czwartek, 21 marca 2013

Niestety

Niestety, kot Teofil umie i lubi pisać tylko o w miarę wesołych sprawach. Dziś jest smutna wiadomość do przekazania, dlatego odmówił umieszczenia wpisu. Wyręczy go więc Podwładna, aby z żalem donieść, że kot Emil zatęsknił chyba bardzo za kotem Felicjanem i opuścił nas tydzień temu na zawsze.

Kot Emil mieszkał u Pana T. ponad półtora roku. Przez ten czas zakumplował się z psem Niuńkiem i darł czasem koty z kotem Felicjanem, chociaż tak naprawdę niezmiernie go lubił. Po jego nagłym odejściu w lipcu ubiegłego roku tak bardzo zatęsknił za kocim towarzystwem, że próbując przedostać się na sąsiedni balkon, gdzie mieszkały koty, sfrunął z drugiego piętra do przyblokowych ogródków. Nic nie robił sobie z faktu, że przecież balkon jest zasiatkowany i nie ma którędy wyfrunąć. Wyszedł z tej przygody bez szwanku i chyba więcej strachu najedliśmy się my z Panem T., szukając go pod balkonem, niż on sam.

Kot Emil lubił szatkować kartony, a ponieważ był kotem biurowym (pracował w Biurze Rachunkowym), szczególną estymą darzył kartony po papierze do drukarki. Umiejscawiał się w pustym kartonie i po kawałeczku odgryzał jego brzegi, wypluwając poszarpane ścinki na dywan wokół siebie. W ten sposób skutecznie zaśmiecał biuro i pomagał utylizować makulaturę.

Kot Emil miał swoje własne drzwiczki do toalety oraz osobisty składany fotel turystyczny, na którym stacjonowała brygada włóczkowych miśków, zrobionych na drutach przez ciocię Angelę, mniej więcej takich:



W przypływie dobrego humoru wybierał jednego miśka, brał go w zęby i przenosił w inne miejsce, w którym potem znajdował go Pan T. dziwiąc się, jak też misiek się tam znalazł.

Kot Emil lubił wypijać wodę z dzbanka, w którym stała nać pietruszki. Lubił też chodzić w gości do Pani Basi, sąsiadki z naprzeciwka. Kiedy otwierały się drzwi wejściowe od mieszkania Pana T., bo ktoś akurat wchodził lub wychodził, korzystał ze sposobności, by wyjść na klatkę i zażądać zapukania do sąsiadów. Wpuszczony spędzał u nich trochę czasu, a potem wracał do domu z futrem przesiąkniętym wonią papierosowego dymu, bo oboje sąsiedzi lubią sobie zapalić.

Kot Emil pilnował, by Stefan i Teofil nie chodzili zbyt wiele po kwaterze, kiedy spędzali u niego listopadowe wakacje, bo Podwładna wojażowała po świecie.

Kot Emil nie lubił być transportowany. Nie raz i nie dwa rozkwasił sobie nos o kratkę, próbując wydostać się z transportera, w którym był niesiony do lekarza lub na inną wyprawę, np. na przechowanie pod nieobecność Pana T.

Kota Emila nie zmogła cukrzyca, na którą zapadł parę miesięcy temu, a z której bohatersko wyciągnął go pan T., aplikując mu rano i wieczorem zastrzyki z insuliny. Kota Emila, podobnie jak Kota Felicjana, dopadł wredny wirus, który ukrywa się pod trzyliterowym skrótem - FIP.

Będzie nam go brakowało. A zwłaszcza Panu T.

9 komentarzy:

  1. Współczuję Panu T. to bardzo smutne stracić przyjaciela. Bardzo smutne.
    [*]

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo mi przykro :(... Paskudny ten FiP... :(...

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja również współczuję... znam ten ból. Nasza Mika również tydzień temu udała się za Tęczowy Most :(

    OdpowiedzUsuń
  4. Ale szkoda kotka ... mógł jeszcze długo żyć, miał tak dobrego i oddanego opiekuna. Bardzo współczuję ... wiem jak kocha się nasze mruczki ...

    OdpowiedzUsuń
  5. Przykro, gdy kot odchodzi.. :( współczuję bardzo. FIP zabił też kiedyś jednego z moich kotów :( Trzymajcie się dzielnie!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ojej :< Pierwszy wpis, który u was przeczytałam, a taki smutny.
    Trzymajcie się cieplutko w te zimne, a teraz pewnie jeszcze bardziej przygnębiające wieczory :<

    OdpowiedzUsuń
  7. Przykro mi bardzo :( Moja Puma odeszła przez tego samego wirusa.
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie: domowezaciszekota.blogspot.com
    Kasia

    OdpowiedzUsuń