wtorek, 25 czerwca 2013

Na straży

Sporo czasu spędzam ostatnio pilnując jej butów. Nie wynika to wcale z faktu, że sprawiła sobie nowe, na które trzeba mieć oko, by nie ukradli. Rzecz w tym, że buty, podobnie jak i Ona, są teraz dużo częściej w domu. Przestała wychodzić z samego rana i wracać pod wieczór, zostawiając nas samych na całe dnie. Nie zrywa się już bladym świtem, no chyba, że poprosimy o napełnienie misek. Siedzi za to wieczorami do późna, czasem nawet do trzeciej w nocy, a my nie możemy się doprosić, by wyłączyła już ten komputer i żebyśmy wszyscy poszli spać jak należy, do sypialni.

W ciągu dnia też siedzi i stuka, a przecież my ze Stefanem za dnia potrzebujemy dużo snu. Kryjemy się więc w sypialni, a trzeba Wam wiedzieć, że w upalne dni jest to najcieplejsze pomieszczenie w całym domu. Zwłaszcza rano panuje tam istna parówa. Kładziemy się więc na podłodze pod łóżkiem, bo tylko tam można liczyć na chłodzący prąd powietrza i modlimy się, żeby w przerwie swoich zajęć nie przychodziła co chwilę sprawdzać, co robimy, nie smyrała nas w wystające spod narzuty stopy i nie pytała, co tak ciągle śpimy. Śpimy, bo tak. Zawsze spaliśmy w ciągu dnia, a że była tego nieświadoma, bo jej całymi dniami nie było, to już nie nasza wina.

Jej obecność w domu ma też pewne zalety. Obiad dostajemy dużo wcześniej, niż dotychczas. Czasem udaje się go wynegocjować nawet o drugiej. Już nie musimy przepychać się przy automatycznej misce, której jedna komora otwiera się szybciej niż druga. Zostawiała nam często obiad w tej misce, jeśli miała godzinami nie wracać do domu. Mamy też praktycznie nieograniczony dostęp do otwartego balkonu, choć i tak korzystamy z niego tylko wczesnym rankiem i po południu, bo w ciągu dnia - patrz wyżej - śpimy.

Mówi, że teraz najbardziej chciałaby być na swoim, chociaż gdyby jakaś przyjemna fabryka zaproponowała, żeby przychodziła na cały dzień, to też rozważyłaby taką opcję. Nam ze Stefanem jest generalnie wszystko jedno (chociaż obiad o drugiej to jednak niezaprzeczalna korzyść). Cokolwiek jednak będzie robiła, niech robi tak, żeby wystarczyło na kulki i saszetki.

Muszę w przerwach między spaniem, jedzeniem i bywaniem na balkonie mieć ją na oku i stać na straży domowego budżetu. W ostateczności zostanę jej osobistym asystentem.