poniedziałek, 15 lutego 2010

Klosz Stefana

Otóż Stefan w niewolę popadł.

Ale po kolei.

Najpierw Stefan zapadł na pęcherz moczowy, o czym zresztą już była na tym blogu mowa. Stefan postanowił najpierw sikać rzadko i dużo, a następnie, co gorsza, rzadko i mało. Xmas_eve stała się w związku z tym mistrzynią pobierania do analizy próbek wiadomej substancji, musi tylko ćwiczyć refleks, bo nie zawsze udaje się jej na czas doskoczyć z pojemnikiem na wyżej wymienioną i wtedy Stefan w duchu chichocze, że ją przechytrzył.

Niestety, wyniki kolejnych analiz nie przynosiły pomyślnych wiadomości, dlatego Stefanowi został zaaplikowany antybiotyk, który potulnie przyjmował, strzykawką, doustnie. Jak wiadomo jednak, antybiotyki to takie substancje, które na jedno pomagają (albo nie), na drugie jednocześnie szkodząc. Pewnego dnia xmas_eve odkryła, że Stefan ma na twarzy coś, co wygląda na nieciekawą zmianę skórną i nie powstała ona raczej na skutek bliskiego spotkania twarzy Stefana z na przykład zębem lub pazurem Teofila.

Pospieszyła więc ze Stefanem do lekarza, który kazał lek odstawić, by sprawdzić, czy to reakcja uboczna na niego, po czym wyjął z czeluści jednej ze swoich szafek postrach wszystkich zwierząt - plastikowy kołnierz, zwany przez xmas_eve kloszem. Powiedział, że od teraz Stefan musi chodzić w kołnierzu, bo jak nie, to rozdrapie sobie twarz na amen (ament).

Stefan przyjął kołnierz-klosz z godnością. Początkowo co prawda próbował wyjść z niego chodząc tak zwanym rakiem oraz tłukł nim o wszystkie możliwe sprzęty strasząc Dzidkę. Z czasem jednak, zwłaszcza jak xmas_eve przycięła mu go trochę na szerokość, by nie wystawał mu zanadto przed twarz, Stefan się ze swoim kloszem zżył. Jadł w kloszu, pił w kloszu, spał w kloszu, a nawet sikał w kloszu (całe szczęście, bo jakby jeszcze w kloszu odmawiał sikania ...). Co ciekawe, nawet biegał w kloszu z Teofilem oraz wieszał się na firance (tej poszarpanej rzekomo przez biedronkę). Trochę cierpiał z powodu niemożności umycia się, ale z czasem opanował nawet sztukę mycia w kloszu dostępnych, wybranych części ciała.

Po tygodniu życia pod kloszem rana na twarzy Stefana zarosła zdrową, różową, póki co łysą, skórą. Xmas_eve postanowiła więc Stefana z klosza na próbę uwolnić. Rozpięła obrożę i zdjęła mu klosz przez głowę. Wówczas Stefan z szybkością niemal ponaddźwiękową uruchomił swoją lewa tylną kończynę i serią szybkich ruchów uczynił sobie na zdrowej, różowej, łysej skórze krwawego sznyta.

I tak to Stefan ponownie w niewolę popadł. Xmas_eve wie, że kocia sierść długo odrasta. Nie wie, czy Stefan będzie miał w sobie tyle siły, żeby w kloszu poczekać na jej pojawienie się na różowej skórze.



--------------------------------------------------------------

PS. Wpis ze szczególną dedykacją dla kol. I. ;-)

4 komentarze:

  1. Ciagle jestem pelna podziwu jezeli chodzi o pobieranie probek... mnie kiedys tez czeka, pani doktor stwierdzila, ze w niedalekiej przyszlosci przydaloby sie przetestowac mocz... i nie mam pojecia jak mam to zrobic :]

    Historia z kloszem nie rozbawila, nie mozna sie nie usmiechac choc wspolczuje Stefkowi ale to tylko dla jego dobra :).

    OdpowiedzUsuń
  2. Próbuję sobie wyobrazić jak wygląda Stefan, który "w duchu chichocze":D

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale może powinnam sobie to wyobrazić, wszak było stwierdzone, że Stef to moje alter ego, a ja lubię chichotać w duchu:)

    OdpowiedzUsuń
  4. @ maus - to bardzo proste, naprawdę!
    @ Mol - myślę, że Stefan raczej się w duchu podśmiechuje. Chichocze to Teofil.

    OdpowiedzUsuń