czwartek, 27 lutego 2014

Saszetka dla Saszy - update

Poprosiła, bym dziś wrzucił trochę informacji o Saszy dla tych Czytelników, którzy nie śledzą Facebooka, a dorzucili parę złotych do Saszowej diety Urinary. A więc:

Dziś do Moniki dotarła przesyłka ze Zwierzakowo.pl, zamówiona za część uzbieranych pieniędzy (dokładnie 299,16 zł):


[T: Patrzcie, jak ten Error sprawdza, czy nic nie zginęło w transporcie!]

W międzyczasie Sasza dostał też przesyłkę od pani Joanny. Na zdjęciu Error, kot Moniki, przysnął po tym, jak przeliczył zawartość pudełka:


[T: Zacny prezent, nie pogardziłbym.]

Sasza jest więc nieźle zaopatrzony w karmę. Chcemy, aby określił się, która marka najbardziej mu smakuje. Wówczas zrobimy zakupy za resztę uzbieranej kwoty.

Niestety Sasza jest niejadkiem. Prawdopodobnie na skutek stresu niespecjalnie chętnie je. W ostatnich dniach nie czuł się też dobrze psychicznie. Jego opiekunka ze schroniska donosiła, że bardzo przeżywa pobyt w schronisku i niechętnie wchodzi w kontakt z człowiekiem. Dziś już jest w trochę lepszym nastroju. Nastawia się do głaskania i podchodzi do otwartych drzwiczek klatki. Denerwuje go jednak sprzątanie w klatce.

Być może, jeśli padnie taka sugestia ze strony opiekunów, za część pozostałej kwoty sfinansujemy Saszy dyfuzor Feliway. To taki magiczny, niestety nietani, preparat z fermononami, który poprawia kotom nastrój. Sasza już go używa, warto jednak, by miał wkłady na zapas.

Drodzy czytelnicy! Szukamy dla Saszy odpowiedzialnego DOMU STAŁEGO, w którym byłby jedynym kotem. To dla niego szansa na powrót do zdrowia, zarówno fizycznego jak i psychicznego. Udostępniajcie proszę tę wiadomość. Wierzymy, że ten dom gdzieś na niego czeka....

[T: Udostępniajcie, koniecznie. Nie możemy pozwolić, by chłopak został w schronisku!]
----------------
PS. Jeśli ktoś byłby zainteresowany adopcją Saszy, podaję namiary:

https://www.facebook.com/poznanskiekoty

Schronisko dla Bezdomnych Zwierząt w Poznaniu
ul. Bukowska 266, 60-189 Poznań
tel.: 61 868-10-86, 61 868-10-87


czwartek, 20 lutego 2014

Saszetka dla Saszy

Dziś zagaję do Was z prośbą o parę złotych dla kumpla Saszy z Poznania. Ona już dorzuciła coś w naszym imieniu i włączyła się czynnie w akcję zbierania pieniędzy. Sasza chwilowo nie ma Podwładnych, a potrzebuje jeść karmę na chory pęcherz, na którą go nie stać. Napisała mi tu o nim parę słów.

----------------------------

Sasza trafił do poznańskiego schroniska dla bezdomnych zwierząt po śmierci swojej opiekunki. Ma około 14 lat i choruje na syndrom urologiczny. Jest po operacji usunięcia kamienia z pęcherza. Cierpi. Powinien jeść specjalną leczniczą karmę, która przynosi ulgę w takich chorobach.

Sasza jako kot chory ma marne szanse na adopcję. Dodatkowo w schronisku nie może liczyć na to, że dostanie karmę weterynaryjną, bo nie jest ona tania.

Dlatego razem z Moniką z Poznania, która na Facebooku prowadzi fanpage swojego kota, kot ERROR | cat ERROR, robimy zbiórkę funduszy na karmę typu Urinary dla Saszy.

Na początek potrzebna jest karma mokra, by Sasza po operacji nie musiał męczyć się i gryźć.

Dla Saszy liczy się każda saszetka. Saszetka Urinary Royal Canin kosztuje ok. 4,70 zł. To niewiele, jeśli kupuje się jedną. Jeśli jednak potrzeba ich w diecie na stałe, robi się z tego poważny wydatek, na który schroniska nie stać.

Dlatego - dołączcie się do naszej akcji i dorzućcie po jednej saszetce! To mniej niż 5 zł, które możecie przelać dla Saszy.

Jeśli ktoś chce włączyć się do akcji, proszę o wiadomość na ewapiorko@gmail.com. Podam numer konta do przelewu. Zamówienie zrobi w Poznaniu Monika i przekaże do schroniska. Pierwsze saszetki i puszki, przesłane pocztą przez naszą fankę, dotarły do Saszy już dziś rano.

W wydarzeniu na Facebooku Facebookowicze mogą śledzić postępy akcji.

W imieniu Saszy z góry BARDZO dziękujemy za pomoc!

------------------
No, to już wszystko wiecie. Polecam, zachęcam i namawiam!
Pozdr.
T

poniedziałek, 17 lutego 2014

Podmieniony

Kot Edek pojechał do domu we wtorek wieczorem, a my ze Stefanem wciąż nie możemy otrząsnąć się ze zdumienia. Jesteśmy więcej niż pewni, że Edka ktoś podmienił. Podesłał nam na weekend jakiegoś innego Kota, a Edka ukrył albo porwał. Ten, który był u nas, nie mógł być Edkiem. Był na to za grzeczny.

Kiedy jego Podwładni przywieźli go w ubiegły piątek wieczorem i zostawili, zdradzał jeszcze oznaki bycia dawnym Edkiem. Prowokował mnie wzrokiem, więc ostrzegawczo na niego warczałem. Dwa razy ugryzł śpiącego już na łóżku Stefana tak mocno, że Ona postanowiła wyprosić go na noc z sypialni. Jej też się dostało. Podczas podawania Edkowi miski z karmą została kilka razy dziabnięta w rękę. Powiedziałem mu, że niepisana zasada między Kotami i Podwładnymi brzmi: "Nie gryź ręki, która karmi". Odwarknął, że ma to w nosie.

Chodził taki nabzdyczony jeszcze następnego dnia do południa. Skoczył nam kilka razy na plecy i walił Ją łapą, kiedy próbowała go posmyrać. Potem jednak nagle, stopniowo, powoli, ale zauważalnie zaczął zdradzać objawy bycia zupełnie innym kotem, nie Edkiem. Zupełnie, jakby ów nie-Edek na początku kamuflował się i stwarzał pozory, a potem zapomniał się i pokazał, kim naprawdę jest.

Najpierw przestał bić i gryźć Ją. Mogła podawać mu miskę bez obawy, że straci rękę. Mogła go nawet głaskać, a nawet wzięła go parę razy na ręce. Trzymała go co prawda przezornie z daleka od twarzy, ale Edek najwyraźniej nie miał nic przeciwko byciu przeniesionym z miejsca na miejsce, bo nie dał jej z liścia. Zaczął się jej ocierać o nogi, żebrząc o jedzenie, którego potem i tak nie zjadał.

Drugiego wieczora Edek nie ugryzł już leżącego na łóżku Stefana. Wcale go nie zaczepiał, więc drzwi sypialni zostały otwarte. Nie miał jednak wcale zamiaru spać z nami na łóżku. Ona twierdzi, że to dlatego, że w domu ma zakazane. Hm. Ja bym na jego miejscu wykorzystał sytuację i się przespał, jak pozwalają.

Edek nawiązał wyraźną komitywę ze Stefanem. Zaczęli się ganiać, ścigać i polować na siebie dla draki. Początkowo obserwowałem to wszystko z rezerwą. Na byłej szafce RTV, w towarzystwie Nessie, czułem się bezpiecznie.


Nie miałem zamiaru iść w ślady Stefana i się z Edkiem bratać. Kiedy jednak ona postanowiła do reszty Edka rozbroić i psiknęła drapak kocimiętką w spraju, ostatecznie dałem za wygraną. Na poniższym filmie widać mnie na drugim planie:


Potem, jak już się razem sztachnęliśmy, pokazałem mu nasz balkon:


W zamian on mi pozwolił poleżeć w swoim transporterze. A potem już wszyscy razem zgodnie spożywaliśmy posiłki:



Pisząc to, po prostu się wzruszyłem i otarłem łezkę. Bo szkoda, że to jednak nie był Edek. Tylko ten podmieniony...

Będę tęsknił!

Pozdr.
T.
--------------------------
PS. A Podwładna pragnie wyjaśnić, że  Edka nie podmieniono. Pobyt w zacnym towarzystwie Kotów i jej samej zaowocował tak skuteczną resocjalizacją.

PS2: Tu Teofil - rzutem na taśmę, mówię do tych, którzy nie śledzą nas na Facebooku: z okazji Dnia Kota życzymy ze Stefanem wszystkim znajomym i nieznajomym Kotom zadowolenia z Podwładnych. A tym, które jeszcze Podwładnych nie mają, życzymy szybkiego i skutecznego ich zatrudnienia.

czwartek, 6 lutego 2014

Nadciąga Edek

Poznajecie? To Edek. Podsłuchałem dziś, jak Ona mówiła, że przyjeżdża do nas na weekend...

Przedostatnim razem, jak tu był, próbował ugryźć psa Niuńka. Potem puścił śmierdzącego bąka w sypialni.

Ostatnim razem, kiedy u nas mieszkał, przeganiał nas od misek i skakał nam na plecy.

Gdy my z kolei byliśmy kiedyś u niego, jeszcze w jego Podwładnej starej miejscówce, okazał się  bardzo niegościnny i nie pozwalał nam wyjść z garderoby. Nie mogliśmy iść siku ani nic.

Nie wiem, czego mamy spodziewać się tym razem. Uprzedziłem Stefana, żeby pochował wszystkie nasze ulubione zakrętki od butelek i guziki, bo Edek gotów nam je zabrać.

Wolałbym chyba, żeby wpadła do nas ta młoda, Femka. Z nią łatwiej poradzilibyśmy sobie, jakby co. Chociaż Ona twierdzi, że jak ostatnio była u młodej z wizytą, ta potraktowała ją z liścia i pazurem. Ponoć trochę bezczelna się zrobiła. Dorasta.

No, to już nie wiem, co gorsze. Tak czy inaczej, spodziewajcie się szczegółowej relacji.

Pozdr.
T.
-----------------------
PS. A Podwładna doda, że jest pewna, że wizyta Edka przebiegnie w pokojowej atmosferze i bez większych ekscesów. :)