niedziela, 10 listopada 2013

Raj bez kota? Nie, dziękuję!

Jestem  kotem piszącym, czytaniem jednak nie zajmuję się zbyt często. Czasem tylko przejrzę kolorowe magazyny. Ona wytyka mi, że przeglądam je do góry nogami, ja jednak uważam, że to nie ma znaczenia. Liczy się sam fakt przeglądania.

Ona za to czyta często. Przegląda kolorowe magazyny do poduszki, a ja wytykam jej, że przeważnie nad nimi zasypia. Ona mówi, że właśnie o to chodzi. Żeby szybciej zasnąć, trzeba poczytać lub poprzeglądać.

Książki też czytuje i też nad nimi zasypia, choć nie nad wszystkimi. Niedawno dostała w prezencie książkę, nad którą nie zasypiała. Mało, że nie zasypiała. Czytając, chichotała pod nosem. Kiedy ze Stefanem wyraziliśmy zainteresowanie, co ją tak śmieszy, powiedziała, że w książce występuje ruda kocica Gałganka, która rozmawia ze swoją podwładną. Też coś! Była tak uprzejma, że przeczytała nam kilka fragmentów. Oto jeden z nich – po co według wyżej wymienionej na świecie istnieją kocury:

 –  Kocury – zaczęła Gałganka – są po to, żeby biegały za kotką […]. I są też po to, by rzucały kotce ogniste spojrzenia. I żeby wokół niej tańczyły.[…] Lecz przede wszystkim kocury są po to – tu Gałganka podniosła głos – żebyśmy my, kotki, wiedziały, że jesteśmy rozsądniejsze.

No coś podobnego! Rozsądniejsze? Aż prychnąłem, usłyszawszy te rewelacje, a Stefan zaniemówił z oburzenia. Na szczęście inny fragment, rzecz o stworzeniu pierwszych podwładnych, bardzo przypadł nam do gustu:

– Jeszcze chwileczkę – zawołałam. – A jak to było z ludźmi? Z Adamem i Ewą?
– Ich [Pan Bóg] stworzył tylko po to, żeby ktoś otwierał kotom puszki oraz otwierał i zamykał drzwi.

Co prawda, to prawda. Dodałbym jeszcze, że dobry Bóg stworzył ich po to, by wyściełali kotom swoje nowe wiklinowe fotele oraz udostępniali im do spania swoje łóżka.

Ona wyrywa mi klawiaturę, bo chce Was zachęcić, abyście sami sobie poczytali tę książkę. Dziś więc, w drodze wyjątku, pozwolę jej napisać trochę więcej niż tradycyjne postscriptum.
Pozdr.
T.
----------------

PS. Podwładna jest wdzięczna Teofilowi za dopuszczenie do głosu. Musi przyznać, że szczerze uśmiała się i wzruszyła, czytając Szczęście jest kotką Evy Berberich, swojej imienniczki przez 'v'.


Nie jest religijna, a mimo to, a może właśnie dlatego, uśmiechnęła się, czytając o alternatywnej wersji stworzenia świata. O tym, kto pomagał Panu Bogu ogarnąć panujący wówczas galimatias. Dzięki komu wieloryb nie został uszczęśliwiony długą i cienką szyją. Za czyją sprawą leniwiec trójpalczasty został mianowany właśnie leniwcem. I z czego tak naprawdę powstała podwładna rajskich kotów, niejaka Ewa.

Podwładna wzruszyła się natomiast czytając rozdział o żałobie. Jak to jest, gdy trzeba pożegnać swojego kota na zawsze? Jak na nasz smutek reaguje otoczenie? Zgadza się z autorką, która ubolewa, że nie każdy rozumie potrzebę i zasadność przeżywania takiej żałoby. By uspokoić tych, którzy nie lubią czytać o śmierci zwierząt, zdradzi, że fragment o żałobie na szczęście nie dotyczy głównej kociej bohaterki.

Mimo że niezbyt religijna, a może właśnie dlatego, była wzruszona, gdy dowiedziała się, że przy żłóbku, w którym leżał mały Jezusek, świat zwierząt reprezentowały nie tylko wół i osioł. No i w końcu, rozczulił ją niezmiernie krótki opis świata z perspektywy czterotygodniowego kocięcia.

Podwładnej ulubiony cytat ze „Szczęścia…” to:

Raj bez kota? Nie, dziękuję!