wtorek, 24 listopada 2009

Miły

Z archiwum kota Teofila



Na zdjęciu kot Teofil i kot Felicjan, dokładnie rok temu. Dzisiaj Teofil niespecjalnie ma się do kogo przytulić, nie licząc oczywiście ręki xmas_eve, przy której układa się do spania. Kot Stefek jest skory do przytulania, ale tylko do ludzi. Do Teofila nie. W sumie nic dziwnego, skoro Teofil, jak mu się już zbierze na czułości, najpierw Stefka wylizuje po łebku, a następnie próbuje mu podgryźć gardło.

Teofil i społeczności

czwartek, 19 listopada 2009

MIAU!

Xmas_eve udała się dziś do sklepu zoologicznego celem nabycia tzw. budy dla Teofila. Buda, zwana też legowiskiem, była potrzebna w związku z tym, że xmas_eve ma zwyczaj wyganiania kotów z sypialni wcześnie rano, po tym jak Teofil urządza pobudkę śniadaniową. Xmas_eve wstaje wtedy, daje jeść i wracając do sypialni zamyka za sobą drzwi. Teofil i Stefek zostają w przedpokoju (jak była Dzidka, tez zamykała się w sypialni.)

Koty mają w przedpokoju do dyspozycji budę i mało fajne legowisko zrobione z ortalionu, które służyło za gadżet reklamowy w poprzedniej pracy xmas_eve. Na tym ortalionowym śpi zazwyczaj Teofil i ma gorzej od Stefka, który sprytnie zajmuje wygodną i ładną kraciastą budę. Dlatego xmas_eve postanowiła uszczęśliwić Teofila porządną budą.

W sklepie zoologicznym budy stały pod samym sufitem, więc pan sprzedawca musiał przynieść drabinę, żeby je ściągnąć celem pokazania. Nie było wśród nich wymarzonej budy xmas_eve w szkocką kratę. Nie chciała jednak wychodzić ze sklepu z pustymi rękami i skazywać Teofila na kolejną noc na ortalionie. Dlatego wybrała w miarę ładną budę ze sztucznym misiem w środku i już miała płacić, kiedy zza pleców usłyszała donośne: Miau. Miauuu .... Miauuuuuu!

Odwróciła się, pewna, że zobaczy jakiegoś kota, rezydenta sklepu. Tymczasem w miejscu, skąd dobiegło miau, w klatce siedziała ... duża szara papuga.

poniedziałek, 16 listopada 2009

Opowiastki

Opowiastka I

Xmas_eve przyszła sterana do domu i przyniosła siatę z zakupami. W środku były warzywa i owoce: pomidory, papryka, szczypiorek i jabłka. Postawiła siatkę w przedpokoju i udała się do sypialni celem walnięcia się na łóżko. Walnąwszy się na łóżko usłyszała nagle tajemniczy szelest dobiegający zza drzwi sypialni, dokładnie z miejsca, gdzie stała siatka. Wstała więc i udała się sprawdzić, co się dzieje. Gdy szła w stronę siatki, minął ją Teofil wlokący w pysku, za folię, szczypiorek.

Jaki z tego wniosek? Że Teofil lubi szczypiorek? Nie. Teofil lubi folię.
-----------------------------------------------------------------------

Opowiastka II

Dzidka, jak wiadomo, przebywa u mamy. Pewnego dnia, mama dzwoni do xmas_eve i mówi:
- Wiesz, ja się o nią martwię, bo ona dawno nie sikała.
- Ale jak to, nie sikała? - pyta xmas_eve.
- No nie, wchodzi do kuwety, drapie, ale nie sika. I kręci się - mówi mama.
- A coś robiłaś z tą kuwetą? - docieka xmas_eve.
- No, przestawiłam w inne miejsce - przyznaje się mama.
- To przestaw z powrotem w poprzednie - radzi xmas_eve.

Po dwóch minutach... telefon:
- I co?
- No, wyobraź sobie, jak tylko przestawiłam, od razu się wysikała.

Jaki z tego wniosek? Że Dzidka ma mega fochy? Nie. Gdyby Dzidka miała mega fochy, sikałaby obok kuwety, nie czekając, aż się ją przestawi.
-----------------------------------------------------------------------

Opowiastka III

Wczoraj xmas_eve prawie nigdzie nie wychodziła, ponieważ w sobotni wieczór objadła się i opiła u kol. T. i ją trzymało to objedzenie i opicie pół niedzieli. Ale po południu wyskoczyła jednak na dwie godziny. Gdy wróciła, zastała na firanie w dużym wyraźne ślady wieszania się do tego stopnia, że w miejscu wieszania firana nie tylko była poszarpana, ale naciągnęła się i stała się dłuższa niż w innych miejscach.

Xmas_eve zdenerwowała się i nakrzyczała na Stefka i Teofila, że tak nie szanują firany. Chwilę później stojąc obok firany i szacując straty zobaczyła na firanie biedronkę, a raczej negatyw biedronki (czarna w czerwone kropki).

Jak i z tego wniosek? Taki, że wszystko stało się jasne! Xmas_eve niepotrzebnie nakrzyczała na Koty. To biedronka poszarpała firanę.
-----------------------------------------------------------------------

Opowiastka IV



Kiedy xmas_eve wczoraj wychodziła na dwie godziny, pendrive był wetknięty do gniazda USB w laptopie, a zatyczka od pendrive'a leżała obok. Kiedy wróciła, pendrive nadal był wetknięty do gniazda USB w laptopie, ale zatyczki nie było. Nie ma jej do dziś.

Jaki z tego wniosek? Prosty - to była tylko kwestia czasu. I tak xmas_eve długo cieszyła się zatyczką.
-----------------------------------------------------------------------
Z ostatniej chwili: zatyczka się znalazła. Była pod kanapą.

środa, 4 listopada 2009

Siatka

Xmas_eve jest właśnie w trakcie kupowania siatki zabezpieczającej na balkon pana T., żeby kot Felicjan pewnego dnia nie wyfrunął na druga stronę barierki (przejawia silne ku temu skłonności). Póki co pertraktuje z panem sprzedającym na Allegro, jak zaznaczyć na aukcji, że potrzebuje 9,60 m kw., jeśli cena jest podana za m kw, i ów m kw jest "sztuką" do kupienia teraz.

Ale nie o tym chciała w sumie. Wczoraj z Lublina napisała K. (pozdrowienia!), która opowiedziała taka mianowicie historię, że znajomi K. postanowili zaadoptować małego kotka, którego ktoś wystawił w pudełku do lasu. Kotek ów, wraz z rodzeństwem, znajduje się pod opieką fundacji, xmas_eve nie wie której, ale domyśla się, że jednej z tych kocich fundacji, które koty ratują, taka, jak ta zalinkowana obok. I co się okazało - adopcja nie doszła do skutku, ponieważ znajomi K. nie mogli zadeklarować, że zabezpieczą siatką cały swój znajdujący się na pierwszym piętrze balkon. Ponieważ nie mogli dopełnić tego warunku adopcji, fundacja nie zgodziła się przekazać im kota.

I co Wy na to, kociarze i nie tylko? Dobrze postąpiła fundacja czy źle?

Xmas_eve sądzi, że lepiej dmuchać na zimne i sama balkon zasiatkowała, zanim mała Dzidka pierwszy raz na niego wyszła. Fakt, jej balkon trudno w sumie do balkonów zaliczyć, jest to raczej występ muru otoczony balustradą, maksymalnie jednoosobowy. Więc miała ułatwione zadanie. Ale już taka loggia jak na Zaspie czy Morenie, to jest wyzwanie, chociaż nie awykonalne. Z drugiej strony, skoro kot miał szanse na dom, nawet z tymczasowo niezabezpieczonym balkonem, to może fundacja powinna była znajomych K. przekonać, by jednak sprawę przemyśleli, użyć siły perswazji, przedstawić argumenty przemawiające za zasiatkowaniem, przestrzec przed konsekwencjami niezasiatkowania (nie chodzi przecież tylko o obrażenia wskutek wypadnięcia, ale też możliwość ucieczki w szoku na ruchliwą ulicę chociażby).

Co lepsze, bezdomny kot w fundacji, czy kot z domem o niezasiatkowanym (póki co) balkonie?
------------------------------------------------------------------
PS. Trochę a propos a trochę nie - tu.