sobota, 17 września 2011

Powrót Edka marnotrawnego

Xmas_eve spieszy donieść, że kot Edek się odnalazł. Nie było go dokładnie miesiąc. Podczas tego miesiąca przebywał na gigancie w Dywitach. Co robił, gdzie i z kim - tego się już pewnie nie dowiemy.

Edek zaginął 12 sierpnia. Wtedy to postanowił zażyć wolności i uciekł swojej podwładnej, która, chcąc zrobić mu przyjemność, wyprowadziła go w szelkach i na smyczy przed klatkę. Edek skorzystał z jej chwilowej nieuwagi, wyrwał się i prysnął w ciemną noc. Pomimo zakrojonych na szeroką skalę poszukiwań ślad po nim zaginął na wiele dni. Rozwieszone zostały ogłoszenia o jego zaginięciu (wielkie dzięki za pomoc dla Karoliny z Olsztyna!), jednak nie było żadnego sygnału, że ktoś go widział, ani że go przygarnął. Edek przepadł jak kamień w wodę.

W niedzielę 28 sierpnia xmas_eve pojechała z A. do Dywit i razem przeprowadziły wymyśloną przez A. akcję, która polegała na tym, iż przeszły się po okolicy i do każdej prywatnej skrzynki na listy wrzuciły ogłoszenie o zaginięciu Edka, wydrukowane na pasku papieru. A. uznała, że taka akcja może być skuteczniejsza niż rozwieszanie ogłoszeń, bo ogłoszenia przyklejone na słupie nie wszyscy czytają, a skrzynkę na listy sprawdza każdy. Gdy wracały do domu, do A. zadzwoniła pani, która właśnie znalazła w swojej skrzynce informację o Edku i spieszyła donieść, że parę dni wcześniej na swojej posesji natknęła się na Edkowe szelki wraz ze smyczą. To kazało przypuszczać, że Edek bryka po okolicy i w jakiś nieznany sposób pozbył się uprzęży.

Minęło kilka kolejnych dni bez żadnego nowego sygnału, aż tu nagle, zupełnie nieoczekiwanie, Edek pojawił się w pobliżu bloku, w którym mieszka mama A. Został rozpoznany przez rodzinę, nie pozwalał jednak się do siebie zbliżyć. Trzymał się w bezpiecznej odległości od ludzi. Widziano, że włóczy się w towarzystwie kumpli, pewnie poznanych na gigancie.

Najwyraźniej wolność się Edkowi spodobała, bo nie chciał podejść nawet do swojej podwładnej, która przyjechała tak szybko, jak to było możliwe i dwa weekendy pod rząd próbowała wszelkich możliwych sztuczek, żeby go przekonać do powrotu do domu. Na próżno. Edek, zasmakowawszy wolności, ani myślał wracać i nie dawał się złapać ani po dobroci ani podstępem.

Jeden z sąsiadów mamy A. okazał się jednak sprytniejszy od Edka i pewnego dnia, zauważywszy go na śmietniku, zgarnął go (jak tego dokonał, tego xmas_eve niestety nie wie, ale chyli czoła) i odstawił do mieszkania mamy. A. czym prędzej po niego pojechała i tym sposobem, dokładnie miesiąc po pryśnięciu na giganta, w poniedziałek 12 września, Edek powrócił do Tczewa. Podobno schudł nieco i nie był najczyściejszy, ale za to cały i zdrowy.

:)