środa, 8 maja 2013

Mówili o nas na mieście

Możecie mi wierzyć lub nie, jednak jest to tak zwany fakt autentyczny. Wczoraj mówili o nas na mieście. Na Starym Mieście na dodatek. Mnie zresztą wcale to nie dziwi. Jestem stworzony do bycia celebrytą. Stefan niekoniecznie, ale kto wie, może i on odnalazłby się w błysku fleszy. Winą za to, że dotąd nie było o nas głośno, możemy spokojnie obarczyć Ją. Nie promuje nas należycie, a przecież uczyła się pijaru i marketingu. Ech ... Ale po kolei.

Przyjechała wczoraj z pracy zziajana i mówi, że zaraz musi lecieć dalej, bo idzie na piwo, jak co wtorek, ale wcześniej chce wpaść na jakieś spotkanie w bibliotece. Nie spodobał mi się ten pomysł, bo oznaczało to, że wypuści nas na balkon na góra pół godziny, a potem go zamknie i pójdzie, a sami widzicie, że pogoda aż się prosi, by z niej korzystać. Powiedziała jednak, że na spotkaniu będą mówili o blogach i blogerach z naszego miasta, uznałem więc, że okej, niech idzie. Może przyniesie mi jakieś nowinki, może dowiem się, co piszą inne koty. Pojechała więc, z fasonem, taksówką! Guzdrała się, tramwaj nie wchodził więc w rachubę, bo w życiu nie zdążyłaby na czas.

Wróciła grubo po dziesiątej i od progu woła, że mówili o nas na mieście. Wychyliłem się więc z kuchni, by nadstawić ucho. Okazało się, że na spotkaniu, na które spóźniła się ostatecznie pół godziny (!), była mowa o blogach ludzi, którzy mieszkają w naszym mieście i piszą o nim lub o przepisach na pyszne potrawy, o książkach, które czytają, o swoich wycieczkach, o sztuce, którą tworzą i tym podobnych historiach. Ona siedziała, słuchała i zastanawiała się, czy też nie zacząć pisać bloga o naszym mieście, gdy nagle na zakończenie prezentacji powerpointowej, na ostatnim slajdzie jej oczom ukazał się blog, który właśnie czytacie. Nasz blog. Mój blog!

Nie do wiary, mówię, skąd o nas wiedzieli? Z internetu, mówi ona. Ponoć była bardzo zaskoczona. I wzruszona. Miała potem swoje pięć minut, by o nas opowiedzieć, ale ponieważ nie była przygotowana na publiczne występy, nie miała kartki, za to miała tremę, to zapomniała powiedzieć, jak się nazywa (!). Dobrze, że powiedziała, jak my się nazywamy i że fotę zrobiła, chociaż marną.

Cóż, ja bym to oczywiście zrobił o niebo lepiej. Rzadko miewam tremę, łatwo nawiązuje kontakty i odznaczam się wybitnymi zdolnościami autoprezentacji. Ponadto jestem rozmowny i mogę swobodnie wypowiadać się na każdy temat. Ach, jaka szkoda, że mnie tam nie było! Tak czy inaczej jednak, zaistnieliśmy na forum publicznym. Niezmiernie mnie to cieszy i mam nadzieję, że to nie ostatni raz.
Stay tuned!

pozdr.
T

-----------------------
PS. A Podwładna doda tylko, że o Teofilu i spółce wspomniano na spotkaniu w ramach tegorocznego Bibliocampu. :)