sobota, 8 czerwca 2013

O piciu

Bez picia nie ma życia, ja mawiają. Dlatego oddajemy się ze Stefanem piciu często i obficie. Ona twierdzi, że to dobrze, ponieważ przyczyniamy się w ten sposób do prawidłowego działania naszych układów moczowych i zapobiegamy powstawaniu kamieni w pęcherzu oraz wysokiemu pH moczu. Stefan już kiedyś to miał, więc wie, o czym mowa. Ale cóż, jedni mają kamień na zębach, a inni w pęcherzu. Tak czy inaczej, zazwyczaj pijemy wodę, którą Ona udostępnia nam w dwóch miskach. Czasem jednak nie wystarcza nam to i udajemy się wówczas na poszukiwanie innych substancji płynnych, umieszczonych w innych niż miska pojemnikach.

Stefan na przykład pasjami pije kranówę. Wskakuje na kuchenny blat i zaczyna wymownie lizać sitko od kuchennego kranu. Ona, widząc to, podchodzi i odkręca trochę kurek, woda zaczyna ciurkać, a Stefan jest wniebowzięty, bo może sobie pochłeptać u wodopoju. Ją bardzo to dziwi, bo przecież, mówi, obok stoi miska pełna wody, dlaczego więc Stefan preferuje kranówę? Pytałem o to Stefana. Mówi, że ciurkająca woda smakuje znacznie lepiej niż stojąca w misce. Namawiał mnie parę razy, bym spróbował, ale do mnie to jakoś nie przemawia.

Nie dałem się również namówić na picie mleka. Posłuchałem kiedyś, że mleko powoduje u kotów problemy gastryczne, trzymam się więc od niego z dala. Co innego Stefan. Nie tak dawno Ona postawiła na kuchence garnuszek z mlekiem do kawy, by je trochę podgrzać. Zanim podpaliła gaz, wyszła na chwilę z kuchni. Gdy wróciła, zastała Stefana z twarzą w garnuszku, chłepczącego mleko. Zdenerwowała się oczywiście i rzekła, że Stefan ma szczęście, iż nie zdążyła jeszcze podpalić gazu. Fakt, mógł sobie przecież osmalić wibrysy.

Ja natomiast preferuję mleczne produkty sfermentowane. Nie ma dnia, bym nie wycyganił od Niej miseczki jogurtu naturalnego na śniadanie. Moim ostatnim odkryciem jest jednak fantastyczny kwaskowy kefir. Parę dni temu namierzyłem ów kefir na kuchennym blacie, w szklance, przygotowany do skonsumowania wraz ze śniadaniem. Skorzystałem z chwili Jej nieuwagi i gdy oddaliła się na moment, wskoczyłem na blat i przejąłem kontrolę nad szklanką. Fantastyczny smak, mówię wam. Niestety, Ona dość szybko wróciła do kuchni i oświadczyła, bym w takim razie zabierał sobie cały ten kefir, bo ona po mnie i moim kamieniu nazębnym piła nie będzie. Cóż, nie trzeba było mi dwa razy powtarzać.



Pozdr.
T.
-----------------
PS. A Podwładna kupiła dziś w Lidlu większy zapas kefiru na wypadek, gdyby Teofil znów przejął kontrolę nad szklanką.