czwartek, 10 czerwca 2010

Długi weekend kotów

W długi weekend xmas_eve musiała wyjechać. W związku z tym koty też wyjechały, na szczęście nie tak daleko jak xmas_eve, znacznie bliżej, na Zaspę, gdzie miały pozostawać pod opieką mamy.

Mało brakowało, a do przetransportowania kotów wcale by nie doszło, bo z chwilą, kiedy xmas_eve zapakowała Dzidkę do dużego transportera, Dzidka dostała szału i postanowiła transporter roznieść w drobny mak. Xmas_eve odwróciła się na chwilę, żeby sięgnąć po skarpetki, a kiedy wróciła, Dzidka wystawała głową i jednym barkiem przez mały otwór w dachu transportera. Otwór ten, zazwyczaj przykryty klapką, służy do głaskania kota przebywającego w środku. Teraz klapka została wypchnięta, a Dzidka tkwiła w otworze i nie mogła ruszyć się ani do przodu ani z powrotem.

Przez chwilę xmas_eve miała wizję, że zamiast na pociąg pojedzie na sygnale do kliniki, gdzie panowie weci wytną nożycami kota uwięzionego w otworze do głaskania. Na szczęście, po krótkich pertraktacjach i względnym uspokojeniu rozjuszonego zwierza, udało się go nakłonić do zzipowania się i przeciśnięcia z powrotem do środka bez wyłamywania sobie barku.

Po szczęśliwym odwiezieniu całej trójki na Zaspę xmas_eve wyruszyła na drugi koniec Polski. Stamtąd codziennie dzwoniła, by zapytać, czy koty dobrze się sprawują, czy nie rozrabiają, czy sikają i czy Stefan bierze lekarstwa. Pewnego dnia dowiedziała się, że Teofil w nocy wszedł na wiszące szafki kuchenne i urzędował tam, a efekt jego urzędowania był taki, że wiklinowy kosz na zakupy, który na szafkach stał, spadł z może nie hukiem, ale na pewno swego rodzaju łoskotem, na kuchenną podłogę.

- Teofil pewnie chciał się zapakować do kosza - stwierdziła xmas_eve - całe szczęście, że nie spadł razem z nim.
- Hm, no nie wiem, czy nie spadł - powiedziała na to mama - jak weszłam do kuchni i zapaliłam światło, Teofil był na podłodze, koło kosza.

Hmm, no tak, pomyślała xmas_eve, przecież Teofil, w przeciwieństwie do Dzidki, nie umie schodzić z szafek kuchennych. Nie miał więc innej opcji, jak tylko spaść.

- A nic mu się nie stało? - spytała.
- Nie, dziś rano latał z zadartym ogonem - powiedziała mama.

Wynika z tego, że tylko Stefan był grzeczny, nie dokazywał i grzecznie przyjmował lekarstwo.

Koty ...

... reaktywacja.