czwartek, 2 lipca 2009

Kot Wodny

Pora na pełnometrażowy wpis o Stefku, albowiem Stefkowi, oprócz wpisu powitalnego, nie poświęcono jeszcze na tym blogu odpowiedniej ilości miejsca, takiej, na jaką Stefek zasługuje.

Dziś więc o Stefku.

W poprzednim swym życiu Stefek najprawdopodobniej był: a) delfinem, b) morsem, c) żabą. Xmas_eve doszła do takich wniosków po tym, jak uświadomiła sobie, że Stefek jest Kotem Wodnym, czyli takim, który wodę lubi i się nią interesuje.

Miłość swą do wody Stefek objawia na trzy sposoby. Pierwszy z nich związany jest z nowym nabytkiem xmas_eve – podlewaczką do kwiatów doniczkowych. Zakup owej podlewaczki nie był do końca uzasadniony i wyniknął trochę z gadżeciarstwa wyżej wymienionej. W końcu mogłaby podlewać kwiatki zwykłą butelką PET. Podlewaczka jednak została kupiona, postawiona na parapecie w kuchni i z miejsca stała się obiektem zainteresowania Stefka. I tylko Stefka. Ani Teofil, ani tym bardziej Dzidka podlewaczką się nie interesują, a nawet jawnie ją ignorują.

Stefek natomiast lubi wskoczyć na kuchenny parapet pod pretekstem konieczności poskubania kociej trawy stacjonującej tuż obok podlewaczki. Przez chwilę skubie trawę, ale cały czas zerka ku podlewaczce, by już po chwili siedzieć koło niej i po łokieć zanurzać łapę w okrągłym otworze służącym do nalewania wody. Zanurza łapę tak długo, aż uda mu się dosięgnąć lustra wody, po czym wyciąga ją i oblizuje dokładnie. Pół biedy, jeśli w podlewaczce jest dużo wody. Gorzej, jak jest mało, wtedy Stefek kombinuje, aż podlewaczka zaczyna niebezpiecznie się chybotać.




Drugi przejaw Stefkowego zainteresowania wodą związany jest z wanną. Pewnego dnia, kąpiąc się, xmas_eve sięgnęła ręką do tyłu, po gąbkę, ale zamiast na nią, natrafiła na Stefka, który cichcem zakradł się i zasiadł na brzegu wanny. Ktoś mógłby pomyśleć, że Stefek podglądał, jednak wcale nie o to mu chodziło. Stefek patrzył na wodę z pianą pływająca w wannie i wodę bez piany lecącą z kranu. Po zakończonej kąpieli przemieścił się w głąb wanny i próbował pomacać resztki wody i piany, co widać na załączonym zdjęciu. Dwa razy siedzenie na brzegu wanny skończyło się dla Stefka bliskim i gwałtownym spotkaniem z woda i pianą, ponieważ Stefek poślizgnął się, stracił równowagę i wleciał xmas_eve do wanny.


Trzeci objaw umiłowania przez Stefka wody związany jest z podłogą. Podłoga pozornie nie ma z wodą wiele wspólnego, no chyba że została właśnie umyta. Kiedy xmas_eve umyje podłogę swym nowym mopem, natychmiast w pobliżu pojawia się Stefek, który najpierw nieśmiało, a potem całkiem jawnie zaczyna stąpać po mokrych panelach. Przechadza się, próbuje podbiec, ślizga się, wywija piruety, aż w końcu wywraca się. Efektem jego poczynań są ślady kocich stóp pozostawione na czystej podłodze.

Niestety, xmas_eve była już tak zmęczona myciem podłogi, ze zdjęć kręcącego piruety Stefka zrobić nie zdołała.

3 komentarze:

  1. ..może nie na temat, ale ale : czy One muszą / lubią mieć kocią trawę ? Bo widzę, że moje obgryzają kwiatki jak przyniosę do domu bukiet.. ? Powinnam kupić ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Mysle ze warto im zasiac, moze przestana żreć kwiaty. U mnie głownie wlasnie Stefek lubi, Dzidka czasem tez, chociaz ona lubi jednoczesnie liscie kwiatow doniczkowych obgryzac.

    OdpowiedzUsuń
  3. Właśnie - kocia trawa też mnie zainteresowała. Fakt, że zwierzaki lubieją takową, ale chyba nie widziałem jeszcze żeby ktoś hodował to dla pupila w domu. Myślałem, że taka trawa przed blokiem jest wystarczająca. Bo chyba to taki rodzaj kociej/psiej fitoterapii (bez bicia przyznaję się, że musiałem skorzystać z googli celem znalezienia tego słowa), niż sposób żeby kot się wyszalał? Chociaż sam fakt posiadania w domu kota bez aquafobii (ha!) już stawia xmas_eve wśród osób ekscentrycznych. Pomijając już nawet Jej kąpiele z kotem... Hm. Mniejsza z tym. Ale wracając do hodowli ziela :) - to jakiś szczególny gatunek być musi? Bo ja np. często sięgam po trawkę w zrozumieniu dosłownym tego słowa, a jak mam pod ręką krzak głogu to chętnie zjem parę owoców - a wcale nie są one smaczne, za to zdrowe dla serca. Więc tłumaczę to sobie może naiwnie, że instynktownie leczę swoje skołatane nerwy....

    OdpowiedzUsuń