poniedziałek, 17 maja 2010

Był sobie dzwonek

W sypialni na karniszu wisiał sobie dzwonek. Był to tak zwany dzwonek wietrzny, wyposażony w metalowe rurki, które przy poruszeniu, na przykład lekkim powiewem wiatru, uderzają o siebie wydając delikatny dźwięk.

Dzwonek ów znalazł się w posiadaniu xmas_eve pewnego grudniowego dnia wiele lat temu, kiedy to obchodziła swoje dwudzieste któreś urodziny i Koleżanki z Organizacji postanowiły zrobić jej prezent. Dzwonek był szczególny, bo oprócz zestawu metalowych rurek wyposażony był w dwa drewniane koty, z których jeden umieszczony był u góry, a drugi dyndał u dołu w charakterze wahadła.

Odkąd xmas_eve dzwonek dostała, wisiał on nieprzerwanie na jej karniszu, najpierw w starym, a potem w nowym mieszkaniu, aż ostatnio został zdjęty przy okazji prania firany i nie został z powrotem powieszony, nie wiadomo właściwie dlaczego. Leżał sobie na parapecie, schowany częściowo po posłaniem Kotów Trojga, które parapet sypialniany szczególnie sobie upodobały (może dlatego, że jest to jeden z dwóch dostępnych w domu parapetów i jedyny nie zamieszkany przez kwiaty, szczypior i jabłka w misce z bambusa).

Za każdym razem kiedy xmas_eve zamykała lub otwierała okno w sypialni natykała się na dzwonek leżący na parapecie i myślała sobie, że trzeba go z powrotem powiesić. Jednak jakoś nie mogła w tej kwestii przejść od słów do czynów. I dzwonek dalej leżał.

W ostatnią niedzielę rano xmas_eve zerwała się bladym świtem, czyli o ósmej, by wyprowadzić na dwór psa Niuńka, który przebywał z wizytą. Spacer trwał dłużej niż zwykle, bo Niuniek ociągał się, czytał i wysyłał smsy, a na koniec zakochał się w buldożce francuskiej i postanowił poprosić o azyl na ulicy Kochanowskiego.

Po przyjściu do domu xmas_eve zapędziła psa Niuńka do łazienki, a sama weszła do kuchni, by postawić wodę na gazie. Wtedy jej zdumionym oczom, na środku kuchennej podłogi ukazał się dzwonek. Leżał w dramatycznym nieładzie, poplątany, a co gorsza, "zdefragmentowany" - kot-wahadło oddzielił się od reszty dzwonka i spoczywał obok metalowych rurek.

Postawszy chwile w osłupieniu schyliła się i podniosła dzwonek z podłogi. Gdy poplątane rurki zadźwięczały smętnie, Stefan, obserwujący całą scenę z przedpokoju, nagle okazał zastanawiający niepokój i czmychnął do sypialni.

Xmas_eve woli nawet nie dociekać, co dokładnie zaszło, jak długo trwało bieganie z dzwonkiem przyczepionym do kota i co pomyśleli sąsiedzi z dołu, słysząc o ósmej rano w niedzielę dźwięk metalowych rurek uderzających o panele podłogowe. Wydaje się jej, że ten dźwięk nie był z gatunku tych, które wydaje dzwonek wietrzny poruszany lekkim powiewem wiatru ...



------------------------------------------------------------------------------
PS. Przy okazji robienia zdjęcia dzwonka xmas_eve na chwilę przypomniała sobie, jak to jest robić fotki jasną stałką. Ach! Musi znów zacząć praktykować.