wtorek, 27 grudnia 2011

Cios

No i kolejny cios - nic ze Stefanem nie dostaliśmy od Mikołaja. Nic. Zupełnie nic. Prawdę mówiąc, liczyłem na nowy drapak. Stary jest już zupełnie zużyty. To fakt, używamy go prawie codziennie, zwłaszcza jeśli ona popsika go kocia miętką, ale jak tu przyszliśmy ze Stefanem, on już był. Z tego wniosek więc, że to właściwie głównie Dzidka go zużyła, nie my.

Tak czy inaczej, należy się nam już nowy. Pisałem w tej sprawie do Mikołaja, ale albo wysłałem na zły adres, albo nie doszło, albo Mikołaj się nie ustosunkował pozytywnie do mojej prośby. Nie bardzo rozumiem, dlaczego, w końcu byliśmy ze Stefanem grzeczni, nawet na noc sami zostaliśmy ostatnio ...

Mikołaj mógł jednak przynieść coś w zamian - mysz futrzaną, wędkę z piórkami, korek od wina, patyczek z watą na końcu, migdała ... A tymczasem jedyne co nam zostało, to papiery po prezentach, które przyniósł dla nich. Nawet wypieki świąteczne nie były dobre. Jak ona wyszła z psem, wziąłem ciastko z talerza, ale było kiepskie, więc zostawiłem je w przedpokoju na podłodze. Ile później gderania o to było, ja nie mogę.. Więcej Świąt ze Stefanem nie zamawiamy.

Pozdr.
T.

środa, 21 grudnia 2011

Na gapę

Nie wygrałem Włóczkota. :-| Ech, nie docenia się już dziś kociej pracy i tyle.

Ona mówi, że nic nigdy w życiu nie wygrała, oprócz książki w Trójce i wyjazdu na wymianę do Finlandii w liceum, może więc ja mam to po niej, że też nic nie wygrywam. Dziwne, bo myślałem, że mam w życiu szczęście...

W ramach szukania pocieszenia po przegranej chciałem się ostatnio przejechać z nią na wycieczkę do Warszawy. Ona wymyśliła sobie, że pojedzie tam i z powrotem, bo mówiła, że już nie wytrzyma dłużej, musi gdzieś pojechać, chociaż na chwilę. Na koncert niby, psa jakiegoś czy coś, nie wiem. Mi wszystko jedno było w jakim celu, byleby się w torbie móc przewieźć, bo w torbach gustuję prawie tak samo, jak w pudełkach po butach.

Więc jak tylko wyjęła torbę z szafy, natychmiast do niej wszedłem i zająłem najlepszą miejscówkę, żeby mnie jakieś tam łachy i suszarki nie podsiadły. Miejsca było sporo, bo tym razem, jakimś dziwnym trafem, nie brała dużo rzeczy. Potem zresztą okazało się, że zapomniała bluzki na zmianę. Ciekawe, o czym myślała, jak ją po uprasowaniu chowała do szafy zamiast do torby ... Ja to widziałem, ale pomyślałem sobie, że co się będę wychylał, chyba wie, co robi.

Przespałem w torbie do wieczora i miałem zamiar z rana się tam na powrót zameldować, żeby o mnie nie zapomniała. A rano - katastrofa! Torba zamknięta, a moją miejscówkę zajęła suszarka, oczywiście.

Koniec końców zostawiła nas ze Stefanem i pojechała. Tak się tym przejąłem, że wyrzygałem obiad na podłogę w dużym. Ech, a miałem taką nadzieję na szybki wypad do stolicy na gapę. Liczę, że jeszcze trafi się jakaś okazja. Będę czujny.

Pzdr.
T.

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Dzidki gościnne występy

Dzidka wróciła na jakiś czas na stare śmieci. W trakcie krótkiego, około dwutygodniowego, pobytu na Hallera na przemian warczała, syczała, leżała w budzie, leżała na parapecie, bunkrowała się w kuwecie, łypała złym okiem na Teofila i trochę łaskawszym na Stefana.

Nikomu nie było z tym łatwo. Najbardziej przejęty był Stefan, który zdaje się Dzidkę wielbić. Przejawia się to łażeniem za nią krok w krok, siadaniem w pobliżu, kładzeniem się na sąsiednim krześle i czułym zaglądaniem w oczy. Dzidka na to niby nic, jednak po cichu łaskawie pozwalała się wielbić.

Teofil, to co innego, Teofil przyjął postawę defensywno-podejrzliwą. Chodził najeżony, niby nie zaczepiał, ale gdyby wzrok mógł obezwładniać, Dzidka pewnie już dawno leżałaby nieprzytomna.

Xmas_eve znosiła to wszystko z w miarę stoickim spokojem. Co jakiś czas zagadywała wspierająco Dzidkę, a w odpowiedzi słyszała obrażone gdakanie.

W zeszła niedzielę Dzidka szczęśliwie wróciła na Zaspę. Wszyscy, łącznie z główną zainteresowaną, odetchnęli z ulgą. Życie wróciło na utarte tory ...

x_e

niedziela, 27 listopada 2011

Batman szuka domu

Rudy, na oko około miesięczny, przybłąkał się do koleżanki na spacerze. Na profilu zaprzyjaźnionego bloga otrzymał ksywę Batman, z racji napisu widocznego na jednym ze zdjęć. Pilnie szuka domu.
Proszę podajcie dalej.

środa, 16 listopada 2011

Bój o włóczkota

Allo. Postanowiłem wystartować w konkursie. Będę walczył o nagrodę. Na blogu takich dwóch rudych Podwładna rozdaje jakieś szmaciaki.

A co, uważam, że mi się należy. Napracowałem się w tym miesiącu, przewaliłem górę faktur, wprowadziłem je do komputera, a dodatkowo wysłałem i wydrukowałem deklaracje ZUS. Wszystko po to, żeby ona mogła zabrać tyłek w troki na długi weekend i pojechać gdzieś tam. Mówiła, że fajnie, ino zimno i Kotów tam nijakich nie widziała.

Mało mnie to w sumie obchodzi, bo gdybym wiedział, że nas ze Stefanem na ten weekend zawiezie do tej nadętej Dzidki, to bym jej nie pomagał. Sama by musiała sobie te faktury wprowadzać i ZUSy drukować. Zresztą, nawet nie podziękowała...

Więc, skoro ona mogła się włóczyć, to ja poproszę włóczkota - za straty moralne i włożony wysiłek.

Z góry dziękuje.
pozdr.
T.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Terror

Dzisiejszy wpis sponsoruje kot Edek z Tczewa. Wiecie, że on znów tu był? Kot Edek, co był ponoć cały miesiąc na gigancie. Nie wiem, co to jest gigant, ale mam wrażenie, że to jest coś tam za drzwiami, albo za oknem. Albo za oboma.

Został na noc z soboty na niedzielę. Jak zwykle, próbował się panoszyć, gonił Stefana, do mnie też próbował startować, ale mu powiedziałem, że jak jeszcze raz spróbuje, to wstanę do niego.

To jeszcze jednak nic. Najgorsze, że chciał nam zagryźć psa Niuńka, naszego najlepszego przyjaciela, w którego fascynujących zapachach uwielbiamy się tarzać i który by muchy nie skrzywdził, a co dopiero Kota.

A było to tak. Pies Niuniek wrócił z nimi obiema, czyli z nią i tą podwładną Edka, ze spaceru i poszedł, jak zwykle, do łazienki. W tym czasie ona mu robiła kolacje. Przyszedłem się poprzyglądać, bo miał fajne mięso w menu. Za mną przyszedł Stefan, no i przypałętał się Edek.

Ona zrobiła Niuńkowi tę kolację i zawołała go z łazienki. Niuniek bardzo grzecznie i natychmiast przyszedł, a wtedy Edek znienacka i bez ostrzeżenia rzucił się na niego, jak furiat jakiś. Myślałem, że sobie jaja robi, ale on nie, warczał, parskał, syczał i Niuńka obrażał. Doskakiwał z boku, zrobił się trzy razy większy i dawaj do Niuńka z pazurem. Drasnął go i polała się krew na podłogę. Zgroza....

Zwinęliśmy się ze Stefanem od razu, bo nie wiedzieliśmy, co z tego wyniknie i woleliśmy zniknąć z pola rażenia. Może powinniśmy byli Niuńka bronić, ale uznaliśmy, że jest duży i sam sobie z Edkiem poradzi, jak będzie chciał.

Mieliśmy rację, bo w końcu wkurzyło go to Edka pyskowanie i ryknął na niego z całej siły, żeby spi ...., no wiecie co mam na mysli (ona mówi, żeby nie używać słów wulgarnych, chociaż sama używa). Edek opamiętał się, odstąpił i pobiegł do sypialni, gdzie zwalił na podłogę kwiatka widocznego za Stefana głową. Słoń w składzie porcelany jakiś, my nigdy tego kwiatka nie zwaliliśmy, a regularnie bywamy na tej półce. Albo z zemsty to zrobił.... Tymczasem Niuniek zabrał się do jedzenia, a następnie zaczął wylizywać rany.

I jeszcze jedno, na koniec ... Jakbyście kiedyś znaleźli się w polu rażenia Edka, to uważajcie. On używa gazów bojowych. Jakoś tak nieferplej z jego strony.

Pozdro.
T.

poniedziałek, 24 października 2011

Kulka

Yeeey! To prawda, że te kulki zielone dobrze się kulają. Można się razem z kulką kulnąć po podłodze, przewrócić na plecy, złapać kulkę łapami i podrzucić ją do góry.

Niestety, Teofil już kulkę zaprzepaścił. Pokulał ją tak, że nie wiem, gdzie jest, a reszta jest przyczepiona do gałązki i nie umiem ich odczepić.

Przyszedłem do niej, zagaić, żeby mi kulkę znalazła, albo nową odczepiła, ale ona nic. Stuka. Idę więc siku, a potem sobie poskaczę na ścianę ....
S.

czwartek, 20 października 2011

Wege

Siemacie. Ona ostatnio codziennie jeździ do jakiegoś Władka, nie wiem, co za jeden, ale to chyba nic dobrego, bo niewyspana przez niego chodzi non stop. A jak wraca, to gdzieś znika i wraca skandalicznie późno. Nie ma więc czasu pisać, dlatego ponownie muszę przejąc stery, no bo kto, jeśli nie ja, przypilnuje, żeby ten blog nie zszedł na, za przeproszeniem, psy? Przecież nie Stefan...

Zanim o tym sadyście wam opowiem - choć nie wiem, czy dam rade, bo niewiele pamiętam i to wcale nie dlatego, że byłem nietrzeźwy - muszę się poskarżyć na nią. Ja rozumiem - ser żółty. Zwłaszcza Cheddar Seriously Mature, to prawdziwy rarytas i nigdy jej nie odpuszczam, jak go je. Musi się podzielić. Rozumiem też ser biały, zwany twarogiem. Ten ze sklepu dla biednych średni jest, ale jak się jej zechce tyłek ruszyć do dużego marketu, to czasem wróci z niezgorszym twarożkiem i się podzieli. Zawsze też wymagam podzielenia się jogurtem naturalnym, a i śmietanę mus jest wyżebrać. W lecie próbowałem też bobu, smakował jakby mięskiem. Ona mówiła, że to też białko i że to dlatego, ale ściemniała chyba, bo to zielone było, nie białe.

Ja to wszystko rozumiem. No, ale winogrona? No jest już chyba przesada. Myślała, że jak je wsadzi do markowej miski, którą zresztą zawłaszczyła, bo to my ją dostaliśmy w promo, a ona w niej je jogurt, to się nabiorę, że to niby są takie większe kulki?

Przecież ona doskonale wie, że Koty są mięsożerne. A nie jakieś wege ...
Mam nadzieję, że nas tu nie zagłodzi.
T.


poniedziałek, 17 października 2011

Elo

Elo. Nie zaprosili nas w tym roku na Blog Forum, chociaż ona podobno próbowała nas wkręcić. Tak przynajmniej twierdzi. Widać mało się starała. Ma się niby postarać w przyszłym roku, ale wiadomo, jak to z nią jest. Obiecanki-cacanki, a głupiemu wiadomo co ... Mówi, że szuka nowej formuły, takiej, która by jej nie pozwalała miesiącami się obijać. Pożyjemy, zobaczymy. Jest znana ze słomianego zapału.

Tak czy inaczej - żyjemy. Ona w końcu wzięła się za prawdziwą robotę i przestała udawać, że frilansuje. Wreszcie więc nie musimy się ze Stefanem martwić, czy starczy kasy na saszetki. Mamy spokój cały Boży dzień, nie kręci się po kwadracie, nie stuka w maszynę, nie ma jej do siedemnastej, możemy więc się relaksować do woli i regenerować siły po to, by o piątej rano zgotowywać jej miłą pobudkę, jak wtedy, gdy niby frilansowała. Niech się nie rozleniwia.

Dzidki nie ma, wyprowadziła się na dobre na Zaspę, więc tym bardziej jest spokój, nikt nie strzela focha. Co prawda, fajnie byłoby czasem zasadzić się na nią, jak siedzi w kuwecie, postukać łapą w dach i popatrzeć, jak się wkurza ... ech. Ze Stefanem to nie to samo, jemu można co najwyżej od czasu do czasu spróbować odgryźć ucho, coraz częściej jednak bezczelnie się odszczekuje.

A propos szczekania, czasem wpada pies, chociaż odkąd ona poszła do fabryki, rzadziej zagląda. Psa lubię, bo można mu się wytarzać w łapach i załapać na krzywy ryj na czesanie, jak ona go szczotkuje. Wtedy można też wytarzać się w psa wyczesanych kudłach, które ona pakuje do plastikowej siatki. To dopiero jest dżez.

No i w końcu kupiła kocią miętę w spraju. Upominałem ją z pół roku, żeby się ogarnęła i poszła do sklepu, bo stara się dawno skończyła. Psika nią na drapak, jest więc szansa, że tak go ze Stefanem poszarpiemy, że w końcu kupi nowy.

Byliśmy też ze Stefanem u dentysty-sadysty. Był odlot, ale to już następnym razem wam opowiem.

3Mcie się ciepło.
T.

sobota, 17 września 2011

Powrót Edka marnotrawnego

Xmas_eve spieszy donieść, że kot Edek się odnalazł. Nie było go dokładnie miesiąc. Podczas tego miesiąca przebywał na gigancie w Dywitach. Co robił, gdzie i z kim - tego się już pewnie nie dowiemy.

Edek zaginął 12 sierpnia. Wtedy to postanowił zażyć wolności i uciekł swojej podwładnej, która, chcąc zrobić mu przyjemność, wyprowadziła go w szelkach i na smyczy przed klatkę. Edek skorzystał z jej chwilowej nieuwagi, wyrwał się i prysnął w ciemną noc. Pomimo zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań ślad po nim zaginął na wiele dni. Rozwieszone zostały ogłoszenia o jego zaginięciu (wielkie dzięki za pomoc dla Karoliny z Olsztyna!), jednak nie było żadnego sygnału, że ktoś go widział, ani że go przygarnął. Edek przepadł jak kamień w wodę.

W niedzielę 28 sierpnia xmas_eve pojechała z A. do Dywit i razem przeprowadziły wymyśloną przez A. akcję, która polegała na tym, iż przeszły się po okolicy i do każdej prywatnej skrzynki na listy wrzuciły ogłoszenie o zaginięciu Edka, wydrukowane na pasku papieru. A. uznała, że taka akcja może być skuteczniejsza niż rozwieszanie ogłoszeń, bo ogłoszenia przyklejone na słupie nie wszyscy czytają, a skrzynkę na listy sprawdza każdy. Gdy wracały do domu, do A. zadzwoniła pani, która właśnie znalazła w swojej skrzynce informację o Edku i spieszyła donieść, że parę dni wcześniej na swojej posesji natknęła się na Edkowe szelki wraz ze smyczą. To kazało przypuszczać, że Edek bryka po okolicy i w jakiś nieznany sposób pozbył się uprzęży.

Minęło kilka kolejnych dni bez żadnego nowego sygnału, aż tu nagle, zupełnie nieoczekiwanie, Edek pojawił się w pobliżu bloku, w którym mieszka mama A. Został rozpoznany przez rodzinę, nie pozwalał jednak się do siebie zbliżyć. Trzymał się w bezpiecznej odległości od ludzi. Widziano, że włóczy się w towarzystwie kumpli, pewnie poznanych na gigancie.

Najwyraźniej wolność się Edkowi spodobała, bo nie chciał podejść nawet do swojej podwładnej, która przyjechała tak szybko, jak to było możliwe i dwa weekendy pod rząd próbowała wszelkich możliwych sztuczek, żeby go przekonać do powrotu do domu. Na próżno. Edek, zasmakowawszy wolności, ani myślał wracać i nie dawał się złapać ani po dobroci ani podstępem.

Jeden z sąsiadów mamy A. okazał się jednak sprytniejszy od Edka i pewnego dnia, zauważywszy go na śmietniku, zgarnął go (jak tego dokonał, tego xmas_eve niestety nie wie, ale chyli czoła) i odstawił do mieszkania mamy. A. czym prędzej po niego pojechała i tym sposobem, dokładnie miesiąc po pryśnięciu na giganta, w poniedziałek 12 września, Edek powrócił do Tczewa. Podobno schudł nieco i nie był najczyściejszy, ale za to cały i zdrowy.

:)

środa, 17 sierpnia 2011

Kot Emilian szuka domu

A dziś dla odmiany będzie o kocie znalezionym.



Kot Emilian, bo takie imię otrzymał, przypałętał się jakiś miesiąc temu na parking na Morenie, koło domu pana T. Pan T. zaczął go dokarmiać, a pewnego dnia zapakował w transporter i zaniósł do lekarza. Pani doktor oceniła kota na jakieś sześć lat. Okazało się, że jest zdrowy i ... wykastrowany, co też było widać gołym okiem i co dowodzi, że był on kotem domowym i czyimś, bo przecież sam się nie wykastrował.

Kot Emilian stacjonował na parkingu, jednak przemieszczał się z dnia na dzień coraz bliżej klatki pana T., aż w końcu przemieścił się do klatki, a następnie na drugie piętro i do mieszkania.

Xmas_eve odkryła go tam dziś i powiedziała, że jak zwykle intuicja jej nie myliła, bo idąc do pana T. podejrzewała, że kot jest w środku, gdyż nie było go na zewnątrz.

Jest plan, by kotu Emilianowi znaleźć dom. Wydaje się to łatwiejsze, gdy kot jest w domu tymczasowym, nie na podwórku, bo wiadomo, tylko kompletne świry przygarniają koty z podwórka. Xmas_eve zna osobiście parę takich osób, ale umówmy się - jest ich niewiele i to gatunek wymierający.

Tak więc - kot Emilian, maści rudo-białej, około sześcioletni, zdrowy, wykastrowany, łagodny, lubiący inne koty, psy i ludzi, pogodny, mruczący, grzeczny, dobrze wychowany, załatwiający swoje potrzeby w kuwecie - SZUKA DOBREGO DOMU NA STAŁE.

Na serio - dobrze mu z oczu patrzy:


poniedziałek, 15 sierpnia 2011

Edek zaginął

Są smutne wieści. Edek z Tczewa zaginął. Nie ma go od soboty. Uciekł będąc z A. na wakacjach w Olsztynie. Miał na sobie szelki, dlatego jest nadzieja, że ktoś się nim zaopiekuje widząc, że to nie kot podwórkowy, tylko jak najbardziej udomowiony.
Trzymajcie proszę za niego kciuki.


niedziela, 7 sierpnia 2011

Kot Teofil i Venezia

Kot Teofil dba, by jego podwładnej nie było za smutno. Tym razem zzipował się do pudełka po jej nowych butach i śpi w nim już od dłuższego czasu, nie zważając na to, że rozmiar 37 jest dla niego o, na oko, trzy numery za mały.

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Wyprawa do Tczewa i sparing z kotem Edkiem

A., podwładna kota Edka, zaprosiła xmas_eve na urodziny. Ponieważ urodziny odbyć się miały w Tczewie, zaproponowała, by xmas_eve została na noc. Xmas_eve nie miała akurat opieki dla wszystkich Kotów, tylko Dzidka mogła zostać pod opieką pana T., pomyślała więc, że zabierze Stefana i Teofila ze sobą, niech się z Edkiem integrują przy okazji.

Jak pomyślała, tak zrobiła. Wczoraj po południu wyruszyli wszyscy troje Stilem, uzbrojeni w kwiatka, prezent, miski, karmę oraz absolutne minimum rzeczy potrzebnych xmas_eve do spędzenia jednej nocy poza domem (czyli sporą siatkę). Na wysokości Pruszcza Teofil zaczął buczeć i nie przestał do samego Tczewa. Xmas_eve niepokoiła się trochę tym buczeniem, pomna pewnego zdarzenia sprzed dwóch lat, kiedy to w drodze z Lublina buczący Teofil zrzucił w samochodzie bombę biologiczną.

Na szczęście, tym razem do niczego podobnego nie doszło. Szybko zajechali na miejsce, Koty zostały wypakowane, zaniesione na górę i wypuszczone wprost w czułe objęcia Edka, który tylko czekał, by im wskoczyć na plecy. Gonitwa zaczęła się od progu. W jej wyniku Koty zostały zapędzone w kozi róg, a dokładniej mówiąc, w najciemniejszy zakamarek garderoby A., gdzie przykleiły się do wieszaka oraz do siebie nawzajem i tak zostały do późnego wieczora.

Xmas_eve patrzyła na to wszystko ze zdumieniem, nie poznając swoich Kotów, a zwłaszcza Teofila, który, jak wiadomo, nie boi się nikogo ani niczego, z wyjątkiem odkurzacza. Tymczasem u A. objawiło się zupełnie inne oblicze Teofila, który okazał się być tym bardziej przestraszonym Kotem. Stefan jako pierwszy wychylił nos z garderoby i wyszedł na rekonesans, narażając się na bycie poturbowanym przez Edka, po czym wrócił, wyraźnie chcąc dotrzymać Teofilowi towarzystwa. Gdy około dwudziestej drugiej ten ostatni zdecydował się wreszcie wyjść z ukrycia, Stefan solidarnie ruszył za nim. Obaj ryzykowali wiele, bo Edek czaił się tuż za drzwiami, a trzeba Wam wiedzieć, że Edek nie daje sobie obcinać pazurów...



Xmas-eve zalicza wizytę u A. do bardzo udanych. Koty niestety jej zdania nie podzielają. Prawie nie jadły, nie robiły siku ani nic, a każde wyłonienie się z garderoby skutkowało byciem skotłowanym przez Edka. Teofil został na przykład skotłowany dwa razy, a przecież wiadomo, że nie przywykł on do takiego zachowania. W domu to on atakuje, jak ma ku temu ochotę. A nie na odwrót.

Dopiero późną nocą Koty odważyły się pójść do kuwety, a nad ranem zostały przez Edka zmobilizowane do porannej gonitwy. Dziś rano już nie siedziały w garderobie, ale nadal nie były to te Koty, które xmas_eve zna. Zwłaszcza Teofil był poruszony i do tego stopnia zdegustowany tą wizytą, że gdy xmas_eve zaczęła go pakować w drogę powrotną do transportera, nie oponował, a nawet ochoczo do niego wszedł.

W drodze powrotnej nie obyło się bez buczenia, tym razem jednak marudą był Stefan, który, jak się później okazało, był niewysikany i narzekał tym głośniej, im dłuższy stał przed nimi korek. Po przyjeździe do domu Koty zapadły w sen kamienny, żegnani ironicznym spojrzeniem Dzidki, która noc spędziła sama i wydawała się być z tego faktu bardzo zadowolona.

czwartek, 28 lipca 2011

W papierowej torbie na głowie

Kiedyś xmas_eve i E. miały takie powiedzenie, że jeśli będą chciały gdzieś pójść, ale tak, żeby nikt ich nie rozpoznał, bo na przykład będą się wstydziły, że tam poszły, albo będą niezadowolone ze swojego wyglądu, to założą sobie papierowe torby na głowy.

Xmas_eve zapomniała już o tym powiedzonku, może dlatego, że dawno nie widziała E., a może dlatego, że nie ma ostatnio jakoś potrzeby zakładania papierowej torby na głowę. Aż do wczoraj, kiedy to papierowa torba powróciła za sprawą Stefana.

Xmas_eve dokonała ostatnio bardzo udanego zakupu w sklepie sieci Solar i przyniosła ten zakup do domu w papierowej torebce ekologicznej z papierowymi uszami i logo marki. Wyjąwszy zakup torebkę odłożyła na komodę z zamiarem późniejszego schowania jej tam, gdzie trzyma tego rodzaju torebki lub zakwalifikowania jej do pojemnika z makulaturą. Sprasowała ją i odsunęła maksymalnie w stronę ściany, żeby Kotom nie przyszło do głowy do niej wchodzić.

Wczorajszego wieczora, gdy akurat była w łazience, dobiegł ją z sypialni dziwny, niepokojący odgłos - szurania, szeleszczenia i stukania czymś o coś. Udała się więc tam czym prędzej, by sprawdzić, co jest grane. W sypialni zobaczyła Stefana chodzącego w tę i z powrotem po parapecie, za firanką. Stefan nie był jednak sam. Razem z nim na parapecie była torba z Solara, zawieszona za oba uszy na stefanowej szyi.

Zobaczywszy xmas_eve Stefan i torba zeskoczyli z parapetu i ukryli się po łóżkiem na tyle głęboko, żeby było ich trudno dosięgnąć. Xmas_eve położyła się więc na podłodze z zamiarem wyjęcia obojga i rozdzielenia. Nie było to wcale łatwe. W końcu wczołgała się do połowy pod łóżko i wykulała Stefana, a następnie zdjęła mu torbę z szyi. Pozostałe Koty patrzyły skonsternowane na te zabiegi, już wcześniej zaalarmowane hałasem, jaki wywoływała uczepiona Stefana torba. Uwolniony Stefan otrząsnął się, chwilę pomedytował, a następnie poszedł w swoją stronę.

Zważywszy na to, że na komodzie, z której Stefan pobrał torbę, stoi kwiat w doniczce, mały telewizor oraz cenne, bo trudno dostępne, perfumy, to przygoda ta skończyła się wcale nie najgorzej. Nie mówiąc już o możliwości podduszenia Stefana uszami torby. O takiej ewentualności xmas_eve woli nawet nie myśleć. Wtedy sama musiałaby sobie założyć papierowa torbę na głowę. Ze wstydu, że do tego dopuściła.

sobota, 9 lipca 2011

Festiwalowy Edek i Dzidki alergia na Koty

W życiu Kotów zapanował przez chwilę zamęt. Najpierw na Open'erowy weekend przyjechał kot Edek z Tczewa wraz ze swoją Podwładną. Kot Edek z miejsca objął mieszkanie w posiadanie, rezydował w loży oraz na sypialnianym parapecie i tak jak poprzednim razem, polował głównie na Stefana. Gdy tylko Stefan wynurzał się z kryjówki, w nadziei, że Edek go nie zauważy, ten ostatni wykonywał sus na Stefana i Stefan musiał w te pędy uciekać. Edek zawsze go jednak doganiał, bo jest młodszy i szczuplejszy. Stefan znalazł za to z Edkiem wspólny język w kwestii zabawy piórkami na wędce. Jeżeli któraś podwładna miała akurat ochotę pomachać im tymi piórkami przed nosem, skakali zgodnie, a nawet Stefan jakby bardziej, mimo starszeństwa.

Kot Edek odjechał w poniedziałek, a w środę do domu zawitała, po czterech miesiącach nieobecności, Dzidka. "Zawitała" to w sumie niewłaściwe słowo, lepiej pasowałoby "przyciągnięto ją wołami". Xmas_eve odniosła wrażenie, że w drodze z Zaspy na Hallera (a to zaledwie kawałeczek), ktoś jej Dzidkę podmienił. Ze zrelaksowanego, mruczącego, rozciągającego się na boku na dywanie wesołego kota w oka mgnieniu stała się najeżonym, skulonym zwierzęciem z nieustannie sycząca i warczącą paszczą.

Xmas_eve zorganizowała jej izolatkę w dużym, żeby Dzidka nie musiała oglądać Kotów i mogła spać w nocy spokojnie. Następnego dnia cały dzień z nią w tej izolatce siedziała, dawkując jej co jakiś czas, w małych ilościach, Stefana, żeby Dzidka zaczęła na nowo nabierać odporności na Koty. Niestety, wydaje się, że Stefan jak Stefan, idzie z nim wytrzymać, ale na Teofila, nawet w śladowych ilościach, Dzidka ma ciężką alergię. I że na tę alergię nie wynaleziono, jak na razie, lekarstwa.

niedziela, 29 maja 2011

Turkwy

Miało być o turkwach, a więc jest.

Kiedyś, dawno temu, kiedy xmas_eve chadzała jeszcze na tenisa z K., w przerwach gry siadywały na ławce, rozmawiały i obserwowały otaczające je okoliczności przyrody. Któregoś razu, gdy tak siedziały i rozmawiały zamiast grać, zauważyły, że na otaczających korty drzewach stacjonują jakieś takie bardzo duże gołębie, które wiją sobie na tych drzewach gniazda.

"Gołębie" te są szare, umaszczone jak turkawki, ale sporo od nich większe. Wijąc gniazda robią dużo hałasu, może dlatego, że są takie duże. Kokoszą się na gałęziach i przenoszą patyki z jednego drzewa na drugie. K. mówiła na te ptaki "turkwy", że niby to takie większe turkawki.

Takie same turkwy stacjonują na lipach rosnących za oknem xmas_eve na Hallera. Siadają na gałęziach, trzepoczą skrzydłami, rozgarniają liście i wiją gniazda. Koty są turkwami zafascynowane. Kiedy tylko jakaś turkwa pojawi się na gałęzi, natychmiast wylegają na balkon i śledzą ją szeroko otwartymi oczami. Jeśli turkwa za bardzo hałasuje na gałęzi, Koty wspinają się na siatkę i próbują ja dosięgnąć. Na szczęście mało skutecznie.

Tak wygląda turkwa:



A tak wyglądają obserwujące turkwę Koty:



I to tyle, jeśli chodzi o turkwy.

piątek, 27 maja 2011

Balkon na pilota

Xmas_eve marzy czasem, by mieć drzwi balkonowe sterowane pilotem. Takie marzenia dopadają ją zwłaszcza z rana.

Nie wiedzieć czemu, ale właśnie rano Koty szczególnie bardzo chcą wychodzić na balkon. Nie byłoby w tym nic kłopotliwego, gdyby nie to, że balkon wychodzi na ruchliwą ulicę, a około godziny 8-9 hałas na niej jest szczególnie dotkliwy. Dlatego xmas_eve wypuszcza Koty, kiedy akurat wychodzi do kuchni jeść śniadanie albo do łazienki suszyć włosy. Kiedy wraca do dużego, żeby pracować albo udawać, że pracuje, zamyka balkon, bo od tego ulicznego hałasu uszy jej odpadają.

Niestety, jak tylko drzwi balkonowe zostaną zamknięte, Koty, razem albo każdy z osobna, usadawiają się momentalnie w ich pobliżu i swoją postawą bardzo wymownie sygnalizują, że natychmiast, niezwłocznie muszą wyjść na balkon. Wtedy xmas_eve wstaje zza biurka i otwiera drzwi. Koty wychodzą, spędzają na balkonie minutę lub dwie (no chyba, że na lipie są turkwy, ale o tym w następnym odcinku) i wracają do pokoju. Xmas_eve znów więc wstaje i zamyka balkon. Za chwilę Koty znowu tkwią z nosami przyklejonymi do szyby. I tak kilka razy każdego ranka ...

Trochę podobny problem, choć nie do końca, miał Simon, ten od kota Simona:

wtorek, 24 maja 2011

Czerwona tasiemka

U xmas_eve w sypialni stoi kwiat, który nazywa się zamioculcas. Jest to już drugi kwiat tej odmiany, pierwszy został zamęczony nadmiarem wody. Dlatego o tego dba szczególnie, mało podlewając i pilnując, żeby nie był podgryzany. Ponieważ jeden z pędów jakoś tak luźno tkwił w ziemi i xmas_eve obawiała się, że odpadnie, pewnego dnia postanowiła związać całość czerwona tasiemką.

Na szczęście kwiat nie budził specjalnego zainteresowania Kotów. Nawet Edek nie przesadził go, kiedy był ostatnio z wizytą. Nie budził do dziś. Dziś bowiem susząca w łazience włosy xmas_eve kątem prawego oka zarejestrowała jakiś ruch w przedpokoju i odwróciwszy głowę zobaczyła Teofila zmierzającego z sypialni do dużego z jednym końcem czerwonej tasiemki w paszczy. Drugi ciągnął się za nim. Za Teofilem podążał Stefan. Obaj wyglądali jak dwaj "chłopacy", urwisy, z których ten bardziej urwisowaty właśnie skombinował sobie jakąś spoko-zabawkę, a ten bardziej gamoniowaty idzie za nim i prosi "Ej, no daj się trochę pobawić, nooo."

Pierwszym odruchem xmas_eve było rzucić suszarkę i pobiec do sypialni, żeby sprawdzić, czy kwiat leży w kawałkach na podłodze. Nie leżał. Tasiemka została z finezją odwiązana i zabrana, bez naruszenia kwiata.

piątek, 13 maja 2011

Czarny z Chrobrego

Tego czarnego koleżkę xmas_eve i pies Niuniek napotkali podczas wieczornego spaceru, na ulicy Chrobrego. Xmas_eve zauważyła go pierwsza, jak rączym kłusem pomykał za starszym panem prowadzącym na smyczy pięknego długowłosego wilczura. Kotek biegł za psem, jakby to był jego najlepszy przyjaciel.

Kiedy pan i wilczur skręcili do stojącego nieopodal ulicy garażu będącego warsztatem samochodowym, czarny odłączył się, spostrzegł psa Niuńka i z miejsca ruszył w jego stronę. Z bliska okazało się, że czarny ma zadziorne, inteligentne spojrzenie, grube łapy (będzie dużym kotem ;)) i sporą ochotę zaprzyjaźnić się z Niuńkiem.

Po chwili starszy pan i jego wilczur wynurzyli się z garażu i pan poinformował xmas_eve, że to kotek, który został wychowany przez psa. Xmas_eve odpowiedziała, że to widać, ale nie dowiedziała się, czy to wilczur wychował czarnego, bo pan trochę niedosłyszał i nie odpowiedział na zadane o to pytanie.



Okazało się, że kotek przynależał do tego garażu, bo w końcu wynurzył się z niego pan mechanik i nakazał mu wracać do domu, co czarny rzecz jasna zignorował. A xmas_eve zrobiła fotkę i poszli z psem Niuńkiem w swoja stronę.

środa, 11 maja 2011

Weekend kota Edka

Kot Edek dawno już wrócił do domu, ale wspomnienia o nim są nadal żywe, a czytelnikom należy się relacja z jego pobytu.

A więc. Edek okazał się być grzecznym i dobrze wychowanym kotem, trochę tylko nienawykłym do towarzystwa innych przedstawicieli swojego gatunku. W związku z tym chciał chyba nacieszyć się nim na zapas i nie odstępował Stefana i Teofila prawie na krok, urządzając co chwila pogoń za jednym albo za drugim, połączoną ze wskakiwaniem na plecy. Najbardziej spektakularny skok na plecy miał miejsce pierwszego wieczora, kiedy niczego nie podejrzewający Stefan ułożył się spać na łóżku z Teofilem u boku. Kot Edek czaił się chwilę po drugiej stronie łóżka, niewidoczny dla Stefana, aż wreszcie wykonał skok, wylądował na Stefanie i wgryzł mu się w kark. Teofil wstał groźnie, gotów iść z odsieczą Stefanowi, na szczęście xmas_eve zainterweniowała, odczepiła Edka od Stefana i zasugerowała mu, żeby poszedł spać do swojego transporterka. Skutecznie.

Kiedy akurat nie skakał na Koty, Edek spędzał czas na parapecie w sypialni, obserwując gołębie na pobliskim klonie oraz to, co się działo na podwórku. W domu nie ma parapetów, bo mieszka na poddaszu, więc taki widok z okna serwowany non stop to musiała być dla niego nie lada gratka.

Wizyta Edka przebiegłaby zupełnie bezwypadkowo, gdyby nie zdarzenia niedzielnego poranka, kiedy to siedząca akurat w wannie xmas_eve usłyszała zza zamkniętych drzwi łomot czegoś spadającego na podłogę. Po wyjściu z łazienki przekonała się, że KTOŚ zerwał firankę, przewrócił doniczki oraz, co gorsza, butelkę z wodą do kwiatów, która polała się na podłogę. Podejrzenie padło na Edka i Teofila, bo podczas sprzątania bałaganu zaglądali podejrzliwie do kuchni, a na twarzach mieli wypisane pytanie "Czy ten bajzel, który zrobiliśmy, tam jeszcze jest?" Stefan wynurzył się z jakiejś kryjówki dopiero po dłuższym czasie i na twarzy miał wypisane "Nie mam z tym nic wspólnego".

Po wyjeździe Edka Koty były tak zmęczone, że padły jak nieżywe i spędziły niedzielne popołudnie oraz wieczór śpiąc snem kamiennym. Teofil był do tego stopnia zamroczony, że kiedy xmas_eve, też zmęczona sobotnim wyjściem wieczornym, postanowiła obejrzeć X-Factor w pozycji horyzontalnej, przyszedł, żeby się przytulić. A Teofil z reguły się nie przytula, musiał więc być tak znużony, że zapomniał.



Edek został wstępnie zaproszony, wraz ze swoją Panią, na openerowy weekend. Stay tuned. Będzie się działo ;)

środa, 4 maja 2011

Edek

Dziś przyjechał na weekend na Hallera kot Edek z Tczewa.



Kot Edek ma rok, jest długi, smukły i specjalizuje się w przesadzaniu kwiatów doniczkowych. Po wstępnym obwąchiwaniu nowej miejscówki i nieznajomych kotów w niej zastanych, poczuł się jak u siebie, zrobił siku do kuwety, a następnie upatrzył sobie Stefana, którego aktualnie gania po całym mieszkaniu. Stefan, który o tej porze zwykle zażywa drzemki w loży lub na krześle pod stołem, siada nerwowo przycupnięty to tu, to tam, powarkuje, syczy i nie wie chyba, co ma myśleć o tym niezbyt grzecznym gościu.

Wydaje się, że kiedy xmas_eve rozmawiała przez telefon i akurat nie uważała, Teofil ustanowił zasady współistnienia między nim a Edkiem i zaznaczył, kto tu jest szefem, bo do niego Edek nie startuje.

Edek zostanie do niedzieli. Trzymajcie kciuki za spokojny sen xmas_eve ;) i Stefana.

--------------------------------------------------------------------------------
PS. Całe szczęście, że Dzidka jest na przedłużonych koloniach na Zaspie. Gdyby tu była, dopiero by się działo.

PS2. Z ostatniej chwili: chyba jednak Edek nie respektuje ustaleń z Teofilem, właśnie próbował naskoczyć mu na plecy.

czwartek, 28 kwietnia 2011

Marzenia senne kota Teofila

Pamiętacie czasem, co się Wam w nocy śniło? Xmas_eve rzadko pamięta, właściwie to sporadycznie, chyba tylko wtedy, gdy śni się jej coś naprawdę wartego zapamiętania.

Psu Niuńkowi często coś się śni. On też pewnie nie pamięta co, jednak patrząc na śpiącego Niuńka łatwo domyślić się tematyki jego snów. W snach pies Niuniek prawdopodobnie gdzieś biegnie i szczeka, bo skomle pod nosem przez sen i przebiera łapami. Znając już trochę Niuńka xmas_eve domyśla się, że jego sny są o tym, że urwał się ze smyczy i biegnie co sił w łapach za jakaś atrakcyjną blondynką-retrieverką, poszczekując za nią, żeby zaczekała.

Xmas_eve nie przyłapała dotąd na śnieniu Kotów. Dotąd, czyli do Wielkiej Niedzieli, kiedy to oddając się czytelnictwu prasy na kanapie usłyszała, że ktoś warczy. Śpiący na krześle pod stołem Stefan, który nigdy nie warczy, był poza wszelkimi podejrzeniami. I słusznie, bo warczenie wydobywało się z leżącego w loży, pogrążonego w głębokim śnie Teofila. Warczenie było warczeniem kota rozzłoszczonego, takiego, który chce tym warczeniem powiedzieć: "Jeszcze chwila i wstanę do ciebie ...". Warczeniu towarzyszyło walenie ogonem zdradzające wysoki poziom poirytowania.

Xmas_eve wołała do Teofila z kanapy, żeby się obudził, ale Teofil nie reagował. Dopiero kiedy podeszła i nachyliła się nad nim, pytając co mu się śni, ocknął się i spojrzał nieprzytomnym wzrokiem. Ciekawe, czy pamiętał swój sen. Jedyne co xmas_eve przychodzi do głowy w tej kwestii, to operacja obcinania pazurów. Kiedy Teofil przybył do domu, z początku bała się obcinać mu pazury, bo wzięty w tym celu na kolana tak właśnie warczał i machał ogonem. I tak mu zostało, tylko xmas_eve już się go nie boi.

;-)

poniedziałek, 28 marca 2011

Gość w dom

Gdy xmas_eve wychodziła dziś rano z domu o 8.30, natknęła się na czarną Bandziorkę z parteru okupująca balustradę schodów na dole. Ponieważ nie miała czasu z nią rozmawiać, pogłaskała ją tylko przelotnie i poszła. Kiedy wracała około dwunastej, czarna nadal tam tkwiła. Zagadnięta zeskoczyła z balustrady i rączym kłusem udała się za xmas_eve na drugie piętro, a następnie usiadła pod drzwiami jej mieszkania i sugestywnie dała do zrozumienia, że żąda wpuszczenia do środka.

Xmas_eve porzuciła swoje liczne zakupy na wycieraczce i próbowała czarnej przemówić do rozumu - że to nie najlepszy pomysł, bo w mieszkaniu są dwa złe koty. Czarna nic sobie z tego jednak nie robiła, nadal nalegała na otwarcie drzwi, w międzyczasie interesując się zawartością siatek. W jednej z nich były puszki dla kota z promocji w Rossmannie, więc xmas_eve nabrała podejrzeń, że Bandziorka przyszła na górę, bo prześwietliła wzrokiem zawartość reklamówki, a ponieważ siedziała na balustradzie od kilku godzin, zapewne zgłodniała.

Biorąc pod uwagę zachowanie Bandziorki w stosunku do psa Niuńka na pamiętnym spacerze oraz do Dzidki zamkniętej w transporterze, xmas_eve podejrzewała, że skutki wpuszczenia jej do mieszkania mogą być opłakane i w najlepszym wypadku Teofil oberwie po mordzie. Dlatego udała się z powrotem na parter wołając czarną za sobą, po czym swoim zwyczajem wcisnęła przycisk dzwonka przy drzwiach mieszkania jej ludzi. Drzwi otworzyły się, Bandziorka weszła, drzwi się zamknęły, a xmas_eve odetchnęła z ulgą, że tym razem udało się uniknąć nieproszonych gości.

PS. Gdyby ktoś pytał - hulajnoga nie była na liście zakupów ;)

poniedziałek, 21 marca 2011

Ktoś tu kogoś podsiadł

Jak już co poniektórym wiadomo, xmas_eve zakończyła współpracę z Pewnym Wydawnictwem i zamierza się teraz przez jakiś czas wolno lansować ("wolny" ang: free, a nie slow, żeby nie było wątpliwości). Ma nadzieje, że ów wolny lans potrwa długo i będzie owocny.

Co mają do tego Koty? Otóż Kotom nie jest to wcale takie obojętne, jak by się wydawać mogło. Odkąd xmas_eve więcej przebywa w domu, Kotów spokój jest nieustannie zakłócany. Koty nie mogą spać, bo xmas_eve kręci się po domu, robi kawę, obiad, zmywa, sprząta, włącza radio i telewizor oraz wychodzi i przychodzi o najbardziej nieoczekiwanych porach. Nikt, przyzwyczajony do błogiego spokoju przez dziesięć godzin dziennie, by tego nie wytrzymał.

Najbardziej jednak na zmianie zawodowej rzeczywistości xmas_eve ucierpiał Stefan. Xmas_eve zawłaszczyła Stefana ulubione wyściełane krzesło-fotel z poręczami, na którym lubił on spędzać długie godziny drzemiąc. Teraz ona spędza na tym krześle-fotelu długie godziny przy laptopie, podczas gdy Stefan musi zadowolić się zwykłym krzesłem z zestawu Jokkmokk z Ikei. No, chyba, że uda mu się zająć lożę i nie zostanie z niej wykurzony przez wywierającego presję psychiczną Teofila.

Za każdym prawie razem, kiedy xmas_eve uda się do kuchni zrobić kawę albo opuści pokój w jakimś innym celu, po powrocie zastaje Stefana na krześle-fotelu, udającego, że bardzo twardo śpi. Mówi wtedy: "Stefan, znów mnie podsiadłeś!". Stefan udaje, że nie słyszy, ale prawdopodobnie w duchu odpowiada: "To chyba ty mnie podsiadłaś, moja droga..."

sobota, 5 marca 2011

Od czapy

A dziś, przy sobocie, dla odmiany wpis od czapy, o wszystkim i o niczym, głównie obrazkowy, nie tekstowy.

W takiej pozie człowiek może zastac Kota, kiedy wróci do domu po dłuższej nieobecności:


Albo w takiej:


A tutaj czuły buziak:


Amatorzy żółtego sera:


A na koniec zagadka: czyje to nogi?



Miłej soboty życzą Koty ;o)

czwartek, 3 marca 2011

Sąsiadka z parteru

W klatce, w której mieszkają xmas_eve i Koty, na parterze pod jedynką mieszka czarna kotka.

Xmas_eve podsłuchała kiedyś, że nazywa się Bandziorka, ale nie jest pewna, czy dobrze usłyszała. Być może nazywa się Bandytka. Albo jakoś tak, podobnie.

Bandziorka mieszka razem z wielopokoleniową i wielodzietną rodziną ludzi oraz z psem Caro, którego nienawidzi pies Niuniek. Z wzajemnością zresztą.

Kotka Bandziorka jest kotką wychodzącą, co znaczy, że jej ludzie wypuszczają ją przez okno albo drzwi na dwór, kiedy tylko sobie tego zażyczy. Wypuszczona snuje się po parkingu albo siaduje na dachach i maskach zaparkowanych samochodów. Jeśli znudzi się jej pobyt na dworze, czatuje blisko drzwi do klatki od strony parkingu. Gdy tylko zobaczy, że do drzwi zbliża się ktoś z sąsiadów i będzie je otwierał kluczem, biegnie co sił w nogach, żeby zdążyć prześlizgnąć się między nogami wchodzącego.

Czasami zapuszcza się poza podwórko. Ostatniej soboty wracająca z balangi xmas_eve wysiadła z taksówki na rogu i zauważyła Bandziorkę snującą się po chodniku od strony ulicy. Bandziorka chyba ją poznała, bo natychmiast ochoczo ruszyła za nią w stronę klatki.

Zawsze kiedy xmas_eve wpuszcza Bandziorke do klatki, przechodząc koło drzwi jej mieszkania naciska przycisk dzwonka, aby ludzie Bandziorki wiedzieli, że ona tam na korytarzu czeka. Nie robi tego tylko wcześnie rano albo późnym wieczorem, jak np. wtedy w sobotę. Wówczas Bandziorka siada na balustradzie i czeka, aż ktoś z jej ludzi zorientuje się, że nie ma jej w domu.

Któregoś dnia miała chyba ochotę odwiedzić Koty, bo udała się za xmas_eve aż na drugie piętro i nie przyjmowała do wiadomości, że raczej nie zostanie wpuszczona do mieszkania.

Kiedyś dawno temu xmas_eve transportowała skądś Dzidkę, pewnie od weterynarza. Wytaszczyła transporter z samochodu i postawiła koło drzwi do klatki, aby uwolnić ręce potrzebne do wydobycia kluczy. Jak spod ziemi koło transportera z Dzidką wewnątrz wyrosła Bandziorka. Przez dziurki zajrzała do środka, obwąchała Dzidkę, a następnie z całej siły na nią nasyczała. Chyba jeszcze nigdy nikt tak na Dzidkę wcześniej nie nasyczał. Od syczenia to ona tutaj jest przecież.

Dziś rano xmas_eve wyruszyła na spacer z psem Niuńkiem, który jest na koloniach na Hallera. Zaraz po wyjściu z klatki natknęli się na człowieka Bandziorki prowadzącego na smyczy wspomnianego na początku psa Caro. Miedzy Caro a Niuńkiem z miejsca wywiązała się pyskówka, w której Niuniek był zdecydowanie głośniejszy. Wtedy okazało się, że w spacerze oprócz psa Caro uczestniczy też Bandziorka. Uznała ona chyba, że musi bronic swojego przyjaciela przed pyskującym Niunkiem. Podeszła do niego zdecydowanym krokiem, zrobiła koci grzbiet, nasyczała oraz pomachała mu przed nosem łapą z pazurami. Niuniek nawet nie zareagował, chyba nieświadom zagrożenia kryjącego się w kocich pazurach. To pewnie dlatego, że w domu ma Koty łagodne, które syków i pazurów używają tylko w stosunku do siebie nawzajem, nigdy do psa.



:-)

środa, 23 lutego 2011

Smoky eyes

- Słuchaj, chciałbym, żebyś mi zrobiła smoky eyes .... - powiedział wczoraj Teofil do xmas_eve.


- Chyba ci się w d.... poprzewracało! Jesteś jakiś metroseksualny, czy co? - zakrzyknął na to Stefan, któremu akurat udało się na krótko zająć lożę.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Loża

Najbardziej pożądanym miejscem wypoczynkowym wszystkich Kotów jest oparcie jedynego w domu fotela, zwane przez xmas_eve lożą. Oparcie fotela jest grube i mięsiste, a pod ciężarem Kotów robi się w nim krater, który potem trudno usunąć. Tym bardziej, że nacisk na oparcie wywierany jest niemal bezustannie, bo właściwie zawsze któryś Kot tam leży.

Ponieważ loża jest jedna, a pożądana jest przez wszystkie Koty jednakowo, niejednokrotnie na tle dostępu do niej wybuchają sprzeczki. Awanturującym się jest zawsze i niezmiennie Teofil, który, jeśli zastaje lożę zajętą przez Stefana albo Dzidkę, robi wszystko, co w jego mocy, aby intruza z loży przegonić i objąć ją w wyłączne posiadanie.

Na poniższym zdjęciu widać, jak Teofil wywiera presję psychiczną na Stefana, który chwilę wcześniej zajął miejsce w loży.



Już po chwili w ruch poszły zęby oraz łapa i Stefan, mimo że próbował protestować, został ostatecznie z loży przegoniony. A Teofil? Jak to Teofil, korzysta z życia ... ;)

niedziela, 20 lutego 2011

Z ostatniej chwili ...

Xmas_eve przejrzała dziś pamięć swojego sprzętu fotografującego i znalazła tam zapomniane, a warte opublikowania pozycje. Więc pokazuje, tym bardziej, że została zmobilizowana przez G. do nieustawania w pisaniu, a tym bardziej w fotografowaniu, no matter what.

Więc proszę:


Dzidka ostatnio najchętniej przebywa w pozycji leżącej na stole. Xmas_eve pyta ją, czy nie jest jej tam za twardo, jednak nie otrzymuje na to pytanie jednoznacznej odpowiedzi. Ponadto Dzidka domaga się wypuszczania na śnieg zalegający na balkonie, na co xmas_eve niechętnie przystaje. Na szczęście Dzidka szybko rezygnuje i oddala się do swoich zajęć. Na przykład do uprawiania roślin doniczkowych stojących za telewizorem. Albo do bicia Stefana.


Teofil, jak to Teofil, korzysta z uroków życia. Głównie wypoczywa. Dziś rano zażądał wpuszczenia pod kołdrę i nie przyjmował do wiadomości odmowy. A jeśli akurat nie wypoczywa, miewa sparing z Dzidką albo uprawia biegi przełajowe z okrzykami (to taka nowa dyscyplina olimpijska). To ostatnie szczególnie upodobał sobie robić o 4.30 rano.


A Stefan? No, Stefan wiadomo, słucha muzyki ...

;)

środa, 16 lutego 2011

Koty z Kataru

Dziś, z okazji jutrzejszego Dnia Kota, ciekawostka egzotyczna - koty mieszkające w Katarze.

Photos by A.