poniedziałek, 8 lipca 2013

Monstrualny i zdrajczyni

Wczorajszego dnia zdecydowanie nie mogę zaliczyć do udanych. Dlaczego? A dlatego, że znowu zostałem, wbrew swojej woli, zawieziony do weta. Co gorsza, nie do tego, który jest tuż za rogiem i jedzie się do niego dwie minuty, tylko znacznie, znacznie dalej.

Uprzedzam co wrażliwszych - będzie o rzyganiu.

Ok, przyznaję, narzygałem. I to nie raz. Prawdę mówiąc narzygałem parę ładnych razy. Ona biegała i sprzątała, nawet o piątej rano i miała coraz bardziej zmartwioną minę. Już nawet nie pomstowała, że zarzygałem dokumentnie wszystkie dywaniki. Kupiła mi pastę w tubce, mówiła, że rozpuszcza ona w brzuchu kulki włosowe, która między innymi wyrzygiwałem. Jestem znany z tego, że dokładnie się myję, a czasem myję też Stefana. Niestety, przy okazji połykam w nadmiarze futro, co potem kończy się zwróceniem zgrabnego włochatego balasa na dywanik. Zdarza się to jednak od czasu do czasu, a obecne rzyganie było nieco bardziej intensywne. Dlatego gdy dziś rano wyrzygałem śniadanie zaraz po jego skonsumowaniu, powiedziała, że nie ma bata, jedziemy do weta.

Pech chciał, że wczoraj była niedziela, więc wet, który urzęduje tuż za rogiem i który niedawno pozbawił mnie kła, miał wolne. Nie żebym strasznie chciał jechać akurat do niego, ale jeśli już miałem wybierać, wolałem udać się do gabinetu tuż za rogiem. Tymczasem Ona zapakowała mnie do samochodu i zawiozła na koniec świata, jak się później okazało, do szpitala doktora R., w którym dawno temu spędziłem tydzień na kuracji ogona.

Kiedy powiedziała, że jedziemy do doktora R., poczułem ulgę i nawet trochę się ucieszyłem, bo w sumie fajnie byłoby zobaczyć gościa po tylu latach. Porządnie się mną wtedy zajął. Niestety, na miejscu okazało się, że doktor R. jest na urlopie, a dyżur pełni młoda weterynarka. Gdy otworzyła transporter, w którym przyjechałem, spojrzała na mnie i rzekła:

- Ten kot jest monstrualny...

Gdyby nie to, że byłem ogólnie zajęty byciem zestresowanym i gubieniem sierści z tegoż stresu, zastanowiłbym się, czy powinienem był to uznać za komplement czy wręcz przeciwnie. Usłyszałem tylko, że Ona coś usprawiedliwiająco zamamrotała, że jestem ciągle głodny i nieustannie wołam jeść oraz że biegam o piątej rano, żeby ją na karmienie obudzić. Zdrajczyni ...

Weterynarka stwierdziła, ze trudno jej cokolwiek wyczuć w moim brzuchu i że konieczne jest inne badanie. Ona wzięła mnie więc na ręce i poszliśmy na zaplecze. Przeszliśmy przez sklep, w którym apetycznie pachniało całą masa karm, a na podłodze leżał jakiś czarny kot i weszliśmy do pomieszczenia, gdzie weterynarka kazała położyć mnie na metalowym stole, a potem, o zgrozo, bzyczącą maszyną ogoliła mi pół brzucha. Wycisnęła następnie na mój goły brzuch zimną substancję i zaczęła jeździć po nim grubym patykiem. Kątem oka zauważyłem, że czarny kot, którego mijaliśmy w sklepie, wszedł do pomieszczenia i ułożył się pod metalowym stołem... Zapewne miał niezły ubaw, gdy usłyszał, jak weterynarka oznajmiła, że w moim brzuchu coś świeci i że najlepiej będzie zrobić zdjęcie.

Ze zdjęcia, które było bardziej czarne niż białe, wynikło, że mam w brzuchu jakieś "złogi", może to kule włosowe, a może coś innego. Weterynarka zapytała Ją, czy nie zjadam czasem zabawek. Ona odrzekła, że zabawek nie, ale że lubię memlać folię. Zdrajczyni ...

Weterynarka orzekła, że mi da zastrzyki i kontrast (wtf?). Zastrzyki dostałem w skórę na karku. Jakoś je przebolałem, ale kontrast, który zaaplikowano mi do paszczy, okazał się tak paskudny, że zaplułem nim cały świat. Widząc to weterynarka stwierdziła, że narobiłem niezłego bałaganu, a potem wróciła do tematu monstrualności. Chciała wiedzieć, czy bawię się ze Stefanem i czy się ganiamy, bo powinienem ganiać, żeby schudnąć (!). Ona jej na to, że owszem, ganiam, nawet całkiem intensywnie, ostatnio ganiając zepsułem drzwi od szafy. Zdrajczyni...

Po powrocie do domu byłem tak wykończony, że musiałem zregenerować siły na dywanie w pełnym słońcu, a potem przypomniałem jej, że jestem głodny.


Pozdr.
T.

-----------------------
PS. A Podwładna pragnie uspokoić Czytelników, że Teofil ogólnie czuje się dobrze, więcej nie rzygał, zjadł trochę saszetki z pastą odkłaczającą i udał się na spoczynek. Jutro czyli dziś (poniedziałek) jedziemy na wizytę kontrolną.

16 komentarzy:

  1. Ale jak to monstrualny? Raczej dużo przystojny :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Biedny Teoś, nikt go nie rozumie, a on tak pięknie dopomina się o jedzenie, z takim wdziękiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem go to gubi, bo daje się zwabić do transportera na dźwięk przygotowywania jedzenia. ;)

      Usuń
  3. Ta wetka to ma jakieś dziwne normy gabarytowe - żeby dobrze wyglądającego, przystojnego kota nazywać monstrualnym! Też coś! ;)

    Zdrowia życzymy gromadnie,
    Haker, Chudy i wiewiórka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jednak obiektywnie patrząc, to z Teofila rzeczywiście jest kawał kota ;)

      Usuń
  4. Teofilku, jesteś pięknym kociakiem i nie przejmuj się głupim gadaniem!
    Życzymy Ci dużo zdrówka z Kociego Domowego Zacisza razem z Lolą i Baletnicą :)
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwsze współczuję Ci Teosiu tych przeżyć. A czarny kot na pewno nie miał ubawu, on przyszedł dodać Ci odwagi. A monstrualnością się nie martw. Weterynarze mają jakieś dziwne spojrzenie na koty. Nam też ostatnio zaproponowano przejście na dietę. Trzymajcie się i duuuużo zdrówka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo możliwe, ze czarny (a właściwie czarna, bo okazało się, ze to kotka) przyszła podtrzymać Teo na duchu :)

      Usuń
  6. Trzymaj się Teofilu! Nasze koty łączą się w bólu bo mają teraz kurację odchudzającą. Bo najlepiej opisuje je słowo - spaślaki ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wasze koty to szczuplaki w porównaniu z Teofilem i Stefanem :)

      Usuń
  7. Trzymam kciuki za ciebie koteczku;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jest dobrze. Teraz Teofila czeka wizyta kontrola w sprawie zębów. Pan wet kazał przyjść pokazać go po miesiącu od zabiegu. Teo nie będzie szczęśliwy.

      Usuń
  8. Kochanego ciała nigdy za mało:)

    OdpowiedzUsuń