sobota, 25 maja 2013

Nadzór

Słyszeliśmy ze Stefanem, że zbliża się kolejny długi weekend. Tym razem Ona nigdzie nie zamierza wyruszać. Mówi, że będzie w domu, bo tylko czwartek ma wolny. I bardzo dobrze, ileż można mieć długich weekendów. Ostatecznie, ktoś musi pracować.

To mi jednak przypomina, że nie opowiedziałem Wam o naszym poprzednim długim weekendzie, podczas którego Ona wyjechała do kraju zwanego Szwecją, a z nami zamieszkał Pan T.

Koncepcja spędzenia długiego weekendu we własnym domu, bez konieczności wyjazdu do Dzidki, spodobała nam się, tym bardziej, że wciąż mamy plan, by zaprosić Czarną z parteru. Dlatego, gdy zapytała nas, co my na to, by Pan T. zamieszkał z nami, gdy jej nie będzie, rzekliśmy zgodnie, że się zgadzamy.

Pięć dni Jej nieobecności upłynęło nam bardzo pracowicie. Naszym głównym zajęciem był nadzór nad pracami naprawczo-konserwatorskimi, prowadzonymi w naszym mieszkaniu przez Pana T. Braliśmy między innymi udział w sklejaniu szafki RTV, która rozlazła się pod ciężarem dziesięciotomowej encyklopedii, od wielu lat leżącej na jej dolnej półce. Sklejanie szafki było poważną operacją. Najpierw pomagaliśmy w wybebeszeniu jej, a było co wybebeszać, a potem pilnowaliśmy, czy równo się skleja. Encyklopedia, którą Ona nabyła w czasach, kiedy jeszcze nie było Internetu i teraz nie wie, co z nią zrobić, bardzo się podczas tych prac przydała - posłużyła jako obciążnik. Niestety, dysponujemy tylko tym, jakże kiepskim zdjęciem, dokumentującym wysiłek, jak włożyliśmy w reperacje szafki, która teraz jest jak nowa.

Potem nadzorowaliśmy jeszcze wymianę wylewek w kranach oraz węża od prysznica, jednak te zajęcia nie były nawet w połowie tak zajmujące i angażujące, jak naprawa szafki. Stefan mówi, że więcej nie chciałoby mu się już żadnych robót pilnować, ale ja chętnie ponadzorowałbym coś znowu i mam nadzieję, że wkrótce nadarzy się ku temu okazja. Podsłuchałem, że w poniedziałek ma przyjść ktoś w sprawie kopniętych przez mnie drzwi od szafy wnękowej. Doświadczenie zdobyte podczas reperacji szafki pozwoli mi fachowym okiem spojrzeć na jego pracę. Żaden szczegół mi nie umknie.

Ostatecznie nie zaprosiliśmy Czarnej z parteru na weekend. Sami jednak widzicie, że mieliśmy pełne łapy roboty. Na przyjmowanie gości zabrakło już czasu.

Pozdr.
T.
-----------------
PS. A Podwładna wtrąci tylko, że jeśli ktoś chciałby wejść w posiadanie dziesięciotomowej Encyklopedii Gazety Wyborczej, to chętnie odda, a nawet dowiezie. Może nowi Czytelnicy z biblioteki? :)

PS2. Mała aktualizacja: Podwładna dała się nabrać Teofilowi i nie policzyła tomów encyklopedii. A jest ich w istocie dwadzieścia.... Tym bardziej więc, jeśli ktoś chciałby je wszystkie przygarnąć, zachęcamy do kontaktu!