wtorek, 27 grudnia 2011

Cios

No i kolejny cios - nic ze Stefanem nie dostaliśmy od Mikołaja. Nic. Zupełnie nic. Prawdę mówiąc, liczyłem na nowy drapak. Stary jest już zupełnie zużyty. To fakt, używamy go prawie codziennie, zwłaszcza jeśli ona popsika go kocia miętką, ale jak tu przyszliśmy ze Stefanem, on już był. Z tego wniosek więc, że to właściwie głównie Dzidka go zużyła, nie my.

Tak czy inaczej, należy się nam już nowy. Pisałem w tej sprawie do Mikołaja, ale albo wysłałem na zły adres, albo nie doszło, albo Mikołaj się nie ustosunkował pozytywnie do mojej prośby. Nie bardzo rozumiem, dlaczego, w końcu byliśmy ze Stefanem grzeczni, nawet na noc sami zostaliśmy ostatnio ...

Mikołaj mógł jednak przynieść coś w zamian - mysz futrzaną, wędkę z piórkami, korek od wina, patyczek z watą na końcu, migdała ... A tymczasem jedyne co nam zostało, to papiery po prezentach, które przyniósł dla nich. Nawet wypieki świąteczne nie były dobre. Jak ona wyszła z psem, wziąłem ciastko z talerza, ale było kiepskie, więc zostawiłem je w przedpokoju na podłodze. Ile później gderania o to było, ja nie mogę.. Więcej Świąt ze Stefanem nie zamawiamy.

Pozdr.
T.