środa, 29 lipca 2009

Simon's Cat

Ladies and Gentlemen, Simon's Cat, gwiazda reklamy, w swoim najnowszym filmie, gościnnie u Kotów Trojga:



Obejrzawszy ten film, xmas_eve pomyślała, że jakby widziała Teofila, z ta różnicą jednak, że Teofil zjada swoje zdobycze sam. No i z tą różnicą, że xmas_eve obudziłaby się już po stłuczeniu kubka.

poniedziałek, 27 lipca 2009

Zniknięcie

Mały i jego Mama zniknęli. Nie ma ich od czwartku, kiedy to xmas_eve widziała ich po raz ostatni. W sobotę poszła nasypać im suchych kulek, z nadzieją, że Mama Małego przy okazji da się namówić na antykoncepcję dopaszczową. Nie pojawili się. W niedzielę też nie. Ani dziś. Pozostałe koty są, a ich dwojga nie ma.

Może Mama Małego wzięła Małego i wyruszyli przed siebie? W końcu, nie byli tutejsi, podobnie jak tutejszy nie był Teofil. Koci rezydenci podwórka na Hallera to: chudy czarny kocur z wielką głową o białym pyszczku, drugi czarny kot w białej masce o niezidentyfikowanej płci (ale pewnie też facet), który kiedyś siedział na masce Stilo i nie raczył zejść nawet wtedy, gdy xmas_eve odpaliła już silnik oraz szaro-biały łaciaty kot, też niewiadomej płci, ale też pewnie facet. Mamy Małego nikt tu wcześniej nie widywał.

Może więc Mama Małego była tu tylko przejazdem? Pojawiła się w ogródkach przy parkingu, jak Mały nadawał się już do wyprowadzania na dwór. Może więc wybrała podwórko na Hallera jako odpowiednie miejsce do urodzenia i podchowania Małego, a kiedy uznała, że jest już na tyle duży, by wyruszyć w drogę, spakowała zabawki i tyle ich widzieli?

Xmas_eve ma tylko nadzieję, że nic złego się im nie stało. Ma też cichą nadzieję, że może ktoś ich przygarnął.

czwartek, 23 lipca 2009

Kot ze skrzydłami w paszczy

Przeczytawszy wpis gapminded o motylu zabójcy xmas_eve przypomniała sobie, jak to pewnego dnia rano, kiedy siedziała przy stole i jadła śniadanie, do kuchni wkroczył Teofil. Jego postawa i krok wskazywały na to, że właśnie odniósł jakiś sukces. Xmas_eve schyliła się do Teofila, by mu się lepiej przyjrzeć, bo zdało się jej, że z paszczy coś mu wystaje. Istotnie, jak stwierdziła ze zgrozą, z paszczy Teofila sterczały całkiem spore skrzydła.

Skrzydła te, jak skonstatowała z pogłębiającą się zgrozą, były skrzydłami owadzimi, a trzeba wam wiedzieć, że czego jak czego, ale owadów xmas_eve boi się i brzydzi najbardziej na świecie. Gwarancję nietykalności w jej mieszkaniu mają tylko biedronki. Reszta wlatuje na własne ryzyko. Tak jak ten potwór trzymany w pysku przez Teofila, który po krótkich pertraktacjach i manualnej perswazji zgodził się bestię z pyska wypuścić na podłogę, żeby xmas_eve mogła się jej jak najszybciej pozbyć z pola widzenia.

Bestia okazała się być byłą gigantyczną ćmą. Byłą, bo już nie żyła. Gigantyczną, bo od czubka głowy do końca skrzydeł miała na oko sześć centymetrów.

Czy myślicie, że xmas_eve powinna wyposażyc Teofila w obrożę z dzwonkiem, by ostrzegał zawczasu gigantyczne ćmy, że nadchodzi i oszczędził xmas_eve wątpliwej przyjemności sprzątania owadzich szczątków z kuchennej podłogi?



:-)

niedziela, 19 lipca 2009

Koty i dzieci

Parę dni temu do Kotów przyszły z wizytą dzieci. Wizyta dzieci to wydarzenie dość rzadkie w domu xmas_eve i Kotów. Jak daleko xmas_eve sięga pamięcią, dziecko pojawiło się w ich domu tylko raz. Było to całkiem małe dziecko, tak małe, że przybyło w nosidełku, a kiedy jego mama je z nosidełka wyjęła, zostało ono natychmiast przejęte przez koty (nosidełko, nie dziecko). Tym razem jednak do Kotów przybyło dwoje trochę większych dzieci, w wieku trzech i pięciu lat. Dzieci przyjechały z rodzicami na wakacje do 3M i przyszły do xmas_eve specjalnie po to, by się pobawić z Kotami, bo jak to dzieci, za kotami przepadają.

Kiedy do xmas_eve przychodzą goście, Teofil jest zawsze członkiem komitetu powitalnego. Można by rzec, że Teofil wita gości w drzwiach chlebem i solą, podczas gdy Stefek nieśmiało wygląda zza rogu, a Dzidka chowa się nieufnie pod łóżkiem i, jeśli jest w dobrym humorze, wychodzi po dwóch godzinach. Tym razem było podobnie. Gdy tylko goście - dzieci i ich rodzice - weszli do mieszkania, w przedpokoju pojawił się Teofil. Był bardzo zainteresowany przybyszami, do momentu kiedy zobaczył dzieci, a dzieci spróbowały do niego podejść. Momentalnie wykonał wówczas w tył zwrot, oddalił się do sypialni i do końca wizyty więcej nie wyszedł.

Xmas_eve była bardzo zaskoczona takim zachowaniem Teofila, bo zawsze uważała go za najbardziej towarzyskiego z Kotów Trojga. Wobec jego nieprzejednanej postawy w stosunku do dzieci, nabrała podejrzeń, że być może w poprzednim życiu dzieci Teofila skrzywdziły. Nie nakłaniała go więc do powrotu, była jednak zawiedziona jego postawą, bo przecież dzieci liczyły na zabawę z kotami, a tu takie rozczarowanie.

Na szczęście, po jakiejś półgodzinie z sypialni wyłonił się Stefek. Usiadł w przedpokoju i nieśmiało kukał zza framugi bojąc się wejść do dużego pokoju. Xmas_eve wyposażyła więc dzieci w myszki, piłeczki oraz tasiemki plastikowe z MediaMarktu (służą do opakowywania kartonów), by pokazały Stefkowi, że czeka go dobra zabawa.

Stefek nie byłby Stefkiem, gdyby nie dał się skusić na gonitwę za plastikową tasiemką i szaleństwa z dzwoniącą piłeczką. Już za chwilę cała trójka rozrabiała na środku dużego pokoju. Stefek śmigał i skakał, a dzieci były w wniebowzięte. Jednym słowem więc, Stefek uratował honor stada i nie pozwolił, by dzieci poszły do domu zawiedzione.

Mała Julka próbowała jeszcze zaprosić do zabawy Dzidkę, ale Dzidka nie wykazała zrozumienia i zaglądającej pod łóżko dziewczynce machnęła łapą przed nosem. Na szczęście, Julka nie przejęła się zbytnio fochami Dzidki i wróciła do zabawy ze Stefkiem.

Tak więc, Stefek uratował honor stada, jednak xmas_eve pomyślała sobie, że trzeba dzieciom zadośćuczynić to, że zamiast z trzema kotami, bawiły się z jednym. Dlatego na pożegnanie, kiedy dzieci jechały do domu, zostały przez xmas_eve wyposażone w sztuczne koty ze sklepu z zabawkami. Sztuczne koty zostały przyjęte z wielkim entuzjazmem, otoczone należyta opieką i od zeszłego poniedziałku zamieszkują z dziećmi na południu Polski.

niedziela, 12 lipca 2009

Mały



Mały urodził się na naszym podwórku jakieś półtora miesiąca temu. Jest jedynakiem, lub jego rodzeństwu nie dane było dożyć wieku, którego on dożył. Ma mamę, która się nim troskliwie opiekuje. Jednak, jak to u kotów bywa, wkrótce przyjdzie czas, kiedy mama uzna, że Mały jest już dostatecznie duży i każe mu iść własną drogą.

Mały wydaje się być okazem zdrowia. Nie ma kociego kataru, a energia go rozpiera. Biega, skacze, zachęca do zabawy swoja mamę, ufnie podchodzi do ludzi, chętnie się bawi.

Małego czeka los podwórzowych kotów, czyli zimno, głodno i niebezpiecznie. No, chyba, że ktoś go przygarnie i pokocha. Mały na pewno na to zasługuje.

Może ktoś z Was, drodzy Czytelnicy, planuje właśnie przyjąć do domu kociego przyjaciela? Albo Wasi znajomi?

Pomyślcie o Małym.

czwartek, 2 lipca 2009

Kot Wodny

Pora na pełnometrażowy wpis o Stefku, albowiem Stefkowi, oprócz wpisu powitalnego, nie poświęcono jeszcze na tym blogu odpowiedniej ilości miejsca, takiej, na jaką Stefek zasługuje.

Dziś więc o Stefku.

W poprzednim swym życiu Stefek najprawdopodobniej był: a) delfinem, b) morsem, c) żabą. Xmas_eve doszła do takich wniosków po tym, jak uświadomiła sobie, że Stefek jest Kotem Wodnym, czyli takim, który wodę lubi i się nią interesuje.

Miłość swą do wody Stefek objawia na trzy sposoby. Pierwszy z nich związany jest z nowym nabytkiem xmas_eve – podlewaczką do kwiatów doniczkowych. Zakup owej podlewaczki nie był do końca uzasadniony i wyniknął trochę z gadżeciarstwa wyżej wymienionej. W końcu mogłaby podlewać kwiatki zwykłą butelką PET. Podlewaczka jednak została kupiona, postawiona na parapecie w kuchni i z miejsca stała się obiektem zainteresowania Stefka. I tylko Stefka. Ani Teofil, ani tym bardziej Dzidka podlewaczką się nie interesują, a nawet jawnie ją ignorują.

Stefek natomiast lubi wskoczyć na kuchenny parapet pod pretekstem konieczności poskubania kociej trawy stacjonującej tuż obok podlewaczki. Przez chwilę skubie trawę, ale cały czas zerka ku podlewaczce, by już po chwili siedzieć koło niej i po łokieć zanurzać łapę w okrągłym otworze służącym do nalewania wody. Zanurza łapę tak długo, aż uda mu się dosięgnąć lustra wody, po czym wyciąga ją i oblizuje dokładnie. Pół biedy, jeśli w podlewaczce jest dużo wody. Gorzej, jak jest mało, wtedy Stefek kombinuje, aż podlewaczka zaczyna niebezpiecznie się chybotać.




Drugi przejaw Stefkowego zainteresowania wodą związany jest z wanną. Pewnego dnia, kąpiąc się, xmas_eve sięgnęła ręką do tyłu, po gąbkę, ale zamiast na nią, natrafiła na Stefka, który cichcem zakradł się i zasiadł na brzegu wanny. Ktoś mógłby pomyśleć, że Stefek podglądał, jednak wcale nie o to mu chodziło. Stefek patrzył na wodę z pianą pływająca w wannie i wodę bez piany lecącą z kranu. Po zakończonej kąpieli przemieścił się w głąb wanny i próbował pomacać resztki wody i piany, co widać na załączonym zdjęciu. Dwa razy siedzenie na brzegu wanny skończyło się dla Stefka bliskim i gwałtownym spotkaniem z woda i pianą, ponieważ Stefek poślizgnął się, stracił równowagę i wleciał xmas_eve do wanny.


Trzeci objaw umiłowania przez Stefka wody związany jest z podłogą. Podłoga pozornie nie ma z wodą wiele wspólnego, no chyba że została właśnie umyta. Kiedy xmas_eve umyje podłogę swym nowym mopem, natychmiast w pobliżu pojawia się Stefek, który najpierw nieśmiało, a potem całkiem jawnie zaczyna stąpać po mokrych panelach. Przechadza się, próbuje podbiec, ślizga się, wywija piruety, aż w końcu wywraca się. Efektem jego poczynań są ślady kocich stóp pozostawione na czystej podłodze.

Niestety, xmas_eve była już tak zmęczona myciem podłogi, ze zdjęć kręcącego piruety Stefka zrobić nie zdołała.