poniedziałek, 24 października 2011

Kulka

Yeeey! To prawda, że te kulki zielone dobrze się kulają. Można się razem z kulką kulnąć po podłodze, przewrócić na plecy, złapać kulkę łapami i podrzucić ją do góry.

Niestety, Teofil już kulkę zaprzepaścił. Pokulał ją tak, że nie wiem, gdzie jest, a reszta jest przyczepiona do gałązki i nie umiem ich odczepić.

Przyszedłem do niej, zagaić, żeby mi kulkę znalazła, albo nową odczepiła, ale ona nic. Stuka. Idę więc siku, a potem sobie poskaczę na ścianę ....
S.

czwartek, 20 października 2011

Wege

Siemacie. Ona ostatnio codziennie jeździ do jakiegoś Władka, nie wiem, co za jeden, ale to chyba nic dobrego, bo niewyspana przez niego chodzi non stop. A jak wraca, to gdzieś znika i wraca skandalicznie późno. Nie ma więc czasu pisać, dlatego ponownie muszę przejąc stery, no bo kto, jeśli nie ja, przypilnuje, żeby ten blog nie zszedł na, za przeproszeniem, psy? Przecież nie Stefan...

Zanim o tym sadyście wam opowiem - choć nie wiem, czy dam rade, bo niewiele pamiętam i to wcale nie dlatego, że byłem nietrzeźwy - muszę się poskarżyć na nią. Ja rozumiem - ser żółty. Zwłaszcza Cheddar Seriously Mature, to prawdziwy rarytas i nigdy jej nie odpuszczam, jak go je. Musi się podzielić. Rozumiem też ser biały, zwany twarogiem. Ten ze sklepu dla biednych średni jest, ale jak się jej zechce tyłek ruszyć do dużego marketu, to czasem wróci z niezgorszym twarożkiem i się podzieli. Zawsze też wymagam podzielenia się jogurtem naturalnym, a i śmietanę mus jest wyżebrać. W lecie próbowałem też bobu, smakował jakby mięskiem. Ona mówiła, że to też białko i że to dlatego, ale ściemniała chyba, bo to zielone było, nie białe.

Ja to wszystko rozumiem. No, ale winogrona? No jest już chyba przesada. Myślała, że jak je wsadzi do markowej miski, którą zresztą zawłaszczyła, bo to my ją dostaliśmy w promo, a ona w niej je jogurt, to się nabiorę, że to niby są takie większe kulki?

Przecież ona doskonale wie, że Koty są mięsożerne. A nie jakieś wege ...
Mam nadzieję, że nas tu nie zagłodzi.
T.


poniedziałek, 17 października 2011

Elo

Elo. Nie zaprosili nas w tym roku na Blog Forum, chociaż ona podobno próbowała nas wkręcić. Tak przynajmniej twierdzi. Widać mało się starała. Ma się niby postarać w przyszłym roku, ale wiadomo, jak to z nią jest. Obiecanki-cacanki, a głupiemu wiadomo co ... Mówi, że szuka nowej formuły, takiej, która by jej nie pozwalała miesiącami się obijać. Pożyjemy, zobaczymy. Jest znana ze słomianego zapału.

Tak czy inaczej - żyjemy. Ona w końcu wzięła się za prawdziwą robotę i przestała udawać, że frilansuje. Wreszcie więc nie musimy się ze Stefanem martwić, czy starczy kasy na saszetki. Mamy spokój cały Boży dzień, nie kręci się po kwadracie, nie stuka w maszynę, nie ma jej do siedemnastej, możemy więc się relaksować do woli i regenerować siły po to, by o piątej rano zgotowywać jej miłą pobudkę, jak wtedy, gdy niby frilansowała. Niech się nie rozleniwia.

Dzidki nie ma, wyprowadziła się na dobre na Zaspę, więc tym bardziej jest spokój, nikt nie strzela focha. Co prawda, fajnie byłoby czasem zasadzić się na nią, jak siedzi w kuwecie, postukać łapą w dach i popatrzeć, jak się wkurza ... ech. Ze Stefanem to nie to samo, jemu można co najwyżej od czasu do czasu spróbować odgryźć ucho, coraz częściej jednak bezczelnie się odszczekuje.

A propos szczekania, czasem wpada pies, chociaż odkąd ona poszła do fabryki, rzadziej zagląda. Psa lubię, bo można mu się wytarzać w łapach i załapać na krzywy ryj na czesanie, jak ona go szczotkuje. Wtedy można też wytarzać się w psa wyczesanych kudłach, które ona pakuje do plastikowej siatki. To dopiero jest dżez.

No i w końcu kupiła kocią miętę w spraju. Upominałem ją z pół roku, żeby się ogarnęła i poszła do sklepu, bo stara się dawno skończyła. Psika nią na drapak, jest więc szansa, że tak go ze Stefanem poszarpiemy, że w końcu kupi nowy.

Byliśmy też ze Stefanem u dentysty-sadysty. Był odlot, ale to już następnym razem wam opowiem.

3Mcie się ciepło.
T.