wtorek, 30 lipca 2013

Szafa gra

Przyniosła mnie tu w moim nowym, fantastycznym kartonie i postawiła, by mi zrobić to mało udane zdjęcie na tle szafy. Po co? Otóż, jest powód! Szafa, którą rzekomo popsułem parę miesięcy temu, uległa naprawieniu.

Przyszli dziś do mnie i do Stefana z wizytą ciotka i wujek, którzy podobno dawno już o nas słyszeli i są fanami mojego pisarstwa. Phi! Nie znaliśmy się wcześniej, czas więc był najwyższy, by się poznać tym bardziej, że Ona zamówiła nam u nich zdjęcia.

Zdjęcia jak zdjęcia, nie jestem stworzony do pozowania, poza tym nie wyczesała mnie wcześniej i liniałem na planie, jak jakiś nie przymierzając łysiejący kocur. Co innego Stefan - rozłożył się na stole i strzelał pozy jak stary wyga modelingu. Był wyraźnie w swoim żywiole. Może niedługo zobaczymy jego zdjęcia na jakiejś rozkładówce.

Ale nie o tym chciałem. Kiedy wychodzili, Ona postanowiła odprowadzić ich na parking. Szukając swoich japonek, napomknęła o zepsutej szafie. A oni na to, że a co się stało, aaa, fakt, Teofil popsuł (jaaa?!), a zobaczmy, co tu nie działa, a masz latarkę, a śrubokręt? Miała. Wzięli się za szafę oboje, pogmerali, posiłowali się, postukali śrubokrętem i nagle oświadczają, że zrobione. Otwiera się i zamyka! Jeździ!

Myślę sobie, że dobrze mieć takich podwładnych, którzy przejawiają smykałkę do domowych napraw. Nie trzeba się martwić, jeśli przypadkowo kopnie się w jakieś drzwi, a gdy życiowe okoliczności zmuszą, to i najmie się taki podwładny na pana od wszystkiego i Kot nie musi bać się, że zabraknie na kulki.

Pozdr.
T.

---------------
PS. A Podwładna jeszcze raz bardzo dziękuje K i M, że drzwi od niechcenia i bezinteresownie naprawili oraz wyraża nadzieję, że Teofil już nigdy w nie nie kopnie.