poniedziałek, 7 listopada 2011

Terror

Dzisiejszy wpis sponsoruje kot Edek z Tczewa. Wiecie, że on znów tu był? Kot Edek, co był ponoć cały miesiąc na gigancie. Nie wiem, co to jest gigant, ale mam wrażenie, że to jest coś tam za drzwiami, albo za oknem. Albo za oboma.

Został na noc z soboty na niedzielę. Jak zwykle, próbował się panoszyć, gonił Stefana, do mnie też próbował startować, ale mu powiedziałem, że jak jeszcze raz spróbuje, to wstanę do niego.

To jeszcze jednak nic. Najgorsze, że chciał nam zagryźć psa Niuńka, naszego najlepszego przyjaciela, w którego fascynujących zapachach uwielbiamy się tarzać i który by muchy nie skrzywdził, a co dopiero Kota.

A było to tak. Pies Niuniek wrócił z nimi obiema, czyli z nią i tą podwładną Edka, ze spaceru i poszedł, jak zwykle, do łazienki. W tym czasie ona mu robiła kolacje. Przyszedłem się poprzyglądać, bo miał fajne mięso w menu. Za mną przyszedł Stefan, no i przypałętał się Edek.

Ona zrobiła Niuńkowi tę kolację i zawołała go z łazienki. Niuniek bardzo grzecznie i natychmiast przyszedł, a wtedy Edek znienacka i bez ostrzeżenia rzucił się na niego, jak furiat jakiś. Myślałem, że sobie jaja robi, ale on nie, warczał, parskał, syczał i Niuńka obrażał. Doskakiwał z boku, zrobił się trzy razy większy i dawaj do Niuńka z pazurem. Drasnął go i polała się krew na podłogę. Zgroza....

Zwinęliśmy się ze Stefanem od razu, bo nie wiedzieliśmy, co z tego wyniknie i woleliśmy zniknąć z pola rażenia. Może powinniśmy byli Niuńka bronić, ale uznaliśmy, że jest duży i sam sobie z Edkiem poradzi, jak będzie chciał.

Mieliśmy rację, bo w końcu wkurzyło go to Edka pyskowanie i ryknął na niego z całej siły, żeby spi ...., no wiecie co mam na mysli (ona mówi, żeby nie używać słów wulgarnych, chociaż sama używa). Edek opamiętał się, odstąpił i pobiegł do sypialni, gdzie zwalił na podłogę kwiatka widocznego za Stefana głową. Słoń w składzie porcelany jakiś, my nigdy tego kwiatka nie zwaliliśmy, a regularnie bywamy na tej półce. Albo z zemsty to zrobił.... Tymczasem Niuniek zabrał się do jedzenia, a następnie zaczął wylizywać rany.

I jeszcze jedno, na koniec ... Jakbyście kiedyś znaleźli się w polu rażenia Edka, to uważajcie. On używa gazów bojowych. Jakoś tak nieferplej z jego strony.

Pozdro.
T.

3 komentarze:

  1. No jakaś masakra kompletna! Krew się lała? Straszne!!! Biedny Niuniek. Dobrze, że Teofil i Stefan zachowały się pokojowo – bo mogła się rozegrać prawdziwa bitwa – ufff. Wtedy to by się działo. Ten Edkowy "gigant" pewnie miał taki wpływ na Edka – tak to jest jak się przez miesiąc hula na gigancie – później ma się spaczony pogląd na świat :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj to ja jednak się na tego giganta nie wybiorę. Bo to na psyche robi, a ja i bez tego...
    A gdzie twoja Pani kotku? Coś by napisała też.

    OdpowiedzUsuń
  3. Wychodzi na to, że Edek na tym gigancie użył jak przysłowiowy pies w studni i dorobił się urazu - żeby tak się jeżyć na Niuńka, walić po mordzie pazurami i do tego bździć smrodliwie? Normalnie nie wiem komu współczuć: Niuńkowi, Edkowi, Kotom, czy ich podwładnej... chyba wszystkim po trochu ;)

    OdpowiedzUsuń