poniedziałek, 23 marca 2009

Dzidka

- Halo, cześć dziecko ... – powiedział pewnego dnia przez telefon Pan. T do xmas_eve.
- Halo, cześć, co tam? – powiedziała xmas_eve
- Słuchaj, jest taka sprawa. Jest tu kotek. – kontynuował Pan T.
- ... Jak to kotek? Jaki kotek? Gdzie jest? – zdumiała się xmas_eve
- No tu jest, bezdomny kotek, kotka właściwie, mam ją w kartonie, jesteśmy teraz w lecznicy, doktor ją bada. Brać ją? – zapytał pan T.
- Eeee ... nie, no pewnie, że brać ... – powiedziała trochę niepewnie xmas_eve.





Dzidka jest Gdynianką. Pochodzi ze śmietnika na tyłach ulicy Morskiej. Pan T. zaparkował swój samochód koło owego śmietnika i miał właśnie zamiar udać się do swoich klientów. Otworzył bagażnik, aby wyjąć z niego teczkę z dokumentami i już miał go zamykać, kiedy kątem oka zauważył jakiś ruch na zderzaku. Chwilę później mały kotek, który wspinał się po zderzaku, był już w środku. Wskoczył do bagażnika. Wyczynowiec!

Ciąg dalszy rozegrał się jak opisano wyżej. Po powrocie z pracy do domu xmas_eve zastała Dzidkę pod kaloryferem w kuchni. Od tej pory, a minęło już trzy i pół roku, codziennie zastaje Dzidkę w różnych rejonach swojej kwatery i codziennie na nowo cieszy się, że może z Dzidką właśnie kwaterę dzielić. Zresztą, tak naprawdę, z czasem kwatera stała się kwaterą Dzidki oraz pozostałych Kotów, ale o tym w swoim czasie.

Dzidka jest znana głównie ze swych postaw aspołecznych. Charakteryzują się one tym, iż niechętnie przychodzi na kolana, właściwie to wcale nie przychodzi, gwoli ścisłości. Najbliższy kontakt fizyczny, na jaki sobie pozwala z własnej inicjatywy, to ocieranie się o łydki xmas_eve oraz delikatne oparcie się do jej prawą nogę, kiedy układa się do spania na łóżku.

W stosunku do obcych ludzi Dzidka prezentuje histeryczny wręcz strach. Na dźwięk domofonu wbija się zazwyczaj pod narzutę na sofie w dużym pokoju, taranując poduszki, albo biegnie do sypialni, gdzie znika pod łóżkiem. Jeśli do xmas_eve przyjdą goście, mają szanse zobaczyć Dzidkę po jakichś dwóch, trzech godzinach od przybycia. Pojawia się ona wówczas w dużym pokoju, krocząc dostojnie i udając, że nie widzi, iż w pomieszczeniu są obcy ludzie. Zachowuje się, jak gdyby wcale się ich nie bała dwie godziny wcześniej. W końcu, jest u siebie, a ci nieznajomi powinni się cieszyć, że pozwala im przebywać na swoim terenie, prawda?

Do obcych kotów Dzidka podchodzi z zajadłą nienawiścią, która z czasem, w miarę jak koty przestają być aż takie obce, przeradza się w niechęć z przebłyskami tolerancji. Dużo jednak wody musi w Strzyży upłynąć, zanim Dzidka zaakceptuje w swoim pobliżu innego kota. Trochę tabletek fluoksetyny musi też zostać jej zaaplikowanych oraz przynajmniej dwa dyfuzory syntetycznych feromonów muszą ulotnić się z pojemnika wetkniętego do kontaktu, aby Dzidka zgodziła dzielić swą prywatna przestrzeń z innym przedstawicielem gatunku kot domowy.

Dzidka jest zaprawioną w bojach podróżniczką. W trzy miesiące po przybyciu do xmas_eve wyruszyła w swą pierwszą samochodową podróż do Lublina. Xmas_eve martwiła się, jak Dzidka zniesie tak długą drogę, zamknięta w transporterze, bez sikania, robienia kupy, jedzenia i picia. W związku z tym, będąc wówczas jeszcze nieopierzoną Opiekunką Kota, próbowała w drodze Dzidkę napoić (porażka) oraz na postoju wysadzić do kuwety (również porażka). Dzidka nie chciała kooperować, a xmas_eve umierała z niepokoju o stan pęcherza Dzidki. Tymczasem, zaraz po przyjeździe do Babci, Dzidka najpierw obeszła wszystkie kąty dużego lubelskiego mieszkania, a dopiero potem udała się do kuwety, gdzie zrobiła swoje pierwsze lubelskie siku.

Od tej pory Dzidka odbyła już niezliczoną ilość wycieczek do Lublina i z powrotem, każdą z nich znosząc z siłą i godnością osobistą. Z ostatniej takiej wyprawy nie wróciła jednak sama. Przyjechał z nią Stefek. Ale o tym w następnym odcinku.