niedziela, 16 czerwca 2013

Ekstrakcja

Nie udało mi się wymigać od czyszczenia zębów. Domyślałem się, że coś się święci, gdy w środę rano nie dostałem śniadania. Jak co dzień, zacząłem domagać się go koło szóstej, a Ona, zamiast wstać i zaserwować nam kulki z saszetką, owszem, wstała, ale po to, by zamknąć nam przed nosem drzwi od sypialni.

Potem, gdy już wstała na dobre, zamknęła w sypialni mnie, a sama poszła do kuchni ze Stefanem. Stefan potem wygadał mi się, że dostał śniadanie, ona też jadła. Byłem już coraz bardziej wkurzony, ale postanowiłem nie dać tego znać po sobie. Poszedłem na balkon i jak gdyby nigdy nic obserwowałem turkwy.

Nie było mi dane długo tam posiedzieć. Zostałem podstępem zwabiony do mieszkania, złapany, zamknięty w transporterze, a następnie, mimo moich głośnych protestów, zaniesiony do weta, który, jak się okazało, już na nas czekał. Kazał mnie zważyć, zbadał, a potem wraził mi w tyłek igłę z zastrzykiem, po którym wszystko zaczęło mi się rozmywać przed oczami. W uszach poczułem jakby watę, a potem nagle, zamiast u weta, znalazłem się na naszym parkingu za domem. Brykałem sobie w najlepsze, a razem ze mną brykała Czarna z parteru, która namawiała mnie, żebym wskoczył na maskę samochodu, bo maska jest ciepła i można się na niej powygrzewać. Nie miałem jednak śmiałości tego zrobić, ponieważ jedynym samochodem na parkingu był samochód Pana T. Co prawda, był jakiś inny, niż go pamiętałem, czerwony i miał z przodu wierzgającego konika, a nie kółko, jednak wiedziałem, że to samochód Pana T. i nie wypada po nim skakać.

Właśnie miałem to Czarnej powiedzieć, gdy pojawił się biały kot w czarne łaty, który mieszka na podwórzu i wygrzewa się ostatnio na garażowym dachu. Ona podrzuca mu wieczorami Kitty z Biedronki w plastikowej misce. Biały podszedł do nas, wyszczerzył kły (ale miał kamień, ja cię kręcę!) i syknął do Czarnej: "Te, laska, na przyszłość: paszcza precz od mojej miski, czaisz? Masz swoje w domu? Masz? To się od mojego od pi........pip!" Uznałem, że sytuacja robi się nieciekawa i szepnąłem Czarnej, żebyśmy spadali, ale w tym momencie podwórko zniknęło, Czarna i Biały też, znowu poczułem watę w uszach i jak przez mgłę zobaczyłem Ją i weta, pochylających się nade mną.

"Musiałem usunąć mu kieł" - głos weta dochodził jakby zza ściany, ale był wystarczająco wyraźny. "O niee! I jak on teraz będzie wyglądał!?" - rzekła na to Ona, też jakby zza ściany. Chciałem zaprotestować, że jakim prawem, że jak to, mój kieł, nie wyrażałem zgody na ekstrakcję, ale jakoś opadłem z sił. Ponownie obudziłem się w domu, leżałem w kuchni na kocyku, Stefan stał nade mną i wąchając moje ucho łaskotał mnie wibrysami, a ja czułem, ze muszę siku, teraz, natychmiast. Dźwignąłem się i poczułem, że łapy mi się plączą, każda chce iść w inną stronę, a ja przecież muszę iść do łazienki... tu, za róg... już ją widać... to niedaleko... dam radę... jeszcze tylko kilka kroków... już jestem przy kuwecie... wchodzę do środka... ale wysoki ten próg... przednia... przednia... tylna... tylna... jestem... uf, co za ulga... teraz zakopię trochę... ok, wracam...

Tego dnia zasypiałem i budziłem się jeszcze wiele razy. Wieczorem przypomniałem sobie, że już dobę nie miałem nic w pysku, zacząłem więc domagać się kolacji. Niestety Ona powiedziała, że muszę wytrzymać do rana. Cóż było robić. Wdrapałem się na stół, gdzie Ona trzyma komputer, żeby spojrzeć na film, który sobie włączyła. Nie dotrwałem jednak nawet do końca czołówki i zasnąłem snem kamiennym na klawiaturze.

Przyznam, że jeszcze nie oglądałem się w lustrze po ekstrakcji kła. Na razie powoli oswajam się z myślą, że nie mam zęba, ale jestem pewien, że są Koty, którym brak prawego górnego kła może li tylko dodać charakteru. I ja się do nich na bank zaliczam.

Pozdr.
T.

----------------
PS. A Podwładna śpieszy wyjaśnić, że kieł trzeba było usunąć, bo zrobił się pod nim paskudny stan zapalny, którego w ogóle nie było na początku widać. Tak czy inaczej, Teofil ma czyste zęby, a Podwładna nadzieję, że mu tego czyszczenia wystarczy na dłużej niż ostatnio.