piątek, 29 maja 2009

Teofila Podróż Zamiejscowa

Teofil właśnie powrócił do domu. Powrócił, ponieważ wyjeżdżał. Tydzień temu Teofil wyruszył w pierwszą w swoim drugim życiu podróż zamiejscową. W drugim życiu, ponieważ co Teofil robił w swoim pierwszym życiu, zanim zagadał na podwórku xmas_eve, nie wie nikt. Być może bywał już w podróżach, kto go tam wie. W pierwszą podróż zamiejscową, ponieważ wyjazdy do kliniki do Gdyni według xmas_eve nie zaliczają się do podróży zamiejscowych, chociaż Gdynia to inne miasto.

Teofil wyruszył na wycieczkę do Lublina. W tym celu wypożyczył od Dzidki transporter wraz z wyściełającym go kocykiem z wyhaftowanym napisem, nomen omen, „Little explorer”, spakował kilo suchej karmy, osiem saszetek mokrej karmy, miski oraz żwirek. Następnie zajął miejsce na tylnym siedzeniu samochodu i w drogę. No dobrze, nie tak do końca z własnej woli zajął to miejsce, xmas_eve musiała go trochę przekonywać i przekupić obietnicą, że w Lublinie będzie fajnie i będzie można ganiać po dwa razy takiej dużej miejscówce, jak w 3M.

W drodze Teofil nieco marudził i buczał w transporterze, mimo że tak naprawdę nie miał ku temu poważnego powodu. Wszystkie nie cierpiące zwłoki sprawy załatwił przed wyjazdem, zjadł też śniadanie, a obiad planowany był w Lublinie o normalnej porze. Xmas_eve starała się więc nie przejmować zbytnio buczeniem Teofila. W drodze powrotnej okazało się, że taki nonszalancki stosunek do owego buczenia nie zawsze się sprawdza, ale o tym za chwilę.

Po przybyciu na miejsce Teofil zaaklimatyzował się w rekordowym tempie.



Od razu zwiedził obiecaną dwa razy taką jak w 3M miejscówkę i postanowił, że będzie obstawiał obie wersalki, raz jedną, raz drugą oraz krzesło pod okrągłym stołem nakrytym długą serwetą. Miejsca te już wcześniej przetestowała i zaaprobowała Dzidka, jednak xmas_eve nie sądzi, by Dzidka szepnęła Teofilowi przed wyjazdem słówko na temat tego, które miejsca w Lublinie są warte obstawiania.

To dlatego pewnie dopiero w przeddzień wyjazdu Teofil odkrył jeszcze jedno doskonałe miejsce w lubelskiej miejscówce, mianowicie parapet kuchennego okna. Na parapet ów wchodzi się po podokiennej szafce z przesuwanymi drzwiczkami, która w dawnych czasach robiła za lodówkę. Na blacie szafki zawsze leżą jakieś produkty spożywcze, na przykład bułki, masło, szarlotka, sałatka jarzynowa, schab pieczony, a w dniu, w którym Teofil odkrył parapet, na blacie stacjonowała stolnica z rozwałkowanym ciastem na pierogi. Dlatego trzeba się nieźle nalawirować, by trafić na parapet nie czyniąc szkód wśród żywności. Warto się jednak postarać, bo na parapet od zewnętrznej strony okna przylatują gołębie. Zaczajanie się na nie i wyskakiwanie znienacka w stronę dziobiących okruchy ptaków, nawet przy zamkniętym oknie, jest doskonałą zabawą dla każdego Kota.

Teofil bardzo uprzejmie odnosił się do wszystkich przybywających z wizytą gości. Jak zwykle, był członkiem komitetu powitalnego obecnego każdorazowo w przedpokoju przy drzwiach. Dodatkowo, był bardzo elokwentny, dużo rozmawiał i dzielił się wrażeniami z pobytu z każdym, kto chciał go słuchać. Xmas_eve żałuje tylko, że nie zabrała go ze sobą, gdy szła z wizytą do K. Teofil miałby wówczas okazję poznać kota Oskarka, który od czasu, kiedy xmas_eve widziała go ostatnio, z Kota Smukłego zmienił się w Kota Dobrze Zbudowanego. Teofil i Oskar na sto procent znaleźliby wspólny język, oczywiście po obowiązkowym wstępnym obwarkiwaniu i osykiwaniu się wzajemnie.

Po prawie tygodniu udanego pobytu, pozostawiając po sobie same pozytywne wspomnienia, Teofil zapakował do torby resztę karmy, żwirku oraz miski, przy pomocy xmas_eve umieścił się w transporterze i wyruszył w drogę powrotną do 3M.

Okazało się jednak, że tym razem Teofil zabrał ze sobą na pokład bombę biologiczną z opóźnionym zapłonem. Xmas_eve trochę pluje sobie w brodę, że nie słyszała tykania owej bomby. Nieświadoma niebezpieczeństwa myślała, że Teofil buczy w transporterze dla samego buczenia, jak to miało miejsce w tamtą stronę. Coś jednak kazało jej wyjąć Teofila z transportera i wziąć na kolana chwilę przed tym, jak bomba biologiczna została zrzucona.




Niektórzy czytelnicy pomyślą pewnie, że to gorzej dla xmas_eve, że bomba została odpalona na jej kolanach, w ogólnym rozrachunku jednak wychodzi na to, że gorzej byłoby, gdyby Teofil zrzucił ją w transporterze.

W świetle tego ostatniego incydentu xmas_eve nie była pewna, czy może uznać, że Teofil przeszedł chrzest bojowy i został pasowany na Kota Podróżującego Zamiejscowo. Po chwili namysłu doszła jednak do wniosku, że warunkowo można mu ten tytuł przyznać.

1 komentarz:

  1. No chyba najgorzej by było, gdyby skażenie nastąpiło na tapicerce wagonu pana T. :))))

    OdpowiedzUsuń