poniedziałek, 14 stycznia 2013

Walka o władzę

Toczę ostatnio z Nią i ze Stefanem walkę o władzę. Sporna strefa wpływów obejmuje jedno krzesło zwykłe z przytroczoną kraciastą poduszką pod tyłek i jedno krzesło na wypasie, z podłokietnikami i na rzeźbionych nogach, które to meble, wraz ze stołem, są na wyposażeniu naszego kąta jadalniano-biurowego.

Z punktu widzenia mojego i Stefana, najbardziej pożądanym meblem w tym rejonie naszego mieszkania jest owo krzesło z podłokietnikami. Krzesło to, o wyściełanym siedzisku, wyposażone w podusię pod Jej plery, stanowi bardzo ekskluzywną miejscówkę, niemalże tron. Można na nim spać lub leżąc spoglądać przez okno na rozrabiające na lipie kawki i gawrony.


Tron zajmowany jest zgodnie z zasadą "kto pierwszy, ten lepszy" i jeszcze do niedawna startowaliśmy w tym wyścigu wszyscy troje. Całkiem niedawno jednak Ona się wycofała mówiąc, że plery ją bolą, jak na nim siedzi. Rzekła więc, że oddaje nam tron we władanie i żebyśmy dzielili się nim sprawiedliwie.


Nasze dzielenie się tronem wygląda tak, że jeśli ja jestem pierwszy, to Stefan obywa się smakiem i, spoglądając tęsknie w moją stronę, usadawia się na wspomnianym wyżej krześle z przytroczoną poduszka pod tyłek. Niestety, krzesło to jest często-gęsto zajęte przez Nią, wtedy Stefanowi pozostają trzy pozostałe, o wiele mniej atrakcyjne krzesła.

Jeśli jednak to Stefan jakimś cudem pierwszy wskoczy na tron, wtedy przybywam ja i używam całej swojej siły perswazji, by go stamtąd wykurzyć. Najpierw chodzę wokół tronu wydając odgłosy, a jeśli to nie skutkuje, wskakuję na stół, z niego przechodzę na podłokietniki i stojąc na nich zaczynam trącać Stefana łapą. Jeśli to wciąż nie przynosi pożądanego efektu, nachylam się nad Stefanem i gryzę go w kark. Czasem się stawia, a czasem Ona mówi, bym przestał. Z reguły jednak udaje mi się przekonać Stefana do opuszczenia tronu i wtedy z rozkoszą moszczę się na leżącym na siedzisku seledynowym kocyku i odpływam w sen.


Z drugim krzesłem sprawa jest nieco trudniejsza, bo nieważne, czy ja pierwszy je zajmę, czy Stefan, i tak w końcu przychodzi Ona i mówi, żebyśmy spadali, bo ona musi pracować.


Wynika z tego, że w walce o tron z przyległościami ona prowadzi, bo tronu zrzekła się dobrowolnie, a krzesło z kraciastą poduszką ma prawie na wyłączność.

......

Czy ja się w końcu doczekam następcy czerwonego fotela z lożą? Nie sądzę.

Pozdr.
T