wtorek, 9 listopada 2010

Dwa tygodnie

Kot Felicjan zamieszkał na Hallera, kiedy Pan T. poszedł do szpitala na operację. Było to dwa tygodnie temu. Aby Felicjan, który jest kotem specjalnej troski, miał spokój i żeby nikt mu nie wyjadał z miski, Stefan i Teofil zostali wyekspediowani na Zaspę, na kolonie, na których przebywają do dziś. Natychmiast okazało się, że wyjadaniu z miski nie dało się w ten sposób zaradzić, bo na posterunku została Dzidka, która z uporem maniaka opróżnia Felową miskę z kulek marki RC, swoje mając w pogardzie. Xmas_eve stara się ją odpędzać, kiedy tylko ją przyłapie, ale kiedy się zagapi lub kiedy jej nie ma, Dzidka pasie się do woli.

Felicjan jest kotem, który nie lubi zmieniać miejsca zamieszkania. Kiedy przybył na Hallera, nie chciał z nikim rozmawiać ani integrować się. Jeść też specjalnie nie chciał. Postanowił poprosić o azyl w szafie z pościelą, a odkąd odkrył górną półkę z prześcieradłami, zdecydował, że to będzie odtąd jego miejsce. Którejś niedzieli zaszył się tam tak skutecznie, że xmas_eve nie mogla go znaleźć po powrocie do domu, mimo, że na tę półkę zaglądała. Oprócz tego zajrzała we wszystkie inne dostępne dla kota miejsca. Pewna, że wysmyknął się jej między nogami na korytarz, jak wychodziła i przepadł, pobiegła na dwór i okrążyła dom rozglądając się nerwowo za zaginionym.

Potem Felicjan się nieco zadomowił i uznał, że trzeba przepędzić Dzidkę, gdzie pieprz rośnie. Przy każdej możliwej okazji zasadzał się więc na nią i atakował znienacka lub całkiem otwarcie, przy misce, w kuwecie, po drodze do niej, na łóżku, pod łóżkiem, wszędzie. Nadal się jednak nie integrował z xmas_eve, nie życzył sobie, żeby go dotykać, spał sobie gdzieś, gdzie chciał i miał swój świat. Xmas_eve straciła już nadzieję, że kot Felicjan kiedykolwiek przyjdzie i sam z siebie poprosi, żeby go pogłaskać.

Wczoraj rano (jeśli tę porę można już nazwać ranem) xmas_eve otworzyła jedno oko, by ustawić drzemkę w telefonie i już miała się przewrócić na drugi bok na jeszcze małą chwilkę, kiedy kot Felicjan nagle zameldował się na łóżku i ni z tego ni z owego umościł się na ramieniu i szyi xmas_eve formując z siebie gustowny, mruczący kołnierz. Xmas_eve, świadoma powagi sytuacji i wyjątkowości tego, co się właśnie wydarzyło, zamarła i ostatecznie spóźniła się do pracy. Dziś rano zrobił to samo. Wielce prawdopodobne więc, że jutro też xmas_eve obudzi się w rudym kołnierzu.

Kot Felicjan potrzebował dwóch tygodni, żeby się przemóc i zintegrować.

Jaki wniosek z tego? Banalny chyba. Pewne sprawy wymagają czasu...

3 komentarze:

  1. Jaki by nie był wniosek - jak to miło obudzić się w mruczącym kołnierzu:)

    OdpowiedzUsuń
  2. O - w końcu jakiś kot z którym mogę się utożsamiać. Tyle tylko, że ja nadal bym spał na górnej półce, a nie jakieś tam kołnierzowanie :)
    Kot z górnej półki - to brzmi dumnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. tak, cudowne uczucie, niezapomniane, gdy kocisko tak samo z siebie przyjdzie :)

    OdpowiedzUsuń