środa, 24 października 2012

Taka strata

Minął już tydzień, a my ze Stefanem wciąż nie możemy się otrząsnąć. W najstraszniejszych koszmarach nie śniło mi się, że mogłaby to zrobić. Od jakiegoś czasu odgrażała się co prawda, że ma zamiar pozbyć się go, bo wielki i zawalidroga, pół pokoju zajmuje, a nikt prawie na nim nie siada (jak to NIKT, a ja?). Że trzeba mu znaleźć nowy dom, bo dopóki tu jest, nie można pokoju przemeblować, a przemeblować trzeba (a kto mówi, że TRZEBA?). Nie podejrzewałem jednak, że mówi poważnie.

Tymczasem Ona naprawdę to zrobiła. Sprzedała nasz fotel z lożą! Nie pytając nas o zdanie, nie konsultując z nami, po prostu go w zeszłą środę sprzedała.

Spędziłem tego dnia w loży sporo czasu, jakby przeczuwając, że coś się święci. Ostatnio trochę ją omijaliśmy. Stefan wolał krzesło, ja budę pod biurkiem. Loża stała zapomniana. Teraz, gdy jej nie ma, nie możemy odżałować, że tak ją zaniedbaliśmy.

Gdy Ona przyszła wtedy z pracy, zaczęła mruczeć, że znów krater wyleżeliśmy, a zaraz przyjdą po fotel i jak to teraz wyglądać będzie. Myślałem, że żartuje. Wyjęła odkurzacz, więc oddaliłem się do sypialni, bo nie lubię typa. Potem był harmider, otworzyły się drzwi, weszli jacyś ludzie, coś stuknęło, a gdy zapadła cisza i wyjrzałem z sypialni, okazało się, że fotela nie ma ....

Została po nim wielka pusta przestrzeń i narzuta. Dobrze, że zdążyłem się z nim tego dnia pożegnać. Stefan nie zdążył. Teraz podobno inne Koty wylegują krater. Podobno cztery na raz. A my nie możemy miejsca sobie znaleźć. Leżymy na sofie, którą Ona natychmiast przestawiła pod inną ścianę, ale to już jakby nie to samo. Zaczęliśmy robić krater w sofowej poduszce. Może z czasem zastąpi nam nieodżałowaną lożę, kto wie.

Mam nadzieję, że łączycie się z nami w bólu.

Pozdr.
T.

--------------------------------------------------------
PS. Konia z rzędem temu, kto zgadnie, kto jest na zdjęciu na drugim planie.