środa, 15 sierpnia 2012

Urlop

Dziś zupełnie wbrew naszej woli wyjechaliśmy ze Stefanem na urlop. Nie składaliśmy wniosków o urlop, ale właściwie mogliśmy się spodziewać, że coś takiego nastąpi, kiedy zobaczyliśmy, że ona wyjęła dużą czarną walizkę. Zaczęła do niej pakować pół swojej szafy i pół łazienki oraz oczywiście suszarkę. Ledwo zdążyłem wskoczyć i spenetrować wnętrze, zanim ją zapakowała po dach. Stefanowi już się nie udało. Próbowaliśmy jeszcze dostać się do środka dziś nad ranem, ale krzyczała na nas, że to nie nasza walizka i wywaliła nas za drzwi. Daliśmy więc spokój.

Potem nastąpiło najgorsze. Wydobyła z szafy transportery, perfidnie zamknąwszy wcześniej drzwi do sypialni, żebyśmy nie uciekli pod łóżko i zapakowała nas do środka, najpierw Stefana, potem mnie. Protestowałem, ale na próżno. Zniosła nas przed dom, gdzie musieliśmy na chodniku czekać, aż porozmawia z sąsiadami. Jakiś czarny kot nie spuszczał z nas wzroku, trzymając się w bezpiecznej odległości.

Pojechaliśmy w końcu. Na urlop wyruszyły z nami, nie wiedzieć czemu, dwie rośliny - bazylia i mięta. Nie wyruszyła za to kocimiętka, którą niedawno odkryłem na kuchennym parapecie i którą uwielbiam miażdżyć głową. Obłędnie pachnie ...

Na urlopowej kwaterze od razu odkryłem, że w wersalce jest schowana Dzidka, ta, która z nami kiedyś mieszkała. Wychodzi więc na to, że ona jest na permanentnym urlopie, cwaniara. Otoczyliśmy ją ze Stefanem nie zważając na jej warki. Stefan wszedł do wersalki i pomógł mi ją z wnętrza wykurzyć. Wtedy zameldowałem się tam i już zostałem, podczas gdy Stefan biegał jak głupi po kwaterze. Podobno skonsumował Dzidce rybę, która była schowana w zamkniętym pojemniku.

Słyszałem, jak Ona mówiła, ze schowałem się w wersalce, bo się bałem i źle zniosłem wyjazd na urlop. Nic bardziej mylnego. Byłem po prostu bardzo zmęczony podróżą. Musiałem wypocząć, by dzielnie znieść czekające mnie trudy urlopu. I tyle.

Do usłyszenia po urlopie!

T.