poniedziałek, 14 września 2009

Koty a dzieci

Xmas_eve stanęła wczoraj w kuchni, oparła się o zlew i spojrzała na swoje Koty, siedzące przed nią na kuchennej podłodze i oczekujące obiadu. Patrząc na nie uświadomiła sobie nagle coś zupełnie oczywistego, niepodważalnie prawdziwego, co jednak wyjątkowo ją tego dnia uderzyło. Uświadomiła sobie mianowicie, że Koty, inaczej niż dzieci, nigdy nie dorosną i nie usamodzielnią się. Mimo, że Koty są de facto już dorosłe, to nigdy nie będzie im można zostawić wolnej chaty na weekend i pojechać sobie, dajmy na to, do Edynburga z przeświadczeniem, że poradzą sobie same. Jak będą głodne, nie wezmą sobie czegoś z lodówki albo z szafki, dajmy na to, jeśli xmas_eve na przykład postanowi tego dnia urządzić sobie po pracy shopping spree. Jak będą się czuły niewyraźnie, nie pójdą bynajmniej same do Doktora R., żeby zaordynował im odpowiednią terapię. Nie wybiorą się nigdy na własna rękę na sobotnią imprezę, żeby xmas_eve miała wreszcie wolną chatę.

Koty w ogóle się nigdzie nie wybiorą. Koty nigdy nie pójdą w swoją stronę. To w sumie dobrze. Ale też trochę źle.