czwartek, 23 lipca 2009

Kot ze skrzydłami w paszczy

Przeczytawszy wpis gapminded o motylu zabójcy xmas_eve przypomniała sobie, jak to pewnego dnia rano, kiedy siedziała przy stole i jadła śniadanie, do kuchni wkroczył Teofil. Jego postawa i krok wskazywały na to, że właśnie odniósł jakiś sukces. Xmas_eve schyliła się do Teofila, by mu się lepiej przyjrzeć, bo zdało się jej, że z paszczy coś mu wystaje. Istotnie, jak stwierdziła ze zgrozą, z paszczy Teofila sterczały całkiem spore skrzydła.

Skrzydła te, jak skonstatowała z pogłębiającą się zgrozą, były skrzydłami owadzimi, a trzeba wam wiedzieć, że czego jak czego, ale owadów xmas_eve boi się i brzydzi najbardziej na świecie. Gwarancję nietykalności w jej mieszkaniu mają tylko biedronki. Reszta wlatuje na własne ryzyko. Tak jak ten potwór trzymany w pysku przez Teofila, który po krótkich pertraktacjach i manualnej perswazji zgodził się bestię z pyska wypuścić na podłogę, żeby xmas_eve mogła się jej jak najszybciej pozbyć z pola widzenia.

Bestia okazała się być byłą gigantyczną ćmą. Byłą, bo już nie żyła. Gigantyczną, bo od czubka głowy do końca skrzydeł miała na oko sześć centymetrów.

Czy myślicie, że xmas_eve powinna wyposażyc Teofila w obrożę z dzwonkiem, by ostrzegał zawczasu gigantyczne ćmy, że nadchodzi i oszczędził xmas_eve wątpliwej przyjemności sprzątania owadzich szczątków z kuchennej podłogi?



:-)