piątek, 3 września 2010

Kot Bezdomniak z Kartuskiej - update

Nie uwierzycie, ale zdarzył się CUD. Dziś xmas_eve wyszła wcześniej z pracy, żeby przygotować mieszkanie do remontowego bałaganu i jak zwykle na parkingu zastała Bezdomniaka, koczującego pod samochodami. Zatrzymała się więc, by nakłonić go do przemieszczenia się w okolice śmietnika, gdzie chciała dać mu popołudniową saszetkę i kulki. W trakcie, jak z nim rozmawiała, z przeciwka nadeszła pewna Pani, która zatrzymała się koło xmas_eve i kota i powiedziała, że już kilka razy dzwoniła do schroniska, ale nikt nie przyjechał.

Wywiązała się rozmowa, w toku której ta Pani, jak się później okazało, Asia, powiedziała nagle, że ona chyba Bezdomniaka weźmie, bo już nie może patrzeć na niego na tym parkingu, juz od paru dni sie nad tym zastanawia, rozmawiała z mężem, ma jednego kota, nie wie, czy się dogadają, ale nie widzi innego wyjścia. I pyta xmas_eve, czy jej pomoże. Xmas_eve, zupełnie oniemiała, ale doskonale pamiętająca, jak dwa lata już prawie temu zgarniała z parkingu chorego Teofila, popędziła do firmowego magazynu po karton. Zapakowały następnie Bezdomniaka do kartonu, po czym Pani Asia załadowała go do samochodu i pojechała do weterynarza.

Wieczorem xmas_eve zadzwoniła do Asi i dowiedziała się, że Bezdomniak ma zapalenie płuc, dostał silne antybiotyki, pani dr mówi, że sprawa jest poważna. Xmas_eve wierzy jednak, że skoro Bezdomniak radził sobie na parkingu, jadł, mył się, to po podaniu leków będzie już tylko lepiej. Musi być. Trzymajcie kciuki.

I tak sobie myśli, że jakby nie wyszła wcześniej z pracy, to nie spotkałaby Asi, nie zgadałyby się i może Bezdomniak dalej siedziałby pod samochodem, bo może Asia nie podjęłaby sama decyzji o zgarnięciu go z parkingu. Xmas_eve też potrzebowała wsparcia kol. I., żeby zapakować Teofila i zawieźć go do szpitala wtedy, dwa lata temu.

Odzyskała na chwilę wiarę w ludzi.

11 komentarzy:

  1. Od czasu do czasu czytam Twojego bloga i podoba mi się sposób, w jaki piszesz :-) bardzo też polubiłam Twoje koty. Wybrałam Cię jako jednego z lubianych przeze mnie blogerów :-) Jeśli masz ochotę dołączyć do zabawy, to zapraszam :-) http://ame-to-umi.blogspot.com/2010/09/zabawa-blogowa-to-lubie.html Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. No i się wzruszyłam, od samego rana. Czasem aż zadziwia, jak się wszystko składa w całość, jak kilka przypadków razem daje nieprzewidziane skutki.

    Trzymam kciuki za Bezdomniaka i wierzę, że ten wielki splot przypadków nie zdarzył się na darmo, tylko właśnie po to, by Bezdomniak, zdrowy i szczęśliwy, był kotem domowym i kochanym.

    miłego weekendu, mimo remontowego bałaganu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. no to jednak u nas w Gdansku sa i dobrzy ludzie - na Morenie mieszkają bezdomniaki ale takie tłuściutkie juz sa ze moj domowy im zazdrosci :)

    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. No cud, a cuda to bardzo dobrze robią na samopoczucie. Mam nadzieję że Bezdomniak wydobrzeje a wiara w ludzi nie zgaśnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe jak Bezdomniak zostanie nazwany. Zresztą może to ona? Jakoś ładnie mam nadzieję... Jak chłopczyk to Danzig, a jak dziewczynka to Arka albo Lechia ;)
    Albo może PIS, Mocher albo inny Palikot :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ymmm, Wojtek, to jest chłopczyk, co do tego nie ma nijakiej watpliwości :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękna historia. Mocno trzymam kciuki za zdrowie i aklimatyzację Bezdomniaka!

    OdpowiedzUsuń
  9. Miriel i Wiewiórko, dziekuję za zaproszenie do zabawy w To Lubie :) Podejme wyzwanie, jak tylko ogarne się po malowaniu :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Malowanie?
    Znaczy paznokci czy coś w mieszkaniu? Koty pewnie szaleją jak czują rozpuszczalnik..
    Też tak mam - właśnie malują mi klatkę i czasami czuje się jak wierny stały bywalec dopalacze.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Malowanie ścian, Wojtek, chociaz paznokci też, ale to niezależnie, jedno od drugiego. Już na szczeście zakończone. Koty nadzorowały i robiły odbiór po zakonczeniu prac.

    OdpowiedzUsuń