wtorek, 15 maja 2012

Same oszczerstwa

Nie było nas tu chwile, gdyż byliśmy zajęci. Sprzątaliśmy, praliśmy i myliśmy okna. Stefan bywał też pochłonięty nałogową konsumpcją pietruszki naciowej z doniczki na kuchennym parapecie, ja przymierzałem się do występu w filmie krótkometrażowym, a ona robiła wypieki. Do tego absorbowało nas ostatnimi czasy podejmowanie gości.

Najpierw przyszła w odwiedziny G., Podwładna szarej Rozalki, tej arystokratki brytyjskiej. Niestety, Rozalka tym razem nas nie zaszczyciła, nad czym bardzo ze Stefanem ubolewaliśmy. Lubimy takie poważne, nieśmiałe dziewczyny o dużych oczach. Okazało się natomiast, że Rozalka ma przyrodnie rodzeństwo, o którym nie mieliśmy pojęcia, a które przybyło tym razem w odwiedziny razem z G. Ona twierdziła, że to był pies, ale trudno nam w to uwierzyć. Co prawda, pies Niuniek dawno nas już nie odwiedzał, ale przecież pamiętamy go doskonale. Jest ze trzydzieści razy większy. W życiu nie zmieściłby się u nikogo pod pachą. Poza tym pies Niuniek wydaje zdecydowanie mniej odgłosów, niż ta Calima (bo tak jej było). Tak czy inaczej, pies czy nie, nie chcieliśmy ze Stefanem z nią rozmawiać i oddaliliśmy się z godnością do sypialni. Ona powiedziała jej Podwładnej, że uciekliśmy, bo się baliśmy, ale oczywiście było to zwykłe oszczerstwo. Przecież ta Calima była mniejsza nawet od Stefana, do licha!


Na długi weekend przyjechał kot Edek z Tczewa. Podobno nie jest już z Tczewa, podobno stał się gdańszczaninem i mieszka w okolicy, w której produkują śmietanę. Jakoś nie widać różnicy. Nic się nie zmienił, tak samo awanturuje się i skacze każdemu przechodzącemu Kotu na plecy. Na drugi dzień po przyjeździe próbował nas ze Stefanem przepędzić od misek ze śniadaniem. Oddaliliśmy się szybko i z godnością, oczywiście do sypialni, żeby z nim nie rozmawiać. Niech ma satysfakcję. Potem, jak zadzwoniła jego Podwładna, ona znów powiedziała, że uciekliśmy, bo się baliśmy. To naturalnie kolejne oszczerstwo. Nie mieliśmy po prostu ochoty na przepychanki z tym gościem.

Oprócz tego odwiedza nas ostatnio A., który uparł się, by uczyć mnie skoków z kuchennego krzesła. Nie dociera do niego, że skakanie mam dawno opanowane i to nie tylko z krzesła, ale nawet z parapetu. Twierdzi, ze trochę ruchu dobrze mi zrobi, bo rzekomo jestem za gruby (Stefan zresztą też). Nie muszę chyba dodawać, że to znowu oszczerstwo. Przecież dbamy ze Stefanem o linię, codziennie rano biegamy i gonimy się, raz ja Stefana, raz Stefan mnie. Postanowiłem jednak, że na razie nie będę protestował. Zniosę nawet to, że A. nie pozwala, żeby ona dawała mi ser żółty i wędlinę. Będę siedział cicho, bo jest szansa, że zatrudni mnie do filmu. jestem już po zdjęciach próbnych i bosko wypadłem. Myślę, że mam spore szanse na karierę w szołbiznesie.

Trzymajcie kciuki, w każdym razie.
Pozdr.

T.