czwartek, 23 lipca 2009

Kot ze skrzydłami w paszczy

Przeczytawszy wpis gapminded o motylu zabójcy xmas_eve przypomniała sobie, jak to pewnego dnia rano, kiedy siedziała przy stole i jadła śniadanie, do kuchni wkroczył Teofil. Jego postawa i krok wskazywały na to, że właśnie odniósł jakiś sukces. Xmas_eve schyliła się do Teofila, by mu się lepiej przyjrzeć, bo zdało się jej, że z paszczy coś mu wystaje. Istotnie, jak stwierdziła ze zgrozą, z paszczy Teofila sterczały całkiem spore skrzydła.

Skrzydła te, jak skonstatowała z pogłębiającą się zgrozą, były skrzydłami owadzimi, a trzeba wam wiedzieć, że czego jak czego, ale owadów xmas_eve boi się i brzydzi najbardziej na świecie. Gwarancję nietykalności w jej mieszkaniu mają tylko biedronki. Reszta wlatuje na własne ryzyko. Tak jak ten potwór trzymany w pysku przez Teofila, który po krótkich pertraktacjach i manualnej perswazji zgodził się bestię z pyska wypuścić na podłogę, żeby xmas_eve mogła się jej jak najszybciej pozbyć z pola widzenia.

Bestia okazała się być byłą gigantyczną ćmą. Byłą, bo już nie żyła. Gigantyczną, bo od czubka głowy do końca skrzydeł miała na oko sześć centymetrów.

Czy myślicie, że xmas_eve powinna wyposażyc Teofila w obrożę z dzwonkiem, by ostrzegał zawczasu gigantyczne ćmy, że nadchodzi i oszczędził xmas_eve wątpliwej przyjemności sprzątania owadzich szczątków z kuchennej podłogi?



:-)

6 komentarzy:

  1. Nie chce mi się wierzyć, że boisz się też Chrysoperla carnea
    (www.onaturzebezkomentarza.blox.pl/2009/06/Zlotook-pospolity-Chrysoperla-carnea.html) ;)

    Sympatyczny jest też Rybik Cukrowy (oszczędzę zdjęć xmas_eve, z daleka o wiele ładniejsze :) ) - jak ktoś napisał lokator-gentleman. Nie żebym zajmował się hodowlą tylko parę razy widziałem i wydały mi się sympatyczne :D

    Ja wyrzucam przez okno wszystko co nie ma żądła. Lubię naszych Małych Braci :D

    A trzymając się tematu - niedawno też widziałem scenę gdy kot bawił się jakimś biednym "dużym komarem". Cieszę się, że nie ma u nas kotów wielkości nawet średniego psa, bo wtedy naprawdę bałbym się takiego drapieżnika. Kot jest przeuroczym stworzeniem, ale czasami wychodzi z niego straszna bestia. Swoją drogą kot polujący na karaluchy byłby w akademiku DS2 (przed laty) na wagę złota :) Choć podejrzewam, że nawet koci refleks to za mało żeby dorwać to cholerstwo.
    A wczoraj jakiś kot darł się pod oknem - pomyślałem, że takie wrzaski jednak robią wrażenie i zabobonni ludzie kiedyś naprawdę mogli posądzać koty o Bóg wie jakie rzeczy. Co zresztą bodajże szczurami i dżumą się kończyło.

    OdpowiedzUsuń
  2. oooj, rybiki są okropne! mnie się zupełnie nijak symbatycznie nie kojarzą.

    OdpowiedzUsuń
  3. Biedny Teofil ! Niech mu xmas_eve zostawi te jego trofea. Nawet najobrzydliwsze (tu się zgadzam, brzydzam się takoż ). On Ci je przyniósł, bo Cię kocha.. Moja D* niestety codziennie przynosiła mi na wsi myszy.. Bo mnie kocha..

    OdpowiedzUsuń
  4. Myszy... to wtedy kocha...? Hmm... Drogie Panie - a to już kwiatów się nie daje ?? Co za ulga!

    :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Swoją drogą, że odejdę od tematu, mam na kompie godzinę 00:22 a pod poprzednim postem jest 15:21. No chyba, że to czas australijski to zwracam honor ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Alejo, ja juz bym wolała, by on myszy przynosił, bo myszy sie nie boje, a tych potworów latających to bardzo. ;-) No i obawiam sie ze Teofil sam dla siebie przynosi te trofea, nie dla mnie, chlip. On je potem zjada, widac ma deficyt białka.

    OdpowiedzUsuń