wtorek, 7 grudnia 2010

Jak ognia

Już nie raz i nie dwa przechodziło to xmas_eve przez myśl, ale zawsze starała się tę myśl z głowy wyrzucić i nie pozwalać, aby znów się pojawiła. Wczoraj jednak natrętna myśl wróciła. Brzmi ona tak: co by zrobiła, gdyby przyszło jej się nagle musieć ewakuować z mieszkania, z trzema Kotami? Kogo najpierw by łapała? W co? Czy Dzidka swoim zwyczajem zrobiłaby aferę i nie dała się zapakować do transportera? A co by z nimi zrobiła, kiedy już by się jej udało wynieść ich na ten mróz? A gdyby z kolei jej nie było w domu, żeby się ewakuować? A Koty by były?

Wczoraj xmas_eve wróciła na Hallera po osiemnastej, sterana, i to wcale nie pracą, tylko zmaganiami z zakorkowanymi zjazdami z obwodnicy do Gdańska Głównego, do którego musiała dotrzeć po południu. Pierwsze, co ją uderzyło na klatce, to otwarte na oścież okno. Nosz, co za debile, pomyślała, w takie zimno okno na oścież otwierać. Zamknęła okno i poszła dalej, a tam na półpiętrze duże okno też otwarte. Hola, hola, co z tymi oknami ... ? I coś śmierdzi na dodatek. Spalenizną. Weszła do domu. Wszystko w porządku. Dzidka jest, nic się nie dzieje. Gaz jest. Prąd też, ale widać, że nie było, bo radiobudzik zresetowany. Podeszła do balkonowego okna, żeby spuścić żaluzje i zauważyła dwoje ludzi idących chodnikiem, zapatrzonych w okna mieszkania w przeciwnym pionie. No tak, pomyślała, to wszystko jasne. Nie musi iść do sąsiadów pytać, co się stało.

Dziś zapytała. Paliło się u pijaków spod piątki. Przyjechała straż i u pijaków wybili okna. A potem kazali wszystkim wyjść przed dom...

Ma tylko nadzieje, że do Dzidki nie dotarło, co się działo.

Jak ognia boi się ognia. A jeszcze bardziej niż ognia boi się gazu.

Przeprasza za taki mało koci wpis.

:-\

niedziela, 5 grudnia 2010

Dzidki inna twarz

Od ponad dwóch tygodni Dzidka jest jedynym kotem na Hallera. Stefan i Teofil wciąż nie wrócili ze swoich kolonii na Dywizjonu i mają się tam tak znakomicie, że xmas_eve czasem zastanawia się, czy aby nie lepiej niż w domu. Kot Felicjan natomiast wrócił już na własne śmieci, bo i pan T. wrócił ze szpitala.

Im dłużej Dzidka jest sama, tym częściej xmas_eve dochodzi do wniosku, że Dzidka jest jednak stworzona do życia w kociej samotni. I że wcale nie tęskni za Stefanem i Teofilem. Oraz, że rządząc niepodzielnie w mieszkaniu na Hallera jest najszczęśliwszym kotem na tej ulicy, ba, może na całej dzielni, a nawet w całym 3M.

Samotna Dzidka pokazuje twarz, jakiej xmas_eve już dawno u niej nie widziała. Przede wszystkim, Dzidka bezustannie mruczy, a oprócz tego wydaje z siebie różne dawno zapomniane dźwięki, zwane też potocznie miauczeniem. Normalnie w wydawaniu dźwięków celuje Teofil, robi to tak przekonująco i zdecydowanie, że milkną przy nim wszystkie inne Koty, czasem tylko Stefan coś skrzeknie nieśmiało i bez przekonania. Dzidka przy Teofilu właściwie się nie odzywa. Może uważa, że szkoda strzępić język? Teraz odzyskała głos i go używa.

Dzidka żądą, by ją głaskać i drapać. Przychodzi i wciska człowiekowi w dłoń swoją głowę, każe drapać się za uchem, smyrać po pleckach, a nawet po brzuchu. Lubi to robić zwłaszcza kiedy człowiek śpi, myje zęby albo zajmuje się innymi ważnymi sprawami w łazience, ale nie tylko. Właściwie Dzidka wykorzystuje teraz każdą nadarzającą się okazję do zapewnienia sobie porcji głaskania i smyrania. Może przeczuwa, że Koty niedługo wrócą i to oni będą ustawiali się pierwsi w kolejce do smyrania?

Okazało się też, że Dzidka sypia w swojej budzie, stojącej w sypialni, w zasadzie za karę i aby pokazać focha oraz niechęć do otaczającego ją świata. Kiedy pozostałe Koty są w domu, Dzidka właściwie każdej nocy sypia w budzie, czasem tylko zamienia ją na okienny parapet. Odkąd jest sama, nie zaszczyca budy swoją osobą. Zamiast tego nieustannie zajmuje najlepszą miejscówkę w całym domu, czyli oparcie fotela w dużym pokoju, zazwyczaj zajęte albo przez Stefana albo przez Teofila. Wyleżała już w nim spory krater. Xmas_eve zastanawia się, czy oparcie kiedyś wróci do swojej podstawowej formy.

Buda służy też normalnie Dzidce do zaakcentowania swojej dezaprobaty dla odwiedzających xmas_eve gości. Kiedy goście przychodzą z wizytą, Dzidka błyskawicznie udaje się do sypialni, gdzie zajmuje budę i zazwyczaj nie opuszcza jej, aż za gośćmi drzwi się nie zamkną. W tym czasie Stefan, a zwłaszcza Teofil, tworzą komitet powitalny i nie opuszczają przybyłych ani na krok. Podczas niepodzielnego panowania Dzidki okazało się, że do niektórych gości potrafi ona wyjść natychmiast, mało tego, łaskawie dać się głaskać. Zachodzi jednak duże prawdopodobieństwo, że w tym konkretnym przypadku Dzidka poszła za głosem serca swojej pani (ymm, to znaczy podwładnej...), więc być może to się nie liczy. Trzeba ją będzie szybko wypróbować na innych gościach, zanim Koty wrócą.

Tak czy inaczej, Dzidka w swej samotni czuje się jak ryba w wodzie. Xmas_eve już dziś się martwi, jak dużego focha pokaże, kiedy Stefan i Teofil w końcu wrócą z kolonii.

-------------------------------------------------------------------------------------

Na załączonym zdjęciu Dzidka wyleguje krater na wspomnianym fotelu.

wtorek, 9 listopada 2010

Dwa tygodnie

Kot Felicjan zamieszkał na Hallera, kiedy Pan T. poszedł do szpitala na operację. Było to dwa tygodnie temu. Aby Felicjan, który jest kotem specjalnej troski, miał spokój i żeby nikt mu nie wyjadał z miski, Stefan i Teofil zostali wyekspediowani na Zaspę, na kolonie, na których przebywają do dziś. Natychmiast okazało się, że wyjadaniu z miski nie dało się w ten sposób zaradzić, bo na posterunku została Dzidka, która z uporem maniaka opróżnia Felową miskę z kulek marki RC, swoje mając w pogardzie. Xmas_eve stara się ją odpędzać, kiedy tylko ją przyłapie, ale kiedy się zagapi lub kiedy jej nie ma, Dzidka pasie się do woli.

Felicjan jest kotem, który nie lubi zmieniać miejsca zamieszkania. Kiedy przybył na Hallera, nie chciał z nikim rozmawiać ani integrować się. Jeść też specjalnie nie chciał. Postanowił poprosić o azyl w szafie z pościelą, a odkąd odkrył górną półkę z prześcieradłami, zdecydował, że to będzie odtąd jego miejsce. Którejś niedzieli zaszył się tam tak skutecznie, że xmas_eve nie mogla go znaleźć po powrocie do domu, mimo, że na tę półkę zaglądała. Oprócz tego zajrzała we wszystkie inne dostępne dla kota miejsca. Pewna, że wysmyknął się jej między nogami na korytarz, jak wychodziła i przepadł, pobiegła na dwór i okrążyła dom rozglądając się nerwowo za zaginionym.

Potem Felicjan się nieco zadomowił i uznał, że trzeba przepędzić Dzidkę, gdzie pieprz rośnie. Przy każdej możliwej okazji zasadzał się więc na nią i atakował znienacka lub całkiem otwarcie, przy misce, w kuwecie, po drodze do niej, na łóżku, pod łóżkiem, wszędzie. Nadal się jednak nie integrował z xmas_eve, nie życzył sobie, żeby go dotykać, spał sobie gdzieś, gdzie chciał i miał swój świat. Xmas_eve straciła już nadzieję, że kot Felicjan kiedykolwiek przyjdzie i sam z siebie poprosi, żeby go pogłaskać.

Wczoraj rano (jeśli tę porę można już nazwać ranem) xmas_eve otworzyła jedno oko, by ustawić drzemkę w telefonie i już miała się przewrócić na drugi bok na jeszcze małą chwilkę, kiedy kot Felicjan nagle zameldował się na łóżku i ni z tego ni z owego umościł się na ramieniu i szyi xmas_eve formując z siebie gustowny, mruczący kołnierz. Xmas_eve, świadoma powagi sytuacji i wyjątkowości tego, co się właśnie wydarzyło, zamarła i ostatecznie spóźniła się do pracy. Dziś rano zrobił to samo. Wielce prawdopodobne więc, że jutro też xmas_eve obudzi się w rudym kołnierzu.

Kot Felicjan potrzebował dwóch tygodni, żeby się przemóc i zintegrować.

Jaki wniosek z tego? Banalny chyba. Pewne sprawy wymagają czasu...

czwartek, 7 października 2010

Brak mocy

Dziś, w ramach rekompensaty za brak mocy twórczej xmas-eve i, co za tym idzie, ciszę na blogu, miało być zdjęcie. Niestety, zarówno szkiełko, jak i oko xmas_eve zawiodło (a może to ręka?) i zdjęcie wyszło nieostre tam, gdzie miało być ostre. Całe szczęście, że chociaż tam, gdzie miało być nieostre, wyszło nieostre. Xmas_eve ubolewa. Stefan nie. Twierdzi, że siedzial nieruchomo.



Xmas_eve przypomniała sobie również, że nie wywiązała się z obietnicy przyjęcia wyzwania w zabawie "To lubię" i nie napisała, co lubi. Wstydzi się. Teraz to już pewnie dawno nieaktualne :(

czwartek, 23 września 2010

Bezdomniak - Brzydal

Otóż są nowe wieści o kocie Bezdomniaku, który tymczasem zyskał nowe imię - Brzydalek. Nie jest to bynajmniej przytyk do jego wyglądu, raczej pieszczotliwy przydomek.

Brzydal niestety nadal choruje, zapalenie płuc nie chce ustąpić, mimo podawania antybiotyków. Na załączonym zdjęciu tego praktycznie nie widać, tym bardziej, że Brzydal występuje w pięknych okolicznościach przyrody.



W nowym domu ma kolegę, z którym na razie się nie przyjaźnią, jednak wiadomo, że na to trzeba czasu. Xmas_eve nadal trzyma za niego kciuki i ma nadzieje, że wszystko się ułoży.

Czytelnicy niech też trzymają.

poniedziałek, 20 września 2010

Kotów półka

Ponad rok temu xmas_eve wpadła na pomysł, że przemaluje sypialnię. Po roku wreszcie udało się jej ten pomysł zrealizować. Psychodeliczny pomarańcz odszedł w niebyt, a w jego miejsce pojawił się kolor, który spece od marketingu nazwali ciepłym kakao i drugi, który nazwali już bardziej prozaicznie, jasnym beżem.

Dlaczego xmas_eve pisze o tym u Kotów? Otóż dlatego, że na skutek malowania Koty zyskały nowy mebel do wchodzenia na, skakania z, wskakiwania z na parapet i zeskakiwania z parapetu na. Mebel nazywa się półka na książki i przed malowaniem wisiał we wnęce na drzwiami do sypialni. Do malowania trzeba go było stamtąd wyjąć. Akcja wyjmowania półki z wnęki nie pozostawiła cienia wątpliwości, że włożenie jej tam z powrotem będzie wiązało się ze sporym wysiłkiem, koniecznością pokonania krzywej ściany oraz ze stratami w świeżo nałożonych powłokach nowej farby.

Dlatego xmas_eve zadecydowała, by półki z powrotem we wnęce nie montować. Początkowo miała zamiar się jej pozbyć, np. wynosząc ją do piwnicy, jednak podczas zakrojonego na szeroką skalę sprzątania po malowaniu w pewnej chwili ją oświeciło i postanowiła półkę postawić przy ścianie pod oknem. Okazało się, że pasuje jak ulał i nawet robi dobre wrażenie. Dodatkowo, jak już wspomniała, stoi tam z korzyścią dla Kotów, które mają z niej bliżej na parapet. Co więcej, na półce mają nowego kwiatka, którego można podgryzać o 4.30 nad ranem, chrzęszcząc tajemniczo wśród nocnej ciszy.

Poza tym półka chwilowo rozwiązała problem szafek/stolików nocnych, które być miały, a ich nie ma. Xmas_eve przeczuwa, że kol. I. ją za ich brak zgani, ale to już historia, która Kotów nie dotyczy, więc nie będzie sie o tym tu rozpisywać.

Poniżej do zdjęcia łaskawie zapozował Teofil.

piątek, 3 września 2010

Kot Bezdomniak z Kartuskiej - update

Nie uwierzycie, ale zdarzył się CUD. Dziś xmas_eve wyszła wcześniej z pracy, żeby przygotować mieszkanie do remontowego bałaganu i jak zwykle na parkingu zastała Bezdomniaka, koczującego pod samochodami. Zatrzymała się więc, by nakłonić go do przemieszczenia się w okolice śmietnika, gdzie chciała dać mu popołudniową saszetkę i kulki. W trakcie, jak z nim rozmawiała, z przeciwka nadeszła pewna Pani, która zatrzymała się koło xmas_eve i kota i powiedziała, że już kilka razy dzwoniła do schroniska, ale nikt nie przyjechał.

Wywiązała się rozmowa, w toku której ta Pani, jak się później okazało, Asia, powiedziała nagle, że ona chyba Bezdomniaka weźmie, bo już nie może patrzeć na niego na tym parkingu, juz od paru dni sie nad tym zastanawia, rozmawiała z mężem, ma jednego kota, nie wie, czy się dogadają, ale nie widzi innego wyjścia. I pyta xmas_eve, czy jej pomoże. Xmas_eve, zupełnie oniemiała, ale doskonale pamiętająca, jak dwa lata już prawie temu zgarniała z parkingu chorego Teofila, popędziła do firmowego magazynu po karton. Zapakowały następnie Bezdomniaka do kartonu, po czym Pani Asia załadowała go do samochodu i pojechała do weterynarza.

Wieczorem xmas_eve zadzwoniła do Asi i dowiedziała się, że Bezdomniak ma zapalenie płuc, dostał silne antybiotyki, pani dr mówi, że sprawa jest poważna. Xmas_eve wierzy jednak, że skoro Bezdomniak radził sobie na parkingu, jadł, mył się, to po podaniu leków będzie już tylko lepiej. Musi być. Trzymajcie kciuki.

I tak sobie myśli, że jakby nie wyszła wcześniej z pracy, to nie spotkałaby Asi, nie zgadałyby się i może Bezdomniak dalej siedziałby pod samochodem, bo może Asia nie podjęłaby sama decyzji o zgarnięciu go z parkingu. Xmas_eve też potrzebowała wsparcia kol. I., żeby zapakować Teofila i zawieźć go do szpitala wtedy, dwa lata temu.

Odzyskała na chwilę wiarę w ludzi.

piątek, 20 sierpnia 2010

Kot z Kartuskiej

.....



Taki kot koczuje od paru dni pod pracą xmas_eve.
Nie wygląda dobrze.
Dostaje jeść, ale wydaje się, że to za mało.
Co robić?

środa, 11 sierpnia 2010

Koty i szafy

Dzisiejsza rozmowa z kol. Ł., który opowiadał o kotach otwierających sobie drzwi od pokoju i od szafy, natchnęła xmas_eve do napisania kilku słów na temat Kotów i szaf.

W mieszkaniu xmas_eve (ymm, to znaczy, w mieszkaniu Kotów, oczywiście) są trzy szafy wnękowe z przesuwanymi drzwiami. Jest szafa w sypialni, która zajmuje całą jedną ścianę i jest taka duża, że wchodzi do niej cały rower i nie tylko rower. Oprócz niej są dwie szafy w przedpokoju, w jednej z nich mieszka odkurzacz, sztuczna choinka, kurtki, drabina, armia siatek foliowych oraz karma i żwirek. W drugiej natomiast mieszkają buty, ostatnio wyjątkowo uporządkowane i ustawione w równych rządkach.

Wszystkie trzy Koty do perfekcji opanowały sztukę dostawania się do szaf. Co więcej, każdy ma swoją ulubioną, do której zwłaszcza lubi się dostawać. Dzidka upodobała sobie szafę w sypialni. Czasami, jeśli ma akurat taki film, o godzinie 4 nad ranem usiłuje dostać się części od okna, w której mieszka pościel. Towarzyszą temu odgłosy paszczą oraz drapania pazurami, czasem również zostaje wyciągnięte i poszarpane jakieś prześcieradło. Następnie Dzidka mości się na prześcieradłach i poszewkach, a czasami chowa się na samym dole szafy, gdzie ma spokój od Stefana i Teofila.



Ten ostatni z kolei preferuje szafę z butami. Zazwyczaj dostaje się do niej w następstwie porannej głupawki, kiedy to naskakuje na drzwi od szafy z rozbiegu, który bierze aż z dużego pokoju. Drzwi ustępują, odsuwają się, a Teofil wskakuje do środka. Jego ostatni wyczyn w szafie polegał na zarwaniu nowej półeczki wnękowej, jednej z kilku, które xmas_eve zakupiła za 5 zł w Biedronce i pieczołowicie sobie zainstalowała. Dzięki temu buty miały być bardziej uporządkowane i łatwiejsze do znalezienia. I były, dopóki Teofil tej jednej nie zarwał. Na szczęście udało się ją przywrócić do poprzedniego stanu.

Stefan natomiast włamuje się do trzeciej szafy, tej, w której, oprócz innych przedmiotów, na samym dole mieszka żwirek. Robi to przeważnie nad ranem, kiedy xmas_eve wyprasza Koty z sypialni (zostaje tylko Dzidka, która nie hałasuje, no chyba, że akurat otwiera szafę z pościelą). Jeśli xmas_eve otworzy rano oczy i usłyszy, że zza zamkniętych drzwi dochodzi odgłos intensywnego szurania, to już wie, że nie musi on wcale dochodzić z kuwety. Może wydobywać się z otwartej przez Stefana szafy, w której wyżej wymieniony właśnie dobrał się do otwartego worka ze żwirkiem, otworzył go jeszcze bardziej i rozsypał zawartość na podłodze szafy i na podłodze przedpokoju.

Wtedy xmas_eve już wie, że dzień zacznie od sprzątania.

czwartek, 5 sierpnia 2010

Stefan i szlafrok

... ... ...



- No, a jeśli faktycznie nie zawsze możemy mieć to, co byśmy chcieli, to co wtedy? - zapytała xmas_eve.
- Wtedy trzeba cieszyć się tym, co mieć możemy - powiedział Stefan.
- Czym na przykład? - zapytała xmas_eve.
- Na przykład niebieskim pluszowym szlafrokiem, który jest zawsze i można go nagniatać łapami, ile tylko się chce - odrzekł Stefan.
- Mhm, czyli jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma? - zapytała xmas_eve.
- No, mniej więcej - potwierdził Stefan.
- I to zawsze działa? - drążyła xmas_eve.
- Nie zawsze - powiedział Stefan.
- Tak właśnie myślałam - westchnęła xmas_eve.

piątek, 30 lipca 2010

Stefan i ważka

... ... ...



- Chciałbym mieć tę ważkę - powiedział Stefan, przyklejając nos do szyby.
- Nie zawsze możemy mieć wszystko to, co byśmy chcieli, Stefan - powiedziała xmas_eve przyklejając nos do szyby.
- Ale słyszałem, że chcieć to móc - upierał się Stefan.
- No, w sumie, ja też tak słyszałam ... - zamyśliła się xmas_eve.

poniedziałek, 26 lipca 2010

Wstyd Kotów

Z Kotami bywa tak, że mimo, że grzeczne i wychowane, to mogą czasem człowiekowi narobić wstydu. Jeden z takich wstydów wiąże się na przykład z czarnymi ubraniami. Człowiek wychodzi sobie z domu, niczego nie podejrzewając, w czarnych ciuchach (które, podobnie jak czarne samochody, wiadomo - wyszczuplają) i nagle, po drodze, kątem oka zauważa, że wyszczuplające czarne ciuchy są całe w kotach. W kotach Kotów. Taki człowiek już się nie wyprze posiadania w domu Kotów, nawet gdyby bardzo chciał. I mimo, że człowiek nie rusza się z domu bez rolki czyszczącej w torbie, to i tak w pewnym momencie dochodzi do wniosku, że walkę z kotami Kotów na czarnych ciuchach można porównać do walki z wiatrakami. Albo do syzyfowej pracy. Pozostaje wyrzec się czarnych ciuchów, tylko co, jeśli człowiek wyjątkowo w nich gustuje?

Drugi wstyd może wiązać się z sytuacją, kiedy do domu Kotów zawitają niespodziewani goście, a sam człowiek przyjdzie razem z nimi, po dłuższej w domu nieobecności. Wtedy, po wyjściu gości, może się okazać, że pod nieobecność człowieka Koty zrobiły bardzo skuteczny użytek z kuwety zmieniając łazienkę, z której goście musieli skorzystać, w bardzo nieprzyjazne dla zmysłu powonienia miejsce.

I co tu zrobić z takimi Kotami? Udusić?

Na koniec zdjęcie jednego z przynoszących wstyd Kotów. To kolejna odsłona cyklu Przygody Jasnej Stałki, tym razem trzymanej nieco drżącą ręką, a może to model się ruszał... W roli głównej Stefan oraz sweter z futerkiem (!), które wyżej wymieniony postanowił upolować i zamordować. Enjoy!

czwartek, 22 lipca 2010

Z cyklu ...

Dziś jest zdecydowanie za upalnie, by pisać. Dlatego dziś, zamiast tekstu będzie obraz. Jest to zdjęcie z cyklu Przygody Jasnej Stałki, w roli głównej wystąpił Kot Stefan i stół.

sobota, 17 lipca 2010

Kotów lato

Lato w tym roku Kotów nie oszczędza. Temperatura panująca w mieszkaniu nie została dotychczas zmierzona z braku termometru wewnątrz, jednak xmas_eve szacuje ją na jakieś 68,5 stopnia Celsjusza ;-), a wilgotność powietrza ocenia na jakieś 99%, tak na oko.

Szczególnie nieprzyjaznym miejscem stała się ostatnio sypialnia, która z racji wschodniego usytuowania od wczesnych godzin porannych jest już niemalże sauną parową i zostaje nią do końca dnia. Dziś sauna zaczęła się około 3 w nocy, więc xmas_eve wzięła poduszkę i razem z Dzidką udała się do dużego pokoju (Teofil i Stefan biegali, więc zostali wyproszeni do przedpokoju). Tam Dzidka umiejscowiła się na biurku, zrzucając przy okazji polisę ubezpieczeniową na tyle sprytnie, że wylądowała ona pod kanapą i mało brakowało, a by zginęła, a xmas_eve ulokowała się na kanapie, gdzie starała się zasnąć w pozycji mało komfortowej. O piątej skapitulowała, wstała i udała się na spacer z psem Niuńkiem, który przyjechał na weekendowe kolonie.

Po powrocie do domu zastała wszystkie Koty zameldowane w dusznej sypialni, rozciągnięte jak skóry z tygrysa. Za każdym razem, kiedy xmas_eve widzi Koty rozciągnięte jak skóry z tygrysa w tej saunie parowej, zastanawia się, czemu właściwie nie ulokują się w dużym pokoju, w którym, jako jedynym pomieszczeniu w domu, panuje w miarę znośna temperatura. Przecież to nie są koty egzotyczne ...





niedziela, 11 lipca 2010

Teofila guzik i folia

Xmas_eve zauważyła, że ostatnio ciągle publikuje wpisy o Teofilu. Chciałaby bardzo móc zamieścić wpis o Stefanie albo Dzidce, ale prawda jest taka, że to Teofil dostarcza codziennie najwięcej tematów do opowieści.

Xmas_eve wolałaby, by niektórych tematów nie dostarczał, dla własnego zdrowia. Do takich tematów należy na przykład temat jedzenia folii. Odkąd xmas_eve pamięta, Teofil był wielkim miłośnikiem folii. Kiedy tylko jakaś folia, zwłaszcza w postaci cienkich woreczków na zakupy, pojawia się w zasięgu jego wzroku, Teofil zbliża się zdecydowanym krokiem i przystępuje do międlenia jej w zębach. Widząc to xmas_eve również się zbliża i zdecydowanym tonem przemawia do Teofila, żeby natychmiast folię zostawił w spokoju, czego Teofil przeważnie nie robi, bo folia ewidentnie działa na niego jak narkotyk.

Do niedawna na międleniu się kończyło. Ostatnio jednak Teofil najwyraźniej przeszedł do kolejnego etapu gry pod tytułem "Wchłoń jak największy kawałek folii, a potem się go pozbądź". Któregoś dnia xmas_eve przyłapała go na dziamaniu ucha od cienkiej, zielonej, foliowej siatki, w której przybył do domu arbuz. Zanim go dopadła, ucho zostało przegryzione. Tak się jej przynajmniej wydawało - że tylko przegryzione. Okazało się jednak, że była w błędzie. Okazało się to następnego dnia, kiedy wróciła z pracy i zastała kawałek zielonego foliowego ucha w towarzystwie, tu bardzo przeprasza co wrażliwszych za te fizjologiczne szczegóły, zwymiotowanej zawartości teofilowego żołądka.

Uradowana, że od progu ma się czym zająć, zabrała się do sprzątania obiecując sobie, że od teraz wszystkie siatki będzie przed Teofilem chować. Okazało się jednak, że to nie koniec. Następnego dnia, kiedy wróciła do domu, zastała, prawie w tym samym miejscu, w takim samym jak poprzednio towarzystwie, mały foliowy woreczek ze struną, w środku którego znajdował się niebieski guzik, o taki, jak ten:



Teraz xmas_eve już wie, że musi chować przed Teofilem nie tylko foliowe siatki oraz, że jak jej guzik odpadnie od tej konkretnej bluzki, to już nie będzie miała na zapas.

----------------------------------------------------------------------------

PS. Po tygodniu katarskich (od Katar, taki kraj) upałów właśnie spadł deszcz. Teofil z miejsca się ożywił i zrobił kilka rund od balkonu do sypialni ....

niedziela, 4 lipca 2010

Teofila balkon

Teofil jest fanem balkonu. Bez wątpienia to on, ze wszystkich Kotów, balkon lubi najbardziej i spędza na nim najwięcej czasu. Nie ma co prawda na nim wielkiego pola do manewru, bo balkon przyczepiony do mieszkania xmas_eve ma jakiś metr na pól metra, tak na oko. Czyli zrobi dwa kroki w jedną stronę i już jest balkonu koniec, a kiedy położy się w poprzek, gdyby nie było siatki, ogon zwisłby mu niechybnie za balustradę.

Jednak Teofil stara się dobrze wykorzystać każdy dostępny centymetr powierzchni. Zazwyczaj siedzi i obserwuje przechodzących chodnikiem ludzi oraz przejeżdżających ścieżką rowerzystów i rolkarzy. Wiele uwagi poświęca też ptakom obsiadającym okoliczne lipy oraz gzyms budynku, znajdujący się piętro wyżej. Zwłaszcza gołębie bywają w tej materii bezczelne, siadają na wspomnianym gzymsie, tak że widać im tylko kiwające się głowy. W ten sposób drażnią się z Teofilem, który nigdy w życiu do nich nie doskoczy i one, mimo swoich ptasich móżdżków, pewnie to wiedzą.

Dużo wrażeń dostarczają mu też owady, chociaż one ostatnio pojawiają się w mniejszej ilości, ku uciesze xmas_eve, która owadów szczerze nienawidzi. Teofilowi jednak od czasu do czasu udaje się upolować muchę, z którą w zębach, z konspiracyjną miną na twarzy, wpada następnie do mieszkania, by ją zjeść. Xmas_eve goni go wówczas w popłochu, żeby sprawdzić, czy to, co Teofil ma w paszczy, nie jest przypadkiem osą.

Czasem na sąsiednim balkonie, usytuowanym na wyciągniecie reki, pojawia się pies. Jest to obcy pies, chociaż całkiem mały. Widząc psa Teofil kamienieje, przypłaszcza się trochę do podłoża i obserwuje go bardzo wnikliwie.

Dzisiaj Teofil, będąc na balkonie, łaskawie pozwolił się xmas_eve wyszczotkować, dzięki czemu trochę sierści, która zostałaby zdeponowana na dywanie, zostało na szczotce. Przy okazji szczotkowania właśnie okazało się, że Teofil leżący w poprzek balkonu zajmuje całą jego szerokość i mógłby zwiesić ogon za balustradę.

Jedyne, czego Teofil na balkonie nie lubi, podobnie zresztą, jak Stefan, który nie lubi tego nawet bardziej, to ryk silnika motocyklowego. Za każdym razem, kiedy ulicą na pełnym gazie przejeżdża jakiś użytkownik motocykla, przez niektórych zwany dawcą organów, Teofil wraz ze Stefanem, jeśli ten ostatni też się na balkonie znajduje, pryska z balkonu z prędkością ponaddźwiękową i ląduje pod łóżkiem w sypialni. Po chwili jednak na balkon wraca i od początku zaczyna swoje obserwacje świata.



czwartek, 1 lipca 2010

Poczta i Teofila gumka i zszywka

Wracając dziś z pracy xmas_eve zajrzał wreszcie do swojej skrzynki pocztowej. Wreszcie, bo zagląda do niej z rzadka, po części dlatego, że w jej klatce schodowej są dwa wejścia. Skrzynki wiszą przy wejściu od ulicy, a xmas_eve wchodzi zazwyczaj wejściem od parkingu. Po części też dlatego, że zdaje sobie sprawę, że znacznie więcej przesyłek znajdzie w skrzynce poczty elektronicznej. W pocztowej skrzynce tradycyjnej może co najwyżej znaleźć w maju fakturę za telefon, przez który rozmawiała w lutym. Albo korespondencję z banku adresowaną do poprzednich właścicieli mieszkania, którzy wyprowadzili się pięć lat temu.

Dziś jednak xmas_eve znalazła w swojej skrzynce wcale sympatyczna przesyłkę od firmy, która żywi Koty:



Jakiś czas temu bowiem xmas_eve świadomie padła ofiarą mailingu z tej firmy, czy też baneru jakiegoś, już nie pamięta. W każdym razie, posłuchała call to action, weszła na stronę i zarejestrowała Koty, podając ich płeć, wiek oraz informacje odnośnie stanu zdrowia. W zamian firma okazała się tak miła, że przysłała Kotom saszetkę na spróbowanie. Koty dziękują i czekają na jeszcze, bo w końcu powinny dostać jeszcze dwie.

Oprócz przesyłki z saszetką w skrzynce leżała ulotka reklamująca pizzerię:



Do ulotki przyczepiona była zszywką gumka, tzw. recepturka. Tylko dlatego xmas_eve wzięła ja na górę zamiast położyć na dachu skrzynek, co zazwyczaj czyni z ulotkami wrzucanymi do jej skrzynki, na której jest naklejka "Proszę nie wrzucać ulotek reklamowych".

Gumka recepturka zawsze się przyda, pomyślała, dlatego po przyjściu do domu położyła ulotkę na stole z zamiarem późniejszego odczepienia gumki i wyrzucenia ulotki. Kiedy odpalała komputer, na stole pojawił się Teofil, który już wcześniej zdążył obwąchać przesyłkę z firmy na R. Złapał ulotkę za gumkę, a następnie zeskoczył razem z nią ze stołu i udał się w nieznanym kierunku. Xmas_eve postanowiła przymknąć na to oko i kontynuowała włączanie komputera, po czym przeszła do przygotowywania Kotom obiadu.

Dopiero później, kiedy szła włączyć telewizor na Fakty, natknęła się na ulotkę leżącą na dywanie w dużym pokoju. Gumki jednak przy niej nie było. Po bliższych oględzinach stwierdziła, że gumka wraz ze zszywką została od ulotki oderwana. Zaniepokojona zaczęła jej szukać, bo wizja gumki połkniętej przez Teofila była dla niej wyjątkowo niepokojąca. Szukała w całym mieszkaniu, ale nie znalazła jej nigdzie na podłodze.

Wstępnie pogodziła się więc z faktem, że gumka została zjedzona i zaczęła pocieszać się, że może zostanie bezboleśnie wydalona, kiedy nagle zauważyła poszukiwaną zdeponowaną na siedzeniu jednego z czterech krzeseł przysuniętych do dużego stołu. Uradowana wzięła ją do ręki i stwierdziła, że brakuje zszywki ... Jej miejsce pobytu pozostaje nieustalone do teraz. Xmas_eve ma nadzieje, że w momencie odczepiania gumki od ulotki zszywka została po prostu wystrzelona przez gumkę w nieznanym kierunku i dlatego nigdzie jej nie ma. W każdym razie Teofil nie wygląda, jakby połknął cokolwiek oprócz tuńczyka i kulek wspomnianej firmy na R.

poniedziałek, 21 czerwca 2010

Głód Kotów

Kiedy Koty są głodne, okazują to w bardzo różny sposób, każdy po swojemu.

Stefan, dopóki xmas_eve nie zjawi się w kuchni, nie daje żadnych znaków, że chętnie by coś przekąsił. Kiedy już jednak sięgnie po jedzenie, a zwłaszcza jeśli tym jedzeniem jest saszetka albo puszka z tuńczykiem i krewetkami, Stefan zaczyna dreptać w te i z powrotem u stóp xmas_eve. Idzie, donośnie tupiąc, w jedną stronę, zawraca, znowu tupiąc robi kilka kroków w przeciwnym kierunku, po drodze ociera się o łydki xmas_eve, wydobywającej zawartość saszetki na miskę, znowu zawraca ... Jeśli wydobywanie zawartości saszetki trwa za długo, Stefan się niecierpliwi, wskakuje na blat i tam kontynuuje swoje dreptanie. Idzie w stronę piekarnika, mija płytę, zawraca, lawiruje między miskami, balansując na krawędzi mija zlew, przechodzi na parapet. Jeśli w tym momencie xmas_eve nakaże mu natychmiast zejść, Stefan szybko dokonuje w głowie kilku niezbędnych obliczeń, wybija się i daje ogromnego susa na stojące daleko, bo aż przy stole, krzesło. Po skonsumowaniu zawartości swojej miski, kiedy ją w końcu dostanie, Stefan pędzi pod przeciwległą ścianę, gdzie punkt gastronomiczny ma Dzidka, z nadzieją, że załapie się na resztki z jej stołu.

Dzidka, podobnie jak Stefan, nie oznajmia, że jest głodna nigdzie poza kuchnią. Przed posiłkiem, kiedy trwa napełnianie misek, grzecznie siedzi przy swoim stanowisku i czeka z nabożeństwem w oczach. Jeśli jednak miedzy kocimi posiłkami xmas_eve zagapi się i zabawi w kuchni dłużej niż by to było wskazane, zaczyna czuć na swoich plecach (bo przeważnie siedzi wtedy przy stole) świdrujące spojrzenie. To Dzidka, siedząc nad pustą miską, patrzy na nią wymownie i z wyrzutem. Trzeba dodać, że Dzidka miedzy posiłkami absolutnie jeść nie powinna, a jeśli będzie, to skończy marnie jako porośnięta futrem kulka sadła.

Xmas_eve, która ma miękkie serce (przynajmniej do Kotów), zazwyczaj ulega wymownemu spojrzeniu Dzidki i dosypuje jej do pustej miski parę kulek. Kulki natychmiast znikają, miska znów zionie pustką, a Dzidka siedzi dalej. Czasami, aby pokazać, jak bardzo opadła już z sił z tego głodu, kładzie się koło miski i kontynuuje wymowne patrzenie. Wówczas xmas_eve definitywnie wynosi się z kuchni.

Teofil, jak na króla życia przystało, o fakcie bycia głodnym oznajmia głośno, dobitnie i skutecznie. Teofil bywa najbardziej głodny o 3.30 nad ranem. Swoją potrzebę napełnienia żołądka sygnalizuje galopując z przytupem z sypialni, przez przedpokój do kuchni i z powrotem. W przypływie dobrego humoru wpada też czasem z impetem pod łóżko, kładzie się na plecach, zaczepia pazury o stelaż i przebierając łapami przesuwa się, froterując jednocześnie sobą podłogę, w górę i dół łóżka. Wydaje przy tym cała gamę odgłosów, od gruchania, przez kwiki aż do wrzasków.

Na głodowe nocne harce Teofila xmas_eve reaguje na dwa sposoby: albo czeka, aż Teofil wybiegnie z sypialni i zatrzaskuje za nim drzwi, albo, jeśli za zamkniętymi drzwiami galopada nie ustaje, włącza autopilota i idzie napełnić miski.

Kiedy są już w kuchni, niecierpliwy Teofil biega oraz wskakuje na blat. Jeśli napełnianie misek trwa za długo, robi się jeszcze bardziej niecierpliwy i zaczyna z tego głodu podgryzać Stefana. Dopada drepczącego w te i wewte, obejmuje go czuje za szyję i gryzie w ucho. Stefan wydaje z siebie wówczas skrzek i strząsa Teofila, który już po chwili jednak przyssany jest do drugiego Stefowego ucha.

Na koniec nie można nie wspomnieć o tym, że po zjedzeniu tego, co ma w misce, Teofil idzie żebrać do xmas_eve. Interesuje go głównie żółty ser, bo wędlina już dawno przestała na stole gościć. Domaga się też jogurtu naturalnego i śmietany, nie pogardzi jajkiem, a dziś przypomniał xmas_eve, że jego ulubionym warzywem jest bób:

czwartek, 17 czerwca 2010

Drzwi

Są takie koty, które posiadły trudną umiejętność otwierania sobie drzwi zamkniętych na klamkę. Podpatrzywszy zapewne, jak z drzwiami z klamkami (które są przeciwieństwem drzwi bez klamek) radzą sobie ludzie, uczą się skakać na klamkę. Klamka ustępuje pod ciężarem kota i drzwi otwierają się.

Koty, na szczęście xmas_eve, a na swoje nieszczęście, nie opanowały tej sprawności. Jeśli któreś drzwi, na przykład drzwi do sypialni, zostaną przed nimi zamknięte, stosują jednak szereg innych zabiegów zmierzających do tego, by je otworzyć.

Najbliżej otwierania klamką jest Stefan, który, próbując drzwi sforsować, skacze w górę i zawiesza się przednimi łapami na obramowaniu jednej z dwóch "szyb" z pleksi, które są w drzwiach wmontowane, jedna wyżej, druga niżej. Stefan wiesza się na tej górnej. Na skutek wieszania się oryginalna okleina drewnoudająca w tym miejscu przestała istnieć. Przestała również istnieć kupiona w markecie budowlanym okleina meblowa, którą xmas_eve nakleiła w miejsce tej oryginalnej.

Teofil natomiast wybiera taktykę nękania. W przeciwieństwie do Stefana, jego działania skupiają się na dolnej szybie z pleksi. Jeśli Teofil zastanie zamknięte drzwi i chce, by zostały one otwarte, siada na zadzie i przednimi łapami drapie metodycznie, raz koło razu, w pleksi. Odgłos, jaki w wyniku tego powstaje o godzinie 3.30 w nocy, w kompletnej ciszy, która naokoło panuje, można przyrównać do ryku koparki pod samym sypialnianym oknem. Albo przynajmniej kosiarki. Kiedy xmas_eve nie może już znieść tego hałasu, wstaje i drzwi Teofilowi otwiera.

Parę dni temu okazało się jednak, że oprócz taktyki otwierania drzwi, Teofil zna tajemny sposób na drzwi za sobą zamykanie. Któregoś dnia, a raczej którejś nocy, Teofil rozpoczął swoje conocne harce z zegarkiem w ręku, o 3.30. Zazwyczaj słysząc rozrabiającego Teofila, xmas_eve, która chce mieć święty spokój przez resztę nocy, włącza autopilota i udaje się do kuchni celem napełnienia misek. Jest to jedyna skuteczna metoda na Teofila harce. Po skonsumowaniu przez wyżej wymienionego zawartości miski ustają one, jak nożem uciął.

Tym razem jednak xmas_eve nie zdążyła włączyć autopilota. Otworzyła tylko jedno oko, którym zarejestrowała wybiegającego z sypialni Stefana, za nim Teofila, a za nimi zatrzaskujące się drzwi.

Trzeba dodać, że drzwi od sypialni trzeba za sobą pociągnąć wychodząc, a nie popchnąć. Nie trzeba dodawać, że xmas_eve była z takiego obrotu sprawy bardzo zadowolona.

środa, 16 czerwca 2010

Simple&Modern

Xmas_eve odczuła dziś nieodpartą potrzebę zobaczenia jakiegoś ładnego projektu graficznego. Ponieważ wyprawa na Gdynia Design Days z kol. M. nie doszła do skutku, postanowiła siąść sobie w kąciku i samodzielnie zaprojektować Kotom nowy nagłówek, którego następnie zdecydowała się użyć w nowym szablonie bloga oferowanym przez blogger.com.

Nie wie, czy projekt wyszedł ładny, starała się w każdym razie, żeby było w miarę równo. Koty jeszcze się nie wypowiedziały. Może to i dobrze, bo zdjęcia mogą się jeszcze zmienić. Jasna stałka wróciła do łask, możliwe więc, że dostarczy jakiegoś lepszego materiału w najbliższym czasie.

Tak czy inaczej, Koty zapraszają do odwiedzania bloga w nowym szablonie i z nowym nagłówkiem. Kolejne wpisy już wkrótce. Stay tuned.

wtorek, 15 czerwca 2010

Teofila źdźbło szczypiorku

Dziś rano malująca prawe xmas_eve oko zobaczyła w odbijającej jak lustro, błyszczącej matrycy swojego laptopa Teofila, który za jej plecami wskoczył na blat kuchenny, skierował się do zlewozmywaka i zanurkował głową i przednimi łapami między stojące w nim naczynia. Xmas_eve była pewna, że zwabiły go resztki ryby, która miał na śniadanie i próbuje je teraz wyciągnąć i skonsumować.

Po chwili jednak zorientowała się, że nie chodzi wcale o rybę, tylko o źdźbło szczypiorku, które się w zlewie zaplątało. Teofil zręcznie wyłuskał szczypiorek spomiędzy kubków i talerzy i ruszył z nim w tango po podłodze. Widząc to xmas_eve czym prędzej rzuciła swoje cienie i tusze i pospieszyła po aparat, by zarejestrować Teofilowe ze szczypiorkiem wybryki. Oto i one. Zaleca się oglądać z głosem, bo Teofil wydaje na filmie odgłos paszczą i to niejeden, a jeden nawet wprost do kamery.

video

Po powrocie z pracy xmas_eve szczypiorku nigdzie nie znalazła. Czyżby został skonsumowany po udanej zabawie?

Dzidki czad na lekkich dragach

Kol. G zamówiła wpis o Dzidce, więc oto jest:

Xmas_eve zawsze zachodzi w głowę, skąd Dzidka wie, że goście już sobie poszli. Jeśli kojarzy z ich wyjściem odgłos zamykanych drzwi wejściowych, to skąd ma pewność, że wszyscy wyszli, że nikt nie został w dużym pokoju albo kuchni?
W każdym razie, jak tylko drzwi zamkną się za gośćmi, Dzidka natychmiast wyłania się ze swojej kryjówki i przystępuje do inspekcji.

Tym razem tez tak było. Jak tylko drzwi się za Gośćmi w niedzielę zamknęły, Dzidka wyłoniła się z sypialni i zaczęła chodzić po śladach. Zebrała zapachy w przedpokoju, po czym przeszła do dużego pokoju i zatrzymała się dłużej w miejscu, gdzie stał transporter Rozalki. Węszyła tam wnikliwie, zbierając każdą chyba cząstkę zapachu obcego kota, jaka się jeszcze ostała, a następnie ruszyła w stronę stołu, pod którym Rozalka podczas wizyty zajęła jej osobiste, prywatne krzesło.

Nie dotarła tam jednak. Po drodze zaleciała ją fascynująca woń walerianowych tabletek, których kilka wysypało się na dywan podczas zabawy Teofila i Stefana. Dzidka przystanęła, zaintrygowana zapachem, zaczęła węszyć z nosem przy samym dywanie, a następnie wykonała fikołka przez prawe ramię, kulnęła się zgrabnie na podłogę i przystąpiła do radosnego tarzania się w walerianowych oparach.

"Dawali czasem czadu, bo lubili lekkie dragi" xmas_eve zanuciła sobie pod nosem słowa piosenki z czasów licealnych. Widać czasem i Dzidka da trochę czadu, zwłaszcza jak wspomoże się lekkim dragiem.

niedziela, 13 czerwca 2010

Goście, goście cz. III

Xmas_eve czuje się w obowiązku donieść Czytelnikom, że podczas dzisiejszej wizyty miała miejsce próba nakłonienia Kotów do zażycia substancji odurzających. Kiedy niczego nie podejrzewające (niepodejrzewające) Koty zajmowały się obserwacją Rozalki, Kol I. wyciągnęła ze swojej torebki fiolkę. W fiolce tej znajdowały się tabletki uspokajające sporządzone na bazie waleriany. Kol. I. pogrzechotała fiolką, a następnie rzuciła ją w kierunku Teofila.

Warto wspomnieć, że Teofil jest ze wszystkich trzech Kotów najbardziej chętny do zażywania substancji, zwłaszcza drogą wziewną. Doskonale wie, gdzie xmas_eve trzyma spraj z kocimiętką. Za każdym razem, gdy szuflada, w której leży, jest otwierana, Teofil natychmiast pojawia się obok, wydaje odgłos paszczą, nurkuje do szuflady i w tej pozycji ociera się o butelkę ze sprajem. Wówczas xmas_eve nie ma innego wyjścia, musi popsikać sprajem drapak Kotów, żeby Teofil, a z nim reszta, mogli się wokół drapaka potarzać i ponapawać.

Kiedy kol. I. rzuciła Teofilowi fiolkę, ten przez chwilę wąchał ja wnikliwie, po czym natychmiast doznał odlotu:

video

Po chwili dołączył Stefan:

video

Rozalka pozostała na substancje odurzające obojętna.

Goście, goście cz.II

Około 16.00 przybyli goście w składzie: kol. G, kol I. oraz Rozalka. Rozalka, atrakcyjna liliowa szatynka, przybyła razem z kol. G., aby poznać Teofila i Stefana. Przybyły też, aby poznać Dzidkę, ale Dzidka, jako znana jednostka aspołeczna, nie raczyła gości zaszczycić swoją osobą i całą wizytę spędziła w sypialni.

Teofil i Stefan wręcz przeciwnie, nie odstępowali nowej koleżanki na krok. Nie przejmowali się zbytnio tym, że od czasu do czasu na nich syczała, a nawet powarkiwała. Krążyli wokół jej transportera z nadzieją, że w końcu go opuści i pogania z nimi po mieszkaniu, a oni zabiorą ją na balkon, żeby pokazać tramwaje i gołębie na lipie oraz na parapet do sypialni, żeby pooglądać wspólnie muszki, a potem wskoczą na parapet kuchenny i poczęstują ją marnymi resztkami kociej trawy.

Rozalka była jednak trochę nieśmiała i nie dała się wciągnąć do zabawy. Wyszła co prawda z transportera, ale z Kotami postanowiła na razie się nie bratać. Po ostrożnym obejściu dużego pokoju zajęła strategiczną pozycję pod stołem, na jednym z krzeseł, skąd obserwowała Koty.

Teofil i Stefan wykorzystali moment nieuwagi Rozalki i zameldowali się do jej transportera. Widać było, że są pełni uznania dla mięsistego kocyka, który tam zastali. Gdyby Dzidka do nich dołączyła, doceniłaby zapewne brak otworu do głaskania kota, który w tym modelu zastąpiony jest otwieraną kratką na całej powierzchni dachu.

Koty nie obraziły się na Rozalkę, że się nie chciała bawić. Uznały, że to syndrom pierwszej wizyty. Liczą na kolejne odwiedziny.



------------------------------------------------------------------------
PS. Jeśli kol. M. woli, żeby ja przemianować na kol. G., niech da znać, bo xmas_eve miała dylemat.

Goście, goście cz. I

Zaczęło się od tego, że xmas_eve zaprosiła na dzisiejsze popołudnie gości. W związku z tym zaraz po obiedzie zabrała się do przygotowywania dla nich poczęstunku. W menu miała znaleźć się sałatka z tuńczyka (tuńczyk, kukurydza, czerwona papryka, żółta papryka, cebula, orzeszki ziemne solone, majonez) oraz sałatka serowa (mix sałatowy, camembert, ser żółty, gorgonzola, feta, winogrona, pestki dyni, sos Knorra balsamico).

Koty spały w sypialni (Stefan i Teofil na łóżku, Dzidka na parapecie), kiedy xmas_eve wyłożyła na blat roboczy składniki na pierwszą z nich. Wzięła do ręki puszkę z tuńczykiem w sosie własnym i zafrasowała się nad nią. Czytelnicy muszą wiedzieć, że zrobienie w domu xmas_eve sałatki z tuńczyka nie jest ot tak, po prostu, zrobieniem sałatki z tuńczyka. Odgłos otwieracza do puszek chroboczącego o metalowe wieko działa bez pudła i zawsze, ale to zawsze powoduje nagły i zmasowany napływ Kotów do kuchni. Napływ ten wzbogacony jest o odgłosy paszczą wydawane przez Teofila. Czasami Koty dają się nabrać i w ten sam sposób reagują na otwieranie puszki z kukurydzą albo koncentratem pomidorowym. Dopiero na widok (i zapach) zawartości, odchodzą, zawiedzione. Nie trzeba chyba dodawać, że xmas_eve musi się za każdym razem tuńczykiem z Kotami podzielić.

Ponieważ Stefan ma zakazane jedzenie ryb ze względu na swoje problemy z pęcherzem, xmas_eve zależało, żeby koty nie dowiedziały się, że właśnie otwiera puszkę z tuńczykiem. W związku z tym wpadła na pomysł, że zamknie się z puszką i otwieraczem w łazience. Tak też zrobiła. Zamknęła za sobą cicho drzwi, umieściła puszkę na krawędzi wanny, sprawnym ruchem otworzyła ją zostawiając wieczko nie do końca odcięte od reszty, otworzyła drzwi, przeszła do kuchni, podeszła do zlewu, przechyliła puszkę jednocześnie naciskając wieczkiem zawartość, żeby odcedzić sos własny i postawiła puszkę z odcedzonym tuńczykiem na blacie. W chwili, gdy widelcem podważała wieczko, żeby zacząć wyjmować tuńczyka, usłyszała za sobą odgłos paszczą wydawany przez Teofila. Teofil był już obok, za nim nadciągał Stefan.

Skąd dowiedziały się, że oto została otwarta puszka z tuńczykiem? Nie wiadomo.
Co ciekawe, Dzidka, miłośniczka tuńczyka w sosie własnym, tym razem nie wykazała refleksu i pozostała na swoim miejscu, na parapecie.

czwartek, 10 czerwca 2010

Długi weekend kotów

W długi weekend xmas_eve musiała wyjechać. W związku z tym koty też wyjechały, na szczęście nie tak daleko jak xmas_eve, znacznie bliżej, na Zaspę, gdzie miały pozostawać pod opieką mamy.

Mało brakowało, a do przetransportowania kotów wcale by nie doszło, bo z chwilą, kiedy xmas_eve zapakowała Dzidkę do dużego transportera, Dzidka dostała szału i postanowiła transporter roznieść w drobny mak. Xmas_eve odwróciła się na chwilę, żeby sięgnąć po skarpetki, a kiedy wróciła, Dzidka wystawała głową i jednym barkiem przez mały otwór w dachu transportera. Otwór ten, zazwyczaj przykryty klapką, służy do głaskania kota przebywającego w środku. Teraz klapka została wypchnięta, a Dzidka tkwiła w otworze i nie mogła ruszyć się ani do przodu ani z powrotem.

Przez chwilę xmas_eve miała wizję, że zamiast na pociąg pojedzie na sygnale do kliniki, gdzie panowie weci wytną nożycami kota uwięzionego w otworze do głaskania. Na szczęście, po krótkich pertraktacjach i względnym uspokojeniu rozjuszonego zwierza, udało się go nakłonić do zzipowania się i przeciśnięcia z powrotem do środka bez wyłamywania sobie barku.

Po szczęśliwym odwiezieniu całej trójki na Zaspę xmas_eve wyruszyła na drugi koniec Polski. Stamtąd codziennie dzwoniła, by zapytać, czy koty dobrze się sprawują, czy nie rozrabiają, czy sikają i czy Stefan bierze lekarstwa. Pewnego dnia dowiedziała się, że Teofil w nocy wszedł na wiszące szafki kuchenne i urzędował tam, a efekt jego urzędowania był taki, że wiklinowy kosz na zakupy, który na szafkach stał, spadł z może nie hukiem, ale na pewno swego rodzaju łoskotem, na kuchenną podłogę.

- Teofil pewnie chciał się zapakować do kosza - stwierdziła xmas_eve - całe szczęście, że nie spadł razem z nim.
- Hm, no nie wiem, czy nie spadł - powiedziała na to mama - jak weszłam do kuchni i zapaliłam światło, Teofil był na podłodze, koło kosza.

Hmm, no tak, pomyślała xmas_eve, przecież Teofil, w przeciwieństwie do Dzidki, nie umie schodzić z szafek kuchennych. Nie miał więc innej opcji, jak tylko spaść.

- A nic mu się nie stało? - spytała.
- Nie, dziś rano latał z zadartym ogonem - powiedziała mama.

Wynika z tego, że tylko Stefan był grzeczny, nie dokazywał i grzecznie przyjmował lekarstwo.

Koty ...

... reaktywacja.

poniedziałek, 17 maja 2010

Był sobie dzwonek

W sypialni na karniszu wisiał sobie dzwonek. Był to tak zwany dzwonek wietrzny, wyposażony w metalowe rurki, które przy poruszeniu, na przykład lekkim powiewem wiatru, uderzają o siebie wydając delikatny dźwięk.

Dzwonek ów znalazł się w posiadaniu xmas_eve pewnego grudniowego dnia wiele lat temu, kiedy to obchodziła swoje dwudzieste któreś urodziny i Koleżanki z Organizacji postanowiły zrobić jej prezent. Dzwonek był szczególny, bo oprócz zestawu metalowych rurek wyposażony był w dwa drewniane koty, z których jeden umieszczony był u góry, a drugi dyndał u dołu w charakterze wahadła.

Odkąd xmas_eve dzwonek dostała, wisiał on nieprzerwanie na jej karniszu, najpierw w starym, a potem w nowym mieszkaniu, aż ostatnio został zdjęty przy okazji prania firany i nie został z powrotem powieszony, nie wiadomo właściwie dlaczego. Leżał sobie na parapecie, schowany częściowo po posłaniem Kotów Trojga, które parapet sypialniany szczególnie sobie upodobały (może dlatego, że jest to jeden z dwóch dostępnych w domu parapetów i jedyny nie zamieszkany przez kwiaty, szczypior i jabłka w misce z bambusa).

Za każdym razem kiedy xmas_eve zamykała lub otwierała okno w sypialni natykała się na dzwonek leżący na parapecie i myślała sobie, że trzeba go z powrotem powiesić. Jednak jakoś nie mogła w tej kwestii przejść od słów do czynów. I dzwonek dalej leżał.

W ostatnią niedzielę rano xmas_eve zerwała się bladym świtem, czyli o ósmej, by wyprowadzić na dwór psa Niuńka, który przebywał z wizytą. Spacer trwał dłużej niż zwykle, bo Niuniek ociągał się, czytał i wysyłał smsy, a na koniec zakochał się w buldożce francuskiej i postanowił poprosić o azyl na ulicy Kochanowskiego.

Po przyjściu do domu xmas_eve zapędziła psa Niuńka do łazienki, a sama weszła do kuchni, by postawić wodę na gazie. Wtedy jej zdumionym oczom, na środku kuchennej podłogi ukazał się dzwonek. Leżał w dramatycznym nieładzie, poplątany, a co gorsza, "zdefragmentowany" - kot-wahadło oddzielił się od reszty dzwonka i spoczywał obok metalowych rurek.

Postawszy chwile w osłupieniu schyliła się i podniosła dzwonek z podłogi. Gdy poplątane rurki zadźwięczały smętnie, Stefan, obserwujący całą scenę z przedpokoju, nagle okazał zastanawiający niepokój i czmychnął do sypialni.

Xmas_eve woli nawet nie dociekać, co dokładnie zaszło, jak długo trwało bieganie z dzwonkiem przyczepionym do kota i co pomyśleli sąsiedzi z dołu, słysząc o ósmej rano w niedzielę dźwięk metalowych rurek uderzających o panele podłogowe. Wydaje się jej, że ten dźwięk nie był z gatunku tych, które wydaje dzwonek wietrzny poruszany lekkim powiewem wiatru ...



------------------------------------------------------------------------------
PS. Przy okazji robienia zdjęcia dzwonka xmas_eve na chwilę przypomniała sobie, jak to jest robić fotki jasną stałką. Ach! Musi znów zacząć praktykować.

środa, 12 maja 2010

Król życia

O Teofilu, królu życia, było już pisane. Xmas_eve, nie mając chwilowo nic ciekawszego do powiedzenia, uprzejmie donosi, że Teofil nadal królem życia jest i bierze z niego garściami. Bezwzględnie egzekwuje swoje przywileje, takie na przykład, jak śniadanie o 3.30 rano, wstęp do sypialni, ser żółty i śmietanę na kolejne śniadanie i jeszcze parę innych. Teofil nie dopuszcza myśli, że czegoś mógłby nie dostać. To wszystko oraz jeszcze więcej, się naturalnie Teofilowi należy.

środa, 5 maja 2010

Szymek

Xmas_eve znalazła dziś takie coś na Facebooku:

http://www.facebook.com/event.php?eid=107953872580541

Podajcie proszę dalej.

wtorek, 4 maja 2010

Konserwacja nadajnika

Koty mają aktualnie przerwę techniczną na konserwację nadajnika.
Odezwą się, jak tylko będą mogły, czyli już wkrótce.

W międzyczasie donoszą, że xmas_eve wróciła z Miasta, Którego Nie Ma i powiedziała, że tam też trawa jest bardziej zielona. Kotom oczywiście nic nie przywiozła, niby że miała limit bagażu. Nie żeby Koty się spodziewały prezentów. Ale jakiś wyspiarski specjał dla catów mógłby być całkiem interesujący.



Ale napraszać się nie będą, co to to nie.

środa, 21 kwietnia 2010

10 kg bagażu podręcznego



Walizka cabin size - 2.3 kg, Teofil - 6 kg. Wejdzie więc jeszcze suszarka do włosów i kosmetyczka. Ciuchy trzeba będzie kupić na miejscu.

----------------------------------------------------------------------
Od niemal tygodnia, od kiedy islandzki wulkan o niewymawialnej nazwie zionął pyłem w europejską przestrzeń powietrzną, xmas_eve i kol. M. trwają w stanie zawieszenia. Polecą, czy nie polecą?

Kotom jest najwyraźniej wszystko jedno, chociaż xmas_eve chciałaby wierzyć, że robi im jednak różnicę, kto z nimi w domu przebywa. Niestety, z doniesień docierających do niej po każdej nieobecności wynika, że tylko Dzidka jest Kotem, którego ma na własność.

Tak czy inaczej, wszystkie znaki, zwłaszcza na niebie, wskazują na to, że samolot do Miasta, Którego Nie Ma, jednak w piątek wystartuje. W międzyczasie Teofil wypróbował i pozytywnie zaopiniował kabinówkę, która następnie została w 90% spakowana i waży tylko 5 kg. To duży sukces w wykonaniu xmas_eve, która jest znana z tego, że zawsze ma największy bagaż z całej wycieczki.

Na koniec, Stefan ...



... ostrzega: Lawnmowers may not be carried in any baggage.

czwartek, 8 kwietnia 2010

Program "łóżko"

Okazuje się, że Koty są zaprogramowane. W sumie xmas_eve nie powinna pisać, że okazuje się, bo od dawna podejrzewała, że Koty działają pod dyktando prostych funkcji typu if ... then. Nie sądziła dotychczas jednak, że funkcje te zawiadują życiem Kotów w dziedzinach innych niż jedzenie i defekacja (za przeproszeniem, oczywiście).

Dziś wczesnym wieczorem xmas_eve, sterana życiem, wzięła laptopa i udała się z nim do sypialni, gdzie zaległa na zaścielonym łóżku w pozycji bocznej-podpartej-niewygodnej. Zasadniczo nigdy nie zalega z laptopem na łóżku, ani za dnia ani wieczorem, ale dziś postanowiła zrobić coś inaczej niż zwykle, by monotonia dnia codziennego nie zabiła jej z kretesem.

Leżąc w pozycji bocznej-podpartej-niewygodnej ze wzrokiem utkwionym w Facebooku i Gmailu kątem oka zarejestrowała wzmożony ruch wokół łóżka i siebie na nim leżącej. Już po chwili stwierdziła na łóżku obecność Stefana i Teofila, Dzidka natomiast uplasowała się nieopodal na pufie, tylko dlatego, że jej zarezerwowana miejscówka była częściowo zajęta przez Teofila. Oba Koty ułożyły się, nieco chyba zdezorientowane, jak do spania. Podobnie jak Dzidka.

Wniosek z tego taki, że Koty ktoś zaprogramował na okoliczność spania mniej więcej tak:

{Jeśli ONA leży na łóżku to ja też leżę na łóżku}






:-)

wtorek, 6 kwietnia 2010

Teofil i Święta - z ostatniej chwili

Dziś po powrocie z pracy xmas_eve, wiedziona przeczuciem, skierowała od razu swoje kroki do dużego pokoju. Podeszła do stołu, by skontrolować zawartość koszyka. Było tak, jak się obawiała. A nawet gorzej. W koszyku brakowało kurczaka i barana.



Kurczak został po krótkiej chwili zlokalizowany pod stołem. Miejsce pobytu baranka do chwili obecnej pozostaje nieznane.

---------------------------------------------------------------------

PS: Z zupełnie ostatniej chwili: po powrocie xmas_eve ze sklepu, w którym nie było toreb w rozmiarze kabinowym, baranek objawił się przy wejściu do dużego pokoju. Nadal nie wiadomo, gdzie do tej pory przebywał.

poniedziałek, 5 kwietnia 2010

Teofil i Święta

Jak już ustaliliśmy, Teofil to typ, który czerpie z życia garściami. Dlatego też, w przeciwieństwie do niektórych narzekających, że znowu święta i w związku z tym trzeba sprzątać, przygotowywać, jeść, chodzić w gości i gości przyjmować, cieszy się, że kolejne święta nastały.

Radość Teofila związana z Wielkanocą koncentruje się wokół koszyczka z tak zwaną "święconką". Tak zwaną, ponieważ xmas_eve co prawda maluje pisanki i robi to prawie co roku od niemal dwudziestu siedmiu lat razem z kol. K., z którą mogą się cały rok nie widzieć, ale wspólnego malowania jaj nie odpuszczą, jednak jaj tych następnie nie święcą, z paru powodów. Więc "święconka" jest w domu xmas_eve po prostu koszykiem pełnym kolorowych, popękanych jajek (żadna siła nie jest w stanie powstrzymać ich od pękania podczas gotowania), którym towarzyszy kurczak i baran oraz czasami zielone gałązki czegoś tam, co nie wiadomo jak się nazywa, ale każdy pewnie wie, o co chodzi.

Jak każdy nowy obiekt w zasięgu wzroku, koszyk wielkanocny wzbudza żywe zainteresowanie Kotów, które, jak tylko zajmie on miejsce na stole w dużym pokoju, wskakują i dokładnie obwąchują jego wnętrze i zewnętrze. Jednak ani Stef ani Dzidka nie posuwają się dalej, poprzestając na wrażeniach zapachowych. Co innego Teofil.

W zeszłym roku, w niedzielę wielkanocną xmas_eve obudził tajemniczy odgłos, jakby ktoś toczył obły obiekt po panelach podłogowych. Wstała więc i poszła sprawdzić, co się dzieje. Okazało się, że dziwnym trafem drzwi do dużego pokoju, zawsze na noc zamykane, stały otworem. W środku znajdował się Teofil, który właśnie pobrał sobie ze stojącego na stole koszyka jajko i turlał je po podłodze.



W tym roku jajko nie zostało pobrane, chociaż Teofil wyraźnie próbował powtórzyć numer sprzed roku, bo w skorupce zielonej pisanki w tajemniczy sposób pojawiła się dziura, jak od kła. Pisanka została jednak w koszyku. Teofilowi udała się za to inna sztuczka. Uruchomił swoje dzikie instynkty i wykradł z kosza ...



kurczaka, którego następnie przeczołgał po panelach aż do kuchni (widocznie baran bronił się rogami i nogami i nie dał się wziąć żywcem).

video

Xmas_eve zastanawia się, co Teofil szykuje na przyszłoroczną Wielkanoc.

-----------------------------------------------------------------------
PS1. Dziś, zaraz po otwarciu drzwi do dużego, kurczak w tajemniczy sposób pojawił się na podłodze w przedpokoju.

PS2. Xmas_eve zwraca uwagę czytelników, zarówno na zdjęciu, jak i na filmie, na przyglądającego się ekscesom Teofila Stefana, który nigdy w życiu nie wpadłby na to, żeby wyjąć z koszyka jajko lub kurczaka.

wtorek, 30 marca 2010

Goście swoi i obcy

Kiedy do xmas_eve przychodzą goście, w komitecie powitalnym u drzwi zawsze czeka Teofil, który nie boi się dźwięku domofonu i podczas gdy reszta Kotów ucieka w popłochu pod łóżko, zostaje dzielnie na posterunku.

Teofil nie różnicuje gości na swoich i obcych, czyli na często wizytujących znajomych, przyjaciół i rodzinę oraz na sporadycznie wizytujących hydraulików, serwisantów piecyka i agentki ubezpieczeniowe. Jednych i drugich wita równie serdecznie i życzliwie.

Zanim Teofil nastał na Hallera, xmas_eve znała tylko stosunek do gości w wykonaniu Dzidki. Stosunek ten przejawia się skrajną postawą aspołeczną, wycofaniem i strachem. W sprzyjających okolicznościach, średnio po dwóch godzinach kwarantanny pod łóżkiem w sypialni, Dzidka może ewentualnie wyjść do gości, ale nawet wtedy udaje, że ich tam nie ma. Nie wchodzi z nimi w żadne interakcje, po prostu wkracza do pokoju i układa się na pufie, jakby nikogo tam nie było.

Teofil nadał wizytom swoich i obcych zupełnie inny wymiar. Xmas_eve ma mieszane uczucia odnośnie tej jego wylewności i sądzi, że gdyby wyekspediować go z którymkolwiek z gości, poszedłby śmiało nie oglądając się za siebie. Nie wie, czy powinna się z tego faktu cieszyć, czy nim smucić.

Stefan stara się dotrzymać Teofilowi kroku, chociaż czasem waha się jeszcze między pełnym rezerwy stosunkiem Dzidki, a otwartością Teofila. Widać jednak, że postawa Teofila dodaje mu odwagi.

Tak czy inaczej, wczoraj xmas_eve i Koty odwiedził Pan Technik od Telewizji Kablowej. Teofil powitał go w drzwiach, odprowadził do dużego pokoju, gdzie następnie nadzorował prace instalacyjne. Dokonał inspekcji skrzynki narzędziowej Pana Technika oraz ocenił giętkość kabla antenowego przy pomocy swojej prawej łapy. Stefan, lekko z początku zestrachany, po chwili dołączył na nieco ugiętych łapach i również nadzorował, a pod koniec wizyty zaległ pod rogiem zawiniętego tymczasowo dywanu, zostawiając na zewnątrz tylne łapy, by go było można znaleźć.



Na tym marnej jakości zdjęciu, zrobionym cichcem komórką, Koty są w trakcie nadzorowania pracy Pana Technika, który znajduje się za szafką. W centrum wydarzeń jest skrzynka narzędziowa z żółtym wiekiem.

Instalacja przebiegła pomyślnie. Wszystko działa poprawnie. To na pewno dzięki wnikliwej kontroli zapewnionej przez Teofila i Stefana.

niedziela, 28 marca 2010

Wymówki

Kol. G. powiedziała wczoraj na spotkaniu towarzyskim (bardzo udanym zresztą), które odbyło się w jej domu, że xmas_eve za rzadko umieszcza wpisy na tym blogu. Xmas_eve jest tego absolutnie świadoma. Niejednokrotnie czuje się winna, kiedy przez dłuższą chwilę nie aktualizuje bloga. Winna wobec siebie i wobec Czytelników.

Wobec siebie, bo skoro twierdzi, że pisanie jest jej życiowym powołaniem i chciałaby móc na nim zarabiać, powinna "praktykować" tak dużo, jak tylko się da. W końcu przecież trening czyni mistrza, lub practice makes perfect, jak mawiają Anglosasi, lub practice makes purrfect, jak powiedziałby kot Simona.

Wobec Czytelników, bo skoro wie, że ich ma, to pod żadnym pozorem nie powinna ich zaniedbywać i nie powinna dopuszczać, dla własnego dobrego samopoczucia, by w analize Google'a strzałka pokazywała w dól, zamiast w górę.

Xmas_eve ma na swoje rzadkie pisanie trzy wymówki:

- ma wrażenie, że nie ma akurat nic ciekawego do powiedzenia, albo to, co ma do powiedzenia jest na zbyt niskim poziomie, poniżej poprzeczki, którą ustawiła sobie mentalnie w tym blogu.

- ma tak zwanego doła i nie chce jej się ruszyć ani ręką ani nogą, a co dopiero palcem na klawiaturze.

- Stefan robi konkurencję laptopowi i xmas_eve nie dosięga do klawiatury.



Xmas_eve obiecuje, że będzie jak najrzadziej odwoływać się do wyżej wymienionych wymówek i że weźmie się do roboty.

środa, 24 marca 2010

Happiness is ...

Kol. M. wyznaje teorię, że wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Czyli, innymi słowy, home sweet home, jak mawiają Anglosasi i niektórzy angliści. Xmas_eve trochę podziela zdanie kol. M. Trochę jednak też skłania się ku myśleniu, że wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma, czyli, że the grass is always greener on the other side of the fence, jak mawiają Anglosasi i niektórzy angliści.

Trawa jest niewątpliwie bardziej zielona w Stolicy Szkocji i w Mieście, Którego Nie Ma, oraz pewnie w jeszcze paru innych porośniętych trawą miejscach. Xmas_eve po cichu marzy, by sprawdzić, czy na dłuższą metę też jest ona taka zielona, jak na pierwszy rzut oka się wydaje. Jednak wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że nie będzie jej to dane, bo ma obowiązki względem Kotów (chociaż kol. A. z kolei uważa, że to jest wydumany problem i że sama może xmas_eve Koty na zielona trawę podrzucić, mimo swej ciężkiej alergii na nie).

Natychmiast po powrocie xmas_eve z wojaży zagranicznych Koty zajęły się inspekcją torby. Szybko wyszło na jaw, że xmas_eve nic Kotom nie przywiozła, Koty jednak są zbyt dumne, by xmas_eve czynić z tego powodu wymówki. Przeszły nad tym faktem do porządku dziennego i zgodnie przystąpiły do okupacji torby:





A ponieważ, jak powszechnie wiadomo, podróże kształcą, xmas_eve przywiozła ze swojej podróży pewną mądrość, sprezentowaną jej w postaci gustownej zawieszki na ścianę przez kol. A.:



A żeby udowodnić Czytelnikom, że trawa jest bardziej zielona, xmas_eve złamie teraz swoją zasadę, w myśl której nie publikuje na tym blogu treści, które nie są bezpośrednio związane z Kotami:

wtorek, 16 marca 2010

Emocje Kotów względem torby

- Jak tam Twój wyjazd? Aktualny? - zapytała na gg kol. I.
- No raczej. Koty już obskakują torbę - rzekła na to xmas_eve.
- Są jakieś emocje? - dociekała kol. I.
- Ze strony Kotów względem torby? - zafrasowała się xmas_eve.

Emocje Kotów względem torby są niezwykle intensywne i Koty dają im upust jak tylko obiekt w postaci dowolnej torby pojawi się w polu widzenia.

Kiedy z czeluści szafy wyłania się torba rozmiaru przynajmniej kabinowego, jest to nieomylny znak, że xmas_eve udaje się w podróż. Torba, zwana też walizką, najpierw chwilę stoi na sztorc, po czym zostaje położona na płask i otwarta, celem umieszczenia w niej zawartości w postaci ubrań, kosmetyków, butów, suszarki, drugich butów, jeszcze kilku ubrań, jeszcze tego dużego lakieru do włosów i ładowarki do aparatu, aha, jeszcze tamtej bluzki, bo może się przyda ...

W tym czasie Koty krążą czujnie wokół torby i wypatrują sposobności, by niepostrzeżenie zająć miejsce między wyżej wymienionymi, umościć się między bluzkami a butami, okrakiem na suszarce i zdeponować na nich trochę swoich kocich alergenów, które następnie wyruszą z xmas_eve w świat.



Czasem torba jest za mała, by się w niej zagnieździć. Jest tak wówczas, gdy torba nie jest pakowana z myślą o wyjeździe, tylko o transporcie czegoś lokalnie, np. laptopa. Nawet w takich przypadkach jednak Koty sobie radzą i sprytnie obejmują bagaż w posiadanie.



Xmas_eve mysli sobie, że Koty całkiem dobrze mogłyby się czuć w przechowalni bagażu.

----------------------------------------------------------------
PS. W roli głównej wystąpiła Dzidka.

poniedziałek, 8 marca 2010

Zdrowy, śpiąca, sprytny

Teofil zdrowy:


Dzidka śpiąca:


A Stefan? Stefan nie wiadomo czy zdrowy, ale na pewno sprytny. Skutecznie przechytrza xmas_eve w kwestii próbki do analizy. Jego ostatni numer polega na tym, że przychodzi siku dokładnie chwilę po tym, jak xmas_eve wejdzie do wanny i poleje sobie głowę wodą. Wtedy Stefan ma jak w banku, że nikt mu nie będzie w sikaniu przeszkadzał i za ogon chwytał. Dwie soboty pod rząd tak xmas_eve załatwił. Xmas_eve nie ustaje w staraniach by przechytrzyć Stefana. Trzymajcie kciuki.

poniedziałek, 1 marca 2010

Jak nie urok

Parę dni temu xmas_eve zauważyła, że Teofil, kot, który nigdy nie choruje i ostatnio widział weterynarza przy okazji rutynowego zabiegu, który przechodzą wszystkie koty płci męskiej, jeśli chcą mieszkać w domu z ludźmi, zachowuje się nietypowo podczas jedzenia.

Nie pamięta, czy wspominała, że Teofil to nie tylko kot, który nie choruje, ale również kot, który je wszystko i dużo. Teofila nie trzeba namawiać do jedzenia. Wręcz przeciwnie, trzeba się przed nim chować, jeśli ma się akurat w menu śniadaniowym na przykład jogurt naturalny, twarożek ze śmietaną albo ser żółty, nie mówiąc już o wędlinie, która na szczęście w menu xmas_eve i Kotów przestała gościć. Teofil czyści swoja miskę, a następnie przybiega po dokładkę z nabiału. Wrzeszczy przy tym i gada na całą kuchnię.

Tymczasem parę dni temu okazało się, że Teofil nie chce jogurtu ani śmietany, podarowany mu serek żółty porzuca na podłodze, a podczas jedzenia swojej paszy marudzi, gmera łapą w misce oraz popłakuje i miauka pod nosem. Wiedziona złym przeczuciem i intuicją xmas_eve wzięła Teofila pod lampę i spróbowała obejrzeć mu wnętrze paszczy, podejrzewając zapalenie dziąseł. Pobieżna ocena wnętrza paszczy na tak zwane "oko" wykazała, że dziąsła Teofila są czerwone, a dolnej szczęki w ogóle nie wolno dotykać, bo Teofil będzie syczał i bił łapą.

Jak nie urok to ... przemarsz wojska, pomyślała xmas-eve pakując dziś wieczorem Teofila do transportera. Teofil, smagany wichrem w drodze z samochodu do gabinetu weterynaryjnego, nienawykły do takich warunków atmosferycznych, wył na całą ulicę, aż go jakieś chłopaki na przystanku tramwajowym zaczęły przedrzeźniać. W gabinecie natomiast próbował początkowo uciec, ale potem zachowywał się nadspodziewanie dobrze, jak na kota, który nie chadza do doktora.

Diagnoza "na oko" okazała się trafna. Teraz Teofil, dla odmiany, będzie brał antybiotyk. Miejmy nadzieję, że nie skończy pod kloszem.

niedziela, 21 lutego 2010

Pan kotek był chory

Pan kotek, który był chory, już wyzdrowiał na twarzy (bo czy w środku - jeszcze nie wiadomo) i uwolnił się od klosza. Aby uwolnić równiez skumulowaną przez tydzień zycia pod kloszem energię, postanowił w pierwszej kolejności, jak to Kot, upolować mysz:



Mysz została dziabnięta, przeczołgana po dywanie, a nawet skopana nogami, co zarejestrowano na poniższym nagraniu:

video

Po myszy nadszedł czas na pufa, który trzyma się dzielnie, chociaż tu i ówdzie widać już na nim oznaki zmęczenia materiału:

video

W końcu napatoczył się patyczek. Do uszu. Stefan sie z nim nie patyczkował bynajmniej:

video

----------------------------------------------------------------
PS. Xmas_eve ubolewa nad marną funkcjonalnością tego posta i nadmiernie długim ładowaniem się nagrań, ale bardzo chciała zamieścić je w jednym wpisie.

poniedziałek, 15 lutego 2010

Klosz Stefana

Otóż Stefan w niewolę popadł.

Ale po kolei.

Najpierw Stefan zapadł na pęcherz moczowy, o czym zresztą już była na tym blogu mowa. Stefan postanowił najpierw sikać rzadko i dużo, a następnie, co gorsza, rzadko i mało. Xmas_eve stała się w związku z tym mistrzynią pobierania do analizy próbek wiadomej substancji, musi tylko ćwiczyć refleks, bo nie zawsze udaje się jej na czas doskoczyć z pojemnikiem na wyżej wymienioną i wtedy Stefan w duchu chichocze, że ją przechytrzył.

Niestety, wyniki kolejnych analiz nie przynosiły pomyślnych wiadomości, dlatego Stefanowi został zaaplikowany antybiotyk, który potulnie przyjmował, strzykawką, doustnie. Jak wiadomo jednak, antybiotyki to takie substancje, które na jedno pomagają (albo nie), na drugie jednocześnie szkodząc. Pewnego dnia xmas_eve odkryła, że Stefan ma na twarzy coś, co wygląda na nieciekawą zmianę skórną i nie powstała ona raczej na skutek bliskiego spotkania twarzy Stefana z na przykład zębem lub pazurem Teofila.

Pospieszyła więc ze Stefanem do lekarza, który kazał lek odstawić, by sprawdzić, czy to reakcja uboczna na niego, po czym wyjął z czeluści jednej ze swoich szafek postrach wszystkich zwierząt - plastikowy kołnierz, zwany przez xmas_eve kloszem. Powiedział, że od teraz Stefan musi chodzić w kołnierzu, bo jak nie, to rozdrapie sobie twarz na amen (ament).

Stefan przyjął kołnierz-klosz z godnością. Początkowo co prawda próbował wyjść z niego chodząc tak zwanym rakiem oraz tłukł nim o wszystkie możliwe sprzęty strasząc Dzidkę. Z czasem jednak, zwłaszcza jak xmas_eve przycięła mu go trochę na szerokość, by nie wystawał mu zanadto przed twarz, Stefan się ze swoim kloszem zżył. Jadł w kloszu, pił w kloszu, spał w kloszu, a nawet sikał w kloszu (całe szczęście, bo jakby jeszcze w kloszu odmawiał sikania ...). Co ciekawe, nawet biegał w kloszu z Teofilem oraz wieszał się na firance (tej poszarpanej rzekomo przez biedronkę). Trochę cierpiał z powodu niemożności umycia się, ale z czasem opanował nawet sztukę mycia w kloszu dostępnych, wybranych części ciała.

Po tygodniu życia pod kloszem rana na twarzy Stefana zarosła zdrową, różową, póki co łysą, skórą. Xmas_eve postanowiła więc Stefana z klosza na próbę uwolnić. Rozpięła obrożę i zdjęła mu klosz przez głowę. Wówczas Stefan z szybkością niemal ponaddźwiękową uruchomił swoją lewa tylną kończynę i serią szybkich ruchów uczynił sobie na zdrowej, różowej, łysej skórze krwawego sznyta.

I tak to Stefan ponownie w niewolę popadł. Xmas_eve wie, że kocia sierść długo odrasta. Nie wie, czy Stefan będzie miał w sobie tyle siły, żeby w kloszu poczekać na jej pojawienie się na różowej skórze.



--------------------------------------------------------------

PS. Wpis ze szczególną dedykacją dla kol. I. ;-)