środa, 21 listopada 2012

Mało brakowało ...

Mało brakowało, a więcej nic bym dla Was nie napisał. Mało brakowało, bo mało brakowało, a nie wróciłbym z urlopu. Byłem już prawie zdecydowany poprosić o azyl w pensjonacie z widokiem, chociaż początki naszego pobytu tam nie były ani łatwe ani przyjemne.

Okazało się, że po odejściu Felicjana Emil zaprowadził u pana T. swoje porządki. Trudno było mu przetłumaczyć, że przyjechaliśmy ze Stefanem na wakacje, nie do pracy. Upierał się, by zabraniać nam wstępu do jednego z pomieszczeń, w którym Pan T., jego Podwładny, prowadzi działalność zarobkową, innymi słowy, posiada tam biuro. Emil twierdził, że nie mamy odpowiednich kwalifikacji, żeby w biurze przebywać i moglibysmy narobić szkód. Nie przyjmował do wiadomości, że co miesiąc przewalamy ze Stefanem stertę faktur oraz robimy raporty do ZUS. A w wakacje i tak nie pracujemy, chcieliśmy tylko popatrzeć przez biurowe okno. Dopiero po paru dniach ugiął się i nas wpuścił, formalista jeden.

Pilnował też bardzo, żebyśmy za wiele nie chodzili po kwaterze. Siedział na fotelu w sypialni, do której, nawiasem mówiąc, też początkowo nas nie wpuszczał, a z której miał dobry widok na przedpokój. I obserwował. Gdy tylko namierzył mnie lub Stefana idących do kuchni w celu konsumpcji, zeskakiwał z fotela i rzucał się na nas z łapami. Ponieważ rzadko robi manicure, jedna z takich konfrontacji skończyła się szramą na mojej twarzy. Szramę tę mam do dziś.

Jednak w końcu dogadaliśmy się jakoś. Spędzaliśmy razem czas na balkonie patrząc na majaczące w oddali morze. Pozwalaliśmy Emilowi korzystać z naszej kuwety, a on w zamian pozwalał nam korzystać ze swojej kanapy (w celach sypialnych, nie toaletowych, oczywiście). Słyszałem, że tęskni teraz za nami i wyraża chęć posiadania kolegi, a nawet dwóch, na stałe. Cóż, nasz następny urlop podobno dopiero w maju, więc pozostaje nam jedynie okazjonalne odwiedzanie się nawzajem raz na czas jakiś.

Tymczasem Ona oczywiście nic nam nie przywiozła, z wyjątkiem zdjęć obcych kotów, w tym kota z metalu oraz muszli, które ponoć sama na plaży zbierała. Poprzednio kamienie, teraz muszle ... W następną podróż wybiera się ponoć do Szwecji. Ciekawe, czego tam można nazbierać ....

Wcale więc nie mam wyrzutów sumienia, że gdy przyjechała po nas w niedzielę, udałem, że Jej nie znam i nie wyszedłem z kanapy. Niby było Jej przykro. Zabrała Stefana i pojechała, a ja dopiero następnego dni dałem się przekonać Panu T. do powrotu. Kiedy wróciła z pracy, udaliśmy oboje, że niedzielnego incydentu z kanapą nie było. Powiedziałem, że jestem głodny, jak zwykle, a ona jak zwykle wyjęła z lodówki saszetkę. I życie znowu wróciło na swe utarte koleiny ...

4 komentarze:

  1. trochę się kotek obraził, jak można go w ogóle zostawiać :P świetnie się czyta notki na tym blogu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W imieniu Teofila dziękuję za uznanie :)

      Usuń
  2. Azyl w pensjonacie? Rozumiem, że to fajna opcja na wakacje, ale żeby zaraz na stałe? Dobrze, ze jednak wróciłeś do domu, w końcu nie ma to jak własne śmieci, no i musisz pomóc Stefanowi wyleżeć nowy krater na sofie ;)

    pozdrawiamy,
    H., B., Ch. i podwładna wiewiórka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio znudziło się nam jakoś wylegiwanie krateru i czynność tę zaniedbaliśmy ;)

      Usuń