niedziela, 12 maja 2013

Jak lew

Sława sławą ale, do licha, nabawiłem się zapalenia dziąseł. Generalnie jestem bardzo zdrowym kotem, nie imają się mnie żadne tam takie, tfu tfu, kaszle czy katary. I raz tylko w życiu byłem w szpitalu. Było to na początku mojej znajomości z Nią, kiedy to spotkała mnie z uszkodzonym ogonem na podwórzu i najpierw dawała jeść, a w końcu zawiozła do szpitala. Spędziłem tam tydzień, podczas gdy Ona była w delegacji.

Zapalenie dziąseł już kiedyś mnie nękało. Nie lubię go, bo niby ogólnie czuję się normalnie, robię to co zwykle, jednak kiedy przychodzi do jedzenia, przypominam sobie, że bolą mnie zęby i dziąsła. Bolą zwłaszcza, kiedy zabieram się za gryzienie kulek, postanawiam więc ich nie gryźć, tylko połykam w całości. Na efekty nie trzeba długo czekać, a poszkodowany zostaje zazwyczaj jeden z dywaników w przedpokoju.

Pierwszy raz zrobiłem taki numer w zeszłą sobotę wieczorem, po jej powrocie z wyjazdu do kraju, w którym łosie ponoć często przebiegają przez ulicę (o naszym urlopie od Niej opowiem Wam następnym razem). Gdy zobaczyła, że zarzygałem dywanik, nie ochrzaniła mnie, jak to zwykła czynić, że czemu nie podłogę, tylko bardzo się zmartwiła. Wiecie, Felicjan i Emil, nasi przyszywani kuzyni, też rzygali, a teraz już ich z nami nie ma :-( Szybko jednak pokumała, o co biega, jak zobaczyła, iż dywanik obdarowany został pochłoniętymi w całości kulkami. Zajrzała mi do paszczy, chociaż broniłem się jak lew i postawiła diagnozę, którą w poniedziałek potwierdził gość w zielonym kitlu z sygnetem na palcu, zwany wetem. Aby jednak mógł ją potwierdzić, musiałem się do niego udać osobiście, na co nie miałem najmniejszej nawet ochoty.

Ona z kolei nie miała ochoty na żadne negocjacje w tej sprawie. Bezceremonialnie zapakowała mnie do transportera i wyniosła do samochodu. Nie omieszkałem zaprotestować oralnie. Protestowałem przez całą drogę, która trwała jakieś 5 minut i nie przestałem nawet na miejscu, gdzie jakaś pani, która wyszła z gabinetu, rzekła: "O, a ja myślałam, ze to jakieś dziecko tak płacze!" Ja ci dam dziecko, pomyślałem, nie było jednak szans na odwet, bo zostałem wniesiony do środka, wyjęty z transportera i poddany oględzinom. Oczywiście broniłem się jak lew i myślałem czmychnąć ze stołu pod szafki, które zlokalizowałem pod ścianą, nie dali mi jednak szans. Wet kazał mnie za to zważyć i tu okazało się, że nic nie przytyłem od ostatniego ważenia. Gwoli ścisłości, nic też nie schudłem. Potem zaś wet zaszedł mnie od tyłu i zdradziecko wraził mi igłę w grzbiet.

Niestety sytuacja powtórzyła się jeszcze dwa razy. Podsłuchałem też coś o usuwaniu kamienia nazębnego. O nie! Po moim trupie! Miałem już usuwany kamień nazębny i wiem, czym to pachnie (Ona twierdzi, że pachnie nieładnie, tak nawiasem mówiąc). Wtedy stało się to poza moją świadomością, a gdy świadomość mi wróciła, byłem tak nieprzytomny, że zsikałem się do transportera. Będę więc bronił mojego kamienia jak lew!

Stay tuned!

Pozdr.
T.

-------------------
PS. Podwładna nadmieni tylko, gwoli ścisłości, że Teofil nie broni się u weta jak lew. Jest bardzo grzeczny, tylko oczy ma jak spodki. Myśl o czmychnięciu pod szafki była w tych oczach wyraźnie widoczna :)

8 komentarzy:

  1. Teofilku, życzę Ci dużo zdrówka!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, Teofil bardzo dziękuje! :)

      Usuń
  2. Szybkiego powrotu do zdrowia, Teofilu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieje, że szybko mu to przejdzie, jednak kamień i tak będzie usunięty :)

      Usuń
  3. Teofil na zdjęciu wygląda jak król lew ;)
    Teoś mój ulubieniec :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teofil pozdrawia Cię, Ciociu Gosiu!

      Usuń
  4. i jak tam z tym kamieniem wyszło? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziąsła wyzdrowiały, ale kamień do usunięcia. Jesteśmy już umówieni na początek czerwca. Teofil już się boi ;)

      Usuń