środa, 16 listopada 2011

Bój o włóczkota

Allo. Postanowiłem wystartować w konkursie. Będę walczył o nagrodę. Na blogu takich dwóch rudych Podwładna rozdaje jakieś szmaciaki.

A co, uważam, że mi się należy. Napracowałem się w tym miesiącu, przewaliłem górę faktur, wprowadziłem je do komputera, a dodatkowo wysłałem i wydrukowałem deklaracje ZUS. Wszystko po to, żeby ona mogła zabrać tyłek w troki na długi weekend i pojechać gdzieś tam. Mówiła, że fajnie, ino zimno i Kotów tam nijakich nie widziała.

Mało mnie to w sumie obchodzi, bo gdybym wiedział, że nas ze Stefanem na ten weekend zawiezie do tej nadętej Dzidki, to bym jej nie pomagał. Sama by musiała sobie te faktury wprowadzać i ZUSy drukować. Zresztą, nawet nie podziękowała...

Więc, skoro ona mogła się włóczyć, to ja poproszę włóczkota - za straty moralne i włożony wysiłek.

Z góry dziękuje.
pozdr.
T.

6 komentarzy:

  1. Uważam, że włóczkot jak najbardziej Ci się należy :) Jak można wykorzystywać kota do tak ciężkiej pracy ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Tez tak uważam. Ostatni raz sie dałem tak wrobić. T.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trzymam kciuki za Twojego włóczkota, należy Ci się jak nic!
    Powodzenia :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. i proszę jaki robotny egzemplarz Ci się trafił. czy byłaby możliwość goszczenia wyżej wymienionego u siebie w domu w trudnych chilach np. przy okazji wypełniania PIT-a. prooooooszę !!!!!!!. (tu zrobiłam minę kota ze Szreka ale nie widać)

    OdpowiedzUsuń
  5. Wiewiórko, dzięki! Mika, pewnie, za drobną opłatą ... :)

    OdpowiedzUsuń