poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Wyprawa do Tczewa i sparing z kotem Edkiem

A., podwładna kota Edka, zaprosiła xmas_eve na urodziny. Ponieważ urodziny odbyć się miały w Tczewie, zaproponowała, by xmas_eve została na noc. Xmas_eve nie miała akurat opieki dla wszystkich Kotów, tylko Dzidka mogła zostać pod opieką pana T., pomyślała więc, że zabierze Stefana i Teofila ze sobą, niech się z Edkiem integrują przy okazji.

Jak pomyślała, tak zrobiła. Wczoraj po południu wyruszyli wszyscy troje Stilem, uzbrojeni w kwiatka, prezent, miski, karmę oraz absolutne minimum rzeczy potrzebnych xmas_eve do spędzenia jednej nocy poza domem (czyli sporą siatkę). Na wysokości Pruszcza Teofil zaczął buczeć i nie przestał do samego Tczewa. Xmas_eve niepokoiła się trochę tym buczeniem, pomna pewnego zdarzenia sprzed dwóch lat, kiedy to w drodze z Lublina buczący Teofil zrzucił w samochodzie bombę biologiczną.

Na szczęście, tym razem do niczego podobnego nie doszło. Szybko zajechali na miejsce, Koty zostały wypakowane, zaniesione na górę i wypuszczone wprost w czułe objęcia Edka, który tylko czekał, by im wskoczyć na plecy. Gonitwa zaczęła się od progu. W jej wyniku Koty zostały zapędzone w kozi róg, a dokładniej mówiąc, w najciemniejszy zakamarek garderoby A., gdzie przykleiły się do wieszaka oraz do siebie nawzajem i tak zostały do późnego wieczora.

Xmas_eve patrzyła na to wszystko ze zdumieniem, nie poznając swoich Kotów, a zwłaszcza Teofila, który, jak wiadomo, nie boi się nikogo ani niczego, z wyjątkiem odkurzacza. Tymczasem u A. objawiło się zupełnie inne oblicze Teofila, który okazał się być tym bardziej przestraszonym Kotem. Stefan jako pierwszy wychylił nos z garderoby i wyszedł na rekonesans, narażając się na bycie poturbowanym przez Edka, po czym wrócił, wyraźnie chcąc dotrzymać Teofilowi towarzystwa. Gdy około dwudziestej drugiej ten ostatni zdecydował się wreszcie wyjść z ukrycia, Stefan solidarnie ruszył za nim. Obaj ryzykowali wiele, bo Edek czaił się tuż za drzwiami, a trzeba Wam wiedzieć, że Edek nie daje sobie obcinać pazurów...



Xmas-eve zalicza wizytę u A. do bardzo udanych. Koty niestety jej zdania nie podzielają. Prawie nie jadły, nie robiły siku ani nic, a każde wyłonienie się z garderoby skutkowało byciem skotłowanym przez Edka. Teofil został na przykład skotłowany dwa razy, a przecież wiadomo, że nie przywykł on do takiego zachowania. W domu to on atakuje, jak ma ku temu ochotę. A nie na odwrót.

Dopiero późną nocą Koty odważyły się pójść do kuwety, a nad ranem zostały przez Edka zmobilizowane do porannej gonitwy. Dziś rano już nie siedziały w garderobie, ale nadal nie były to te Koty, które xmas_eve zna. Zwłaszcza Teofil był poruszony i do tego stopnia zdegustowany tą wizytą, że gdy xmas_eve zaczęła go pakować w drogę powrotną do transportera, nie oponował, a nawet ochoczo do niego wszedł.

W drodze powrotnej nie obyło się bez buczenia, tym razem jednak marudą był Stefan, który, jak się później okazało, był niewysikany i narzekał tym głośniej, im dłuższy stał przed nimi korek. Po przyjeździe do domu Koty zapadły w sen kamienny, żegnani ironicznym spojrzeniem Dzidki, która noc spędziła sama i wydawała się być z tego faktu bardzo zadowolona.