sobota, 10 listopada 2012

Pensjonat z widokiem na morze

Nici z zaproszenia Czarnej z parteru pod jej nieobecność :( Ona co prawda wyjeżdża, jak obiecała, ale zamiast zostawić nas ze Stefanem na gospodarstwie, wysłała nas do jednego takiego rudego Kota, którego jak przez mgłę pamiętamy, bo kiedyś u nas chwilę był. Emil mu jest.

Ona mówi, że kiedyś tu mieszkałem. Że byłem wtedy młody i szczupły (co?!) i kumplowałem się z innym rudym Kotem, któremu było Felicjan. Nie bardzo sobie to przypominam, ale możliwe całkiem. Po przybyciu na miejsce niektóre kąty wydały mi się dziwnie znajome, zwłaszcza kanapa. Felicjana nie zastaliśmy niestety. Jest Emil, który podejrzliwie na nas patrzy i wyjada nam z misek.

Stefan odkrył, że z balkonu tej miejscówki jest widok na morze. Będę musiał to naocznie sprawdzić. Tymczasem głównie siedzę w kanapie. Póki co niespecjalnie mi się tu podoba, głośno daję więc wyraz swemu niezadowoleniu. Zwłaszcza nocą.

Ona mówi, że się przyzwyczaimy i dotrzemy. Nie wiem, może. Na razie kiepsko to widzę. Nawet nie mam apetytu ....

Do usłyszenia za tydzień, w każdym razie.
Pozdr.
T.

3 komentarze:

  1. No to kciuki trzymamy, żeby czas szybciej minął tym razem ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pensjonat z widokiem na morze a Ty marudzisz?! No co za czasy! Korzystaj w wczasów i nadmorskiego powietrza :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ale Was urządziła, widać inaczej nie mogła. Mam jednak nadzieję, że nadmorskie powietrze przywróciło Ci apetyt, a z balkonu "z widokiem na morze" widać jakieś albatrosy ;)

    Pozdrawiam,
    Haker :)

    OdpowiedzUsuń