niedziela, 20 grudnia 2009

Zapachy

Dziś xmas_eve udało się wywieźć psa Niuńka do nadmorskiego lasu i zrobić mu tam porządną przebieżkę. Niuniek załatwił wszystkie swoje sprawy, ani razu nie uciekał, łapał śnieg, poszczekał, a nawet ponosił trochę patyczek. Jednym słowem, udany spacer.

W drodze powrotnej plan był taki, że wstępują na chwilę do Mamy. Pod blokiem nie było gdzie zaparkować, jedyne miejsce było pięć klatek dalej. Co było robić, xmas_eve zaparkowała na nim, wypakowała Niuńka, i skierowała się w stronę właściwej klatki, oddalonej, jak wspomniała, o pięć innych. Nagle poczuła szarpnięcie smyczy, zobaczyła, że Niuniek robi osła, staje dęba, po czym pakuje się w przychodnikowy żywopłot. A nikt nie strzelał ... Dramat! Nie dojdziemy do klatki, będziemy tu stać do jutra, pomyślała xmas_eve W końcu jednak użyła perswazji, Niuniek ruszył z miejsca i jakoś doszli.

Na górze Niuniek został wpakowany do wanny w celu umycia łap z soli i innych naleciałości. Z pokoju wyłoniła się Dzidka i z miejsca skierowała swe kroki do łazienki. Xmas_eve zdjęła buty i kurtkę i ruszyła w tę samą stronę w samą porę, by nakryć Dzidkę wspinającą się na brzeg wanny i wskakującą nań w celu dogłębnego obwąchania Niuńka. Xmas_eve pochyliła się nad Niuńkiem i przekonała się, że na żywopłocie, w który wpakował się pod domem, jakiś kocur zostawił swój smrodek, który Niuniek na futrze przyniósł do domu, ku uciesze Dzidki. Dzidka była zafascynowana zapachem i napawała się nim, wprawiając Niuńka w zakłopotanie.

To przypomniało xmas_eve wydarzenie sprzed jakichś dwóch lat, kiedy to pewnej niedzieli musiała pojechać z Dzidką do Doktora R. Nie pamięta już, w jakiej sprawie, ale chyba nie było to nic poważnego. Pies Niuniek, spędzający jak zwykle weekend na Hallera, został w domu. Po powrocie xmas_eve wypuściła Dzidkę z transportera i udała się do swoich spraw.

Po chwili zorientowała się, że obok niej dzieje się coś dziwnego. Niuniek, zazwyczaj nie przejawiający żadnego zainteresowania Dzidką, zaczął nagle intensywnie za nią chodzić, a następnie biegać, natarczywie ją wąchając. Zaczął nawet wydawać z siebie piskliwe szczeki, takie same, jakie wydaje, kiedy na spacerze spotka wyjątkowo interesującą suczkę. Dzidka, zdumiona takim zachowaniem Niuńka, najpierw uciekała, aż w końcu postanowiła odstraszyć natręta syczeniem. A natręt dalej swoje. Ewidentnie wydawało mu się, że Dzidka to ładnie pachnąca suczka ...

Dzidka musiała przynieść z kliniki jakiś fascynujący zapach, może z rąk lekarza, a może ze stołu do badania, nie wiadomo. Wiadomo było, że Niuniek musi w te pędy pojechać do domu, bo jeśli jeszcze chwilę Dzidkę pogoni, Dzidka użyje pazurów.

:-)

1 komentarz:

  1. :D:D:D Niezłe :d Ubawiłaś mnie od samego świtu ;)
    Nie mogę się zdecydować, które z nich było bardziej poszkodowane w tych zapachowych nieporozumieniach, ale chyba bardziej Dzidka... chociaż, te pazury... ;)

    OdpowiedzUsuń