niedziela, 31 sierpnia 2014

Z pamiętnika młodego ogrodnika

Zrobiło się zimno, mało więc ostatnio wychodziliśmy na balkon. Po co marznąć, skoro można leżeć na przytulnej papierowej torbie. Dziś jednak musiałem wreszcie zaprowadzić na balkonie trochę porządku. Nasze letnie kwiaty zaanonsowały koniec lata przekształcając się w, jak stwierdziła Ona, spaloną słońcem łąkę.


Petunie uschły wcale nie dlatego, że nie były podlewane. Uschły same z siebie, ot tak. Może uznały że już pora na nie. Tak czy inaczej, wysłałem ją po nowe kwiaty, bardziej pasujące do sezonu, który się zaczyna. A potem wzięliśmy się do roboty.

Kupiła wrzosy. Wrzosów jeszcze ci u nas nie było, dlatego powitałem je wylewnie i czule.


Przesadzanie kwiatów to ciężka praca. Pomagałem jej nosić skrzynki, wyrywać uschnięte petunie i pakować je do wora ze śmieciami. Wyjmowaliśmy wrzosy z tymczasowych doniczek i wsadzaliśmy do skrzynek. Dźwigaliśmy wór z ziemią rozsypując na wszystkie strony. Ugniataliśmy ziemię palcami i łapami. Strzepywaliśmy ją z krawędzi skrzynek. Wreszcie - gotowe!


Przeprowadziłem ostateczną kontrolę jakości. Musze powiedzieć, że byłem niezmiernie rad z efektów. Dla pewności nagryzłem jednego wrzosa. Chciałem sprawdzić, czy jest świeży i jędrny. Był. Nie był jednak tak smaczny, jak szczypior z Biedronki ani kwiat z sypialni, dałem więc spokój.

Na koniec wakacji mamy więc nowe kwiaty na balkonie. Teraz będziemy z niepokojem wypatrywać pierwszych przymrozków. Oby jak najdłużej!


Pozdr.
T.
--------------
PS. Pod słowami "Oby jak najdłużej!" Podwładna podpisuje się obiema rekami.



poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Ludwik na swoim

Zanim opowiem Wam o naszych ostatnich gościach i o tym, jak musieliśmy w trybie awaryjnym ewakuować się z domu z powodu gniewu niejakiej Białej, kazała mi napisać o Ludwiku. Ok, więc powiem Wam w skrócie. Zamieszkał na swoim!

Ona była dziś u niego była z wizytą. Mówi, że dobrze mu się układa. Ma dwoje Podwładnych do dyspozycji oraz dwa psy. Się ustawił! Ponoć kwatera niezbyt duża, ale za to z wanną. A Ludwik jest lubiący wannę, więc trafił idealnie. Jego obecna Podwładna donosi, że spędza w wannie dużo czasu nawet, jeśli jest w niej akurat woda. Trochę tego nie rozumiem, ale niech mu będzie. Ona mówi, że może Ludwik miał wśród przodków rasowe pływające koty Van. Van czy nie Van, ja tam nie wiem. Na arystokratę mi nie wyglądał. Ale jeśli Van znaczy, że ma inklinacje do wanny, to by się zgadzało.

Tak czy inaczej, zadomowił się i zdaje się, nie ma już zamiaru nas nawiedzać. Całe szczęście!


PS. A Podwładna doda, że Ludwik jest w swoim nowym domu już od około miesiąca. Dobrze się miewa i wygląda na szczęśliwego. :)