poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Nie ma tego złego

Zima w tym roku przeciągnęła się co prawda do Wielkanocy, ale ostatecznie chyba poszła sobie precz. Wraz z nadejściem wiosny coraz częściej domagamy się ze Stefanem otwierania balkonu. Siadamy przed balkonowymi drzwiami i wywieramy na Nią presję. By spotęgować efekt, Stefan czasem drapie roletę. Gdy w końcu balkon staje otworem, wychodzimy nań, napawamy się coraz cieplejszymi podmuchami wiatru i obserwujemy turkwy, które zastąpiły sikorki i tłumnie pojawiły się na lipach, a jedna siedziała nawet ostatnio na tramwajowej sieci trakcyjnej. Stefan czasem ucieka, bo boi się ryku motocykli, a te również tłumnie wyległy na ulice, zupełnie jak turkwy na lipy.

Na mnie balkon wpływa wyjątkowo energetycznie. Gdy tylko posiedzę już chwilę i popatrzę na turkwy, tramwaje i motocykle, przychodzi czas na trochę ruchu na świeżym powietrzu. Robię tak: startuję z balkonu, wpadam do dużego, tam się rozpędzam, na zakręcie trochę przyhamowuję, żeby nie wypaść z toru na śliskiej podłodze, potem przyspieszam czasem przemieszczając dywaniki w przedpokoju i ląduję na drzwiach przesuwanych od szafy z butami. Wskakuję na drzwi z wielkim impetem, popycham je, one wtedy przesuwają się, szafa się otwiera, a ja wpadam do środka, robię szybki obrót w butach i lecę z powrotem. Przedpokój, wiraż na zakręcie, przyspieszenie na ostatniej prostej w dużym i meta na balkonie przy akompaniamencie odgłosów paszczą, które według Niej słychać na całej ulicy. Wspaniała zabawa!

Niedawno postanowiłem potrenować trochę przy zamkniętym balkonie, pod jej nieobecność. Zupełnie nie wiem, jak do tego doszło, ale na finiszu w przedpokoju tak dynamicznie wskoczyłem na drzwi od szafy, że wyskoczyły z prowadnic. Kiedy Ona przyszła z fabryki i zobaczyła, że drzwi krzywo stoją, strasznie się zdenerwowała. Nakrzyczała na mnie, chociaż na dobrą sprawę nie wiedziała na sto procent, że to ja zawiniłem. Przecież jej przy tym nie było. Próbowała następnie drzwi z powrotem na miejsce wpasować, ale nie szło jej to za bardzo, co jeszcze bardzo ją wkurzyło. Powiedziała, że teraz będzie musiała załatwiać nowe drzwi, albo chociaż rolki, czy co tam one mają i czy zdaję sobie sprawę, ile to będzie kosztowało.

Nie mam najbledszego nawet pojęcia, oczywiście. Bardzo mi przykro, ze zepsułem drzwi. Serio. Chociaż podejrzewam, że mając otwarte permanentnie drzwi będzie bardziej skłonna zrobić w szafie wiosenne porządki, które planuje od zeszłego roku. Może więc nie ma tego złego ... ?

Pozdr.
T.

-----------------------
PS. A Podwładna jeno nadmieni, że drzwi od szafy są od podłogi do sufitu, więc Teofil ma niezłego powera, że je zepsuł.

2 komentarze:

  1. Teofilku ... uwielbiam Cie :-)))

    U mnie tez są takie gonitwy z zakrętami i szafą ... jeszcze po drodze trzeba po stole się przelecieć przewracając krzesła .. kilka parapetów zaliczyć i zrzucić co nie co . Ale za to jaka zabaaaawa !!!!
    Fajnie jest ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć Alison, Teofil pozdrawia, fajne masz koty. A swoją drogą, dziwna sprawa, ale post o drzwiach od szafy pojawił się podwójnie. Trzeba jeden skasować, dla porządku, dlatego Koty proszą Kasię o umieszczenie komentarza jeszcze raz, tutaj :)

    OdpowiedzUsuń