niedziela, 23 września 2012

Wrażenia

Nic nie wskazywało na to, że ta zwyczajnie zapowiadająca się sobota obfitować będzie w moc mocnych wrażeń.

Zaczęło się od wycieczki. Wstała skoro świt, wystawiła z szafy transportery i kazała nam do nich wchodzić. Tak byliśmy zaskoczeni, że nawet nie zdążyliśmy zaprotestować. Nie chciała powiedzieć, dokąd jedziemy. Po chwili wszystko jednak stało się jasne. Zabrała nas do faceta, który kiedyś robił nam ze Stefanem higienę jamy ustnej. Bardzo długo potem byliśmy nieprzytomni, a Stefan nawet nie zdążył do kuwety. Tym razem facet wymyślił, że będzie nas ważył i szczepił. Powiedział, że jesteśmy ze Stefanem grubi. Akurat! Szkoda, że nie mogłem mu powiedzieć "Chyba ty!". Na szczęście załatwił nas sprawnie i nawet bezboleśnie, nie licząc oczywiście bólu serca po usłyszeniu powyższej krzywdzącej nas obu opinii.

Zdążyliśmy wrócić, wyjść z transporterów i rozprostować kości, a tu puka jakiś typ w czerwonym kombinezonie i składa zażalenie, że dzwonek nie działa. Ona mu na to, że dzwonek nie działa od zawsze i mówi, by wszedł. Wyjrzałem z sypialni, żeby sprawdzić, co za jeden. Okazało się, że to monter. Przyszedł odinstalować żaluzje z drzwi balkonowych, a zamontować rolety. Pobiegłem do Stefana, żeby mu o tym powiedzieć. Stefan bardzo lubi szarpać żaluzję i wydawać wymowne odgłosy, gdy ona zapomni akurat udostępnić nam balkon. Jest w tym niezwykle skuteczny, drzwi zostają momentalnie otwarte, bo odgłos szarpanej żaluzji ponoć szarpie jej nerwy. Bardzo się więc zmartwił, gdy usłyszał, że żaluzje zostały zdemontowane. Powiedział, że przy najbliższej okazji sprawdzi, czy da się szarpać roletę. A monter bardzo sympatyczny, małomówny, za to robotny. Przypilnowałem mu butów.

Najciekawsze było jednak ciągle przed nami. Po południu dała nam obiad i poszła sobie. Nie było jej sporą chwilę, a gdy wróciła, okazało się, że ciągnie gości. Przyszła Podwładna szarej Rozalki, która ostatnio wizytowała nas z małym, szczekającym psem. Tym razem przybyła w towarzystwie nieznanego nam wcześniej Kota.


Od razu rzuciło mi się w oczy jego uderzające podobieństwo do Stefana, jednak Stefan odżegnuje się od jakiegokolwiek pokrewieństwa z wyżej wymienionym. Tak czy inaczej, niby przyszedł w gości, ale w ogóle nie chciał się z nami integrować. Zaszył się pod łóżkiem, potem pod stołem w dużym, a kiedy próbowałem zbliżyć się do niego w pokojowych zamiarach, przedstawić się i zagaić, nasyczał na mnie i nawarczał. Ona skwitowała to stwierdzeniem, że wszystkie Koty się mnie boją. Akurat!

Podsłuchałem, że w przyszły weekend znów gdzieś wyjeżdżamy. Ech, męczą mnie już te podróże. No i pogoda nie zachęca do spacerów ...

T.

3 komentarze:

  1. Ach, to tempo współczesnego życia!
    Po tylu wrażeniach pozostaje tylko porządnie je odespać zwłaszcza, że i pogoda bardzo ku temu nastraja.
    Ja śpię od rana na kołdrze pod narzutą, polecam.
    Pozdrówka,
    Haker

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My śpimy na narzucie, ale jest tak zimno w chacie, że chyba rozważymy wejście pod :)
      pozdr.
      T.

      Usuń
  2. Ile wrażeń! A ja siedziałam w spokojnym domu cały weekend. Na mnie B. nie warczy i nie syczy to raczej ja na niego :). Pozdrawiam Was chłopaki :) liliowa R.

    OdpowiedzUsuń