środa, 25 marca 2009

Stefek

- Nie mogę wziąć drugiego kota. Nie, Dzidka będzie wściekła. Nie da mi żyć. No, nie mogę ... Zresztą, jak bym go przewiozła do Gdańska? Wychodzimy! Jedziemy do domu.
... ... ...
- No nie mogę go wziąć ... Ale sama nie wiem ... może jednak zawrócę, zapytam chociaż, czy jest zdrowy ... Zawrócę ...




Lubelska klinika weterynaryjna przy ulicy Stefczyka znajduje się na uboczu, przynajmniej z punktu widzenia xmas_eve, która, bywając w Lublinie, obraca się zazwyczaj w ścisłym centrum i jego okolicach. Jest to jednak bardzo nowoczesna i całkiem spora lecznica. Doktor R., patrząc na jej zdjęcie zamieszczone na okładce książeczki zdrowia kota, którą xmas_eve podaje mu podczas wizyt, rozmarza się zawsze i mówi: „Ach, to jest taka piękna klinika ....”. Klinikę prowadzi jakiś jego kolega, być może ze studiów, xmas_eve nigdy nie wnikała, jednak zawsze kiedy doktor R. się rozmarza, zastanawia się, czemu on się tak zachwyca, przecież sam ma świetną klinikę.

Ale do rzeczy. Kiedy pies Niuniek miał bliskie spotkanie z amstaffem z drugiego piętra, w wyniku czego coś mu się stało w łapę, Pan T. uznał, że trzeba, żeby zobaczył go weterynarz. Klinika na Stefczyka, obejrzana w internecie, budziła zaufanie, dlatego Pan T., xmas_eve oraz pies Niuniek wybrali się właśnie tam.

Po wejściu do budynku ich oczom ukazała się recepcja z ladą, za którą, na tle półek z czerwonymi teczkami zawierającymi zapewne historię wielu chorób, siedziały dwie panie oraz spora poczekalnia z ławką, krzesłami, dystrybutorem wody, kwiatkiem w rogu i dużym akwarium wbudowanym w jedną ze ścian.

Pan T. i pies Niuniek skierowali się wprost do recepcji, aby wyłuszczyć, w jakiej sprawie przybyli. Tymczasem xmas_eve, też zmierzająca w stronę recepcji, w połowie drogi skręciła w lewo, w stronę akwarium w ścianie. Zobaczyła bowiem stojącą pod nim na podłodze klatkę, a w niej dwa skulone kociaki. Na klatce była kartka, a na niej napisane, że czteromiesięczne rodzeństwo, chłopiec i dziewczynka, poszukują domu. Tym chłopcem był Stefek, a dziewczynką jego siostra, z którą niestety nie mają kontaktu.

Jak już wspomniała wyżej, xmas_eve, jakkolwiek zachwycona Stefkiem i wzruszona jego losem, z początku powiedziała, że absolutnie nie mogłaby go uratować z tej klatki i wziąć ze sobą do domu. Kiedy jednak pies Niuniek został opatrzony i wszyscy troje wyruszyli w drogę powrotną do domu, na wysokości hipermarketu Real zaczęła mieć wątpliwości. Zaczęła się łamać. Na całe szczęście Stefka przy Realu jest rondo, które xmas_eve najpierw okrążyła, mięknąc, a następnie zawróciła na nim do kliniki.

Stefek, którego imię, jak czytelnicy już zapewne się domyślili, pochodzi od nazwy ulicy, przy której znajduje się jego macierzysta klinika, jest kotem nakolanowym oraz naręcznym. Znaczy to, że lubi przebywać na ludzkich kolanach i z własnej inicjatywy na nie przychodzi. Lubi też być noszony na rękach, kładzie wtedy czule buzię na ramieniu osoby noszącej, ciało mu wiotczeje, łapa zwisa, a włączony silnik sugeruje, że jest wniebowzięty, że ktoś go nosi. Generalnie, Stefek jest kotem naczłowieczym. Xmas-eve często budzi się rano zastanawiając się, czemu czuje się, jakby do materaca przygniatał ją stukilowy ciężar. Otwiera wówczas jedno oko i widzi, że to Stefek leży jej na klacie.

Stefek musiał mieć wśród swoich przodków kangura, potrafi bowiem wybić się z miejsca na sporą wysokość po to, aby dosięgnąć wizjera w drzwiach wejściowych. Potrafi również wybić się z miejsca i przebyć w powietrzu połowę długości dużego pokoju po to, aby zapolować na Dzidkę, albo, w mniej drastycznej wersji, na myszkę.

Stefek jest jedynym znanym xmas_eve kotem, którego kroki słychać. Stefek po prostu tupie, dlatego xmas_eve zawsze wie, kiedy Stefek wchodzi do pokoju, nawet jeśli ma akurat zamknięte oczy.

Stefek jest kotem towarzyskim, nie tylko w stosunku do człowieka, ale też do innych przedstawicieli swojego gatunku, więc dołączając do aspołecznej Dzidki niewątpliwie trafił nienajlepiej. Dlatego ucieszył się, kiedy pewnego dnia na kwaterze pojawił się Teofil, chociaż z początku odniósł się do tego pomysłu z rezerwą, zaniepokojony perspektywą dzielenia codzienności z podwórkowym łobuzem. Ale o tym w następnym odcinku.