piątek, 17 lutego 2012

Prezent na Dzień Kota

Prawdę mówiąc, byliśmy ze Stefanem więcej niż pewni, że ona da plamę i nic nam nie sprawi na Dzień Kota. Żadnej niespodzianki, prezentu, upominku, najmniejszej nawet futrzanej myszki, nie mówiąc już o tych przepysznych puszkach z tuńczykiem za 3,79 zł sztuka, które mogłaby nam w końcu znów kupić, tak dawno ich już nie mieliśmy ....

Byliśmy pewni, że całkiem zapomniała. Rano wiadomo było, że nic nie dostaniemy, bo nie dość, że za późno wstała, to jeszcze powiedziała, że nie wie, w co się ma ubrać i zajęło jej to kupę czasu, żeby się dowiedzieć. Co za różnica, w co się ubrać? Potem cały dzień jej nie było, a jak wreszcie przyszła wieczorem, to z pustymi rękami. To znaczy, ręce miała zajęte, co prawda, ale nie było w nich prezentów dla Kotów, tylko ludzkie żarcie i mazidła oraz psikadła. "Beznadziejnie" - pomyślałem. Dla porządku zażądałem śmietany, jak robiła kolację, a potem poszedłem spać nie chcąc nawet myśleć, co mogły dostać na Dzień Kota inne Koty, mające lepszych podwładnych.

Tymczasem ... okazuje się, że miała jednak dla nas niespodziankę. Zwracamy jej ze Stefanem honor, tym bardziej, że mówi, że wolałaby już dawno pójść spać, bo już ją wszystko boli od tego siedzenia i klikania w komputer. Mimo to siedzi i klika ... i wyklikała nam fanpejdż na Facebooku!

A już myślałem, że się ze Stefanem nie doczekamy i do końca życia będziemy tylko mogli słuchać o tym, jak inne Koty dostają lajki, lansują się, maja fanów ...

Mówi, że fanpejdż na razie pusty, bo już naprawdę wszystko ją boli, nawet głowa, ale że zobowiązuje się go szybko zapełnić.

Wpadajcie więc i lajkujcie nas na Facebooku! Pierwszego fana już mamy ;)

Pozdr.

T.