorzka pigułka do przełknięcia

A co na to Dzidka? Otóż xmas_eve obawia się, że nie ma zbyt dobrych wieści o Dzidce. Dzidka jest w depresji. Jak już czytelnikom wiadomo, Dzidka trzy lata żyła w błogiej nieświadomości, że na świecie istnieją inne koty. Co więcej, nie dopuszczała nawet myśli, że inny kot mógłby pojawić się w zajmowanej przez nią przestrzeni życiowej, mieszczącej się na drugim piętrze domu przy Hallera. Dzidka wiodła spokojne i uporządkowane życie, niezmącone tupotem obcych kocich łap. Żadne obce kocie futro nie zajmowało jej ulubionej miejscówki w loży VIPów na oparciu fotela. Żadne miski, oprócz jej własnych i psa Niuńka, nie pojawiały się na podłodze w kuchni i, co się z tym wiąże, nikt nie wyjadał karmy z jej własnych misek. Nikt inny, oprócz niej, nie zostawiał bonusów w kuwecie. Żadnemu innemu kotu, oprócz niej, xmas_eve nie poświęcała uwagi.

Było może trochę monotonnie, bo każdy dzień podobny był do poprzedniego i jedyną odmianę stanowiły wycieczki na Zaspę albo do Lublina. Ale tak było dobrze. Nudnawo, ale dobrze. "I komu to przeszkadzało?!" – zadaje sobie pewnie teraz pytanie Dzidka, obserwując spod łóżka w sypialni, jak Teofil ślizga się po panelach goniąc wyjętą z miski granulkę karmy, a Stefek biegnie ze wspomnianą w poprzednim rozdziale obrączką od Gerbera w paszczy, wskakuje na łóżko, kotłuje się, zeskakuje z drugiej strony, wpada pod łóżko .... Sssssssyyyyyy!

Kiedy w lecie pojawił się Stefek, Dzidka obraziła się na niego i na xmas_eve na ponad miesiąc. Nie pozwalała się głaskać, chowała pod łóżkiem właśnie i nie wchodziła z nimi w żadne interakcje. Zamknęła się w swoim świecie. Wtedy to po raz pierwszy Doktor R. zapisał Dzidce pigułkę szczęścia. Pigułka ta przeznaczona jest dla ludzi, którym świat z kolorowego zmienił się, z różnych przyczyn, w czarno-szary i sami nie są w stanie z powrotem go pokolorować. Okazało się, że zwierzęta też mogą brać takie pigułki i xmas_eve dostała dla Dzidki receptę.

Z miejsca jednak pojawił się problem, jak Dzidce pigułkę zaaplikować. Dzidka nie przyjmuje z własnej woli żadnych środków farmakologicznych, a aplikowanie jej pigułki siłą mijało się z celem, bo przecież miała leczyć się ze stresu, a nie go pogłębiać. Xmas_eve wymyśliła więc, jak się jej wydawało, genialny w swej prostocie sposób, mianowicie rozkruszoną tabletkę mieszała z pastą odkłaczającą i mazała tym przednią kocią łapę. Normalny kot nie ma wyjścia, musi coś takiego z siebie zlizać, bo nie zniesie bycia brudnym kotem. I Dzidka, z obrzydzeniem co prawda, pastę z pigułkowym proszkiem zlizywała.

Po jakimś czasie humor się jej poprawił. Nie wiadomo, czy to zasługa pigułek szczęścia, czy czasu, który leczy rany. W każdym razie pogodziła się z obecnością Stefka. Z czasem nawet zaczęła wdawać się z nim w gonitwy po miejscówce i godziła się, by leżał obok niej na łóżku. Jednak w zimie pojawił się Teofil i Dzidka znów zamknęła się w sobie. Tym razem bardziej niż po przyjściu Stefka. Można by właściwie rzec, że Dzidka do dziś nie wyszła z tej skorupy, w której się wtedy schowała.

Ponieważ, jak już zostało ustalone, Teofil w poprzednim życiu był kibolem, przejawia bardzo wiele cech, które są dla Dzidki nie do zaakceptowania. Teofil ma na przykład bardzo brzydki zwyczaj zaglądania Dzidce do kuwety w czasie, kiedy ona zostawia tam bonusa. Xmas_eve nie dziwi się wcale, że Dzidka reaguje wtedy gwałtownie. Jest jeszcze parę rzeczy, którymi Teofil rozjusza Dzidkę, ale szkoda już języka strzępić na ich opisywanie. Tak czy inaczej, po tym, jak Teofil permanentnie zamieszkał na Hallera, Dzidka popadła w permanentną depresję. Ustępuje ona jak ręką odjął jedynie wtedy, gdy Teofil znika z domu (np. jedzie na Morenę). Ponieważ jednak zdarza się to niezwykle rzadko, dusza Dzidki nieustannie cierpi.

Xmas_eve, nie mogąc patrzeć na smutek Dzidki, zdecydowała dziś, że rozpoczną znów kurację pigułką szczęścia. Z poprzedniego razu zostało jej pół listka. Postanowiła jednak tym razem oszczędzić Dzidce mąk związanych ze zlizywaniem pasty odkłaczającej z łapy. Wiedziała, że Dzidka tego nie lubi i wyraźnie krzywi się, zlizując mieszankę. Miała nowy, genialny pomysł, jak podać kotu tabletkę. Podczas ostatniej bytności na Hallera psa Niuńka odkryła, że Dzidka lubi pasztet drobiowy, który jada Niuniek. Postanowiła więc, że tym razem pigułkowy proszek zapoda jej w owym pasztecie. Dzidka będzie wniebowzięta i nie zauważy pigułki.

Jak postanowiła, tak zrobiła. Najpierw podała Dzidce na palcu dawkę kontrolną, bez proszku. Dawka została ze smakiem zlizana z palca. Następna dawka zawierała już sproszkowaną pigułkę. Dzidka zaczęła zlizywać pasztet, nagle przestała, polizała jeszcze raz, otrząsnęła się, zaczęła pluć i odeszła. Xmas_eve oniemiała ... Jak to, skąd wiedziała, że w pasztecie jest pigułka? Pobiegła za Dzidką, podtykając jej pod nos resztę pasztetu. Nie, nie, Dzidka nie będzie jadła, proszę zostawić ją w spokoju, jest obrażona!

Wtedy xmas_eve olśniło. Nigdy wcześniej nie oceniała pigułek szczęścia organoleptycznie, a konkretnie zmysłem smaku, mimo że czasem w jej życiu też robiło się szarawo. Teraz więc, tknięta przeczuciem, nadgryzła jedną z nich. Zaraz potem chwyciła butelkę z wodą mineralną, wzięła łyka, wypłukała usta i splunęła do zlewu. Tak gorzkiej pigułki nigdy wcześniej nie miała w ustach.

Zdesperowana, udała się najpierw do Dzidki, by ja przeprosić. Nic nie wskórawszy zasiadła do laptopa, by na Skypie zapytać kol. A., z zawodu lekarkę psychiatrę, czy istnieją jakieś mniej gorzkie pigułki szczęścia. Kol. A. obiecała to sprawdzić, tymczasem xmas_eve zaczęła zastanawiać się nad kolejnymi studiami podyplomowymi. Tym razem z psychologii zwierząt ... ... ....



4 komentarze:

  1. Hmmm byłem przekonany ze takie pigułki smakują landrynkami

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedna Dzidka, jak widać szczęście bywa gorzkie.. ;).

    OdpowiedzUsuń
  3. jasne... jak przyćpać, powiedzieć, że się nie ćpało i zrobić z tego literaturę ;)

    OdpowiedzUsuń